Randka w... Mroku.

IP: 62.233.180.* 24.03.04, 21:22
Ciemność.
Czy kiedykolwiek zastanawialiście się nad tym
czm jest ciemność?
Co daje?
Gdzie nas przenosi?
Jakie obszary naszej wrażliwości "oświetla"?
Jakie spełnia pragnienia?
Co wyzwala?
Od czego uwalnia i do czego zachęca?

---------------------------------------------


Skąd te pytania...?


Moja koleżanka z roku umówiła się na randkę.
Wraz ze swoim chłopakiem wyciągnęli mnie do Studia Mrok.

Mówię Wam - fantastyczna impreza!!! :)))

Bez jupiterów i świec.
Całkowita ciemność.
Tylko dotyk.
A wokół niesamowita baśniwa sceneria.
Czar i tajemnica.

- A jakże ekscytujące i fascynujące
doznania ze spotkań ...!


Ja także miałam tam swoją "randkę".
Randkę w Mroku.
Tego się nie da opowiedzieć,
to trzeba przeżyć!
Poprostu Kosmos !!!!! :)))))))))))))))))





    • janq43 Re: Randka w... Mroku. 25.03.04, 05:44
      WOW:-)
      Naprawde tak odlotowo??
      Gdzie to jest?
      weź mnie ze sobą:-))
    • Gość: studyjny Re: Randka w... Mroku. IP: *.nas3.is1.u-net.net 25.03.04, 05:53
      mroczne klimaty to jest TO!!!
    • Gość: Ciekawy_ciemniacze Re: Randka w... Mroku. IP: 62.233.180.* 26.03.04, 22:23
      Czy możesz trochę jaśniej o tym mroku
    • Gość: Diana Re: Randka w... Kroku. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.03.04, 22:47
      • Gość: bojler gazowy Re: Randka w... Kroku. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.03.04, 22:57
        w pewnych kulturach to się nazywa miesznie krwi, wszyscy dorośli są zamknięci w
        ciemnym pokoju i następuje wspólne zbliżenie, bez względu czy małżeństwa
        trafią na siebie czy nie ;))
    • Gość: Sarna Re: Randka w... Mroku. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.03.04, 16:22
      Sądzę, że wiem o czym Diana napisała.
      Też byłam na podobnej "imprezie", tyle że 5 lat temu i w Paryżu. Nazywało się
      to bodajże Teatr Ciemności, czy coś takiego.

      Jeżeli podobna insttalacja została zbudowana w Polsce, to Osoba, która podjęła
      się zrealizowania ten pomysł musi być bardzo mądrą Osobą i wysokiej klasy
      specjalistą z ogromną wiedzą i wyobraźnią. Przynajmniej ja tak sądzę na
      podstawie własnych doświadczeń. Albowiem dla mnie, udział w spektaklu w Teatrze
      Ciemności był niezmiernie znaczącm wydarzeniem. Powiem więcej - diametralnie
      odmienił moje życie. Odwrócił je o 180 stopni.


      Lecz aby to wyjaśnić muszę chociażby pokrótce opowiedzieć moją historię.
      Otóż swój "pierwszy raz" "zaliczyłam" w wieku 17 lat. A dokładnie, gdy miałam
      17 lat 4 miesiące i 15 dni. Było raczej kiepsko.
      Następnie miałam kilku chłopaków, z którymi "sypiałam". Bywało różnie,raz
      lepij, raz gorzej. Na ogół mało ciekawie.

      Kiedyś, a miałam wtedy prawie 21 lat, chłopak z którym chodziłam prawie mnie
      zgwałcił. Tzn., akurat tego dnia b. nie miełam ochoty na seks, zwłaszcza, że
      chłopak po kilku drinkach był mocno wstawiony.
      Wtedy usłyszałam kilka "miłych i ciepłych słów". A ponieważ nimi mnie nie
      przekonał dostałam po twarzy, abym pojęła do czego "służy" kobieta.
      Zrozumiałam, że nie mam żadnych szans! W odruchu rozpaczy chciałam go
      powstrzymać i chwyciłam za jego "ptaka".Sekunda i spuścił mi się w rękę i dał
      mi spokój, bo było już "po chłopie".

      Od tego czasu miałam lęk, wręcz czułam wstręt, miałam "alergię" na mężczyzn.
      Koleżanki na sudiach miały swoich chłopaków,sypiły znimi, a ja co...?
      Nic! Zero chłopaków! Null seksu!!!
      Chciaż bardzo tego pagnęłam!!!


      Z czasem moja awersja do eżczyzn stawła się coraz większa i bliżej niż na
      wyciągnięcie ręki nie pozwoliłam podejść żadnemu mężczyźnie.
      Uciekałam. Uciekałam jak sarna.

