mdevine
29.03.07, 13:54
Jestem wielka :-) Mimo, że wieje, postanowiłam ochrzcić wiatróweczkę na
polarku (taką cieniutką) i wybrałam się z Kluskiem na przepęd. Po drodze
kupiłam czapkę z daszkiem, bo jak nie wiatr, to słońce... Na czapeczkę
nasunęłam kaptur i zawiało nas daaaaleko... I super :-) Młody pospał, wiatr
miał w nosie, a ja wyglądam jak potargana czarownica... Oczywiście, z moim
szczęściem do spotykania dziwnych ludzi, musieliśmy się natknąć na przemiłą,
energiczną panią, która wypatrzyła nas z przeciwnej strony ulicy i jak tylko
przeszliśmy przez pasy, dopadła mnie, złapała za ogon chusty dyndający przede
mną, pociągnęła i zawołała: "Żeby tylko pani tego nie zgubiła!!!" W tym
momencie zauważyła nóżki Kluska, złapała odruchowo za jedną, zlokalizowała
młodego i znów wrzasnęła:"A ja myślałam, że pani tu kurtkę ma zawiązaną!!!" A
Klusek rzecz jasna się obudził i spojrzał na nią nieprzytomnie, co wywołało
kolejną falę okrzyków, tym razem wniebowziętych... Odeszłam ogłuszona, Klusek
cały czas miał w nosie. Ufff. Ciekawe, co jeszcze nas spotka.