2pscolka
08.07.09, 11:44
Nie wiem już sama co mam robić. Jesteśmy małżeństwem od 4 lat, 2
lata temu przechodziliśmy pzrez sprawy rozwodowe. Nie otrzymaliśmy
od sędziny rozwodu. Może to nawet i dobrze, bo od tamtego czasu jest
nam ze sobą bardzo dobrze, dogadujemy się, szanujemy i co
najważniejsze mąż przestał mnie okłamywać! Spełnił mój jedyny
warunek: odszedł z pracy u ojca... Od tego czasu jest nam naprawde
dobrze razem.
Od razu po ślubie zamieszkaliśmy "przy" teściach, tzn na jednym
podwórku były 3 "mieszkania". W jednym teście z najmłodszą córką, w
drugim babcia - matka teścia a w 3 my wraz z starszą siostrą męża i
jej córką. Każde mieszkanie ma 2 pokoje, kuchnia, lazienka, także
niewielkie. Jeszcze przed ślubem zaczely sie problemy o dziwo nie z
teściową a ze starszą szwagierką! z ktora mieszkał już maz a ja
miałam dopiero sie wprowadzic. Nie przyszła na nasz slub mimo
osobicie wreczonego zaproszenia.Później było jeszcze gorzej. A bo za
często wietrze mieszkanie - z jej pokoju po prostu odrzucało ze
smrodu - a bo za długo się kąpie a bo zle posprzątałam, a bo rządze
się w jej mieszkaniu... To mieszkanie było wybudowane dla mojego
ślubnego i dla niej. Kuchnia miała być wspólna - dodam, że kuchnia
była naprawde bardzo duża, bo jakieś 40m2. Kiedy zabroniła mi
gotować w "jej" kuchni - dodam, że to my ją wyposażyliśmy we
wszystkie meble i sprzęt, postanowiliśmy przedzielić kuchnie na pół
a sprzęt i meble wziac do siebie, bo z jakiej racji ona miałaby to
wszystko wziąć? Wtedy zaczeły się problemy z teściami - naplakała,
że chcemy ją i jej dziecko wyrzucić z tego mieszkania! Nam krzyczała
w twarz, że i tak nas stad wypierd**li. Mąż był co chwile wyzywany
przez teścia, że jak możemy chcieć ją wyrzucić, przecież ona ma
dziecko! Kiedy mąż powiedział teściowi, że to kłamstwo i zaczał się
wyklócać, że to nie my ponosimy wine, tesc zaczał mu dawac mniejsza
wypłate. Każde nieposłuszenstwo ze strony meza było karane przez
dawanie nizszej wypłaty. OK, niech bedzie. Jak byłm w ciazy
szwagierka ostro cpała. Mowilismy tesciom, ze zostawia dziecko (6
lat) samo w nocy a sama wychodzi. Mieliśmy się jej dzieckiem
zajmować. Kiedy szwagierka podniosła na mnie reke, to tesciowie
uznali ze to nieprawda i to ja pobiłam ich coreczke... Dużo było
wtedy takich przypadków, teściowie w niczym nam nie wieżyli i zawsze
my byliśmy winni. Wyprowadziliśmy się do moich rodzicow, co prawda
mieszkanie w bloku, ale spokojnie. Teściowie zaczeli pracować nad
mezem. Mieli duzo czasu, bo maz musiał codziennie zostawac po
godzinach. Pracował po 12-14 godzin dziennie, przy 900 zł wypłaty
(2006 rok). Mąż przychodził rozdrażniony, wszystko mu przeszkadzało,
coraz czesciej sie kłócilismy. Jak przyszło na swiat nasze dziecko,
niewiele sie zmieniło. Tesc miał pretensje, że mąż był ze mną przy
porodzie a nie w pracy... W dalszym ciągu mieszkalismy u moich
rodziców, mimo, że mieliśmy poł mieszkania wolnego u tesciów. Ja po
prostu sie bałam tam mieszkać. Zaczelismy szukać mieszkania dla
siebie. Teście wnuczke odwiedzali coraz zadziej, średnio 1 na 2
miesiące. Z męzem ciagle sie kłociłam. zle zajmuje sie dzieckiem,
czepiam sie jego rodzicow, że maja myc chociaz rece zanim dojda do
dziecka. Uważałam, że tesc nie powiniem brać na rece dziecka bedac w
brudnym od smarów kombinezonie. Nawet rak nie chciało mu sie umyc po
pracy. Źle robiłam, bo powinnam się zgadzać na wszystko co chca
tescie, bo oni sie poswiecili i przyjechali odwiezic wnuczke po 2
miesiacach proszenia się mojego! Mniejsza z tym. Znależliśmy
mieszkanie, muselismy wziac kredyt. Moi rodzice zdeklarowali sie dac
nam 20.000 na mieszkanie. Dla nas to bardzo dużo... Teście
powiedzieli, że dadza nam tyle samo. OK. Przyszło co do czego,
teście powiedzieli, ze kasy nie dadza, bo szwagierka musiała sobie
zrobic remont mieszkania w ktorym mieszkaliśmy, żebu w koncu mogła
mieszkać jak chce. Trudno, wścieklam się, płakałam do poduszki, że
nas tak potraktowali, ale nic nie powiedziałam. Powiedzieli, że co
miesiąc będą nam dawać jakąś małakwote (100-200 zł, czyli nie az tak
mało) na kredyt. OK, dziękujemy. Kredyt braliśmy w 2006, do dzisiej
nic takiego nie zaszło. W 2007 przez swoje kłamstwa tescie
doprowadzili do naszych spraw rozwodowych. Oczywiście ja byłam temu
winna, bo mi zależy tylko na pieniądzach. Fakt w 2007 się
zbuntowałam, powiedziałam mężowi, że ma zrezygnować z pracy u ojca,
albo sie postawić, bo 900 zł, które dostaje nie starcza nawet na
opłaty. Na szczęscie ja dostawałam macieżynskie i pomagali nam
finansowo moi rodzice, dzieki czemu miałam na skromne zycie. Nasza
wojna z mezem trwała poł roku. W tym czasie były 3 sprawy rozwodowe.