      Czułam się z tym źle, okropnie źle! Przecież tak bardzo pragnęłam mieć swojego
      chłopaka i móc się z nim kochać.
      Poszukiwałam rozwiązania w litraturze. Przeczytałam kilometry tytułow, armię
      autorów i tony książek. I nic!!!
      W dalszym ciągu, widząc zbliżającego się do mnie mężczyznę -ja w nogi!
      Nawet juz dokładnie nie pamiętam jak to się stało, że zostałam pacjęntką
      różnych Poradni. I tak biegałam od jednego "uczonego" do drugiego.
      W końcu trafiłam do jakiegoś ksiedza. Ten doładnie mnie mnie "wyspowiadał";
      oświadczył, że prowadziłam rozwiązły tryb życia, a teraz jest to kara za
      popełnione grzechy,kara za grzeszne myśli i jeszcze za cos tam... I mam tego
      bardzo żałować, a on już będzie pilnował, aby moja pokuta przebigała
      prawidłowo. I mam się zgłosić za 2 miesiące na "kontrolę", czyli do
      kolejnej "spowiedzi". Ja, głupia idiotka, ostatnia kretynka uwierzyłam. Po 2
      miesiącach przylazłam jak to ciele do konfesjonału.
      Już nawet nie będę przytaczała tego co mówił, ale kretyński klecha tak mnie
      zdołował, że byłam gotowa iść i położyć swoje grzeszne ciało na torach, żeby
      przeleciał po mnie jakiś expres.Jednak wg. słów tego klechy pewnie by się
      wykoleił - taki ogrom zła był we mnie.

      Byłam załamana i zrozpaczona!
      Rodzice, widząc moją kiepską formę zorganizowali mi wyjazd na 2 tygodnie do
      Łeby. To był sierpień 1998 r.
      Tam spotkałam, a raczej sama poszłam do wróżki - Pani Anny Fijałkowskiej.
      Z jednej strony byłam bardzo zadowolona, bo okazała się normalnym człowiekiem,
      który doskonale rozumie i wie o moim problemie i (cały czas w oparciu o karty)
      wyjaśniała mi jak chłop krowie na granicy. W sposób koleżeński, bardzo
      przyjacielski i niezwykle serdeczny (bo były i żarty i dużo śmiechu) mówiła o
      tak naturalnej potrzebie kobiety, jaką jest seks. I jak się do tego zabrać; jak
      to robić; czego oczekiwać, a co wręcz egzekwować. Pełen luz! To było zupełnie
      niespotykane podejście do seksu, do erotyki.

      Pani Fijałkowska powiedziała mi również, że "...w przeciągu roku (..) będzie
      takie wyarzenie (...) jak operacja (...) sprawi, że stanie się pani zupełnie
      innym człowiekiem. Przeżuje pani taką transformację (...) będzie pani się czuła
      jak nowo narodzona; (...) odzyska pani wolność myślenia i apetyt na życie (...)
      stanie się pani osobą szlenie samodzielną, bardzo silną, zdecyzdowanąi od
      nikogo ani niczego niezależną (...) będzie pani uwielbiała seks, kochać się
      (...) będzie on dla pano najważniejszy; (...) jakem Anna Fijałkowska zakasuje
      pani swą wiedzą wszystkich (!) (...) może pani zrobić specjalizację z
      naturalnej seksuologii;
      (...)urodzi pani dwoje dzieci, dwie dziewczynki;
      (...) teraz niech się pani nie przejmuje;
      (...) się nie wachać, ale śmiało wyjechać w tę podróż zagraniczną (...) tam
      odejdą na zawsze, "umrą" pani problemy (...) siła tego wydarzenia będzie
      ogromnie duża i nietypowa, zaskakująca, szokująca dla pani, że ona panią
      poprostu porwie;
      (...) do roku czsu proszę wytrzymać i nie walczyć z sobą;"

      Są to fragmenty dosłownych cytatów z kasety magnetofonowej, którą otrzymałam po
      zakończonej sesji od Pani Fijałkowskiej.

      Wyszłam zachwycona i wniebowzięta! Po raz pierwszy od wielu lat chciało mi się
      śmiać do wszystkich!

      Jednak z drugiej strony, następnego dnia, ogarnęły mnie wątpliwości. Zaczęłam
      być zła, żę ja, stara dupa, dałam się znów "wpuścić w maliny". Bo przecież tak
      na dobrą sprawę to są to rzeczy NIEREALNE! Baba plotła trzy po trzy, bo
      zobaczyła jakąś smętną idiotkę, a ja dałamsię nabrać i w to uwierzyłam. I
      jeszcze zapłaciłam taką kasę!!! Wtedy bodajże 100 złotych!
      Byłam tak wściekła, że za dwa dni wróciłam do domu, aby jak najszybciej o tym
      zapomnieć.

      Popadłam w obojętność. Miałam już 28 lat. Moje Koleżanki powychodziły za mąż
      (niektóre już 2 razy!), miały dzieci, a ja w totalnym celibacie.
      Koszmar!!!

      ================================================================================

      Pewnie się nie zmieszczę na tym poście, wobec tego resztę poowiem na
      następnym.




      • Gość: Sarna Re: Randka w... Mroku. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.03.04, 21:37
        Możliwość wyjazdu do Francji pojaiwł się nagle. Ponieważ było mi już wszystko
        jedno, toteż nawet nie zdobyłam się na to,aby się zastanowić.
        Pojechałam.

