taimai
20.12.07, 22:36
Witam,
nie myślałam,że i ja tu kiedyś napiszę. Ba, ja nawet nie
wiedziałam o istnieniu takiego forum...
Zawsze chwaliłam swoją teściową. Nigdy się nie wtrącała. Nawet jak
w narzeczeństwie mieszkaliśmy u niej (zbieraliśmy na mieszkanie).
Ten czas wspominam bardzo dobrze. Aż niekiedy było mi głupio.
Gotowała rzeczy, które lubię,itp. Naprawdę sielanka.
Obecnie, po urodzeniu synka,coś się zmieniło. Jakoś odsunęłam się
od niej, drażni mnie najmniejsza sugestia lub uwaga wypowiedziana na
temat mojego dziecka ("już głodny?" nieważne, że minęły 2 godziny od
ostatniego karmienia).
Oczywiście jestem osobą, która ma swoje zdanie i nie bronię siebie
obwiniając tylko teściową. Pewnie dużo tu mojej winy. Do tej pory
myślałam, że przejdzie mi ten "stan ducha", ale ostatnio się
pogorszyło do tego stopnia, że nie mam ochoty spędzać u niej świąt.
Nie chciałabym opisywać dokładnie dlaczego. Po krótce powiem, że
chodzi o wnuki od strony jej córki. Chorowite dzieciaki więc
logiczne, że się obawiamy o naszego małego. Na delikatne pytanie
mojego męża czy choroba (groźny wirus) ich syna nie będzie groźna
dla naszego dziecka, wybuchła afera. Oczywiście dowiedzieliśmy się
od teściowej, że panikujemy, męża siostrze zrobiło się przykro i nie
należy przesadzać!
Kurde, najlepiej prychać niemowlakowi prosto w twarz bo i tak się
go nie uchroni. Dodam tylko, że nie jesteśmy przewrażliwionymi
rodzicami. Nie przykrywamy kocykami, nie unikamy skupisk ludzi i
ogólnie staramy się uodparniać naszego malucha.
No nic. Chciałam się tylko pożalić bo nie chcę truć mężowi. I tak
widział, że się zdenerwowałam całą sytuacją. I zadziwił mnie
telefonem do swojej matki. Jak ja podziwiałam sposób w jaki z nią
rozmawiał! Ja bym tak spokojnie ale rzeczowo i stanowczo nie
potrafiła.
Pozdrawiam i mam nadzieję, że Święta będą przyjemne. Zobaczymy...