Dodaj do ulubionych

Artykuł w Forbes - szkoda, że pod publiczkę

10.05.07, 01:17
Finanse [Forbes 05/07, str. 168]
Doradcy troszczą się o swoją prowizję
Tomasz Jóźwik, 27.04.07, 00:00 AM

Odwiedziłem wielu pośredników i każdemu z nich przedstawiłem tę samą historię:
dobrze zarabiam i każdego miesiąca zostaje mi 1000 zł nadwyżki. Na czarną
godzinę zgromadziłem 50 tys. zł oszczędności. Moja sytuacja zawodowa jest
stabilna i nie pogorszy się w najbliższych latach.
Pierwsze zaskoczenie - żaden z nich nie zapytał mnie, jakie mam dochody, jakie
wydatki, ile kosztuje mnie miesięczne utrzymanie, czy mam żonę, dzieci.
Wszystkie propozycje można streścić w jednym zdaniu: proszę zainwestować w
jednostki uczestnictwa funduszy. Skoro skłaniam się do inwestycji
długoterminowej, powinny to być fundusze akcyjne. W Expanderze, największej na
rynku sieci doradców finansowych, zaproponowano mi program inwestycyjny firmy
Aegon (PIN Aegon). W Open Finance dostałem do wyboru PIN Aegon, podobny
produkt skonstruowany przez Skandię o nazwie Multiportfel Spectrum Plus w
wersji VIP (ten wybór sugerował doradca) lub uczestnictwo w planie
systematycznego oszczędzania wybranego TFI. W Money Expert rozmawiałem tylko o
produktach Skandii. Specjalista Goldenegg zaproponował mi nabycie dwóch
funduszy różnych TFI. Jednoznacznie stwierdził, że programy systematycznego
oszczędzania Aegonu i Skandii są zbyt drogie.

Jakie było drugie zaskoczenie, łatwo zgadnąć. Trzech z czterech doradców
finansowych zaproponowało, żeby między mnie a fundusz inwestycyjny wpuścić
jeszcze jednego pośrednika. I to nie bank czy biuro maklerskie, które z
inwestycjami kojarzą się w dość oczywisty sposób, ale firmę ubezpieczeniową
(Aegon Towarzystwo Ubezpieczeń na Życie lub Skandię Życie TU). Tymczasem
decydując się na ofertę Aegonu lub Skandii, ponosimy dodatkowe opłaty w
stosunku do kosztów, którymi obciążą nas TFI, jeśli zainwestujemy bezpośrednio
w ich fundusze. Po pierwsze, jest naliczana dodatkowa opłata za zarządzanie, w
wysokości ok. 2 proc. aktywów rocznie. Po drugie, co miesiąc każde z
towarzystw nalicza tak zwaną opłatę administracyjną (11-12 złotych). Trzecim
rodzajem kosztu jest zamrożenie części wpłaconych środków na cały okres umowy.

Jeśli rozwiążemy ją przed terminem, poniesiemy opłatę likwidacyjną, która
szczególnie na początku naszej inwestycji jest bardzo wysoka. W pierwszych
dwóch latach nie jesteśmy w stanie wypłacić praktycznie ani złotówki ze
znajdujących się na naszym koncie pieniędzy. Wreszcie, kiedy już szczęśliwie
dobrniemy do końca umowy, Aegon pobierze od nas przy wypłacie pieniędzy
kolejną 1-proc. prowizję. Czują się państwo tą wyliczanką kosztów skołowani?
Nic dziwnego. Z polisą Skandii jest związana opłata za ryzyko, która w
niektórych sytuacjach może stanowić istotne obciążenie. Doradca Open Finance
potrzebował porad trzech specjalistów, żeby wyjaśnić (przede wszystkim sobie),
jak jest ona naliczana. Choć nie rozumiał wszystkich niuansów produktu
Skandii, chciał mnie z nim związać na prawie 20 lat. Jak dodatkowe koszty
wpływają na wartość naszych oszczędności, przedstawiają zamieszczone obok
tekstu wykresy.
- Głównym atutem naszego produktu jest to, że dajemy klientom dostęp do
bogatej oferty funduszy inwestycyjnych i różnych zarządzających w sposób tani
i ekonomiczny - wyjaśnia Michał Biedzki, prezes Aegon TUnŻ. - Zgromadzone na
naszej polisie pieniądze można przerzucać między wyselekcjonowanymi przez nas
funduszami bez opłat manipulacyjnych i podatku - dodaje.
Jak ważna jest możliwość przenoszenia środków między poszczególnymi TFI, stara
się mnie także przekonać sprzedawca Expandera. Twierdzi, że w tym roku słabsze
wyniki Arki są efektem zmiany zarządzającego. Owszem, Arka zmieniła
zarządzającego, ale funduszem Obligacji Europejskich, którego nawet nie ma w
ofercie Aegonu.

