axel40
10.07.07, 19:10
Zakładam nowy wątek w którym postaram się pokazać różne strony bycia
agentem.Każdy musi sam ocenić człowieka z którym robi interesy.Czy agent może
być człowiekiem godnym zaufania i profesjonalistą.Czy człowiek do 15 pracujący
przy betoniarce ,a po 15 jest agentem może być dobrym finansistą?Może tak ,a
może nie.Oto kilka wspomnień z życia agentów,szkoleń towarzystw itp
zaczerpniętych z internetu.Każdy niech sam oceni wartość swoich doradców.Z
góry zaznaczam ,że nikogo nie atakuje i nikomu nie schlebiam.
Najważniejsze jest to,żeby dokonywać świadomych wyborów i wymagać tego za co
się płaci.Przecież to tak niewiele.Przybliżmy więc pracę agenta.
Agent ubezpieczeniowy
Dzień pracy przedstawiciela składa się z trzech głównych części. Trzeba
klienta znaleźć i umówić się na spotkanie, przygotować się do niego i odbyć to
spotkanie. – Przedstawiciele w różny sposób organizują sobie pracę – tłumaczy
Tomasz Sobiepan – Część z nich robi wszystko sama – szuka klienta, umawia i
spotyka się z nim, inni – korzystają z pomocy telemarketerów, którzy za nich
poszukują klientów. Najczęściej jest tak, że kilku przedstawicieli zatrudnia
jednego telemarketera, który szuka dla nich klientów.
- Ja nie korzystam z pomocy telemarketerów, ponieważ stosuję najskuteczniejszy
sposób pozyskiwania klientów – opieram się na rekomendacjach moich
zadowolonych klientów i innych znajomych osób – mówi Tomasz Sobiepan – To
najpewniejszy sposób, choćby dlatego, że w takiej sytuacji w zasadzie nie
zdarza się, że osoba, do której dzwonię, odkłada słuchawkę nawet mnie nie
wysłuchawszy. A przy dzwonieniu do obcych ludzi, znalezionych tylko za
pośrednictwem ogólnodostępnych baz teleadresowych, nie jest to rzadkie.
Przedstawiciele formalnie prowadzą własną działalność gospodarczą i podpisują
z agentem umowę agencyjną. – To rozwiązanie ma wiele zalet – uważa Tomasz
Sobiepan – nikt nie organizuje mi czasu pracy, nie mówi, kiedy mam dzwonić do
klienta, a kiedy się z nim spotykać. Ode mnie też zależy, ilu klientów zdobędę
w ciągu miesiąca. A to oznacza, że tylko ode mnie zależy, ile zarobię. Nie ma
górnego pułapu wynagrodzenia. Wiąże się z tym jednak też pewne ryzyko: jeśli
nie znajdę klienta, nie będę miał pieniędzy. Na szczęście nie całe
wynagrodzenie pochodzi od nowo pozyskanych klientów – pewna część to dochody
niemal stałe, z obsługi już dawniej sprzedanych polis. To daje pewne poczucie
bezpieczeństwa.
Osoby chcące sprzedawać polisy czy ubezpieczenia nie muszą mieć wykształcenia
finansowego. – Równie dobrym przedstawicielem jak finansista może być
humanista czy matematyk – mówi Tomasz Sobiepan, fizyk i były nauczyciel –
liczą się przede wszystkim cechy osobowości, a nie kierunek studiów.
Najważniejsza jest umiejętność rozmowy z człowiekiem. Przecież, żeby idealnie
dopasować produkt do potrzeb klienta, musimy poznać go dobrze, wypytać o
najbardziej drażliwe - finansowe – sprawy. Krótko mówiąc – musimy mówić
„językiem korzyści klienta” – tak, by nas zrozumiał i ujrzał pożytki płynące z
oferowanego produktu.
Tomaszowi Sobiepanowi praca przedstawiciela bardzo odpowiada. – Pracuję
dopiero od roku, więc widzę coraz więcej możliwości, w jaki sposób mogę swoją
pracę udoskonalić. Zależy mi na tym, aby moja praca była na jak najwyższym
poziomie. To nie oznacza tylko większych zarobków, ale przede wszystkim wielką
satysfakcję, że wszystko działa tak, jak powinno. A jeśli kiedyś trafi się
możliwość awansu… to czemu nie? Ale tylko w pionie sprzedaży!