Na weekend-osobliwości nie do wiary

23.06.07, 11:10
wiadomosci.onet.pl/52623,21,0,pokaz.html
    • tomaszko33 Re: Na weekend-osobliwości nie do wiary 23.06.07, 17:51
      axelku !
      bez jaj
      • axel40 tomaszku to może to :) 23.06.07, 23:07
        www.joemonster.org/kabarety-skecze.php
        • axel40 Dla dziewczyn :) 24.06.07, 10:27
          Jakie są wasze typy dziewczyny?

          zyciegwiazd.onet.pl/53111,0,1,slawni_mezczyzni_pokazuja_co_nieco,galerie.html


          Proponuje w wątku "Na weekend" prowadzić dyskusje na wszelkie tematy nie
          związane z pieniędzmi i inwestowaniem.Moze jakiś sprawdzony przepis na kawkę
          ,ciacho,nalewkę domowej roboty itp.

          • mieux Re: Dla dziewczyn :) 24.06.07, 16:29
            Ci na zdjęciach są zupełnie aseksualni, bo nie są pięknie owłosieni. Za ślicznie
            owłosionym mogę lecieć 10 km plażą. A co nieco jeszcze na plecach to szał gwizdka.
          • mieux Re: Dla dziewczyn :) 24.06.07, 16:32
            A little boy asked his father, "Daddy, how much does it cost to get married?"
            And the father replied, "I don't know, son, I'm still paying for it."
    • mieux pytanie na wieczorny spacerek 04.07.07, 19:05
      Co to jest: lata i nie bzyka?
      - Mucha w celibacie.
      • axel40 Re: Drink "Góra cy" 04.07.07, 19:19
        Przyjechał ceper do Zakopanego i poszedł do baru cos wypić.Pyta barmana:Jakiego
        drinka Pan poleca?
        Barman na to:Góra cy
        Góra cy?A coż to takiego?
        Bieres szkloneczke piwa, może dwie,no góra cy i wlywos do garnuska
        Potem beres szklonecke winka, moze dwie,no góra cy i wlywos do garnuska
        Potem bieres szklonecke wódeczki,moze dwie,no góra cy i wlywos do garnuska
        Potem bieres szklonecke koniacku,moze dwie,no góra cy i wlywos do garnuska
        Wszyściutko podgrzywos i pijes szkloneczke,może dwie,no góra cy
        Wstajesz,idzies do domu i robis kroczek,moze dwa,no góra cy smile
    • mieux jak jest z doradcami? 09.07.07, 17:14
      Jak oni to robią ?
      Listonosz - dochodzi szybko
      Businessman - dużym interesem
      Bankier - na raty
      Policjant - twardą pałą i z kajdankami
      Szachista - zwykle bije konia
      Disc Jockey - wszystko na życzenie
      Elektryk - jest zawsze spięty
      Hydraulik - ma dużą rurę, ale zwykle zatkaną
      Dentysta - wiadomo, zawsze oralnie
      Detektyw - tylko w ciemnościach i incognito
      Inżynier - zgodnie z planem
      Strażak - grubym wężem i wszędzie mokro wokoło
      Śmieciarz - dochodzi raz w tygodniu
      Ogrodnik - stoi tylko w krzakach
      Pracownik stacji benzynowej - końcówka za każdym razem w innej dziurce, a
      najrzadziej w aktualnie posiadanej
      Dżokej - galopuje ostro "na jeźdźca" i zawsze chce być pierwszy
      Nurek - ma wielkie ciśnienie, zwłaszcza jak jest głęboko
      Muzyk - niezwykle sprawne palce, ale potrzebuje dyrygenta
      Dostawca pizzy - jak nie dojdzie w 15 minut, to zimny
      Kierowca ciężarówki - nie rusza się bez gumy
      Pracownik Biura Podróży - nigdy nie może znaleźć właściwego miejsca
      Polityk - kończy na obietnicach
      Poliglota - "żeby język giętki zrobił więcej niż pomyśli głowa..."
      Piłkarz - jak nie faul, to spalony, nigdy nie może trafić
      Golfista - małe piłeczki, a upiera się żeby zaliczyć 18 dziurek
      Pracownik Administracji - nigdy nie dochodzi na czas
      Dealer samochodów - nieważne gdzie i komu, aby tylko wepchnąć ten swój złom

      Kolega, który jest operatorem kamery dodał jeszcze, jak to robią filmowcy:

      Filmowiec – było dobrze, ale zróbmy dubla

      Ponieważ jesteśmy na forum o funduszach inwestycyjnych zastanawiałam się jak to
      robią doradcy. Oto wyniki moich przemyśleń:

      Doradca inwestycyjny – lubi jak mu idzie w górę
      Akwizytor – jest do niczego, ale udaje że mu w(y)chodzi.