        I właśnie tam, w Paryżu trafiłam na spektakl w Teatrze Ciemności.

        Moja obojętność sprawiła, że nie byłam zaskoczona ani mrocznym holem, ani nawet
        tym, że w szatni należało również pozostawić obuwie. Może troszkę mnie
        zdziwiło, a raczej zaciekawiło, że zamiast na salę widowiskową z rzędami foteli
        i oświetloną sceną, weszłam w jakieś kręte korytarze, gdzie panowała zupełna,
        nieprzenikniona ciemność. Ale o dziwo, jakoś się nie bałam. Wręcz przeciwnie,
        pomimo tej całkowitej ciemności było tu bardzo przyjemnie i przytulnie. I co
        najdziwniejsze poczułam się tu bardzo bezpiecznie. Ściany były wyściełane
        miękkim materiałem, aksamitem, jedwabiem, również bardzo pzyjemnym w dotyku
        futrem. Miały różny kształt. Także pod stopami czułam zmieniające się podłoże.
        Korytarze skręcały, zwężały się i rozszerzały oraz rozwidlały.

        Zaciekawiało mnie to coraz bardziej. Zaczęłam iść coraz dalej i dalej, kierując
        się tylko dotykiem.
        Tak mnie to pochłonęło, że zapomniałam gdzie jestem. Po droze szłam po jakimś
        żwirze, po czymś co się uginało jak poduszki powietrzne, po jakiś huśtających
        się mostkach; schodziłam w dół i wspinałam się do góry; ocierały się o mnie
        jakieś jedwabie, paski, podłużne elementy. Było przyjemnie. POchłonęło mnie to
        bez reszty - świat przestał istnieć.
        Wpewnym momencie znalazłam się w jakimś pomieszczeniu. Nawet nie pamiętam jak
        odbierałam jego "wystrój". Tylko wrażenie obszerności tego pomieszczenia,
        sprawiła, że nagle poczułam się tak ogromnie samotna,że w pewnej chwili
        zaczęłam płakać jak dziecko. Poprostu łzy same lały mi się z oczu jak
        strumienie. Byłam wprost przerażona tą pustką wokół mnie i moją samotnością!
        Ona była wszędzie - dookoła mnie i we mnie. Byłam zagobiona, zrozpaczona i
        bezradna! Beznadziejnie bezradna !!!
        Nie wiem jak długo to trwało - ta moja bezradność, ta moja rozpacz.

        W pewnym momencie poczułam, że koś mnie dotknął; powtórnie ktoś mnie dotykał i
        odszukał moją rękę i delikatnie zaczął mnie głaskać. Nawet nie wiem jak to się
        stało, że nagle całym ciałem przylgnęłąm do tej Osoby. Znów poczułam się
        bezpiecznia; byłam tak ogromnie wdzięczna! Z każdą chwilą stawało się to coraz
        milsze, coraz przyjemniejsze. Coraz większy luz. Zaczęła ogarniać mnie coraz
        większa rozkosz. Zaczęłam robić się coraz bardziej podniecona! To stawało się
        przeurocze!!! Zaczęłam...
        Aż tu nagle dotarło do mnie, że przecież tą Osobą do której tak się namiętnie
        tulę, do której tak przylgnęłam jets MĘŻCZYZNA !!!
        Odepchnęłam go! Starym zwyczajem chciałam uciekać. Zrobiłam kilka kroków i
        natknęłam się na jakąś miluśka ścianę. Zaczęłam dotykać wokół siebie. Znów
        wszędzie było pusto! I znów powróciła i otoczyła mnie ta porażająca pustka i
        tęsknota.

        Nawet nie wiem kiedy i jak odszukałam tego mężczyznę. Złapałam go,
        przyciągnęłam do siebie i znów przywarłam, wtuliłam się w niego całą sobą,
        całym swoim ciałem, całym swoim jestestwem, wszystkim, chyba nawet także duszą!
        I znów powróciło to wspaniałe uczucie błogości i rozkosznego
        podniecenia.Zaczęlo narastać. Z każdą chwilą było większe i większe. Dałam mu
        się ponieść, porwać.
        Znalazłam się w innym świecie, w innym wymiarze. Tego nie można wyrazić
        słowami, to było coś tak nieziemskiego, tak mistycznego, że nie ma słów, aby to
        opisać. To był, jak to zgrabnie ujęła Diana, naprawdę Kosmos !!!!!!
        Nie wiem, ani co się ze mną działo, ani jak długo.
        Mistyczna Ekstaza!!!!!
        Total na maxa!!!!!
        Sygnał kończący spektakl dopiro "sprowadził" mnie na Ziemię.
        Czułam jak drga we mnie wszystko, jak drga we mnie każda komóreczka od czubka
        głowy po koniuszki palców u stóp.
        Czułam się jak nowo narodzona!!!

