Agent ubezpieczeniowy-przyjaciel czy wróg?

10.07.07, 19:10
Zakładam nowy wątek w którym postaram się pokazać różne strony bycia
agentem.Każdy musi sam ocenić człowieka z którym robi interesy.Czy agent może
być człowiekiem godnym zaufania i profesjonalistą.Czy człowiek do 15 pracujący
przy betoniarce ,a po 15 jest agentem może być dobrym finansistą?Może tak ,a
może nie.Oto kilka wspomnień z życia agentów,szkoleń towarzystw itp
zaczerpniętych z internetu.Każdy niech sam oceni wartość swoich doradców.Z
góry zaznaczam ,że nikogo nie atakuje i nikomu nie schlebiam.
Najważniejsze jest to,żeby dokonywać świadomych wyborów i wymagać tego za co
się płaci.Przecież to tak niewiele.Przybliżmy więc pracę agenta.



Agent ubezpieczeniowy

Dzień pracy przedstawiciela składa się z trzech głównych części. Trzeba
klienta znaleźć i umówić się na spotkanie, przygotować się do niego i odbyć to
spotkanie. – Przedstawiciele w różny sposób organizują sobie pracę – tłumaczy
Tomasz Sobiepan – Część z nich robi wszystko sama – szuka klienta, umawia i
spotyka się z nim, inni – korzystają z pomocy telemarketerów, którzy za nich
poszukują klientów. Najczęściej jest tak, że kilku przedstawicieli zatrudnia
jednego telemarketera, który szuka dla nich klientów.

- Ja nie korzystam z pomocy telemarketerów, ponieważ stosuję najskuteczniejszy
sposób pozyskiwania klientów – opieram się na rekomendacjach moich
zadowolonych klientów i innych znajomych osób – mówi Tomasz Sobiepan – To
najpewniejszy sposób, choćby dlatego, że w takiej sytuacji w zasadzie nie
zdarza się, że osoba, do której dzwonię, odkłada słuchawkę nawet mnie nie
wysłuchawszy. A przy dzwonieniu do obcych ludzi, znalezionych tylko za
pośrednictwem ogólnodostępnych baz teleadresowych, nie jest to rzadkie.

Przedstawiciele formalnie prowadzą własną działalność gospodarczą i podpisują
z agentem umowę agencyjną. – To rozwiązanie ma wiele zalet – uważa Tomasz
Sobiepan – nikt nie organizuje mi czasu pracy, nie mówi, kiedy mam dzwonić do
klienta, a kiedy się z nim spotykać. Ode mnie też zależy, ilu klientów zdobędę
w ciągu miesiąca. A to oznacza, że tylko ode mnie zależy, ile zarobię. Nie ma
górnego pułapu wynagrodzenia. Wiąże się z tym jednak też pewne ryzyko: jeśli
nie znajdę klienta, nie będę miał pieniędzy. Na szczęście nie całe
wynagrodzenie pochodzi od nowo pozyskanych klientów – pewna część to dochody
niemal stałe, z obsługi już dawniej sprzedanych polis. To daje pewne poczucie
bezpieczeństwa.

Osoby chcące sprzedawać polisy czy ubezpieczenia nie muszą mieć wykształcenia
finansowego. – Równie dobrym przedstawicielem jak finansista może być
humanista czy matematyk – mówi Tomasz Sobiepan, fizyk i były nauczyciel –
liczą się przede wszystkim cechy osobowości, a nie kierunek studiów.
Najważniejsza jest umiejętność rozmowy z człowiekiem. Przecież, żeby idealnie
dopasować produkt do potrzeb klienta, musimy poznać go dobrze, wypytać o
najbardziej drażliwe - finansowe – sprawy. Krótko mówiąc – musimy mówić
„językiem korzyści klienta” – tak, by nas zrozumiał i ujrzał pożytki płynące z
oferowanego produktu.

Tomaszowi Sobiepanowi praca przedstawiciela bardzo odpowiada. – Pracuję
dopiero od roku, więc widzę coraz więcej możliwości, w jaki sposób mogę swoją
pracę udoskonalić. Zależy mi na tym, aby moja praca była na jak najwyższym
poziomie. To nie oznacza tylko większych zarobków, ale przede wszystkim wielką
satysfakcję, że wszystko działa tak, jak powinno. A jeśli kiedyś trafi się
możliwość awansu… to czemu nie? Ale tylko w pionie sprzedaży!


    • axel40 Z pamiętnika agenta ubezpieczeniowego 10.07.07, 19:16
      Z pamiętnika agenta ubezpieczeniowego

      „ Dzień agenta ubezpieczeniowego składa się z trzech głównych części. Trzeba
      klienta znaleźć i umówić się na spotkanie, przygotować się do niego i odbyć to
      spotkanie. Nikt nie organizuje mi czasu pracy, nie mówi, kiedy mam dzwonić do
      klienta, a kiedy się z nim spotykać... Ale na urlopie nie byłem trzy lata. Żyję
      bez drinków, bo zawsze jestem za kierownicą, w drodze do klienta albo od
      klienta. Wiesz, że my musimy od poniedziałku do soboty, od 8.00 do 20.00
      wypełniać tabelki, w których podajemy, co robimy, z kim się spotykamy? Nie wiem
      tylko, co wpisywać, jeśli zdarzy mi się kochać z żoną w ciągu dnia... Straciłem
      nawet kilkoro znajomych, bo bali się, gdy zadzwoniłem i powiedziałam gdzie
      pracuję, że chcę koniecznie ich ubezpieczyć.

