que-pasa
20.06.08, 18:43
Od poczatku mnie nie akceptowali, m.in. za to, ze :
- mam wlasne zdanie i uwazam, ze tez mi wolno je wypowiedziec (tylko
oni maja racje, nikt inny)
- mam wyksztalcenie, na ktore sama zarabialam, i sama zapracowalam
(oni nie maja ani wyksztalcenia, ani pieniedzy)
- mam dobra prace i stanowisko (oni nie)
- ogolnie jestem lubiana (co ich doprowadza do szalu. wyjatkiem tu
sa oni)
- nie maja na mnie haka, ktorym mogliby mi zaszkodzic
- i najwazniejszy - ich syn mimo ich usilnych kilkuletnich staran
mnie kocha, i woli byc ze mna niz z nimi
Mam pytanie - ktos ma/mial tak samo pod gorke z tesciami jak ja??
Jak to jest po slubie - przelkneli synowa? A moze jest jeszcze
gorzej niz przed slubem? Ja wiem, ze moje kontakty z tym panstwem
beda sie ograniczaly co najwyzej do swiat, choc jeszcze sie
zastanawiam czy warto psuc sobie tak mily czas, jakim sa swieta...
Jak sobie poradzilyscie ze swoimi buraczkami (czyt. tesciami)?