To właśnie z możliwością przenoszenia pieniędzy między "starannie wybranymi
funduszami" przez komitet inwestycyjny Aegonu można wiązać największy
dodatkowy koszt. Jak tłumaczy Michał Biedzki, ocena wyników inwestycyjnych
poszczególnych funduszy jest dokonywana przez czteroosobowy zespół pod jego
kierownictwem. W trakcie rozmowy wyjaśnia, że materiały dla komitetu
inwestycyjnego przygotowuje zespół analityczny. Ostatecznie okazuje się, że
ten zespół to jeden człowiek.
Doradcy finansowi z dumą mówią o sobie "niezależni", a przecież Expander, Open
Finance, Money Expert mają swoich właścicieli, którzy wyłożyli pieniądze na
ich funkcjonowanie. I nie zrobili tego dla satysfakcji klientów, tylko po to,
żeby zarobić. A ponad wszelką wątpliwość zarabiają na sprzedaży "polis" Aegonu
i Skandii. Są one zbudowane w ten sposób, że wiążą klienta z towarzystwem na
wiele lat - w Aegonie przynajmniej na 10, w Skandii co najmniej na 15 lat.
Podstawowym przychodem obydwu firm jest w tym czasie opłata za zarządzanie. I
to nie tylko ta, którą naliczają w swoim imieniu, ale także znaczna część
opłaty należnej TFI. Zgodnie z panującym na rynku zwyczajem ten, kto sprzeda
jednostki uczestnictwa danego funduszu, zgarnia opłatę manipulacyjną, a także
część pieniędzy należnych za zarządzanie. W przypadku Aegonu i Skandii może to
być nawet 40 proc. opłat pobieranych przez TFI.
Powoli zbliżamy się do wyjaśnienia jednej z istotnych przyczyn fenomenu
popularności polis ubezpieczeniowych z funduszem inwestycyjnym - Aegon i
Skandię stać na płacenie sprzedawcom wysokich prowizji. Michał Biedzki wcale
tego nie kryje.
- Dobry produkt ubezpieczeniowy musi godzić interesy trzech stron: firmy
ubezpieczeniowej, sprzedawcy i klienta - tłumaczy.
Jeśli więc program systematycznego oszczędzania Aegonu kupimy w sieci
firmowej, to w pierwszym roku nasze wpłaty będą obciążone 15-proc. prowizją.
Dostanie ją sprzedawca.
- Płacimy im nawet więcej niż 15 proc. pierwszorocznych wpłat, bo uznajemy ich
rolę w sprzedaży i obsłudze złożonych produktów finansowych za kluczową -
precyzuje Biedzki. Agent dostaje pieniądze zaraz po podpisaniu przez klienta
umowy. Za pozyskanie klienta, który wpłaci w pierwszym roku 12 tys. zł,
otrzyma ok. 2 tys. złotych. W sieci Expandera, przy comiesięcznych wpłatach w
wysokości przynajmniej 500 zł, 15-proc. prowizja nie jest pobierana.
- Nasze wynagrodzenie można porównać do opłaty dystrybucyjnej, jaką pobiera
sprzedawca jednostek uczestnictwa funduszu akcji - mówi Maciej Kossowski z
Expandera [opłata wynosi standardowo 4 proc. od każdej wpłaty - red.]. - Jest
ono naliczane z góry od sumy zadeklarowanych wpłat w pierwszym roku oszczędzania.
W tym przypadku jednak koszty prowizji bierze na siebie Aegon, nie obciążają
one naszego rachunku. Skandia z kolei odmawia informacji na temat zasad
wynagradzania swoich agentów.

