mimka23
27.05.08, 14:13
Jestem w takiej sytuacji, że sama już nie wiem czy gorszą mam teściową czy mamę. Zacznijmy od teściowej: znam mojego męża już prawie 8 lat i odkąd poznalam teściową, zauważyłam,że ma problemy z alkoholem. Mnie to bezpośrednio nie dotyczyło, więc stwierdziłam, że to jej sprawa, tym bardziej że teść akceptuje jej chorobe. Ale po ślubie mieszkaliśmy u teściów 9 m-cy i wtedy miałam nie lada problem. Teściowa nie piła codziennie, tylko miała tzw. ciągi, czyli przez parę dni nic, a potem od czwartku do niedzieli ostra kira. Normalnie horror. Przy tym była taka powolna, bełkotliwa i przychodziła do naszego pokoju wyżalać się na swoje życie, pracę...a ja musiałam tego słuchać. Potem zamieszkaliśmy w końcu we własnym mieszkanku. I znów problem mnie nie dotyczył, do czasu. Mamy 3,5 miesięcznego synka, którego teście bardzo kochają i chcą z nim spędzać jak najwięcej czasu. Tyle że teściowa zawsze wtedy jest podpita. Bierze to moje maleństwo na ręce i nosi, chucha mu, aż mi się serce kraje, nie mówiąc już o tym, że może niechcący zrobić mu krzywdę. Mąż też ma tego dość. Jest mu przykro i zapowiedział że przy kolejnej takiej sytuacji powie co myśli i postawi warunki swojej mamie...zobaczymy. Tak poza tym teściów mam ok. Na początku były małe zgrzyty, ale obecnie jakoś żyjemy w zgodzie. A teraz moja mama: równo rok temu moja mama pokonała raka piersi, bardzo się cieszylam, tym bardziej że zaraz potem zaszlam w ciążę. Ale odkąd Krzysio jest na świecie nie mogę wytrzymać z moją mamą. Potrafi codziennie do mnie przychodzić z samego rana, mimo że chciałabym pospać, wypocząć. Przy tym jak np przyjdzie po 8.00 to potrafi siedzieć u nas do 17.00. We wszystko się wtrąca. Mówi mi jak mam ubierać dziecko, jak karmić, że powinnam dopajać, ciągle chce go nosić, a przy tym przerzuca go jak worek kartofli bo ma mniej sprawną ręke po operacji. Chce z nim wychodzić na spacery po 4 razy dziennie, wraca tylko na karmienie, gdybym nie karmiła piersią to chyba przez cały dzień nie widziała bym własnego dziecka na oczy. Mówi do niego "mój synuś", "jesteś tylko mój" itp. Oprócz tego mnie i męża traktuje jak gówniarzy, którzy nie potrafili by zająć się dzieckiem, a my sobie doskonale radzimy. Kiedy próbuję wytłumaczyć jej co mi się nie podoba, tostaje się agresywna, zaczyna płakać. Mam wtedy poczucie winy że jest jej przykro. Kto więc jest w moim przypadku gorszy i co powinnam zrobić???