      Agent ubezpieczeniowy to trudna profesja, szczególnie dla osób, które teraz
      rozpoczynają pracę w tym zawodzie. Żeby osiągać sukcesy, trzeba mieć rozległą
      wiedzę, perfekcyjnie znać nie tylko produkty, które się oferuje, ale także
      orientować się w sytuacji na rynku kapitałowym, w makroekonomii. Ale agent
      ubezpieczeniowy, mimo społecznej niechęci, jest jednym z najpopularniejszych
      zawodów w Polsce.

      Czy nas nie lubią ? To trudno powiedzieć... Jestem agentem ubezpieczeniowym od
      trzech lat. Trudno kogoś lubić, kto sprzedaje tak abstrakcyjny produkt jak
      ubezpieczenie. Polski rynek jest trudny. Ludzie nie ufają agentom. Traktują nas
      jak naciągaczy. Wcześniej też wyganiałem agentów ubezpieczeniowych i nie
      chciałem z nimi rozmawiać.

      A przecież ubezpieczenia są dla ludzi i po to, żeby z nich korzystać. Akwizytor,
      to słowo ma znaczenie pejoratywne. Domokrążca - to też słyszałem.

      Wadą tej pracy jest też to, że nigdy nie wiadomo, co się zastanie za drzwiami
      prywatnego mieszkania, jaki będzie klient, miły czy arogancki. Raz ugryzł mnie
      pies, ale powiedziałem: nic nie szkodzi i dalej się uśmiechałem.

      W tym zawodzie stale trzeba poszukiwać klientów. Bez aktywnego poszukiwania
      do agenta trafia 1 - 2 proc. nowych klientów. Agent nie może pracować zrywami,
      bo w ten sposób nic nie osiągnie, agentem jest się przez cały czas: na urlopie,
      u cioci na imieninach...

      Trzeba mieć dużą odporność psychiczną, żeby znieść brak efektów. Agenci, którzy
      mieli o wiele lepsze niż ja osiągnięcia, przeważnie korzystali z jakichś
      nieformalnych kontaktów, np. ojciec, brat, wujek, bliski znajomy byli
      dyrektorami jakiejś firmy i ułatwiali dotarcie do pracowników. Ale z tym też
      różnie bywa. Ludzie coraz bardziej chronią swoją prywatność, są przeczuleni na
      punkcie ochrony swoich danych osobowych, coraz powszechniejsze jest negatywne
      nastawienie do wszelkiej sprzedaży prowadzonej w sposób nietradycyjny...

      Mój zespół liczył początkowo 10 - 12 osób, ze starej ekipy zostały dwie
      osoby. Ludzie chcą pracować, ale jest to trudny zawód. Dużo osób, które nie maja
      odpowiedniej siły przebicia, rezygnuje z pracy. Nie wytrzymują napięcia..

      Mam znajomą, która postanowiła sprzedawać polisy na życie. Jej kapitał stanowiła
      sześciomiesięczna odprawa z poprzedniej pracy. Po roku - już bez odprawy na
      koncie, za to z zadłużeniem w Citibanku - zrezygnowała z kariery agenta. -
      Dzwoniłem do niej. Jest sprzątaczką i mówi, że jest szczęśliwa. Wstaje o
      trzeciej rano. Rozpoczyna pracę o piątej, kończy o dziewiątej. Resztę dnia ma
      dla siebie. Cieszy się, że ma stały dochód, jakieś 800 zł miesięcznie. Nie każdy
      wytrzymuje kierat pracy agenta...

      Z niektórych rezygnuje firma, bo nie są dość wydajni. Najpierw ubezpieczają
      siebie, rodzinę, przyjaciół; potem lista się kończy, a żeby się utrzymać trzeba
      szukać dalej... Podstawą dla osoby rozpoczynającej pracę agenta są rozległe
      kontakty i znajomości.

      Agent powinien przede wszystkim być uczciwy. Wiem z doświadczenia, że lepiej
      nie chwalić swojej firmy ubezpieczeniowej. Tylko, że gdy nie chwalisz firmy, to
      też nie wzbudzasz zaufania. Pracownik nie chwali się miejsce pracy, to pewnie
      coś jest nie tak. Prawda ?

      Dlatego najważniejsza jest umiejętność rozmowy z człowiekiem. Liczą się
      przede wszystkim cechy osobowości, a nie kierunek studiów... Ja jestem fizykiem.
      Przecież, żeby idealnie dopasować produkt do potrzeb klienta, musimy poznać go
      dobrze, wypytać o najbardziej drażliwe - finansowe – sprawy. Krótko mówiąc –
      musimy mówić „językiem korzyści klienta”.

      Oprócz wiedzy niezbędne są: odporność na stres, wysoka ocena własna, otwartość i
      optymizm. Praca agenta stwarza możliwości szybkiej kariery, awansu. W błędzie
      jest jednak ten, kto uważa, że można to osiągnąć od razu. Jest to zawód na lata.

      Ja uczyłem się od podstaw wszystkiego : poprawnego ubioru, nawet odpowiedniego
      doboru perfum i przede wszystkim zwracano mi uwagę na schludność, elegancję i
      poprawne zachowanie. Wszystko musi być podporządkowane jednej zasadzie, czyli
      jak cię widzą, tak cię piszą...