        Zledwie kilka tygodni później spotkałam Faceta, z którym dosłownie w ciągu
        dwóch godzin wylądowaliśmy w łóżku.
        Jest mi z Nim wspaniale!!!
        Jestem z Nim do dziś. Mamy też 14 miesięczną córeczkę.
        Jednak NAJWAŻNIEJSZY od momentu poznania pozostał i pozostanie seks. Wprost
        uwielbiam się kochać! Wspólnie z moim Facetem ciągle odkrywamy w nim coś
        nowego. Tak jak astrononowie wkraczają i odkrywają nowe gwiazdy, czy całe nowe
        gwiazdozbiory, tak naszymi gwiazdozbiorami są nowe doznania, nowa radość, nowa
        energia.
        Jest to jakgdyby wkraczanie i odkrywanie najpiękniejszych, najwznioślejszych
        doświadczeń w całym dotychczasowym życiu. Są to doświadczenia najbardziej
        świetliste, najbardziej kolorowe i poetyczne, najbardziej twórcze. Z jednej
        strony - jeżeli chodzi o ciało, umysł i świat - dostarczają mi one ogromnej
        satysfakcji i zadowolenia, ponieważ to czego doświadczam jest wspaniałe i
        cudowne! Ale samo doświadczenie upewnia mnie, że są przede mną jeszcze inne
        wspanialsze doświadczenia. I tak jest, tak się dzieje. Ciągle poznaję, a raczej
        razem poznajemy, coś innego, coś nowego.

        Kiedyś zużywałam całe kilogramy przeróżnych kosmetyków. obecnie nie potrzebuję
        nic, poza mydłem i szamponem do włosów - nawet kredki do oczu.
        A w ub. roku, jesienią, gdy weszłam do sklepu nocnego i poprosiłam o wino,
        ekspedientka zażądała ode mnie dowodu osobistego. Tak mnie tym rozbawiła, że
        nie kupiłam wina, tylko wodę mineralną.
        Czasami, kiedy spotykam Koleżanki, robi mi się Ich żal. Są przecież jeszcze
        młodymi kobietami, a są już tak "zwiędnięte" tak stłamszone. A już gdy zagadnę
        o seks, to patrzą na mnie tak jakbym pytała o długość trąby mamuta, bądź o
        aktualny stan pogody na Syriuszu! Jest to dla Nicfh prehistoria lub wprost
        niewyobrażalna abstrakcja!

        Stałam się człowiekiem wolnym icałkowicie niezależnym! W nosie mam różne
        zwyczaje,obyczaje, zasady i normy. Mieszkam z Facetem; kupiliśmy mieszkanie;
        mamy dziecko - być może będziemy mieli drugie; Smiało mogę powiedzieć, że Go
        kocham i to bardzo (jeżeli to co do Niego czuję tak się nazywa), lecz nigdy nie
        starałam się, ani nie będę się starała o jakiś świstek papieru
        zatytułowany "Akt ślubu". Ci, których zniewala niepewność i własne kompleksy
        oraz fobie i którym jest on niezbędny do ich zakrycia, niechaj o niego
        zabiegają; mnie on do szczęścia absolutnie nie był, nie jest i nigdy nie będzie
        potrzebny.Już żadna ani opinia, ani injstytucja mnie nie zniewoli!

        I tu chylę glowę przed kunsztem i mądrością Pani Anny Fijałkowskiej.
        Już poznałam mojego obecnego Faceta , kiedy natknęłam się nakasetę z nagraniem
        tej sesji w Łebie. To Ona pierwsza otworzyła mi oczy i wprowadziła mnie w ten
        świat. Ileż mądrych słów jest tam powiedziane, ile rad i wskazówek, Często ją
        przesłuchuję i do dziś z nich korzystam.
        Jest mi tylko wstyd, że wtedy, w Łebie tak nieładnie o Niej pomyślałam. Ja
        wtedy jeszcze nie potrafiłam tego zrozumieć. Również nie miałam tej wiedzy i
        tych doświadczeń, które mam dzisiaj.
        A dzisiaj, z perspektywy czasu, śmiało mogę powiedzieć, że chociażby te
        tony "uczonych" ksiąg, które kiedyś tak pilnie "studiowałam" nadają się
        jedynienanędzny ogień. I właśnie to były wyrzucone lub wyłudzone pieniądze. Ich
        autorzy zachowują się niczym kret, który uważa, że skoro zjadł gąsiennicę, to
        już może pisać rozprawy nt."Budowy i działania czołgów", bo te też poruszają
        się na gąsiennicach. Ech, bełkotliwe bzdury i szkoda prądu na mówienie.
        W porównaniu z tymi stricte komercyjnymi wypocinami hunorarium Pani
        Fijałkowskiej było mniej niż symboliczne.

        Pani Aniu, wiem, że ma Pani Swoją stronę internetową, lecz pragnę publicznie,
        tu na Forum oświadczyć, że na zawsze pozostanę Pani dłużniczką i serdecznie
        Pani dziękuję, że to Pani odnalazła we mnie normalnego Człowieka stworzonego
        przez Matkę Naturę, z Jego potrzebami i możliwościami, a nie jakąś kukłę
        wykreowaną przez ideologiczne dogmaty, czy naukowe, a raczej pseudonaukowe
        frazesy.
        Z całym szcunkiem chylę przed Panią czoło. Jest Pani Wielką Osobowością i
        jestem DUMNA, że u Pani byłam, że Panią poznałam osobiście i że m
        • Gość: Diana Re: Randka w... Mroku. IP: 62.233.180.* 01.04.04, 13:31
        • Gość: Diana Re: Randka w... Mroku. IP: 62.233.180.* 01.04.04, 14:36
          Sorki Sarno!
          Wczoraj bardzo się spieszyłam
          i nie czytałam Twojej odpowiedzi.
          Podziwiam Cię. Dałaś się aż tak zdołować
          na 7 lat i wyszłaś z tego sama i to w pięknym stylu!
          Naprawdę Sarno, masz klasę!!! :)))
          Zaimpowowałaś mi.
          Ostra jesteś!

