axel40
07.02.08, 22:12
Maciej Samcik-Gazeta Wyborcza
gospodarka.gazeta.pl/pieniadze/1,52983,4908060.html
Nie możesz się opędzić od doradców finansowych proponujących ci pomoc w
inwestowaniu oszczędności w fundusze inwestycyjne? Zanim ulegniesz ich namowom
lub zrzucisz ze schodów - przeczytaj nasz poradnik
Zobacz powiekszenie
Fot. Piotr Augusrtyniak
Dobry doradca powinien poświęcić dużo czasu na analizę sytuacji klienta
ZOBACZ TAKŻE
* Doradca pilnie poszukiwany (05-02-08, 12:30)
* Avatar - wirtualny doradca Dominet Banku (23-01-08, 13:10)
* Koniec łatwego inwestowania - jak wybrać doradcę? (23-01-08, 00:00)
* Doradcy nie ponoszą odpowiedzialności za złe inwestycje (22-01-08, 13:11)
* Zawód: doradca (07-01-08, 17:01)
* Doradcy finansowi będą potrzebowali licencji (05-11-07, 10:15)
* Sieci doradców - Expander i Notus szukają inwestorów (16-07-07, 00:00)
* Czy warto zaufać doradcom finansowym? (11-05-07, 14:51)
Mądry Polak po szkodzie - głębokie przesłanie tego powiedzenia odczuły
ostatnio na własnej skórze setki tysięcy oszczędzających. Przede wszystkim
tych, którzy za namową różnej maści pośredników dali się namówić jesienią lub
zimą 2007 r. na zakup udziałów w agresywnych funduszach inwestycyjnych.
Dziś tacy inwestorzy są ubożsi o kilkanaście lub w najgorszym wypadku może i o
kilkadziesiąt procent. Fora internetowe są pełne relacji zawiedzionych
inwestorów, którzy zastanawiają się, co robić z topniejącymi pieniędzmi. I
przysięgają, że już nigdy w życiu nie zaufają żadnemu pośrednikowi naciągaczowi.
Owszem, duża część osób, które nazywają siebie dumnie "doradcami finansowymi",
to zwykli domokrążni sprzedawcy żyjący z prowizji od wartości wciśniętych
klientom produktów finansowych (głównie funduszy powiązanych z
ubezpieczeniami). Najlepiej takich produktów, które narzucają klientom
obowiązek wpłacania składek przez długie lata. Na ich dystrybucji można bowiem
zarobić największą prowizję.
Tyle że nie każdego doradcę finansowego należy od razu zrzucać ze schodów.
Wśród tabunów naciągaczy zdarzają się osoby o wysokich kwalifikacjach. Takich,
którym naprawdę leży na sercu, by rzetelnie stworzyć długoterminowy plan
budowania twoich oszczędności. Tylko jak odróżnić naciągacza od doradcy przez
duże "d"? Oto kilka naszych porad:
1. Pamiętaj, że marka sieci nie czyni doradcy
Niestety, w Polsce nie ma obowiązku posiadania przez doradców licencji, które
gwarantowałyby, że dana osoba ma wystarczającą wiedzę o finansach, by
komukolwiek w tych sprawach doradzać. Główną "legitymacją", którą się chwalą
takie osoby, jest przynależność do jakiejś, mniej lub bardziej znanej, sieci
doradców. Ale nawet jeśli odwiedzi cię ktoś reprezentujący wielką, znaną,
reklamującą się w telewizji sieć doradców, nie przyjmuj tego od razu za dobrą
monetę. Marka sieci może i jest ważna, ale znacznie ważniejsze to, co
reprezentuje sobą konkretny doradca.
2. Skreślaj tych, którzy nie chcą wiedzieć
Pierwszy znak, że człowiek, który do ciebie zapukał, jest zwykłym naganiaczem,
nadchodzi, gdy ów gość nie ma najmniejszej ochoty nabrać wiedzy o twojej
sytuacji rodzinnej, finansowej, zawodowej, lecz od razu wyjmuje plik folderów
ze swoją propozycją inwestowania. Jeśli chodzi o pieniądze i inwestowanie, nie
ma oferty dobrej dla wszystkich naraz. Ktoś, komu się tak wydaje, nie
zasługuje, by mienić się doradcą finansowym.