      Warunkiem powodzenia jest chęć samorozwoju, gdyż rynek ubezpieczeniowy zmienia
      się dość dynamicznie, a agent musi być kompetentny.

      Istnieją różne możliwości pracy w tym zawodzie. Można specjalizować się w
      sprzedaży polis na życie lub polis majątkowych. - To dwa różne światy. Nie tylko
      inne podejście do klienta, ale też inne sposoby poszukiwania go. Chodzi o to, że
      polisa majątkowa ważna jest rok, a po tym czasie klient nie zawsze wraca do
      agenta. Natomiast polisa na życie sprzedawana jest na kilkadziesiąt lat. Jeśli
      zostanie źle sprzedana, klient zrezygnuje, a agent - jeżeli rezygnacja nastąpi w
      ciągu dwóch pierwszych lat - musi oddać sporą część swojej prowizji.

      Zdarza się, że towarzystwo zmienia w trakcie obowiązywania umów limity sprzedaży
      czy zasady rozliczania prowizji. To bardzo stresuje, bo niekiedy nie wiem, ile
      będę zarabiał obsługując swoich klientów, a jeśli nie znajdę klienta, nie będę
      miał pieniędzy.

      Ludzi często nie stać na dodatkowe koszta i wydatek rzędu 200 zł na
      ubezpieczenie mieszkania jest dla nich po prostu nie do pokonania. To przykre...
      A z tego co zarobię w rzeczywistości utrzymuje się cała firma... Agent zarabia
      na siebie i na swoich zwierzchników - unit managera, personel towarzystwa
      ubezpieczeń. Każdy z tego korzysta. To taka swoista piramida finansowa.

      Dlatego wszyscy chcemy jak najszybciej awansować, by inni na nas mogli pracować.
      Największe marzenie każdego agenta to kolejny krok wtajemniczenia, czyli broker
      ubezpieczeniowy.

      To firmy ubezpieczeniowe zabijają się za nim nie odwrotnie... Ale trzeba trochę
      poczekać, zanim wejdzie się na szczyt...”

      • axel40 PORADY DLA AGENTA 10.07.07, 19:26

        PORADY DLA AGENTA

        Dobre obyczaje agenta

        Każdy profesjonalista używa najlepszych narzędzi pracy bez względu na wykonywany
        zawód. W przypadku agenta ubezpieczeniowego takim narzędziem jest między innymi
        elegancki i schludny ubiór. Doświadczony agent ubezpieczeniowy zdaje sobie
        doskonale sprawę jak wielkie znaczenie w kontakcie z klientem ma wygląd.
        Prawie wszystkie firmy ubezpieczeniowe preferują konserwatywny styl ubioru wśród
        swoich przedstawicieli. Ubezpieczyciel.pl zaleca następujące standardy dla
        agentów ubezpieczeniowych:

        kobiety:
        kolorystyka:popielaty, granatowy, czarny, ciemne brązy i zieleń
        materiał:najwyższej jakości, w żadnym wypadku jeans, sztruks
        buty:pełne (nie mokasyny), półbuty czarne lub brązowe, nigdy sandały ani adidasy
        góra:marynarka i bluzka (bez falbanek, koronek i innych ozdób)
        dół:spódnica, ewentualnie eleganckie spodnie
        okrycie wierzchnie:
        teczka:skórzana aktówka (czarna lub brązowa)

        mężczyźni:
        kolorystyka:
        materiał:
        buty:

        góra:

        dół:
        okrycie wierzchnie:
        teczka:

        pełne (nie mokasyny), półbuty czarne lub brązowe, nigdy sandały ani adidasy
        marynarka, koszula, krawat (koniec krawata: 1 cm poniżej paska od spodni)
        spodnie (zalecane z paskiem), ciemne skarpety (nigdy białe)
        płaszcz
        skórzana aktówka (czarna lub brązowa)

        Tak przygotowany agent będzie wzbudzał zaufanie wśród potencjalnych klientów co
        na pewno odbije się korzystnie na efektach sprzedaży. Życzymy powodzenia!

        • mieux Re: PORADY DLA AGENTA 10.07.07, 20:55
          O kurczę, aż mnie zemdliło. To agenci nie wiedzą, że ludzie uciekają od facetów
          w garniturach, bo teraz nie kojarzą się już nikomu z inteligencją (jak kiedyś),
          tylko z oszustami? Każdy bezmózgowy oszust myśli, że zrobi w garniturze dobre
          wrażenie. Nie zrobi.
          Ja w ogóle nie znoszę facetów, którzy chodzą cały dzień w garniturach. To
          oznacza, że nie potrafią się ubrać, nie mają stylu ani osobowości.
          Na pewnej międzynarodowej konferencji (ponad 200 naukowców) na odległość można
          było stwierdzić, kto jest Polakiem. Oni cały dzień, od śniadania do wieczornego
          (nocnego) bankietu włącznie chodzili w garniturach i jeszcze im się zdawało, że
          dobrze wyglądają. Tymczasem Francuzi wciąż się przebierali w piękne stroje,
          pełne fantazji a jednocześnie elegancji. Włosi zmieniali stroje co kilka godzin,
          wciąż dostosowując go do miejsca i rodzaju spotkania. Owszem, garnitury też
          zakładali, wtedy, kiedy były potrzebne. I tylko wtedy.
          Jak facet nie ma stylu, jest niezgrabotą i ma dwie lewe ręce to zakłada
          garnitur. I oczywiście wtedy, gdy ma durnego dyrektora, który ma zawszarzałe
          poglądy na temat ubioru.
          • zielonyzabol Re: PORADY DLA AGENTA 11.07.07, 17:42
            W zapyziałych wiochach na Podhalu faceci po knajpach przesiadują a baby w oknach
            siedzą i "panów w krawatach" wyglądają, hehe
            • mieux baby w oknach i faceci w knajpach 12.07.07, 12:43
              "Małżeństwo jest akurat tyle warte, ile warci są ci, którzy je tworzą. Toteż
              przeciętnie biorąc nie jest warte wiele."
      • mieux Re: Z pamiętnika agenta ubezpieczeniowego 10.07.07, 21:30
        >Najpierw ubezpieczają siebie, rodzinę, przyjaciół; potem lista się kończy

