prin
22.01.04, 18:31
Nie jestem jakimś cudem w formacie Antonia Banderasa ale też nigdy mój wygląd
nie odstraszał kobiet. Jestem ponoć całkiem, całkiem... Troche mi już
doskwierają puste weekend'y. Nie żebym nic nie robił ale chciałbym mieć
kobietę, przyjaciółkę którą zabrałbym na wspólny wypad do kina, na grilla lub
urządzić wspólnie bitwę śnieżną. Nie może być zawistna, pusta, zarozumiała,
wystraszona. Przerabiałem już takie modele i szkoda mi czasu na żałosne
kobiety które wszystkie swoje wady tłumaczą "bo taka już jestem"
Jeżeli już wiesz jaka jesteś i odnajdujesz w sobie złe cechy to chyba czas
aby się zmienić. Nie mówię tu o malutkich wadach, ale o tych które jak
wychodzą na jaw to masz ochotę uciec gdzie pieprz rośnie.
Mam na karku trzydziestkę, spory bagaż kłopotów, niedobrych doświadczeń ale
także mam dobrą pracę (całe szczęście), jestem zdrowy z czego niezmiernie się
cieszę, za oknem jest nareszcie "biała" zima no i samochód nie sprawia mi
kłopotów na tym mrozie. Słowem jest się z czego cieszyć. Jest dobrze. Wiem
jednak że mogłoby być lepiej.