axel40
09.07.07, 14:34
Polacy pokochali fundusze inwestycyjne. A raczej pokochali roztaczane przez
nie obietnice krociowych zysków, bo aż trzy czwarte nowych wpłat trafia do
najbardziej ryzykownych funduszy inwestujących wyłącznie w akcje giełdowych
spółek. - Taka sytuacja grozi szybkim przegrzaniem rynku - ostrzegają analitycy
Analitycy ostrzegają, że część z osób, które przenoszą pieniądze do funduszy
akcji, może nie zdawać sobie sprawy z ryzyka.
Rok temu instytut badawczy Gfk i austriacki bank Raiffeisen ogłosiły wyniki
badań, z których wynikało, że Polacy należą do najbardziej ostrożnych narodów
w Europie Środkowej pod względem inwestowania. Aż 61 proc. z nich określono
jako konserwatywnych lub ostrożnych.
Ale to już chyba nieaktualne. W ostatnich miesiącach gigantyczna góra
pieniędzy Polaków płynie bowiem do jednej z najbardziej ryzykownych form
inwestowania - funduszy inwestycyjnych lokujących pieniądze w całości na giełdzie.
Jeszcze rok temu fundusze akcji gromadziły "tylko" 12,5 mld zł naszych
oszczędności. Dziś według czerwcowych danych Izby Zarządzających Funduszami i
Aktywami majątek zarządzany przez fundusze akcji wynosi już przeszło trzy razy
więcej: 38,5 mld zł!
- Z tego prawie 9 mld zł to majątek funduszy specjalizujących się w
inwestycjach w akcje małych i średnich spółek - zwraca uwagę w swym ostatnim
raporcie Grzegorz Raupuk z firmy Analizy Online. To najbardziej ryzykowna
grupa funduszy akcyjnych.
Czerwiec dla funduszy akcji był przełomowy. Po raz pierwszy te fundusze
zgromadziły najwięcej pieniędzy. Do tej pory najpopularniejsze były fundusze
zrównoważone inwestujące w akcje tylko połowę otrzymanych pieniędzy. Ale w
czerwcu ich majątek zwiększył się "tylko" o 1,3 mld zł. A fundusze akcji
przyrosły w tym czasie aż o 5 mld zł!
- Taka sytuacja grozi szybkim przegrzaniem rynku - ostrzega Emil Szweda z Open
Finance. - Choć nie ma podstaw, by przewidywać, że napływ pieniędzy do
funduszy inwestycyjnych ustanie, ale z każdym kolejnym dniem wzrostu rośnie
ryzyko inwestowania pieniędzy na giełdzie.
Nęci hossa, nęcą banki i reklamy
Nowych klientów napędza funduszom akcji trwająca od czterech lat giełdowa
hossa. Ostatnio trwa ona niemal nieprzerwanie. - W każdym z trzech ostatnich
kwartałów giełdowy indeks WIG zyskiwał 14-15 proc. - zwraca uwagę Szweda.
Najlepsze fundusze akcji od kilku lat notują po 60 proc. rocznych zysków.
Funduszom coraz bardziej pomagają wielkie banki detaliczne, które z prowizji
za pośrednictwo w sprzedaży jednostek funduszy uczyniły sobie poważne źródło
zysków. Na tyle poważne (prowizja sięga 3-4 proc.), że bankowcom opłaca się
namawiać własnych klientów, by przenieśli do zaprzyjaźnionych funduszy
pieniądze leżące dotychczas na lokatach. Stąd wielka popularność lokat
wiązanych z funduszami (takich jak np. mocno reklamowany ostatnio SuperDuet).
Lawina pieniędzy, która płynie do funduszy akcji, to po części również zasługa
agresywnych reklam niektórych funduszy, w których powiernicy epatowali
wysokimi zyskami, dyskretnie ukrywają informację, że to tylko dane
historyczne, które nie muszą powtórzyć się w przyszłości. Niedawno
zaprotestowała Komisja Nadzoru Finansowego, która zabroniła trzem towarzystwom
funduszy emisji kontrowersyjnych reklam.
Analitycy ostrzegają, że część z osób, które przenoszą pieniądze do funduszy
akcji, może nie zdawać sobie sprawy z ryzyka. Na niektórych rynkach Europy
Zachodniej oraz w USA w funduszach akcji jest nawet 40-50 proc. wszystkich
pieniędzy przekazanych powiernikom. Problem w tym, że u nas spora grupa osób
inwestujących w najbardziej agresywne fundusze to nowicjusze, którzy mogą
traktować fundusze niczym maszynkę do zarabiania pieniędzy. Większość z
oszczędzających przyszła do funduszy w ciągu ostatnich czterech lat hossy
giełdowej i nigdy nie poznała na własnej skórze goryczy wielkich strat.
Jak liczna to grupa? Aż dwie trzecie majątku fundusze zbudowały w ostatnich
dwóch latach. Zaś liczbę wszystkich uczestników funduszy giełdowa gazeta
"Parkiet" podsumowała niedawno na trzy miliony osób.
- Kupujący jednostki funduszy nastawionych na akcje, powinni mieć świadomość,
że stają się siłą napędową hossy - twierdzi Szweda.
Historia uczy, że bessa giełdowa boleśnie weryfikuje wybory inwestorów. W
latach 1997-1999 r., po pierwszej wielkiej hossie, Polacy trzymali aż 90-95
proc. pieniędzy w funduszach z mniejszym lub większym udziałem akcji (a więc w
funduszach stabilnych, zrównoważonych i akcyjnych). Ale już w 2002 r., gdy
trwała bessa, sytuacja się radykalnie odwróciła: 85 proc. oszczędności Polacy
przenieśli do bezpiecznych funduszy. Dziś znów w funduszach z udziałem akcji
jest 75-80 proc. wszystkich oszczędności.
Akcje? Niekoniecznie polskie
Analitycy coraz częściej zalecają klientom, by - jeśli już chcą inwestować w
fundusze akcyjne - przynajmniej część pieniędzy przenieśli z funduszy
inwestujących w polskie akcje na rzecz tych, które lokują w spółki z całej
Europy Środkowej. - Tam akcje są po prostu tańsze niż polskie - mówi Błażej
Bogdziewicz z TFI BZ WBK (fundusze spod znaku Arka). Dziś działa już osiem
tego typu funduszy, zebrały w sumie ponad 2 mld zł. - Za kilka lat w
funduszach środkowoeuropejskich będzie więcej pieniędzy niż w lokujących w
akcje w Polsce - przepowiada Bogdziewicz.
Źródło: Gazeta Wyborcza