jowita-28
22.02.08, 09:30
Hejka, jesteśmy z mężem po ślubie ok. 1,5 roku. Mieszkamy w mojej
rodzinnej miejscowości, więc moi rodzice są blisko, natomiast dom
rodzinny męża jest odległy o 350 km.
Moi rodzice pomagali nam od samego początku. Zanim wprowadziliśmy
się do naszego mieszkania, mieszkaliśmy u nich ponad rok, nie wzięli
od nas ani złotówki, nie chcieli żebyśmy dokładali się do niczego.
Pomogli nam przy organizacji weseliska, a teraz ciągle wspierają nas
finansowo, choć ja nigdy nie chcę brać od nich kasy, "wpychają ją na
siłę", przyda Wam się;) Oprócz mnie jest trójka młodszego
rodzeństwa, która uczy się i studiuje, a rodzicom się wcale nie
przelewa. W domu jest dużo do zrobienia, wyremontowania, a oni jak
mają grosz zawsze wolą dołożyć nam.
Teściowie... no i tu mam pretensje właśnie i taki głęboki żal... na
ślub przyjechali dzień wcześniej, jak już wszystko było gotowe i
jeszcze były jakieś uwagi, typu... a nie lepiejby było... mąż i ja
staramy się być dosyć często kiedy tylko możemy, wyjazd tam to koszt
ok.200-300zł. Oni odwiedzili nas tylko raz, młodsze siostry męża też
wybrały się tylko raz na week. Nie ma pytań typu nie trzeba Wam coś
pomóc, radzicie sobie jakoś... Wkurza mnie że moi rodzice tak się
angażują i nam pomagają, a z drugiej strony zainteresowanie jest
minimalne... nawet na benzynę nie rzucą jak tam jedziemy... Czasem w
nerwach mężowi coś powiem między wierszami, ale on się wtedy
denerwuje i jakoś tłumaczy, ale jak moi dają to jest w porządku
brać... ja już zabroniłam brać od moich cokolwiek, bo mnie to wkurza
niemiłosiernie. Nie chodzi o to, że jestem materialistką, bo dalleko
mi do tego. Staram radzić sobie sama i od nikogo nic nie oczekuję,
ale chodzi głównie o zainteresowanie jednej i drugiej strony.
Jak to jest u Was i co o tym myślicie...?