Taka moja metoda - sięgnąć dna...

25.12.07, 14:32
Taka moja metoda - sięgnąc dna, by odbic sie i wzleciec...
niczym jakowyś Feniks.

Ale z latami trudniej przychodzi to odbijanie sie,
dno muliste strasznie... wink

A Wy co myslicie?

Ja tak mam, doprowadzam siebie czy sytuacje do skrajnosci,
powiedzmy tego dna i wtedy decyzja jest jakby samoistna....

Bo czasami trudno jest zmieniac cos co jest
wydawałoby sie w dobrym stanie, a gdy siega dna,
to naturalnym jest i najczesciej juz nie ja musze to mówic,
ze to trzeba przerwac!

Ale zauwazyłem, ze trudniej sie odbija... wink
    • beatrix13 Re: Taka moja metoda - sięgnąć dna... 25.12.07, 18:44
      andreas.007 napisał:

      > Ale zauwazyłem, ze trudniej sie odbija... wink

      > .................
      diagnoza: reflukssmile
    • xxtoja_only Re: Taka moja metoda - sięgnąć dna... 28.12.07, 04:05
      Wiesz co Andre możesz być zły na mnie, ale mam to gdzieś, jak piszesz o Feniksie, to chyba Ty zupełnie nie wiesz co piszesz. Do dna dosięgają alkoholicy, aby wyjść ku zdrowiu. A Feniks to ptak odrodzony z popiołów. I dno tam nie jest klasyką, tylko ogień popiół i odrodzenie na now.
      pl.wikipedia.org/wiki/Feniks_(mitologia)
      Ja mam takie przeczucie, a może byś udał się na leczenie, bo szkoda takiego faceta jak Ty, aby tak się rozpływał w dengregoladzie alkoholu i mysli swobodnej. Niestety to co piszesz to iluzja, ale tylko Twoja własna. Sorki za to co napisałam, ale to mi moja myśl przyniosła i przecież mozna tutaj bajdurzyć.
      • andreas.007 Re: Taka moja metoda - sięgnąć dna... 28.12.07, 11:24
        Toju ja jednak - jezeli pozwolisz, bo to jednak moje zycie,
        okresle to, ze spdam na dno, a nie spalam sie,
        ale wzlece jak Feniks z popiołow,
        tak ja sie odbijajac od dna...

        Uzyłem dwóch przenosni jednoczesnie siegniecia dna,
        a potem wzlecenia jak Feniks.. to w kwestii technicznej.... wink)

        Nie, nie jestem alkoholikiem, a dna siegam, ale pozwól,
        ze nie bede opisywał wszystkiego co mnie spotkało
        w minionych dwóch latach, ale NOWY mam nadzieje -
        co juz sie szykuje nawet 10 stycznia, przyniesie odmiane....

        Ale moja sytuacja i sposób na zmiany tak mnie zastanowił,
        bo jak wiem kryzysy sa podstawa do reform w zyciu wielu ludzi.
        Zauwaz ludzie nie sa skorzy do zmian,
        nawet pewnych chorych sytuacji - mozna by tu znaleźć analogie
        do choroby czy zeba zapewne... kiedy reagujemy zbyt późno!

        Mój przykład działanie przez doprowadzenie do kryzysu
        moze byc dobra metoda i ze tak powiem powszechnie
        mniej czy bardziej swiadomie - stosowana!

        Poniekad stres jest nam niezbedny i twórczy,
        a nie ma nic tak stresujacego, jak siegniecie dna... wink
Pełna wersja