          Z tych odpadów genetycznych uhahałam się
          po pachy! Świetna odzywka!!! :)))))

          Ja to badziewie nazywam embrionami.
          Ich rozwój umysłowy zatrzymał się w tej fazie.
          Dowód: nawet własnego nicka nie są w stanie wydumać.
          Wykorzystują cudze.
          Dla mnie są powietrzem.
          Współczuję ich mamuśkom. To też wielka
          tragedia, gdy naraz przytrafi się
          taka ofiara przemysłu gumowego.
          Dlatego kiedy siętaki napatoczy
          zdecydowanie jestem za aborcją!

          Ale sa to jednostki.
          Jak w każdej społeczności.
          Cała reszta jest OK!

          Bądź spokojna Sarno,
          do Mroku napewno się nie wcisną.
          Jest prowadzona staranna selekcja.
          Nawet po "wczorajszym" piwku - szlaban!

          A'propos "Mroku". Dzięki Sarno,
          za gratulacje i słowa uznania
          za moje odkrycie i przemyślenia.
          Są one wg. mnie takie sobie.
          Mam ich cały arsenał.
          Dlatego chcę tam iść jeszcze raz.
          A może nawet jeszcze kilka razy...

          Nie byłam w Paryżu,
          ale to Studio w Łodzi też ma
          jakąś magiczną moc!
          Jednak uważam, że trzeba w tym uczestniczyć,
          by móc cokolwiek powiedzieć.
          Sama rozumiesz.
          Zresztą doznania są subiektywne
          i zależą od wielu różnych czynników.
          Np. - tak jak w Twoim przypadku -
          od głęboko "zadołowanych" pragnień.
          A te ma każdy.
          Bywa tak, że są one nawet nieuświadomione
          i dopiero stworzenie odpowiedniej atmosfery
          wyzwala je.
          Oj, pewnie się zagalopowałam.

          Sarno, jeszcze raz dzięki.
          Jest mi szalenie miło.
          Czuję się zaszczycona Twoim uznaniem. :)))

          Pa, paaa! :)))))
          • hrabia_potocki Re: Randka w... Mroku. 01.04.04, 14:45
            a ja gaszę u siebie wszystkie swiece i mam tez randke w mroku!;-)
            • Gość: Diana Re: Randka w... Mroku. IP: 62.233.180.* 01.04.04, 15:17
              I OK! Super!!!
              Rozumiem, że jesteś koneserem
              "rękodzieła"!
              Extra!
              Udanej twórczości!!! :)))))
              • hrabia_potocki Re: Randka w... Mroku. 01.04.04, 20:04
                zresztą świece gasi Jan ;-)

                i wcale to nie CEPELIA!
        • Gość: daniel kryptoreklama IP: *.future-net.pl 10.04.04, 23:09
          grubymi nićmi szyta
    • Gość: Diana Re: Randka w... Mroku. IP: 62.233.180.* 31.03.04, 13:46
      Długo nie odpisywałam, ponieważ chciałam
      zgromadzić jak najwięcej informacji tzw.
      organizacyjnych.

      - jest to Studio Eksperymentalne "Sztuka Mroku"

      - mieści się w Łodzi na ul. Odrzańskiej 32;
      ulica ta odchodzi (w prawo) od ul. Pabianickiej.
      Jadąc tramwajem nr "11" z centrum Łodzi
      wysiadamy na 4 przystanku za wiaduktem na
      Pabianickiej - to proste!

      - Odrzańska 32 jest to blok po lewej stronie,
      ok. 300 m.od przystanku;
      od frontu znajduje się sklep spożywczy,
      a z drugiej strony budynku są wejścia
      do klatek schodowych i odzielne wejście
      do Studia - to też jest proste!
      Jest tabliczka przy wejściu.

      - swój udział w imprezie trzeba sobie
      wcześniej zarezerwować pod nr tel.
      zero-cztery-dwa /to kirunkowy/
      sześć-pięć-pięć-dwa-dwa-dwa-cztery
      (tylko do tego numeru dotarłam)
      najlepij zadzwonić późnym wieczorkiem.

      - niestety, z rezerwacją zaczynają się "schody",
      są dość odległe terminy.
      Ja naprzykład załapałam się dopiero
      na maj - chyba się nie doczekam!!! :(((

      - wjazd 15 zetów.

      - impreza trwa 2 godz. + ok. 40 min.-1 godz. na
      króciutką wymianę wrażeń "na gorąco".

