andreas.007
25.12.07, 14:32
Taka moja metoda - sięgnąc dna, by odbic sie i wzleciec...
niczym jakowyś Feniks.
Ale z latami trudniej przychodzi to odbijanie sie,
dno muliste strasznie...
A Wy co myslicie?
Ja tak mam, doprowadzam siebie czy sytuacje do skrajnosci,
powiedzmy tego dna i wtedy decyzja jest jakby samoistna....
Bo czasami trudno jest zmieniac cos co jest
wydawałoby sie w dobrym stanie, a gdy siega dna,
to naturalnym jest i najczesciej juz nie ja musze to mówic,
ze to trzeba przerwac!
Ale zauwazyłem, ze trudniej sie odbija...