Na podobnej zasadzie jak Expander wynagrodzenie pobiera firma Open Finance.
Załóżmy, że agent pracujący w dużej firmie doradztwa finansowego sprzedaje
produkt Aegonu lub Skandii, a klient deklaruje wpłatę 1000 zł miesięcznie.
Sprzedawca na rzecz swojej firmy zarabia 500 złotych. Jeśli znajdzie klienta
na pięcioletni program systematycznego oszczędzania w którymś z funduszy
akcyjnych, również z miesięczną wpłatą w wysokości 1000 zł, to zarobi na rzecz
firmy 1500 zł (przy założeniu 2,5-proc. opłaty od przekazywanych do funduszu
pieniędzy), ale płatne w 60 ratach. W programach oferowanych przez TFI też
znajdują się opłaty "karne" za wycofanie środków, które mają wiązać klienta z
funduszem, ale stanowią one kilka procent znajdujących się na koncie
pieniędzy. Kwestia rezygnacji z programu jest w tej sytuacji decyzją dość
łatwą, a wtedy prowizje sprzedawcy przepadają.
- Jestem głęboko przekonany, że jeśli jest pan zainteresowany systematycznym
długoterminowym oszczędzaniem i w najbliższych latach nie musi pan sięgać po
wpłacone pieniądze, to oferta Aegonu i Skandii jest dla pana najlepsza -
komentuje prowizyjne spekulacje Bartosz Dietrich, szef działu produktów
finansowych Open Finance. - Decydujące znaczenie ma tu dostęp do szerokiej
gamy funduszy i możliwość przenoszenia
Obserwuj wątek
    • arfer Re: Artykuł w Forbes - szkoda, że pod publiczkę 10.05.07, 01:20
      cd

      pieniędzy między nimi bez kosztów.
      O tym, że produkty inwestycyjne ubezpieczycieli są drogie, wiedzą wszyscy.
      - Dla klientów Skandia, której nie ma w naszej ofercie, w większości przypadków
      jest droższa od Aegonu - twierdzi Maciej Kossowski z Expandera. - Aegon broni
      się w relacji do zwykłych funduszy, jeśli klient wpłaca przynajmniej 500 zł
      miesięcznie.
      W internecie Aegon i Skandia reklamują swoje programy inwestycyjne jako dostępne
      już od 200 zł miesięcznie. Zdaniem prezesa Biedzkiego przeciętny klient PIN
      Aegon wpłaca co miesiąc 300 złotych.

      Jaki jest wpływ dodatkowych kosztów na nasz majątek? Po 10 latach oszczędzania w
      Aegonie, zakładając dobrą koniunkturę na rynku akcji, będziemy mieć około 11-15
      proc. mniej pieniędzy, niż gdybyśmy korzystali z programu systematycznego
      oszczędzania bezpośrednio w TFI. Z kolei 20 lat wpłacania pieniędzy do Skandii
      obniża oszczędności o 25-33 proc., również w porównaniu z systematycznym
      oszczędzaniem w jednym lub kilku TFI. Ten niedobór powstaje przy założeniu, że
      przez cały okres uczestnictwa w programie Aegonu lub Skandii nie dokonamy żadnej
      zamiany między dostępnymi funduszami. Powstałą lukę musi wypełnić umiejętne
      żonglowanie jednostkami TFI w rytm porad, udzielanych przez specjalistów obydwu
      towarzystw ubezpieczeniowych w biuletynach rozsyłanych do klientów co miesiąc
      lub co kwartał.
      W rajdzie po warszawskich biurach doradców finansowych najbardziej irytujący był
      brak prostego i czytelnego zestawienia kosztów i korzyści wynikających z różnych
      sposobów długoterminowego inwestowania w fundusze.
      - Oferty różnią się między sobą pewnymi szczegółami i sporządzenie takiego
      porównania jest trudne - twierdzi Maciej Kossowski. Plik dokumentów, które
      otrzymałem, ograniczał się do broszur przygotowanych przez twórców produktów
      finansowych lub materiałów drukowanych ze stron internetowych. Wreszcie żaden z
      doradców nie zaproponował, że wspólnie wybierzemy fundusze, które następnie
      zakupię bez opłat dystrybucyjnych, np. w mBanku. Każdy chciał tylko dostać z
      moich pieniędzy prowizję.