Mieliśmy się dogadać w sprawie majątku. Ja chciałam zatrzymać
mieszkanie. Teść, wraz z męzem zażadali 3/4 wartości mieszkania. Bo
przecież oni włożyli w to miszkanie duzo pieniedzy. Pytam gdzie?!
Przecież to mieszkanie mamy z kredytu, spłaciliśmy 10 rat a gdzie to
30 lat na które wzielismy kredyt? Remont, który przeprowadziliśmy
był z pieniędzy które otrzymaliśmy od moich rodziców! Walka z
tesciem była ostra... Po nieudanym rozwodzie postawiłam warunek
mężowi: wyprowadzasz się, albo rezygnujesz z pracy u ojca, bo to
głownie przez nich mamy problemy. Na szczescie wybrał to drugie. Nie
mówie, że było lekko, bo nie mogł na poczatku znalezc pracy.
Finansowo to przezyliśmy, ale emocjonalnie się do siebie bardzo
zblizyliśmy. Mąż nie spotykał sie ze swoimi rodzicami co dało sie
mocno odczuc w jego zachowaniu. Był po prostu miły, nawet dla
dziecka! Teście mieli do nas zimny stosunek. Obrażeni na meza ja
wszystkiemu winna.. Ale nam było ze soba dobrze! Jednak teściowie
nie interesowali się wcale naszym dzieckiem. Żeby dzieckomiało
jakikolwiek kontakt z jego rodzicami tylko my tam jezdzilismy. Oni
nas nie odwiedzali. Przełom nastąpił, kiedy kpołócili sie ze starsza
corka... Wtedy sobie o nas i wnuczce przypomnieli. Zaczely sie
wczeste wizyty, oczywiscie ich ;-) Teście nawet zaczeli nam pomagać,
kupowali soczki dla dziecka, raz na 2 m-c kupowali nawet jakis
ciuszek. Byłam im wdzieczna, tym bardziej, że maz "rozkwitł" jeszcze
bardziej Taka "sielanka" trwała rok, po czym starsza córcia
przeprosiła się z rodzicami w celu pełnego zanurzenia się w ich
portfelu. Teściowie znów zapomnieli o wnuczce i o nas. Żeby nas
odwiedzili znów prosze się miesiąc. Po tym czasie przyjadą na 45-50
minut z zegarkiem w reku. Ostatnio już nawet nie proszę. Mąż
zapowiedział mi, że mam przestać błagać o ich zainteresowanie.
Ostatnio się dowiedziałam, że teściowie rozpowiadają, że oni nam
kupili mieszkanie a my niewdziecznicy odwrócilismy sie od nich. Nie
wiem tylko dlaczego nadal mamy kredyt do spłacenia... Co tydzien
dowiaduje sie o sobie i meżu coraz to nowych "ciekawostek" Nie mam
już siły odpierać coraz to nowych atakow. Mąż już też nie chce
wysłychiwać kolejnych kłamstw od swojego ojca. Wczoraj pocztą
przysłała nam młodsza szwagierka zaproszenie na swój ślub. Nie wiem
co sie nagle stało, bo niby wszystko było OK. Mąż pojechał do teścia
i zapytał dlaczego?! Przeciez mieszkamy zaledie 2 km od siebie w tym
samym mieście. Teść naskoczył na męża, że my nie zaprosiliśmy
starszej szwagierki na nasz slub i ze chcielismy ja wyrzucic z
mieszkania... Nie wiem po co te wszystkie kłamstwa, żeby bylo im
wygodniej?! Czy oni nie widza ze kzywdza swojego jedynego syna?!
Doradzcie mi prosze, bo juz sama nie wiem co mam robic....