mala-beti
20.03.08, 10:02
Witam wszytskich:)
Powiedzcie co o tym myślicie. Czy to ja już jestem nienormalna?
Mieszkaliśmy 2,5 roku u teściowej z mężem po ślubie i było do czasu
ok. Nie kłóciłyśmy się. Jakiś czas przed tym jak zaszłam w ciążę
zaczęło mi już doskwierać to życie "we troje". Zaglądanie do pokoju,
a gdzie idziesz, kiedy wrócicie, wspólne sobotnie i niedzielne
śniadania,obiady,wypady do rodziny oczywiście w trójkę.Masakra.
Chciałam abyśmy stworzyli z mężem normalną rodzinę, byśmy mieszkali
na swoim. No i myśleliśmy już o dzidziusiu. Mąż także.Udało nam się
znależć mieszkanie na naszym osiedlu ( wcale nie chciałam na tym
samym, ale tu o wiele tańsze a my biorąc kredyt liczyliśmy się z
każdym groszem ) I wtedy padło pytanie czy my sie wyprowadzamy czy
mama do tego nowego (mniejszego)mieszkania. Ona bez mrugnięcia okiem
powiedziała ,że ona przejdzie bo po co jej większe mieszkanie. Gdyby
nie poszła to my byśmy poprostu poszli żaden problem.
Więc ok,ona przechodzi. załatwanie kredytu, remont u niej.
Ja już wtedy byłam w 4 miesiącu ciąży.Już nie mogłam sie doczekać
kiedy zamieszkamy sami... A ciąża z czasem coraz bardziej widoczna
była.
Tęsciowa "przesadziła" dla mnie, kiedy przyjechała jej rodzinka i
kiedy siedzieliśmy wszyscy przy stole wódeczka itd zaczęła do nich
lamentować, że jak ona tam sama będzie,że moglibyśmy razem w trójkę
mieszkać,że było tak dobrze,że nam do łózka przecież nie wchodziła,
a mogłaby już bo dziecko już "zrobione"(!!!), że nam dziecko wychowa
(!!!!)Myślałam że mnie coś trafi. A najlepsze było to , że
powiedziała do nich, że decydujemy się na poród rodzinny a ona by
WOLAŁA żeby syn ( mój mąż Sławek) nie był przy porodzie. Myślałam że
ją zabije dosłownie. Powiedziałam tylko że już nie wiem czy to ona
rodzi czy ja i zagryzałam żeby. Dwie godziny wtedy usnąć nie mogłam.
Jak może o takich sprawach przy stole mówić, o naszych intymnych
prywatnych sprawach. I jeszcze że by "WOLAŁA" od tego czasu prawie
przestałam się do niej odzywać. Denerwowało mnie każde jej słowo.
Wtrącanie się.. Myślałam że się nerwowo wykończę.
W końcu się wyprowadziła, 2 miesiące temu. I u nas remont się
zaczął. Nie dawno się skończył. I co jest po jej przeprowadzce?
Każdego dnia do nas przychodzi... A to jakieś papiery zabrać bo
przyszły, a to po garczek, a to przyniesć coś nam. CODZIENNIE!!!!
zawsze jakiś powód się znajdzie, a jak już przyjdzie to 2 godziny
siedzi. szlak mnie trafia dosłownie. Udaje przy niej że jest ok,
chociaż czasem mi się to nie udaje i widać że jestem zła. Mówiłam
mężowi, że nie chcę żeby ona tu codziennie była, a on uważa że ja
wymyślam problemy! Że ona tu mieszkała,że to dlatego, a coraz
częściej poprostu milczy jak do niego mówię o tym
I kiedy mu zarzuciłam, że jak już sie zdarzy dzień ze jej nie ma u
nas to on wymyśla, żeby do niej iść to powiedział ze wiecznie mi
coś nie pasuje..
Jestem z tym sama i mam dosyć....
A teraz święta wielkanocne idą. Mieliśmy w niedzielę iść do moich
rodzićów,a w poniedziałek do niej, bądź odwrotnie. Pytam męża na
którą idziemy w poniedziałek do mnie, a on że mama się z wójkiem
umówiła,żeby przyjechała w wielkanoc do nich (czyli jednoznaczne, że
my też, bo jak dojedzie?)
Szlak mnie trafił wiecie?
To ona nam układa plany na święta.
Mąż by pojechał oczywiście bez problemu, widze, że jest troche
zły "bo ja znowu mam problem" i nie chce jechać.
I tak się zastanawiam- jak byście się zachowaly na moim miejscu?
powiedziały swojej teściowej że nie pojedziecie?
Czy to że powiem jej - że mamy inne plany. Że święta są po to by
spędzić je z najbliższą rodziną i ja chce je spędzić z mężem
rodzicami siostrami i z nia( :)! ) i że Sławek może ją zawieść
tylko. Czy to będzie przesada?
Za dwa miesiące poród a ja już żyję tym,że ona nie da nam żyć jak
pojawi się dziecko.
Ja już nie wiem jak się przed nią bronić rękami i nogami:(
Pozdrawiam wszystkich i życzę spokojnych świąt wielkanocnyh.