        Jak już nowy agent wyczyści z pieniędzy swoją rodzinę, to "żegnaj Gienia, świat
        się zmienia". Agent zostaje na lodzie. Rodzina ma pretensje, że ich obdarł, a
        przyjaciół, których wykorzystał finansowo - stracił. Szefowie firmy
        ubezpieczeniowej przyjmują stale jak najwięcej nowych agentów, aby wygolić ich
        rodziny i znajomych. Bez kontaktów "nowego" nie mieliby takich zysków. Poza tym
        nowy agent nie wie jeszcze, że jego praca polega na naciąganiu klientów, więc
        początkowo oskubuje bliskich wcale o tym nie wiedząc.

        >agentem jest się przez cały czas: na urlopie, u cioci na imieninach...

        I to właśnie jest szczególnie obrzydliwe. Często na forach internetowych ktoś
        oczekuje pomocy czy informacji, a takiemu agentowi od razu zapala się lampka z
        sygnałem dźwiękowym - jesteś agentem, do ataku! A człowiek na ulicy to nie
        człowiek - to potencjalny klient, a człowiek na plaży to nie człowiek - to
        potencjalny klient, a człowiek w na pogrzebie to nie człowiek - po potencjalny
        klient, a człowiek w trumnie - to cham, nie wykupił ubezpieczenia. A jeśli
        wykupił, to jeszcze większy cham - trzeba będzie się z nim procesować, bo
        inaczej wyciągnie pieniądze od ubezpieczyciela.


        • zielonyzabol Re: Z pamiętnika agenta ubezpieczeniowego 11.07.07, 17:39
          Lwia część agentów o jakich mowa, których znam, w linii prostej wywodzi się z
          Zeptera, Amwaya, odkurzaczy na wodę etc. To ludzie odpowiednio wyedukowani,
          "przebudzeni" - nastawieni na tzw. sukces. Ogólnopolski wyścig szczurów i kult
          mamony sprzyjają przyjmowaniu takich postaw. Kojarzę też pospolitych
          kombinatorów, cwaniaków, którzy zwyczajnie poczuli kasę. Są też zwyczajni
          złodziejaszkowie i malwersanci. Jeden taki, mój sąsiad spadł ze stołka dyrektora
          miejskiego ośrodka pomocy społecznej za pospolite wałki i zabrał się za
          ubezpieczenia.
          Jest kilka takich profesji, do których trzeba mieć charakter. Ta zdaje się być
          jedną z nich.
          Znam też uczciwych i muszę powiedzieć, że na ich przykładzie widać, że na
          dłuższą metę może i warto. Jeden z nich dopadł mnie kiedy nosiłem się z zamiarem
          rozwiązania polisy w CU. Akurat przejął klientów po kolegach, który popłynęli
          razem z wodą z hydrantu po zgliszczach jakiejś spalonej hali. Parę złotych do
          obrócenia było. Coś mi tam próbował wcisnąć, chyba Skandię. Powiedziałem mu
          wtedy wprost, że wierze matce i ojcu kiedy mówią, że chcą mojego dobra a księdzu
          i jemu to już nie. Zrozumiał mnie doskonale. Dobrzy znajomi teraz jesteśmy,
          pogadamy czasem o czymś w biegu, ale nigdy o ubezpieczeniach. Choć trochę wstyd
          mi tej bezpośredniości, bo nawet wśród swoich kolegów po fachu miał opinię
          takiego, co się wyrodził, uczciwego. I chyba na nią nie zasłużył.
          Spotkałem kiedyś jednego z tych trzech, co to popłynęli. Od smarkaczy znaliśmy
          się. Stał w markecie i metki oglądał, przybity jakiś taki, całkiem nie ten
          człowiek. Cześć - cześć co jak i w ogóle i co porabia. Westchnął tylko, i mówi,
          że w ubezpieczeniach już nie. A jak sobie tak czasem pomyśli na czym to wszystko
          polegało to się sam siebie wstydzi. Z wysoka trzeba upaść i mocno sie potłuc,
          żeby czyjś ból zrozumieć. Takie lustro z wbitym nożem z galerii na Chramcówki mi
          sie wtedy przypomniało.
    • axel40 ŁATWO O DEPRESJĘ 11.07.07, 18:40
      ŁATWO O DEPRESJĘ

      - W tym zawodzie stale trzeba poszukiwać klientów. Sprzedając polisy majątkowe,
      po roku traci się średnio około jednej trzeciej klientów - szacuje doświadczony
      przedstawiciel tej profesji. - Bez aktywnego poszukiwania do agenta trafia 1 - 2
      proc. nowych klientów.