      • josner Re: Artykuł w Forbes - szkoda, że pod publiczkę 10.05.07, 08:03
        "Po 10 latach oszczędzania w Aegonie, zakładając dobrą koniunkturę na rynku
        akcji, będziemy mieć około 11-15 proc. mniej pieniędzy, niż gdybyśmy korzystali
        z programu systematycznego oszczędzania bezpośrednio w TFI. Z kolei 20 lat
        wpłacania pieniędzy do Skandii obniża oszczędności o 25-33 proc., również w
        porównaniu z systematycznym oszczędzaniem w jednym lub kilku TFI."

        To jest niepojęte. Towarzystwa w zamian za to, że klient zwiąże się z nimi
        długoterminowo, postanawiają przede wszystkim skroić człowieka ile się da.
    • mieux Re: Artykuł w Forbes - szkoda, że pod publiczkę 11.05.07, 09:31
      Artykuł przedstawia porównania kilku firm, którym ludzie powierzają swe
      pieniądze i jest to znakomite. Mało kogo stać na taką dociekliwość. Jest w tym
      artykule również o ukrytych kosztach, podwójnym naliczaniu opłat, itp.
      Chciałabym takich artykułów jak najwięcej. Autorowi wcale nie było łatwo dotrzeć
      do tych informacji, bo firmy się przed tym strasznie bronią. Chcą sprzedawać
      klientom produkt tak, aby klient nie zorientował się jak on działa.
      Jak kupuje się żelazko, lodówkę, to zawsze jest instukcja obsługi, parametry
      itp. i można je reklamować, gdy nie działają jak należy. To są produkty tańsze
      niż kilkuletnie (kilkudziesiędzioletnie) polisy. Dlaczego firmy
      finansowo-ubezpieczeniowe są uprzywilejowane i sprzedają klientowi kota w worku?
      Dlaczego się tak bronią przed ujawnieniem pobieranych kosztów? Dlaczego w umowie
      piszą, że będą brać 8 zł miesięcznie za obsługę rachunku a nie napiszą że
      ukradną z tego rachunku 50% na dzień dobry?
      Robią co chcą. Nie ma nad nimi żadnych organów kontrolnych bo Komisja Nadzoru
      Finansowego jakoś nie kwapi się do jakiekiegokolwiek działania.
      Dzięki Grzegorzu za dobrą robotę.
      • grzzal Re: Artykuł w Forbes - szkoda, że pod publiczkę 11.05.07, 10:16
        odpowiedz autora tekstu, czyli Tomka Jozwika na pare zarzutów jest tu:

        www.futures.pl/?did=139&wdid=5569

        Co do tekstu autora z "analiz".
        Ja caly czas nie rozumiem, zarowno Tomek Jozwik, jak i ja chcemy zwracac uwage inwestorm na najwazniejszy aspekt inwestycji - czyli RYZYKO ZYSK KOSZTY

        tymczasem przdstawiciele firm ubez. sie wikłaja i pisza o korzysciach podatkowych, dlugoterminowosci.