    • axel40 W. Mann opowiada o epoce Peweksów i odrzutach 12.07.07, 11:08
      Wojciech Mann opowiada o epoce Peweksów i odrzutach z eksportu

      O odrzutach z eksportu, epoce Peweksów i kawałku nieznanej Polski na
      transatlantyku Batory rozmawiamy z Wojciechem Mannem.

      Kupił pan coś kiedyś w Peweksie?

      Oczywiście. Kupiłem polską wódkę, niemieckie parówki i zapalniczkę, taką w
      skórze. Byłem nawet uczestnikiem nielegalnego obrotu walutą. No, ale nie było
      innego wyjścia. Jak ktoś chciał od święta kupić coś dobrego albo dobrej jakości,
      czy niedostępne w żadnym innym sklepie, to tylko w Peweksie.

      Ale żeby polską wódkę za dolary kupować...

      PAP/Andrzej Rybczyński
      Cały pomysł Peweksu był niedorzeczny. Pewex czyli Przedsiębiorstwo Eksportu
      Wewnętrznego, tylko jak można polskie produkty eksportować do Polski? Cały ten
      interes razem ze słynnymi bonami towarowymi był obliczony na to, żeby wszystkie
      dolary wróciły do kieszeni państwa.

      Pracując dla Philipa Morrisa, Pagartu czy pływając na Batorym latach 80. i 90.
      razem z Krzysztofem Materną, zjechaliście pół świata. Czy wtedy był na świecie
      jakiś znany polski produkt, o którym można było powiedzieć polski hit eksportowy?

      Eksportowe hity to tworzyła peerelowska propaganda. Ale to był taki sam pic na
      wodę jak ten rekord polskiego fiata w jeździe na 25 tys. kilometrów. Bo i ja
      mógłbym ogłosić bicie rekordu świata w zjeździe rowerem Rometu po schodach
      Pałacu Kultury i Nauki. I pewnie rekord bym uzyskał, tyle że nikt na świecie by
      się tym nie przejął.

      Mówiło się, że jesteśmy dziesiątą światową potęgą, jeśli chodzi o węgiel, że
      sprzedajemy za granicę samochody i tak dalej...

      Takim prawdziwym hitem to chyba jest ta nasza wóda. Nawet w Meksyku była
      dostępna, a zdaje się, że była tam nawet produkowana na licencji. W Kanadzie i
      USA były nawet wielkie kampanie reklamowe Wyborowej. Zapewne inicjowane przez
      lokalnego dystrybutora, ale naprawdę było o tym głośno. Zabawna historia
      zdarzyła się w Kanadzie, gdy szef sali restauracji zapewnił nas: „A teraz polska
      wódka podana w waszym tradycyjnym stylu”. Zdziwiłem się, co to za tradycyjny
      styl. A tu na stole ląduje butelka zamrożona w bryle lodu. Omal nie pękliśmy ze
      śmiechu, bo był to czas, kiedy w polskim lokalu nie uświadczyłeś jednej kostki lodu.

      Tylko wódka czy coś jeszcze?

      Polish ham oczywiście, no i ogórki Krakus. Piwo? Ono zawsze było tylko tam,
      gdzie była Polonia. Przecież taki amerykański wielbiciel rozcieńczonego
      Budweisera upiłby się jedna butelką Żywca.

      Czyli jednak jesteśmy krajem wódką i ogórkiem słynącym...