      - Trzy lata nie byłem na urlopie. Żyję bez drinków, bo zawsze jestem za
      kierownicą, w drodze do klienta albo od klienta - mówi jeden z agentów przez
      kolegów uznawany za tego na topie.

      Inny opowiada o kobiecie, która postanowiła sprzedawać polisy na życie. Jej
      kapitał stanowiła sześciomiesięczna odprawa z poprzedniej pracy. Po roku - już
      bez odprawy na koncie, za to z zadłużeniem w Citibanku - zrezygnowała z kariery
      agenta. - Dzwoniłem do niej. Jest sprzątaczką i mówi, że jest szczęśliwa. Wstaje
      o trzeciej rano. Rozpoczyna pracę o piątej, kończy o dziewiątej. Resztę dnia ma
      dla siebie. Cieszy się, że ma stały dochód, jakieś 800 zł miesięcznie - opowiada
      nasz rozmówca. Jego zdaniem nie każdy wytrzymuje kierat pracy agenta
      sprzedającego polisy na życie. - Wie pani, że my musimy od poniedziałku do
      soboty, od 8.00 do 20.00 wypełniać tabelki, w których podajemy, co robimy, z kim
      się spotykamy. Nie wiem tylko, co wpisywać, jeśli zdarzy mi się kochać z żoną w
      ciągu dnia - zastanawia się jeden z agentów.

      Pracujący w tym zawodzie ostrzegają, że prawie każda firma ubezpieczeniowa
      wymaga "przyniesienia" określonej składki w ciągu miesiąca. Jeśli ktoś nie
      wywiązuje się z tego obowiązku, umowa jest z nim rozwiązywana. Na przykład w
      firmach majątkowych zazwyczaj przez pierwsze pół roku pracy agent powinien
      przynosić po 5 tys. zł składki miesięcznie. W następnym półroczu kwota ta rośnie
      do 10 tys. zł.

      W ubezpieczeniach na życie, które wykupywane są na 20 - 30 lat, agent otrzymuje
      prowizję przez cały okres trwania polisy. Zazwyczaj w pierwszych dwóch latach
      większą, potem niższą. Rezygnacja klienta z ubezpieczenia wiąże się z
      koniecznością oddania prowizji. Agenci narzekają często, że towarzystwa
      zmieniają w trakcie obowiązywania umów limity sprzedaży czy zasady rozliczania
      prowizji. - To bardzo stresuje, bo nigdy nie wiem, ile będę zarabiał obsługując
      swoich klientów - żali się jeden z nich.

      • zielonyzabol Jasne, że łatwo. I co z tego ? 11.07.07, 19:41
        Przynajmniej mają swoje szkolenia, treningi, biuletyny skąd mogą się dowiedzieć
        jak radzić sobie ze sobą. Stajenni dbają o swoje stajnie. A o mnie kto dba ? A
        też raz na wozie raz pod wozem. Drobna inicjatywa na prowincji. Ponoć coraz
        lepiej w Rzeczpospolitej a mnie szlag trafia bo coś tego nie widzę. Zarobek mi
        nie rośnie, za to składki na ZUS i opłaty owszem. I też żyję bez drinków.
        Przynajmniej w alkoholizm nie popadnę. A ty ?
    • axel40 „Dojście” 11.07.07, 18:48
      „Dojście”

      # Jednym z podstawowych problemów agentów ubezpieczeniowych jest znajdywanie
      nowych klientów. Doświadczeni agenci doskonale wiedzą, jak cenny jest każdy
      kontakt, nie mówiąc już o dobrym poleceniu. Dobrym, to znaczy życzliwym, no a
      przede wszystkim z zapowiedzeniem potencjalnemu klientowi kontaktu czy (jeszcze
      lepiej) z rekomendacją agenta.
      # Zwłaszcza w ostatnich latach z poleceniami jest kłopot. Ta nieciekawa dla
      agentów sytuacja wynika z kilku przyczyn. Część z nich jest niezależna agentów,
      np. ludzie coraz bardziej chronią swoją prywatność, są przeczuleni na punkcie
      ochrony swoich danych osobowych, coraz powszechniejsze jest negatywne
      nastawienie do wszelkiej sprzedaży prowadzonej w sposób nietradycyjny (tzn.
      pozasklepowy). Ale – bądźmy szczerzy – wina leży ten po stronie branży
      ubezpieczeniowej, ponieważ sami agenci zapracowali na swój fatalny wizerunek,
      same firmy ubezpieczeniowego nie podjęły trudu wspólnego wykreowania pozytywnego
      wizerunku branży i produktów ubezpieczeniowych, czasem nawet podcinając sobie
      gałąź, na której się siedzi, wmawiając przez długi czas ludziom, że im wystarczy
      III filar.
      # Choć w przypadku 50-latków wspomniane w liście „dzieci” to często dorośli
      ludzie, którzy mają już własne dzieci, to jednak trzeba pamiętać, że z reguły
      wpływ rodziców na dzieci jest cały czas istotny – zwłaszcza, gdy dzieci idą już
      „na swoje”, znikają wszelkie oznaki buntu, a sami mając dzieci, nabierają
      szacunku i zrozumienia do działań swoich rodziców. Działań, których wcześniej
      nie do końca rozumieli.
      # W pracy agenta ubezpieczeniowego jedna z podstawowych zasad brzmi tak: nie
      wolno przepuścić żadnej okazji! Rynek jest zbyt trudny, aby pozwolić sobie na
      utratę szansy pozyskania nowych klientów. Tym bardziej, kiedy mamy „dojście do
      klienta” przez osobę mu bliską – przez własnych rodziców.
      • zielonyzabol Re: „Dojście” 11.07.07, 19:53
        Do mnie już żaden nie "dojdzie". Niegdyś będąc sympatycznym kretynem rozmawiałem
        z każdym grzecznie i długo. Skutek tego był taki, że czasem odbierałem po kilka
        telefonów dziennie - polisy, kąpiele perełkowe, markowe wina, gary... Od paru
        lat każdą rozmowę tnę od razu i polecam zanotować sobie, że ta krowa się nie
        doi. Bezczelne to, ale działa. Polecam smile
        • z17 Re: 12.07.07, 00:29
          Z ubezpieczycielami jest tak, że to co sami nachalnie wciskają jest zawsze
          najgorszym, najdroższym i najbardziej niepotrzebnym dla nas produktem. Rzeczy,
          które mogą nam się przydać, agenci nie reklamują, bo na nich nie zarabiają nic,
          albo bardzo mało.

