nadrugiemiania
22.02.09, 17:21
Jestem żoną syna Teściowej od 5 lat. Przez 4 lata tego związku z
teściową przeżyłam wiele złego, z teściem zresztą też.Zaraz po
slubie zamieszkaliśmy z tesciami.Przez 8 m-cy zastanawiałm się czy
wytarłam wannę do słucha, czy wytarłam bęben od pralki , bo zgnije,
czy aby nie pomyliłam jajek w lodówce i czy oddałam pieniądze za 1
rolke papieru toaletowego (ze środków chemicznych rozliczaliśmy sie
wspólnie;żywiliśmy się sami; opłaty wszelkie dzieliliśmy na
1/2).Miarka się przebrała , gdy usłyszalam ,że świnia jestem, bo
powtórzyłam mężowi to co usłyszałam (niech zabierają te 6 zł i sie
wreszcie wyprowadzą)Oficjalnych kłótni nie było między nami.Tylko
ciche obgadywanie do sąsiadów i córki (siostry męża).Wyprowadziliśmy
się.Stosunki długo były bardzo napiete.Teście nie byli
zainteresowani tym co sie u nas dzieje , u ich wnuka ,
syna.potrafili nie odezwać sie do nas 2-3 m-ce, nie mówiąc juz o
tym,że nie przyszli do nas przez ponad 1 rok.A ja mimio to starałam
się jak mogłam by te stosunki sie poprawiły.Oj robilam wiele rzeczy
chowając ogon pod siebie i w te świeta usłyszalam,od teściowej słowa
pociękowania i to,że życzy mi bym zawsze była tak pomocna jak
dotąd.Przyznac trzeba,że od świąt B.Ż wiele sie zmieniło.Teście sa
zainteresowani tym co sie dzieje, pomagają na zasadzie opieki nad
dzieckim.Widzę,że zwłaszcza teściowa liczy sie z moim zdaniem.A ja
niestety po tych wszystkich przykrościach , które doznałam ja , mój
mąż , a zwłaszcza moje dziecko nie potrafię juz zaufac rodzicom
mojego męża.troche mi z tym niefajnie.Bo też miła jestem itd, ale o
zaufaniu nie ma mowy.Ot tak sobie to napisałam.ku temu by
udowodnić ,że dla dobra rodziny można wiele zdziałać, ale trzeba
bardzo tego chcieć i spróbować zrozumieć drugą osobę.Ja sie
uparłam,że pogodzę syna z matką i że teściowa zmieni o mnie złe
zdanie , na które absolutnie nie zasłużyłam.Powodzenia wszystkim
synowym i głowa do góry -dla tych skrzywdzonych.