      To chyba nie jest tak źle. Taka pozytywna opinia może się przenieść na inne
      produkty. Skoro robimy dobrą wódkę, to może i potrafimy skroić dobry garnitur.
      Ja naprawdę byłem dumny, kiedy na wystawie londyńskiego sklepu zobaczyłem buty z
      Polski – Velur czy jakoś tak. Garnitury Bytom widziałem w niemieckich sklepach,
      tylko pod innymi markami. I chyba tego nam najbardziej brakuje: promocji i walki
      o polską tożsamość polskich produktów.

      Wróćmy na chwilę do Batorego. Bo podczas jego rejsów w latach 80. pojawiła się
      też specjalna kategoria pasażerów, dla których rejs przez Europę był okazją do
      zrobienia kilku interesów.

      Była cała mapa Europy wraz z przypisanymi do każdego kraju towarami, które można
      by dobrze sprzedać. Od portu do portu każdy z nich wzbogacał się o kolejne
      dobra, kryształy wymieniał na dywany, a te na kożuchy. By w końcu, powracając do
      Polski, mieć już masę towaru. Ja nie handlowałem, więc trudno mi o tym
      opowiadać. Pamiętam, że towarami z dobrym przelicznikiem były kryształy i
      produkowane w Polsce Marlboro. Widziałem też, jak jednemu turyście odbierano
      trzy odkurzacze, które do deklaracji wpisał jako urządzenia czyszczące. Gdzie i
      za jak dumpingową cenę zamierzał je sprzedać? (śmiech)

      W ogóle Batory to był kawałek zupełnie innej, nieistniejącej Polski. Kraju,
      gdzie ludzie są przesympatyczni, gdzie nie obowiązuje zakaz kupowania alkoholu
      przed 13, gdzie nie obowiązuje zakaz hazardu. Dla Polaka to był szok, u
      obcokrajowców podróżujących wygrywaliśmy superobsługą, dobrą kuchnią.

      Osobna kategoria to tak zwane odrzuty z eksportu. Pamięta pan?

      Cała Polska się zabijała o odrzuty z eksportu. Idea była prosta: niby miało toto
      feler, ale było o niebo lepsze od tego, co szło na rynek krajowy. Za moich
      czasów prawdziwym rarytasem była fińska wersja polskiego fiata 125p. Ja nie
      wiem, co on takiego miał, ale to był mercedes wśród fiatów. Byli i tacy
      szczęśliwcy, którzy jeździli odrzutami z eksportu na rynek brytyjski, czyli z
      kierownicą po prawej stronie.

      To teraz na poważnie. Jak promować polską gospodarkę? Czy wystarczą wideoklipy w
      BBC, że jesteśmy krajem pól golfowych, średniowiecznych zamków itd.? Ja się
      boję, że nabijamy w butelkę turystów, którzy po spotkaniu z koleinami, chamstwem
      na drodze już do nas nie wrócą.

      Po pierwsze to wszystko da się sprzedać. Efekt musi być taki, żeby przyjeżdżali
      i wracali. A my mamy sporo do zaoferowania. Dla wielu turystów znużonych średnim
      standardem hotelowym prawdziwą przygodą będzie wyprawa na Mazury, gdzie zobaczą
      dzikiego ptaka, komar ich pokąsa czy meszki obsiądą.

      Pytanie tylko, na ile nam potrzebny taki wizerunek: Polska – dziki kraj. Może
      lepiej coś nowocześniejszego?

      Oczywiście. Nie można się ograniczać w przekazie do bociana, wierzby, błotnistej
      drogi i pijanego chłopa grającego na fujarce. Podoba mi się droga, jaką przeszli
      Portugalczycy, którzy jakiś czas temu byli dla Europy prymitywnymi
      półanalfabetami. Pozbądźmy się kompleksów. Wystarczy spojrzeć na dokonania
      Polaków w Hollywood – Kaczmarka, Idziaka i innych. Póki co sukcesy dotyczą
      raczej tych, którzy emigrowali. Pakują się lekarze, pakują się inżynierowie. Mam
      nadzieję, że władza zrozumie, że trzeba ludziom dać trochę luzu, a nie tłuc
      podatkami, nakazami i ograniczeniami. Ale to możemy zacząć zmieniać my sami.

      rozmawiał Tomasz Molga
      Źródło:bankier.pl
Pełna wersja