3. Skreślaj tych, którzy ciągle się spieszą
Najprościej odróżnić dobrego doradcę od złego po tym, ile ma dla ciebie czasu.
Jeśli już na pierwszym spotkaniu chce zdążyć z rozpoznaniem wszystkich twoich
potrzeb, przeanalizowaniem sytuacji i dobraniem odpowiednich ofert
inwestycyjnych, to znaczy, że albo jest geniuszem (rzadziej), albo zwykłym
sprzedawcą, który jak najszybciej chce zgarnąć prowizję i się oddalić. Dobry
doradca, zanim cokolwiek ci zaproponuje, powinien się spotkać się z tobą co
najmniej dwa razy. Po raz pierwszy po to, by poznać twoją sytuację. Po raz
drugi po to, by wstępnie ustalić sposób inwestowania pieniędzy (jaka część
powinna być ulokowana bezpiecznie, jaka agresywnie, jaka na krótki termin, a
jaka na długi, czy wszystko w Polsce, czy część pieniędzy za granicą). Dopiero
na trzecim spotkaniu powinna być mowa o konkretnych rozwiązaniach finansowych
- taki a taki fundusz lub taka a taka polisa.
4. Skreślaj tych, którzy nie znają słowa "dywersyfikacja"
Jeśli doradca - nawet po dokładnym badaniu twoich potrzeb i oczekiwań -
przedstawi ofertę, która zakłada ulokowanie wszystkich pieniędzy w jeden tylko
produkt finansowy (najczęściej doradcy proponują w takich sytuacjach polisy
typu Aegon lub Skandia), to powinno ci się zapalić czerwone światło w głowie.
Owszem, zdarza się - zwłaszcza gdy nie masz żadnych oszczędności "na wejściu"
i w dodatku możesz pozwolić sobie na odkładanie relatywnie niewielkich kwot -
że inwestycja w jeden produkt finansowy jest po prostu najbardziej efektywna.
Ale w większości przypadków nie ma przeciwwskazań, by ulokować pieniądze w
przynajmniej dwóch miejscach. Jeśli doradca dąży za wszelką cenę do tego, byś
ulokował pieniądze w jednym miejscu, może to oznaczać, że zależy mu głównie na
prowizji od konkretnego banku lub firmy ubezpieczeniowej.
5. Skreślaj tych, którzy za bardzo palą się do inwestowania
Jeśli doradca wciąż dopytuje się, kiedy wreszcie wpłacisz pieniądze, i
załamuje ręce, że tydzień temu przeszła świetna okazja do tanich zakupów, to
znaczy, że nie zna się na swoim fachu. Doradca finansowy nie ma pomagać
klientowi w spekulacjach, ale w budowaniu portfela inwestycji na kilkanaście
lat. W takiej perspektywie naprawdę nie ma znaczenia, czy wejdziemy na rynek
dwa tygodnie wcześniej, czy później. Dlatego doradcom nerwusom i raptusom
mówimy stanowcze "nie".
6. Skreślaj tych, którzy mają krótką pamięć
Większość osób nazywających siebie doradcami na zawsze rozpływa się we mgle,
gdy tylko kupisz zalecony przez nich produkt finansowy. Tymczasem dobry
doradca powinien w każdej chwili być do twojej dyspozycji - rozwiewać
wątpliwości, odpowiadać na pytania, a przynajmniej raz w roku spotykać się i
korygować portfel inwestycji. Jeśli twój doradca nie robi wrażenia, że
interesuje go dłuższa relacja z tobą, bądź w stosunku do niego nieufny.
I PAMIĘTAJ: to ty odpowiadasz za wszystkie decyzje inwestycyjne. Doradca tylko
rekomenduje pewne rozwiązania, ale jeśli stracisz pieniądze, nie możesz go
obciążyć żadną odpowiedzialnością.
Źródło: Gazeta Wyborcza