          Pełno jest chciwych agentów, którzy wciskają fundusze inwestycyjne opakowane w
          drogie ubezpieczenie; albo wieloletnie ubezpieczenia quasi-emerytalne połączone
          z ubezpieczeniem życia (co niepotrzebnie zjada większość kapitału) itp.itd.

          Dobre ubezpieczenie zdrowotne musiałem znaleźć sobie sam, podobnie przejrzyste
          ubezpieczenie od nieszczęśliwych wypadków - dodam, WYŁĄCZNIE od samych
          wypadków,a nie od utraty życia i wypadków etc.

          Firma ubezpieczeniowa to niestety nasz wróg, którzy pragnie nas zazwyczaj
          wyłącznie ograbić, dając niewiele bądź zgoła nic w zamian. Można się porzygać
          na te frazesy o "dopasowaniu" polisy, dęte analizy potrzeb itp. Nawet jeśli
          ubezpieczyciel coś daje, to zwykle niechcący, albo przez przypadek/pomyłkę -
          np. najstarsze polisy Życie+ AL mają pewne zalety dotyczące wypłaty kapitału po
          okresie zapadalności, co jednak wynikło jedynie z niedopatrzenia i już w 1999r.
          zostało skupulatnie zlikwidowane. Aby podjąć grę z ubezpieczycielem trzeba mieć
          dużą wiedzę i zazwyczaj sporo kasy. Aha, no i zapomniałem o jednym. Firmy
          ubezpieczeniowe jak nikt nadają się do prania pieniędzy... forsa wpuszczona w
          polisy jest praktycznie nie do ruszenia.

          Na ubezpieczalniach korzystają zatem ci, którzy i tak mają multum kasy,
          natomiast ci najbiedniejsi zostają koncertowo wydymani. Tak to się dzieje na
          tym świecie....
    • axel40 KIM JEST AGENT? 12.07.07, 14:02
      KIM JEST AGENT

      Agent ubezpieczeniowy :

      ... to osoba fizyczna, prawna, lub podmiot gospodarczy nie maj±cy osobowo¶ci
      prawnej, która przez zakład ubezpieczeń została upoważniona do stałego
      zawierania umów ubezpieczenia w imieniu i na rzecz tego zakładu, lub
      po¶redniczenia przy zawieraniu umów.
      (definicja z Ustawy ubezpieczeniowej z 28 lipca 1999 roku)

      W Polsce pracuje około 300 000 agentów ubezpieczeniowych. Jest to jeden z
      najpopularniejszych i najłatwiejszych do zdobycia zawodów.

      (WROCŁAW) Schludny garnitur, eleganckie buty, droga skórzana teczka - to wygl±d
      jednego z 300 tysięcy agentów ubezpieczeniowych. Mówi± o nich akwizytorzy,
      domokr±żcy i przeważnie nikt ich nie lubi. Ale agent ubezpieczeniowy, mimo
      społecznej niechęci, jest jednym z najpopularniejszych zawodów w Polsce.

      Czy nas nie lubi± ? To trudno powiedzieć - zastanawia się Tomek. Jest agentem
      ubezpieczeniowym od trzech lat. Trudno kogo¶ lubić, kto sprzedaje tak
      abstrakcyjny produkt jak ubezpieczenie - wzrusza ramionami Monika - wcze¶niej
      też wyganiałam agentów ubezpieczeniowych i nie chciałam z nimi rozmawiać.
      Traktowałam ich jak naci±gaczy - dodaje, u¶miechaj±c się.

      Agent i bezrobocie

      Dlaczego agent zostaje agentem ?