        Odniose sie jeszcze do tego fragmentu
        " Oczywiście ktoś kto przyjdzie na ich miejsce może być równie dobry albo nawet lepszy, ale może się również okazać gorszy. To właśnie to ryzyko, przed którym dobrą ochronę daje duża cześć produktów inwestycyjnych, w której w polisę zapakowane są jednostki różnych funduszy. Możemy wówczas w ramach takiego produktu dokonać inwestycji w 2-3 fundusze o zbliżonej polityce, z jednej strony rozpraszając ryzyko, z drugiej strony nie tracąc korzyści w postaci odroczonego podatku Belki. Ponad to swoista preselekcja funduszy dokonywana przez firmę ubezpieczeniową również ogranicza ryzyko inwestycji w produkt przynoszący słabe wyniki. Podobne ryzyko związane jest z produktami ubezpieczeniowymi, które nie oferują w ramach zbliżonej polityki kilku alternatywnych funduszy. Czasami to ryzyko jest niwelowane w ten sposób, że składka wpłacana do UFK jest w rzeczywistości lokowana w jednostki kilku funduszy. W takim przypadku, zbliżonym do znanej z rynku funduszy inwestycyjnych konstrukcji fund of funds, czyli funduszu funduszy, ograniczenie ryzyka zarządzającego leży w gestii osoby lokującej środki w ramach UFK. To w pewnym sensie substytut multifunduszy, który jednak w Polskich warunkach nie zdobył specjalnie szerokiego uznania."


        No to jest dla mnie śmiech. Znam kilka fund of funds. Doborem funduszy, zeby zminimalizowac ryzyko i miec korzysci z dywersyfikacji zajmuje sie SZTAB ludzi, bieglych w matematyce finansowej, statystyce, prawdopodobieństwie.
        Czas dopuszczeniea NOWEJ inwestycji to kilka miesiecy (przynajmniej) obserwacji jak sie zachowuje w roznych warunkach rynkowych

        NAsze firmy ubezpieczeniowe zatrudniaja jednego (no moze dwoch) doradcow, ktory wybiera kilka funduszy w celu dywersyfikacji w zaleznosci od mody rynkowej.
        A anzlizy przeprowadza sie w najlepszym wypadku w excelu. I króluje wskaznik Sharpe'a - ktory sam jest absolutnie bezużyteczny
          • arfer Re: Artykuł w Forbes - szkoda, że pod publiczkę 12.05.07, 23:16
            Wiesz, i kiedy na GPW zdarzy się korekta z prawdziwego zdarzenia, o bessie nie
            wspominając, tysiące domorosłych inwestorów, którzy nie znają słowa "strata", bo
            praktycznie w cokolwiek zainwestowawszy od kilku lat się zyskuje, bardzo mocno
            się przejadą. I najgłośniej będą krzyczeć, że to wszystko to oszustwo, bo
            przecież hossa miała trwać wiecznie..

            Nie zgadzam się z tym, że przeciętna osoba jest w stanie sensownie zarządzać
            swoimi pieniędzmi. Jednostki - owszem, ogół - nie.
        • robbo2k Re: Artykuł w Forbes - szkoda, że pod publiczkę 12.05.07, 23:23
          Ja napisze to tak. Firmy ubezpieczeniowe maja wysoko posunietą kreatywnosc
          marketingowa i potrafia sprzedac katastrofalny produkt za chorendalne pieniadze.
          Powiem wiecej nawet taki Citi za fundusze-funduszy zada dodatkowo 1,5%.
          mbank stabilny czyli fundusz funduszy bierze 1,65% i ma sztab analitykow
          i osiaga wyniki powyzej sredniej arytmetycznej funduszy.

          A wsciekle wycie obroncow Skandii czy Aegonu na forach to ci co zyja z
          posrednictwa widac jak bardzo to gigantyczna grupa.
      • arfer Re: Artykuł w Forbes - szkoda, że pod publiczkę 12.05.07, 23:13
        Pozwolę się z Tobą nie zgodzić w kilku aspektach.