      To jest wszystko co wiedziałam i czego
      zdołałam się dowiedzieć.
      Natomiast cała reszta już zależy tylko od nas.
      Jest sprawą indywidualną. Subiektywną.

      Również jestem szalenie ciekawa
      - jak będzie wyglądał mój kolejny
      udział w imprezie?????
      Czy będzie równie fantastyczny
      jak poprzednia randka w Mroku...?! :)))

      - Pa. Paaa!!! :)))))
      • Gość: opp Re: Randka w... Mroku. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.03.04, 20:56
        Przeczytaj W.Whartona ,,Spóżnieni kochankowie''.
        • Gość: Diana Re: Randka w... Mroku. IP: 62.233.180.* 01.04.04, 15:03
          Mam dziś wyjątkowy humor
          i w dniu dobroci dla ...
          wyjątkowo Ci Opp odpowiem.

          Rozpocznę od tego, co trafnie podkreśliła Sarna
          - rozumu używa się przy kompie,
          a nie w łóżku!
          Natomiast u Ciebie jest odwrotnie. :(((
          "Spóźnieni kochankowie" ... Jako kochanek
          jesteś nie tylko spóźniony,
          ale wręcz opóźniony!

          Umieć czytać wcale nie znaczy rozumieć.

          A ślinisz się z prostego powodu
          - zamiast jeść czytasz książkę kucharską.
          • Gość: opp Re: Randka w... Mroku. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.04.04, 19:47
            Czuje się zaszczycona ,że w swej łaskawosci odpowiadasz na mój post.Ten cudowny
            mrok w którym sie tak swietnie realizujesz nie wiedzieć z kim , wynika chyba z
            twoich kompleksów.Myslę ze gdybys w trakcie ,,uniesienia'' zapaliła światło ,
            mógłby być to szok dla ciebie lub twego partnera.Udanych mrocznych excesów!!!
    • Gość: Python Re: Randka w... Mroku. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.04.04, 18:10
      kiedyś byłem na takowej....wszedłem sobie normalnie tak z nienacka - piffka się
      napić a tu ciemno jak..w d-e u murzyna. Prądu na prowincji brakło - myślę i
      jakby nigdy nic obieram azymut na bar. Zanim do niego doszedłem pod moimi
      nogami przewalały sie jakieś ciała, żeby nie powiedzieć zwłoki. Po licznych
      bojach z jakimiś nogorękami dotarłem do wodopoju. Lecz jakie było moje
      ździwienie kiedy okazało się, że to nie bar lecz WC. Trzy godziny potem jakoś
      znalazłem bufet. Niestety w tych ciemnościach barmam nie trafił piwem do kufla
      i rozlał wszystko na podłogę. Myślę sobie wychlipię w podłogi co zostało. Jak
      pomyslałem tak zrobiłem. Nachyliłem się, a tu ktoś zaczął mnie nzpastowywać od
      tyłu...uff..dobrze, że to tylko był sen
    • libressa Re: Randka w... Mroku. 02.04.04, 16:14
      ...no cóz przeczytałąm te przydługie posty,
      ze wrodzonym wstretem, i tak sobie myśle,
      że bardzo ubogie życie intymne wiedzie Diana.
      Ekscytuje Cie "randka w mroku",czyli sytuacja
      ekstremalna, jak bardzo dużego "kopa" musi dostac Twoja
      wyobraźnia, żebyś poczuła spełnienie...
      To smutne...
      Własnie dzieki wyobraźni możemy poczuc dotyk,
      który nie dotyka, i nie trzeba do tego ciemności...
      :)
      Libressa
      ---
      Nadmiar zalet to duza wada.
      /LIBRA/
    • piotr_szurgot Re: Randka w... Mroku. 08.04.04, 16:33
      Jak to dobrze, że istnieje takie Forum gdzie każdy ma prawo do własnych
      wypowiedzi. Postanowiłem wreszcie również zabrać głos.