      To trudne pytanie - zastanawia się nad odpowiedzi± Tomek.
      W ubezpieczeniach najłatwiej i najszybciej można znaleĽć pracę. Wystarczy
      otworzyć obojętnie jak± gazetę. Co druga oferta to praca dla agentów. Ludzie
      chc± pracować, ale jest to trudny zawód. Dużo osób, które nie maj± odpowiedniej
      siły przebicia, rezygnuje z pracy. Nie wytrzymuj± napięcia... - wyja¶nia Monika.

      Prawda i mity

      Agent jest skazany na sukces - tak mówi± ci, którzy rekrutuj± młodych i
      odważnych ludzi. Je¶li będziesz chciał i starał się, możesz zarobić 10 000
      złotych miesięcznie. Twoje zarobki s± nieograniczone. Zakładasz firmę i
      pracujesz sam na siebie... Ile w tym prawdy ?

      Prawda leży po¶rodku - twierdzi Tomek - To tak, jak w każdym zawodzie. Trzeba
      pracować, ale polski rynek jest trudny. Ludzie nie maj± pieniędzy i wydatek
      rzędu 200 zł na ubezpieczenie mieszkania jest dla nich po prostu nie do
      pokonania. To przykre. A my z tych pieniędzy też żyjemy. Im biedniejsze
      społeczeństwo, tym biedniejszy jest agent ubezpieczeniowy.

      Jeszcze w ubezpieczeniach maj±tkowych idzie jako tako. Niektórych nie da się
      unikn±ć, jak na przykład OC samochodu. Ale ubezpieczenia na życie ? - Darek
      macha ręk±.

      Na życiówkę był boom kilka lat temu. Teraz ta moda minęła. A i ludzie nie maj±
      pieniędzy - wyja¶nia Monika. - Je¶li jeste¶ tylko agentem od ubezpieczeń
      życiowych, to nie licz na kokosy.

      Szkoła

      Agent ubezpieczeniowy, zanim rozpocznie pracę, przechodzi serię szkoleń. Musi
      przede wszystkim nauczyć się być agentem. Gdy już minie etap rozmowy
      kwalifikacyjnej, musi poznać kilka reguł prawnych, warunków ogólnych ubezpieczeń
      - produktów firmy, dla której będzie pracował. I na końcu zdać poprawnie
      egzamin, po to, by zdobyć licencję. Kiedy wszystko się powiedzie, przyszłego
      agenta ubezpieczeniowego czeka cykl szkoleń praktycznych.

      Uczyli¶my się od podstaw wszystkiego : poprawnego ubioru, makijażu, nawet
      odpowiedniego doboru perfum i przede wszystkim zwracano nam uwagę na schludno¶ć,
      elegancję i poprawne zachowanie. Wszystko musi być podporz±dkowane jednej
      zasadzie, czyli jak cię widz±, tak cię pisz± - opowiada Monika.

      Klienci

      Polski rynek jest trudny. Ludzie nie ufaj± agentom.
      Traktuj± nas jak naci±gaczy. Nie rozumiej±, że sami sobie szkodz± - twierdzi
      Tomek - Przecież ubezpieczenia s± dla ludzi i po to, żeby z nich korzystać.
      Akwizytor, to słowo ma znaczenie pejoratywne. Domokr±żca - to też słyszałam.
      Straciłam nawet kilkoro znajomych, bo bali się, gdy zadzwoniłam i powiedziałam
      gdzie pracuję, że chcę koniecznie ich ubezpieczyć - u¶miecha się Monika.

      Na kursach przyszły agent uczy się sztuki dyskusji i siły przekonywania. S±
      nawet specjalne listy obiekcji klientów i jak należy z nimi walczyć, jak odpowiadać.
      Ale nie tylko. Agent powinien przede wszystkim być uczciwy. Wiem z
      do¶wiadczenia, że lepiej nie chwalić swojej firmy ubezpieczeniowej - twierdzi Tomek
      Tak. Tylko, gdy nie chwalisz firmy, to też nie wzbudzasz zaufania. Pracownik nie
      chwali się miejsce pracy, to pewnie co¶ jest nie tak. Prawda ? - mówi Monika.

      Zarobki

      Agenci nie s± zatrudniani na umowę o pracę czy umowę zlecenie. Maj± założon±
      działalno¶ć gospodarcz±.
      Nasza pensja to prowizja. Prowizję nalicza się od każdej umowy osobno. Czyli
      rachunek jest prosty - trzeba ubezpieczyć jak najwięcej osób, żeby naprawdę
      zarobić - opowiada Monika.

      Konkurencja jest duża i w¶ród agentów i towarzystw ubezpieczeniowych, które
      prze¶cigaj± się w promocjach, by ¶ci±gn±ć do siebie klientów i ich pieni±dze. Z
      tego, co zarobi agent, utrzymuje się cała firma - dodaje Darek.

      Agent zarabia na siebie i na swoich zwierzchników - unit managera, personel
      towarzystwa ubezpieczeń. Każdy z tego korzysta. To taka swoista piramida
      finansowa. Dlatego agenci chc± jak najszybciej awansować, by inni na nich mogli
      pracować. To chyba logiczne. Ale żeby zostać unit managerem, to też nie jest
      takie proste. Trzeba wiele osób ubezpieczyć, by mieć odpowiedni± produkcję, np.
      20 000 zł zarobionych dla firmy w miesi±cu - wyja¶nia Tomek.

      Marzenia

      Największym marzeniem każdego agenta to kolejny krok wtajemniczenia, czyli
      broker ubezpieczeniowy.
      Brokerom jest dobrze. To firmy ubezpieczeniowe zabijaj± się za nimi, nie
      odwrotnie - wzdycha Monika - Ale trzeba trochę poczekać, zanim wejdzie się na
      szczyt.

    • grzzal jak sie ubrac 12.07.07, 15:23
      wiekszosc sprzedawcow wyglada jak swoje wlasne klony. Nie jest w stanie wyjsc poza to co ich uczą. Wydaje im sie, ze ubiór zapewni im sukces. tymczasem jak wszedzieliczy sie kreatywnosc

      "Poznałem kiedyś przypadkiem gościa, który w przypadkowej rozmowie przyznał mi się, że jest agentem firmy ubezpieczeń życiowych ( zauważcie nie piszę „na życie’wink. Wyglądał jak troglodyta, pachniał mniej więcej tak samo. Ubrany w ciuchy z lumpeksu szóstej kategorii. Posługiwał się slangiem jakiejś nieznanej mi dzielnicy miasta, w którym mieszkał. Potem dowiedziałem, się, że był najlepszym agentem w swoim oddziale, ciągle na topie, nagrody, wyjazdy. Zacząłem się zastanawiać, kogo on na Boga, ubezpiecza. Gdyby przyszedł do mnie dałbym na bułkę bez żadnej prośby o wsparcie. A więc, o co chodzi? Ten mistrz sprzedaży po prostu znalazł kod porozumienia z pewną kategorią klientów, buszował tam, jak samotny łowca, nie mając żadnej konkurencji. W swojej codziennej orce na ugorze spotykam różnych klientów. Czasem łapię się na tym, że z pewnymi ludźmi rozmawiam jakimś dzikim językiem, ubezpieczeniowym slangiem, którego nikt nie rozumie. Jak ludzie czasem szukają różnych opcji ubezpieczeniowych, spotykają się wieloma agentami, słuchają tego slangu, a potem próbują go naśladować w rozmowie z następnymi agentami. Słuchasz takiego pacjenta i słyszysz znajome słowa: franszyza, opcja, underwritng, i co tam jeszcze chcesz. Siedzisz i potakujesz. Facet chełpi się jak paw, tokuje, rozkłada ogon, a ty nic, cierpliwie słuchasz, bo może mimo wszystko uda się coś niego wyrwać. Na koniec pewny swego twardziel pyta: „I czy ja nie mam racji?” Większość agentów potakuje a wspaniały zwycięzca w poczuciu pełnego triumfu wskazuje im drzwi. Ale taki naprawdę dobry agent mówi, że być może ma Pan rację, ale ponieważ nie zrozumiałem, o co Panu chodzi to ja powiem teraz Panu, o co chodzi mnie. Kod porozumienia z klientem opiera się na dotarciu do ukrytych często wartości, przekonań, czasem przesądów, do których nikt cywilizowany nigdy się w życiu nie przyzna. Wiele firm żąda od agentów, aby na codzień ubierali się w tzw. stroje biznesowe. Bo agent reprezentuje firmę, bo w ten sposób okazuje się szacunek klientowi. Wszystko dobrze, ale czasem taki ubiór wytwarza u klienta poczucie dyskomfortu związane z wytworzeniem pewnego społecznego dystansu, jaki wytwarza różnica w klasie ubioru. "

      więcej na blogu agenta - wiele przydatnych informcji o kulisach tego zawodu
      agent001.bblog.pl/wpis,porozumienie;czyli;kod;niekoniecznie;da;vinci,449.html
      • grzzal i żarcik 12.07.07, 15:29
        z tego samego bloga

        "Supergeniusz przychodzi do lekarza i mówi: ”Wie Pan doktorze mam potworne kłopoty z komunikowaniem się z ludźmi, ponieważ jestem dla nich za mądry i za inteligentny. W związku z tym nie mogę znaleźć z nikim płaszczyzny porozumienia i dlatego czuję się strasznie nieszczęśliwy, samotny i tracę chęć do życia. Doktor przeprowadził szereg testów i stwierdził, że facet ma iloraz inteligencji ponad 250 punków. Mówi, więc, do pacjenta: ‘Rzeczywiście Pana rozum i inteligencja jest na takim poziomie, że może Pan mieć kłopoty z porozumiewaniem się z innymi ludźmi. Mam tu jednak taką maszynę, za pomocą której mogę Panu obniżyć iloraz inteligencji do jakichś 160 punktów. Będzie Pan nadal mądry i inteligentny, ale będzie Pan mógł normalnie komunikować się z innymi i na pewno będzie Pan szczęśliwy. Supergeniusz wyraził zgodę i doktor wsadził go od maszyny, która zaczęła obniżać mu inteligencję. Niespodziewanie, do lekarza zadzwoniła żona z awanturą, doktor tak się zaperzył, że zapomniał o pacjencie umieszczonym w maszynie. Kiedy odłożył wreszcie słuchawkę z przerażeniem stwierdził, że na mierniku inteligencji widnieje 75 punktów. Wyciągnął go z maszyny i pyta: „Jak Pan się czuje?” Pacjent nie odzywa się i gapi się bezmyślnie na doktora. Ten potrząsa nim i mówi” No powiedz Pan coś na Boga”. A były geniusz pyta: „Czy nie byłby Pan zainteresowany zakupem polisy na życie?” "
Pełna wersja