        Artykuł jest niedopracowany, chyba, że zamierzeniem autora było przytoczenie
        wizji inwestycji tak, jak przedstawiono ją w oddziałach w/w firm, abstrachując
        od OWU itd. Sporo jest merytorycznych błędów, naciągniętych faktów.

        Mam wrażenie, jakby artykuł był napisany z góry zamierzoną tezą - wszelkiego
        dodzaju doradcy - czy to firmy brokerskie, czy to (zapewne, podążając
        rozumowaniem) biura maklerskie, czy pewnie i asset - są bez sensu, wszak
        przeciętny Kowalski jest domorosłym doradcą inwestycyjnym i sam równie dobrze
        zainwestuje.

        Zdaję sobie sprawę - takie są, niestety, fakty - że w wielu przypadkach firmy
        doradcze, a także pośrednicy bankowi np. PDK (Open i Expander nieprzypadkowo są
        b. ważnymi partnerami Skandii i Aegona) niezależnie od sytuacji oferują
        klientowi unit-linki, ponieważ są doskonale oprowizjowane, proste.

        Pozostanę przy opinii, że dobrze skonstruowana polisa tego typu jest w stanie,
        przy aktywnym i udanym inwestowaniu przewyższyć korzyści pojedynczych TFI. Aegon
        i Skandia wygrywały kilka lat wstecz z TFI swą elastycznośćią (w TFI ówczas -
        żadną). Tyle, że czasy się zmieniły, i by produkt ten nadal był atrakcyjny i
        korzystny - należy go nieco przemodelować - zmniejszyć koszty, zwiększyć
        możliwości (i np, dodanie Multinavigatora to półśrodek, korzystniejsze byłaby
        szersza dywersyfikacja o np. fundusze zagraniczne).

        Nie zgodzę się, że autorowi było trudno uzyskać dane - wiszą one w internecie, w
        każdej normalnej firmie może dostać OWU do poczytania. Kwestia chęci i
        poświęconego czasu - któregoś z elementów tutaj zabrakło.

        Inna kwestia - to klienta kupuje. Zadajcie sobie pytanie - ile osób czyta OWU ?
        Większość nadal podpisuje coś, o czym w zasadzie nie ma pojęcia - agent ładnie
        opowiadał, symulacja była przekonująca , ale OWU - co tam, za długie, fuj..

        > piszą, że będą brać 8 zł miesięcznie za obsługę rachunku a nie napiszą że
        > ukradną z tego rachunku 50% na dzień dobry?

        możesz mi to wytłumaczyć - na przykładzie Aegona czy Skandii ? Skąd te dane ?

        Rozbawiła mnie końcówka artykułu - o tym, że żaden z doradców nie wybrał dla
        autora funduszy, "które ten następnie zakupiłby bezpłatnie w Supermarkecie TFI".
        TO już lekka paranoja. Jeśli ktoś wyobraża sobie, że doradcy finansowi (z
        prawdziwego zdarzenia) pracują za darmo, chyba jest z księżyca. Czy autor także
        pracuje za darmo ?
        • mieux Re: 13.05.07, 14:30
          >Dlaczego firmy finansowo-ubezpieczeniowe są uprzywilejowane i sprzedają
          >klientowi kota w worku? Dlaczego się tak bronią przed ujawnieniem pobieranych
          >kosztów? Dlaczego w umowie piszą, że będą brać 8 zł miesięcznie za obsługę
          >rachunku a nie napiszą, że ukradną z tego rachunku 50% na dzień dobry?

          Właśnie tak potraktował mnie Amplico AIG Life. W umowie napisał, że będzie brał
          8 zł miesięcznie za prowadzenie rachunku. Nie było ani słowa w umowie (nawet
          drobnym drukiem), że z części składki przeznaczonej na inwestycje ukradnie mi
          50% czyli ukradnie 2500zł. Po roku tak mi ukradł z rachunku 2000zł.
          Rozumiesz Arfer? Ani słowa w umowie. Co z tego, że tę umowę przeczytałam. Te
          4500 nie były przeznaczone na ubezpieczenie, bo za ubezpieczenie płaciłam
          dodatkowo. Amplico wyjaśniło m. in KNF, że te pieniądze przeznaczyli na reklamy
          i akwizytorów.
        • grzzal Re: Artykuł w Forbes - szkoda, że pod publiczkę 16.05.07, 07:55
          czemu Axa a nie mbank? bo takie zarzuty tez sie pojawily.
          A moze jeszcze ktos inny.
          A moze jednak mozna napisac tekst bez inspirowania.
          Poniewaz znam autora, pozwalam sobie odpowiedziec, bo on nie koniecznie tu zajrzy.
          Rozumiem, ze moje krytyczne teksty na salonie o doradcach finansowych też są inspirowane

          PS. axa jest czesciej w mediach???? nie zauwazylem.
        • mieux Re: Artykuł w Forbes - szkoda, że pod publiczkę 16.05.07, 09:14
          O Skandii i Aegonie słyszałam i czytałam. Pierwszy raz słyszę, że jest jakaś
          Axa. Wcale się nie dziwię, że pominięto firmę, którą zna parę osób. W którym
          miejscu jest taka widoczna, w jakich mediach? Oj, chyba przeglądasz nie to co
          wszyscy. Nie musisz się popisywać, że wiesz, że jest jeszcze jakaś Axa. Autor
          napisał bardzo dobry artykuł a nie listę firm.
          • axel40 Re: Artykuł w Forbes - szkoda, że pod publiczkę 16.05.07, 10:19
            Już wcześniej pisałem w którymś poście,że jest wiele artykułów sponsorowanych,a
            tylko niektóre posiadają dopisek o sponsorze.Jednak nie można stwierdzić,że
            wszystkie artykuły są takie.Podobnie jak należy z dystansem zawsze podchodzić do
            informacji podawanych przez doradców,to także trzeba jakiś filtr zastosować przy
            infach z mediów.Dobrze jest umówić się u konkurencji.Ona zawsze najszybciej
            znajdzie mankamenty u przeciwnika.
            Dziennikarze,felietoniści wykonują swoją pracę na zlecenie konkrektnych
            instytucji,czy firmy.Nie będą przecież pisać źle o swoim zleceniodawcy.
            Jak więc ocenić ,czy produkt jest dobry dla mnie?Spróbowac samemu zestawić plusy
            i minusy,podpytac u konkurencji o ten produkt,pytać w necie o poradę.Jednak
            trzeba moim zdaniem w miarę często odwiedzac ulubione strony i fora,by móc
            ocenić i nabrać zaufania do ludzi ,którzy rozsądnie doradzają.Pozdrawiam
            • grzzal 100 proc. racji 16.05.07, 10:32
              to są nasze pieniadze i my mamy obowiażek myśleć!

              I jeszcze pozwole sobie zacytowac moją odpowiedź na forum futures, gdy sgsp (tu rowniez aktywny) napisał
              "Zabawne smile
              Z jednej strony krytykuje Pan polisy, z drugiej reklamuje Pan w swoim portalu ich dystrubutora smile

              Fundusze inwestycyjne?
              Tylko z Najlepszym Doradcą. Zobacz i zyskaj!

              Dawno się tak nie ubawiłam ..."

              Moja odpowiedź:


              Jeden z amerykańskich wydawców powtarzał, że „koszmarem każdego wydawcy jest dzień, gdy w tym samym numerze na jednej stronie ukaże się krytyczna reklama jakiejś firmy, zaś na sąsiadującej reklama”. Zdanie to o tyle mi się podobało, że przede wszystkim dopuszczało taką sytuację. W Polsce wiele firm „kupowało” sobie lojalność mediów kupując w nich reklamy (lub później grożąc, że wycofają).
              Mógłbym powiedzieć, że jestem więc dumny z takiej sytuacji.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka