lidkamamakuby
23.09.07, 21:51
Staram się już być spokojna i mogę skrobnąć tego posta, prosząc Was o rady i
podzielenie się wiedzą.
W piątek wieczorem Bartek "zaniósł się "... zdarzyło się to po raz pierwszy .
Nie płakał straszliwie, tylko zdenerwował się, gdy usiłowałam mu założyć
pieluchę. Ja go kładłam on wstawał i uciekał i tak kilka razy. W pewnym
momencie krzyknął (jak do płaczu) ale więcej dźwięków nie wydał. Zrobił się
czerwony, napięty. Wzięłam go na ręce - nic , przytuliłam, nic, krzyknęłam,
dmuchnęłam w twarz, pstryknęłam w noc nic - buzia otwarta oczy zamknięte, nie
oddycha ...
zaczął sinieć !
Mąż wziął go ode mnie klepnął w pupę - nic, nagle zrobił się wiotki,
bezwładny, oczy wywróciły mu się (widać było tylko białka) i chyba zemdlał.
Podeszliśmy do okna i otworzyliśmy na oścież - gdy powiało zimne powietrze
Bartek zaczął wracać... Był bardzo blady, serce waliło mu jak oszalałe,
spocony i taki wystraszony...
z minutę wracał do siebie...
podałam mu pierś - possał troszkę
po kilku minutach było ok
Kiedyś z pediatrą rozmawiałam na temat postępowania w takich przypadkach -
powiedziała robić cokolwiek byle odwrócić uwagę dziecka i zmusić do oddychania
- płakania... Jednym ze sposobów było skropienie zimną wodą. Na necie
przeczytałam, ze trzeba wdmuchać powietrze do ust dziecka...
Oczywiście bardzo się boję,że to się może powtórzyć...
W sobotę gdy zapłakał też taki "zdenerwowany" (gdy sie wybudził ze snu
chciałam mu podać smoczka)wydawało mi sie , ze znowu się zaniesie i
natychmiast zapaliłam światło w pokoju i przeszło mu.
Nie chcę moim zdenerwowaniem, moim przewrażliwieniem źle na niego wpływać, nie
chcę przy każdym jego płaczu przyglądać mu się bacznie bo może właśnie się
zaniesie...czy da się normalnie jak dawniej funkcjonować?
Przepraszam za chaotyczne pisanie, ale jak sobie to przypominam...
Jeżeli spotkałyście się z tym problemem, napiszcie proszę jak sobie poradzić.