      Trzykrotnie uczestniczyłem w spektaklu organizowanym przez Studio
      Eksperymentalne - Sztuka Mroku. Czyli w tym samym co Diana i podobnym do
      paryskiego Teatru Ciemności tak realistycznie opisanego przez Sarnę.
      Tak się złożyło, że prez cały czas śledziłem wszystkie wypowiedzi , począwszy
      od pierwszego posta Diany. Przyznaję, że zaskoczyła mnie orgianalność Jej
      relacji z tego spektaklu, jak i ukryta w pytaniach duża wnikliwość Jej
      spostrzeżeń.
      Zaskakująca jest również kapitalna uniwersalność wątka zapoczątkowanego przez
      Dianę. Otóż zarówno ukazuje ludzi ciekawych świata i umiejących samodzielnie
      myśleć, jak również niemiłosiernie obanaża tych, których umysły znajdują się
      gdzieś hen, daleko, daleko poza najodleglejszymi peryferiami intelektualnymi, a
      sam mózg został wyzerowany. Jest to nawet dość zabawne patrzeć jak się ci
      osobnicy sprężają, aby choć na moment gdziekolwiek zaistnieć, chociażby
      wypowiadając się na temat, o którym nie mają żadnego pojęcia. Prześledziłem
      wypowiedzi tych osób w innych wątkach Forum i są równie ucieszne. Rówież tam
      ich wypowiedzi wzbudzają zerowe zainteresowanie, co idealnie pokrywa się z ich
      możliwościami intelektualnymi. Jest to choroba, na którą notorycznie zapadają
      politycy. A jej objawy to mówić byle co, bez względu na to czy się wie czy się
      nie
      wie, aby tylko być widzianym, słyszanym, bądź czytanym. Ot, takie sobie
      pocieszne pajacyki.
      Bo czyż można sensownie, bez ośmieszania się, rozprawiać np. o kolorach śniegu
      na Szpicbergenie spędziwszy całe życie w Kamerunie? Tymczasem Eskimosi znają
      tych kolorów (białego z pozoru śniegu) aż osiemnaście!
      Podobnie jest z Mrokiem - tam trzeba być. A i to za każdym razem wrażenia są
      różne.
      Np.wczasie mojego pierwszego pobytu w Mroku naraz zrozumiałem, jaki zbuduję
      dom. "Wystrój" otoczenia sprawił, że olśniło mnie, że mój dom nie będzie miał
      kantów. Tak, tak, to ta ciemność, zmysł dotyku i miła, przyjemna w dotyku
      dekoracja tak mnie "oświeciła". Aż sam nie mogłem w to uwierzyć - dom bez
      kantów??? Dlatego postanowiłem pójść jeszcze raz.
      Kontakt z innymi osobami, ich delikatność, subtelność, otwartość, ich
      zainteresowanie wyrażane poprzez dotyk, sprawiły, że gdy wyszedłem ze Studia
      pojawiło się pytanie - co ja robię w tym sztucznym świecie pozerstwa...???
      Efektem mojego trzeciego pobytu w Mroku jest podjęcie decyzji o wyprowadzeniu
      się z Łodzi - którą obecnie realizuję. Sądzę, że do wakacji zdołam przenieść
      firmę w moje rodzinne strony.
      Odnośnie domu to jestem w końcowej części etapu projektowania i mam zamiar
      jeszcze w tym roku rozpocząć jego budowę.
      Podsumowując: w moim przypadku Mrok także przyczynił się do sporej rewolucji w
      życiu. Przyrzekłem sobie, że nawet kiedy już nie będę mieszkał w Łodzi jeszcze
      nie jeden raz przyjadę do niego.
      Ale co o tym mogą wiedzieć te "gwiazdy", które prezentują swoje własne
      doświadczenia jedynie w oparciu o wyobraźnię? Lizać cukierka przez szybę i
      rozkoszować się jago smakiem wszak można, ale czy to będzie rzeczywisty smak
      cukierka?

      Życzę wszystkim Forumowiczom oraz Mrokowiczom radosnych Świąt Wielkanocnych
      i odlotowych jaj!!! :))


      Piotr

      :)
      • libressa Re: Randka w... Mroku. 08.04.04, 16:53
        ...bardzo piekny post zawoalowany,
        stałes sie ekspertem "po trzech seanasach",
        ba nawet odmieniły Twoje zycie, to piekne...
        Wiesz jak Mrok, odmienił moje, 15 lat temu,
        kiedy utraciłam wzrok, i po rzeczone gwiazdy,
        siegam w wyobraźni, ze dotyk wypełnia moje zycie...
        Wasza egzaltacja, fascynacja "randka w ...Mroku",
        dla mnie jest trywialna, wybacz...
        pozdrawiam
        Libressa
        ---
        Nadmiar zalet to duza wada.
        • piotr_szurgot Re: Randka w... Mroku. 08.04.04, 20:01
          Libresso napisałaś: "Wasza egzaltacja, fascynacja "Randką w... Mroku" dla mnie
          jest trywialna."

          Niewątpliwym dobrodziejstwem tego Forum jest to, że każdy ma prawo wypowiedzieć
          własne zdanie. I nasza fascynacja "Randką w... Mroku" może być dla ciebie
          trywialna - masz do tego absolutnie pełne prawo!!! To Twój "biznes".
          Lecz nie masz już żadnego prawa zabronić mi tej fascynacji.

          Próbujesz swoistego wymuszenia, używając argumentu, jakim jest utrata przez
          Ciebie 15 lat temu wzroku. Obawiam się, że tym razem jesteś w błędzie. Być może
          są osoby, które on "rozmiękczy" i przekona, mnie nie.
          Słuchaj Libresso, to, że nie posiadasz możliwości widzenia , wcale nie
          upoważnia Ciebie do wydania edyktu zakazującego zabawy w "ślepą babkę" i do
          fascynacji tą zabawą tym dzieciom, czy nawet dorosłym, którzy mają na to ochotę
          i których ona rajcuje!
          Czy takie podejście nie pachnie zgorzkniałością i apodyktycznością? Czy nie
          jest to budowanie wokół siebie świata, który ma być podporządkowany tylko
          Tobie? Ale na szczęście to już Twój problem.

