inga300
17.04.07, 12:26
Dziś rano idąc do pracy byłam świadkiem bardzo przykrej sceny. Wchodząc do
przedszkola zobaczyłam jak dziecko które nie chce wejść do przedszkola
płacze, a raczej drze się, zapiera się nogami i rękami, słowem robi wszystko
żeby nie wejść. Woła "mamusiu, tatusiu, nie chcę...ja chce do babci!!!" Obok
jest jego ojciec i co robi? Drze sie na niego jeszcze głośniej i zaczyna go
bić!!! TAK! i nie są to jakieś tam klapsy tylko porządne razy!! Dziecko
krzyczy "tatusiu to boli" na co ojciec "i ma boleć, po to dostajesz!!!"
Podeszłam do tego faceta i mówić, żeby nie bił dziecka, że niech do mu sie
uspokoić i razem go wprowadzimy, na co ojciec - "niech się pani nie wtrąca!,
niech pani odejdzie, to moje dziecko! Co pani wie o dzieciach! Dam sobie rade
z dzieciakiem". Osłupiałam! Jedyne co mi przyszło do głowy to poprosić o
pomoc starszą koleżankę, wychowawczynię biednego chłopca. Koleżanka wzięła
wijącego sie chłopca na ręce i kazała wyjść ojcu. Oczywiście nie sprzeciwiał
się, było mu na rękę zostawić dziecko i po prostu uciec. Chłopczyk popłakał
chwilkę (ale juz sie nie darł) i przytulony do pani ... zasnął. Dodam że
Pawełek ma 3 lata.
Smutne :( Brak mi słów...