axel40
31.05.07, 17:19
Gazeta Wyborcza-Andrzej Stec
Klient zarobił milion na luce w regulaminie CU
Klient Commercial Union Życie dokładnie przeczytał regulamin towarzystwa i
stworzył sobie maszynkę do robienia pieniędzy - zarobił ponad milion złotych.
Sąd zdecyduje, czy je dostanie.
Każdy inwestor giełdowy marzy, by wybrać się w przyszłość wehikułem czasu i
zdobyć tabelę z notowaniami giełdowymi. Potem wrócić do teraźniejszości i bez
żadnego ryzyka kupować akcje spółek, o których wie, że zdrożeją. Okazuje się,
że...
...cuda się zdarzają
Pan Krzysztof kupił przed dwoma laty polisę na życie z funduszem kapitałowym w
jednym z największych na rynku Towarzystwie Ubezpieczeń na Życie Commercial
Union Polska. Należy ono do brytyjskiego potentata finansowego - grupy Aviva.
- Gromadziłem i pomnażałem w ten sposób pieniądze. Traktowałem tę polisę jako
konto oszczędnościowe, z którego mogłem w każdej chwili zarówno wypłacić
pieniądze, jak i na nie wpłacić - mówi "Gazecie".
Zdecydowana część wpłaconej składki trafiła do funduszu kapitałowego CU Życie.
Do wyboru było kilka funduszy o różnym stopniu ryzyka: bezpieczne (pieniężny,
obligacji) lub agresywniejsze (inwestujące w akcje). Klienci mogli je co jakiś
czas zamieniać. Jeśli uznali, że sytuacja na parkiecie jest bezpieczna i mogą
na tym więcej zarobić - zamieniali fundusz obligacyjny na akcyjny. Z czasem
ubezpieczyciel, idąc klientom na rękę, wprowadził możliwość błyskawicznej
zmiany, by mogli reagować na szybkie zmiany nastrojów na rynku finansowym.
Wystarczyło przesłać faks z dyspozycją i w ciągu kilku kolejnych dni
potwierdzić chęć zmiany funduszu pocztą. Brak listownego potwierdzenia
oznaczał, że klient zrezygnował z operacji.
Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że zamiana funduszy kapitałowych
następowała w dniu wysłania faksu, a nie dostarczenia listu pocztą. - Takie
rozwiązanie miało służyć klientom tylko jako dodatkowe zabezpieczenie -
powiedział "Gazecie" wiceprezes TUnŻ Commercial Union Maciej Jankowski.
Klienci szybko znaleźli tę lukę, która pozwalała osiągnąć wysokie zyski bez
żadnego ryzyka.
Wysyłali faks z dyspozycją zakupu jednostek funduszu akcyjnego. Po kilku
dniach, jeśli giełda pięła się w górę, potwierdzali transakcję listownie.
Jeśli indeksy na parkiecie spadły - nie wysyłali listów. CU z automatu
anulował operację. Zamianę można było wielokrotnie powtarzać.
Pan Krzysztof, jak twierdzi, zgromadził dzięki temu 1,2 mln zł.
Wehikuł działał do czasu
- Zorientowaliśmy się, że istnieje wąska grupa osób, która wykorzystuje te
zapisy niezgodnie z naszą intencją - mówi Jankowski z CU. Reakcja była
natychmiastowa. Towarzystwo po kilku tygodniach zmieniło swój regulamin.
Pan Krzysztof, przekonany, że postępował zgodnie z prawem i regulaminem CU,
postanowił wycofać zgromadzone pieniądze. Ubezpieczyciel odmówił. Twierdzi, że
zachowanie kilku sprytnych klientów było niezgodne z szeregiem artykułów
kodeksu cywilnego, który stoi ponad regulaminami.
- Gdyby klient miał rację, zaspokoilibyśmy jego roszczenia i nie narażali na
kłopoty - mówi Jankowski. - Nie uważamy, by media były najlepszym miejscem do
rozstrzygania sporu. To ewidentna próba uzyskania korzyści finansowej poprzez
wywieranie na nas presji.
Szefowie CU nie chcą powiedzieć ani potwierdzić, o jakie kwoty toczy się spór.
- Z punktu widzenia pojedynczej osoby chodzi o dużą sumę. Dla nas jest
nieznacząca. Nasze kapitały własne przekraczają 1 mld zł, a w ubiegłym roku
zarobiliśmy 420 mln zł.
Sprawę zbadała Komisja Nadzoru Finansowego. Regulator rynku ubezpieczeniowego
stanął po stronie pana Krzysztofa. Uznał, że list potwierdzający dyspozycję
zamiany funduszu w ogóle nie był potrzebny, by doszło do zamiany funduszy. -
Poza tym strony zawarły porozumienie. W pewnym momencie CU się z niego
wycofał. Naszym zdaniem do skutecznego rozwiązania porozumienia potrzebna była
zgoda klienta - mówi rzecznik KNF Łukasz Dajnowicz. Teraz Komisja czeka na
wyjaśnienia CU.
- Sprawa znajdzie swój finał w sądzie - zapowiadają obie strony konfliktu.
Pieniądze lubią ciszę
To kolejna w ostatnim czasie sytuacja, w której klient wykorzystał
nieprecyzyjne zapisy w regulaminach do zarabiania pieniędzy. Miesiąc temu
opisaliśmy sprawę pana Pawła, właściciela rachunku bankowego w polskim
oddziale greckiego Polbanku EFG. Przypadkiem odkrył on patent, dzięki któremu
bank naliczał mu odsetki od wielokrotnie wyższej kwoty, niż faktycznie
zdeponował na rachunku. Pan Paweł w piątek i sobotę zlecał przez internet
przelewy z konta osobistego na oszczędnościowe. Przelewy miały datę
poniedziałkową, ale pieniądze pojawiały się na drugim koncie od razu. I klient
mógł nimi dysponować. Przelewał je więc z powrotem na konto osobiste, a potem
znów na oszczędnościowe. Od soboty do poniedziałku odsetki były naliczane tak,
jakby klient dopłacał na konto oszczędnościowe wciąż nowe pieniądze.
Bank nie pozwolił klientowi zainkasować tych pieniędzy. Zablokował mu odsetki
i odrzucił reklamację. Ostatnio wypowiedział nawet umowę, zarzucając złamanie
regulaminu. Pan Paweł zawiadomił o sprawie grecką centralę Polbanku EFG.
Jak dużo osób twórczo wykorzystuje regulaminy instytucji finansowych do
zarabiania pieniędzy? Nie wiadomo.
Komisja Nadzoru Finansowego potwierdza, że szybko przybywa konfliktów
instytucji z klientami. - Rzadko jednak dotyczą one spraw, w których
instytucje uchylają się od wypłaty świadczenia, zasłaniając się złamanym
regulaminem - mówi Dajnowicz. Od przedstawicieli kilku instytucji usłyszeliśmy
nieoficjalnie, że to nic dziwnego, bo na całym świecie takie sporne sprawy
załatwia się po cichu. Rzadko przedostają się do mediów. - Pieniądze lubią
spokój - mówi jeden z naszych informatorów. - Chyba że spór dotyczy dużych
pieniędzy.
Andrzej Stec, Gazeta Wyborcza