          Poza tym Twoja nimożność widzenia wcale nie zmienia faktu, że wypowiadasz się
          na temat Studia, w którym nigdy nie byłaś i tu stajesz się śmiesznym
          pajacykiem , czy jak wolisz "gwiazdką" pragnącą za wszelką cenę zabłysnąć.

          Znając Twój "wrodzony wstręt" do czytania na tym zakończę.

          Życzę pogodnych Świąt oraz real-Dyngusa!!! :-))

          - Piotr :)
          • libressa Re: Randka w... Mroku. 08.04.04, 20:55
            ...dla tych, których "rajcuje" mrok, Laudant, quod non intellegunt...
            Piotrze, z tym "zabranianiem fascynacji" to nadinterppretacja,
            ale dzieki, otworzyłes mi oczy...
            ;)
            Libressa
            ---
            Nadmiar zalet to duza wada.
            • Gość: Woman Re: Randka w... Mroku. IP: *.dv.fal.de / *.dv.fal.de 02.02.05, 16:18
              ...a mi sie to bardzo podoba..pierwszy raz o tym slysze (czytam) i moja
              wyobraznie juz na sama mysl zaczyna pracowac:)
              Wydaje mi sie ze aby wyrokowac trzeby sprobowac..
              Mysle tez, ze odczucia moga byc rozne bo wszyscy jestesmy roznie i czego innego
              pragniemy..i chyba cale szczescie :)
              Czy Mrok jest tylko w Lodzi?

              Pozdrawiam
    • Gość: Diana Re: Randka w... Mroku. IP: 62.233.180.* 09.04.04, 13:42
      Dzięki Piotrze, że zechciałeś podzielić się
      Swoimi wrażeniami z Mroku.

      Jeśli biega o mnie, to dla mnie
      jesteś ekspertem. A już napewno
      przewodnikiem.
      Dostrzegłeś w ciemności Mroku
      to co mnie umknęło.

      Wiesz Piotrze, ja także przyjęłam zasadę,
      którą nazywam: "śpiewać każdy może"
      - (jeden trochę lepiej, drugi trochę gorzej).
      A że uwielbiam się pośmiać to zawsze mam
      ubaw po pachy z tych "solówek" różnych
      "gwiazdek" - jak je nazwałeś.
      Ci obsesyjnie puszący się ignoranci,
      jak również, będące całe w "pretensjach" ignorantki,
      naprawdę potrafią być przezabawni.
      Stanowią folklor nie tylko tej strony,
      ale całego Forum.


      Mili Forumowicze,
      pysznych i uroczych Świąt
      oraz udanego, mokrego Dyngusa
      życzy Wam
      - Diana :)))


      Pa, paa :)
      • bar_bar_a Re: Randka w... Mroku. 09.04.04, 13:59
        Właśnie zamierzałam wreszcie odpowiedzieć
        Libressie tak jak na to zasługuje, a nie bawić się
        w koszałki-opałki, kiedy pojawił się
        Diano Twój post.
        Rozbroiłaś mnie... :))


        Życzę Wszystkim Sympatycznych Świąt!!!!! :)))))

        Barbara


        P.S.

        Dziękuję Diano za "namiary" na "Mrok".
        Zaklepałam się!
        Też napiszę o swoich wrażeniach.

        Pa - Barbara
    • libressa Re: Randka w... Mroku. 09.04.04, 14:05
      ...jest korzysc z mojego posta, wasz martwy watek znalazł sie na górze,
      ciekawe ile razy jeszcze zaloguje sie ta sama osoba pod róznymi nickami:)))))
      ;)
      Libressa
      ---
      Nadmiar zalet to duza wada.
    • Gość: ankaq Re: Randka w... Mroku. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.04.04, 17:10
      a właśnie że pójdę jeszcze raz.............
      już raz byłam w mroku i po kilku metrach zwiałam
      Smiertelnie przeraziłam się tej ciemności........
      ona była wszędzie......... doklejała się do mnie......
      to kilka minut to był wiek...............
      • Gość: Cerber Re: Randka w... Mroku. IP: 62.233.180.* 15.04.04, 15:23
        weź mnie z sobą to przypilnuję żebyś nie uciekła
    • Gość: Artur Re: Randka w... Mroku. IP: 82.177.24.* 29.08.04, 10:40
      A mnie się pomysł Diany spodobał.
      Chętnie spotkam się właśnie w Mroku na pierwszej randce z dziewczyną z Łodzi.
      • Gość: ania Re: Randka w... Mroku. IP: *.glogow-malopolski.sdi.tpnet.pl 02.10.04, 19:42
        puk puk, czy tu ktos jeszcze bywa??
        jestem z lodzi, chce sprobowac, bo moze dowiem sie wiecej o sobie...
        • Gość: Paulinka_27 Re: Randka w... Mroku. IP: *.tvsat364.lodz.pl 12.10.04, 20:44
          Ludzie, nie wiedziałam, że coś takiego jest w łodzi. to jest niesamowite!!! aż
          mi gorąco od waszych realcji. spróbuję
          • Gość: hania Re: Randka w... Mroku. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.02.05, 15:54
            Ja też chce!! Spróbujmy razem co Ty na to?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja