axel40
15.08.07, 09:38
Artykuł z 03.03.2006 pochodzi z bankier.pl
Autor

iotr Kuczyński z WGI
Czytając artykuł weź pod uwagę datę(2006 rok),autora(P.Kuczyński),firmę którą
reprezentuje(WGI).
W październiku 20-ta rocznica krachu na globalnych rynkach akcji.Czy historia
się powtórzy?
Źródło: Inwestor Finansowy
Inwestor Finansowy
Balonowe inwestycje: Jak się ustrzec przed krachem?
Bańka spekulacyjna może powstać na każdym rynku. Choć takie historie się
powtarzają, uczestnicy rynku za każdym razem łudzą się, że mają do czynienia z
niespotykanym jeszcze zjawiskiem, na którym mogą sporo zarobić. Do krachów
doprowadzają niekiedy poprzedzające je boomy i ludzka natura. Chciwość wygrywa
wówczas ze strachem i zaślepia inwestorów.
Zjawisko bańki spekulacyjnej charakteryzuje się tym, że towar, który podlega
spekulacji drożeje w sposób absolutnie irracjonalny. Cena towaru sięga wówczas
poziomów niewyobrażalnych. Problemem jest jednak to, że w trakcie tworzenia
się tego fenomenu większość ludzi uważa, że cena (jakakolwiek by nie była)
jest uzasadniona i będzie nadal rosła. Olbrzymia większość ekspertów i
analityków zachęca do kupna takiego towaru, odsądzając od czci i wiary
każdego, kto ośmieliłby się mieć odrębne zdanie, a w dyskusjach króluje
stwierdzenie „teraz będzie inaczej”. To stwierdzenie ma przekonać
niedowiarków, przypominających inne znane w historii przypadki balonów
spekulacyjnych, że mają do czynienia z całkiem nowym, nieznanym zjawiskiem.
Jeszcze korekta czy już krach?
Jeśli ceny towaru rosną przez odpowiednio długi czas (mogą być to tygodnie,
ale równie dobrze i lata), to coraz więcej ludzi pożąda danego towaru,
najczęściej nie z powodu jego cech wewnętrznych, a jedynie dlatego, że chcą
oni w przyszłości sprzedać go z zyskiem. Oczywiste jest, że po pewnym czasie
następuje nasycenie towarem. Pierwsi sprzedający mają problemy ze zbyciem go z
zyskiem i zaczyna narastać niepokój, który przeradza się w paniczną wyprzedaż,
czyli krach. W wyniku takiej wyprzedaży ceny wracają do poziomu sprzed krachu,
a często spadają nadal. Kto zdążył sprzedać, ten zarobił, a kto się spóźnił,
może stracić majątek. Dlatego też krachy cechują się o wiele większą dynamiką
niż tworzące się balony spekulacyjne.
Dla większości ludzi strach jest mocniejszym stymulatorem niż chciwość.
Problem pojawi się jednak w momencie, kiedy wprowadzimy pojęcie korekty. Nie
każdy spadek wartości jest bowiem krachem. Przyjmuje się, że korekta to spadek
wartości towaru o około 10 do 20 proc. Po korekcie cena znowu rośnie i dosyć
szybko wraca do poziomu sprzed korekty. Widać, jak trudno jest w czasie
trwania spadków odróżnić korektę od krachu. Można zaproponować definicję,
zgodnie z którą krach jest szybką (w porównaniu do czasu budowania bańki),
dużą (większą niż 20 proc.) utratą wartości towaru, który po krachu nigdy,
albo dopiero po wielu latach, powraca do ceny sprzed załamania. Oczywiście
definicji może być dużo więcej, ale z pewnością, jeśli będziemy obserwowali
krach, będziemy wiedzieli, że mamy z nim do czynienia. Cechuje się on bowiem
taką gwałtownością i takimi emocjami, że trudno pomylić go z korektą.
Kosztowne tulipany
Dla zrozumienia mechanizmu warto prześledzić, jak rozwijały się najbardziej
znane w historii balony spekulacyjne, których nieuniknionym skutkiem był
oczywiście krach. Pierwszym, najbardziej znanym przejawem takiego zjawiska
była słynna „tulipomania”. Historia „tulipomanii” pokazuje, w sposób prawie
doskonały, jak wolno rozwija się i jak szybko pęka balon spekulacyjny.
Tulipany dotarły do Holandii z turcji w końcu XVI wieku. Spodobały się tak
bardzo, że prawie wszyscy Holendrzy starali się wyhodować rzadkie odmiany tych
kwiatów. Stawały się one symbolem statusu posiadacza, a ich cebulki kosztowały
z każdym rokiem więcej. Po prawie 25 latach doszło do tego, że pojedyncza
cebulka sławnej odmiany tulipana mogła kosztować nawet 1000 florenów (średni,
roczny przychód holendra wynosił wówczas 150 florenów). Podobno dobry handlarz
cebulkami mógł zarobić 6 000 florenów miesięcznie. Do 1635 r. cena wzrosła już
do 2 500 florenów (tona masła kosztowała wówczas około 100 florenów). Do 1636
r. cebulkami handlowano już na giełdach. Wprowadzono nawet narzędzia
inwestycyjne zbliżone do kontraktów - sprzedawano cebulki, które dopiero miały
zostać wyhodowane. W 1637 r. tulipanowy rynek załamał się i wszyscy chcieli
sprzedać posiadane kwiaty. Ceny spadły o ponad 90 proc., a olbrzymia część
społeczeństwa została zrujnowana.
Warto zauważyć, jak długo budowana była bańka spekulacyjna, a jak szybko pękła
- w warunkach szybkiej komunikacji i elektronicznych transferów trwa to o
wiele szybciej.
Bańka Morza Południowego
Mniej znany przykład źle kończącej się spekulacji nazwany jest bańką Morza
Południowego. Jej wynikiem była przecena akcji South Sea Company (SSC), która
za wyemitowane akcje kupiła w 1711 r. od rządu angielskiego prawa do
wszelkiego handlu na morzach południowych. Uważane było to za tak doskonałą
inwestycję, że pierwsze akcje rozeszły się w oka mgnieniu. SSC była zarządzana
przez niedoświadczony w handlu, ale za to bardzo dobry propagandowo zarząd.
Jego członkowie potrafili przekonać publikę, że spółka przynosi kolosalne
zyski. Kolejne emisje akcji rozchodziły się więc na pniu. W 1720 r. zarząd
sprzedał swoje akcje, widząc, że są one niezwykle przewartościowane, a kiedy
ta informacja dotarła do reszty akcjonariuszy, wszyscy chcieli się ich pozbyć,
co szybko sprowadziło cenę z 1000 funtów do zera. W tym samym okresie we
Francji karierę robiła Mississippi Company (MP). Powołana została przez Johna
Lawa, którego ideą była zmiana systemu monetarnego z opartego na złocie i
srebrze na papierową walutę. Idea ciekawa, ale chyba zbyt ciekawa, bo bardzo
szybko wartość akcji firmy przekroczyła 80 razy wartość całego złota i srebra
we Francji. Upadek SSC obudził posiadaczy MP, która też błyskawicznie upadła.
Można powiedzieć, że te dwa przypadki zostały w XX wieku twórczo rozwinięte
przez zarządy uprawiające kreatywną księgowość. Najbardziej znane to z
pewnością Enron i WorldCom.
Boom i natura ludzka
Najbardziej spektakularne bańki spekulacyjne i krachy miały miejsce w USA.
Wstępem do najsłynniejszego krachu z 1929 r., który poprzedził Wielką
Depresję, było szaleństwo na rynku nieruchomości na Florydzie w 1926 r.
Właśnie tam zaczęło się osiedlać wielu szybko wzbogaconych w latach 20. XX
wieku Amerykanów. Ceny gruntów i domów rosły błyskawicznie. Zdarzały się
przypadki wzrostu wartości o ponad 100 proc. to oczywiście musiało przyciągnąć
spekulantów, co z kolei w wywołało jeszcze szybszy wzrost cen. Nieruchomości
potrafiły w ciągu roku podrożeć nawet pięciokrotnie. W końcu spekulanci
zaczęli realizować zyski, co wywołało panikę i w ciągu roku wszystko wróciło
do stanu normalnego. Nie nauczyło to niczego Amerykanów przekonanych w tamtym
okresie, że można się błyskawicznie wzbogacić. I rzeczywiście, od roku 1924 do
1929 Indeks Dow Jones Industrial Average wzrósł z około 90 do 381 pkt - czyli
o 220 proc. Pomagała w tym wzroście nowa technologia: radio. Czy czegoś to nie
przypomina? Doprowadziło to w końcu do wydarzeń z jesieni 1929 r. ekonomiści
do dzisiaj dyskutują nad przyczynami ówczesnego krachu. Jedni mówią o błędnej
polityce monetarnej, inni o nierównowadze gospodarczo-finansowej, która
powstała w latach boomu gospodarczego. Będą jeszcze długo dyskutowali, ale
pewne jest, że do krachu doprowadził poprzedzający go boom oraz natura ludzka.
Chciwość wygrała ze strachem i zaślepiła inwestorów. Od połowy października do
połowy listopada indeks DJIA stracił więcej niż 40 proc. I na tym nie koniec,
bo do lipca 1932 r. spadł do 40 pkt - czyli o 90 proc. od szczytu. W tym
czasie trwała też recesja, zwana Wielką Depresją. Do poziomu sprzed krachu
Indeks Dow Jones wrócił dopiero po 25 latach.
Cudowna Japonia
Bliższe nam są krachy na Wall