Dodaj do ulubionych

opowiesci ze szkalnej gory

IP: *.*.*.* 14.08.01, 12:46
GERO
Kolejny juz raz sloneczko wstalo nad Szklana Gora. Poranny ryk smoka obudzil
alchemika. Gero wstal, przeciagnal sie i podrapal po swojej kosmatej klacie.
Naciagnal wystrzepiona od gwiazd peleryne, nalozyl swa szpiczasta czape,
wczesniej wytrzepujac z niej Baltazara i kretymi schodami udal sie na wieze,
gdzie zaczerpnal gleboki lyk swiezego powietrza i powtornie podrapal sie po
swojej kosmatej klacie. Rozejrzal sie wokol, od srony Wschodnich Bagien
zobaczyl dwie znajome postacie...

RONJA
Były to Strzyga i Ronja czające się za przydrożnym magicznym drzewem rosnącym
przy kamienistej ścieżce biegnącej między głazami i wykrotami prosto do zamku
Alchemika Gera.
Wypinajac się obydwie w kierunku zamku Gera przeginały się ciekawie w stronę
wspinającej się stromo z dolin ścieżki, co i rusz poziewując rozdzierająco.
Spoglądały przy tym co chwila na siebie zaspanymi przekrwionymi oczami i
wybuchały cichym mającym ich nie zdradzić śmiechem na wspomnienie wczorajszej
imprezy.
-...a pamiętasz tę trzecią beczułkę?...- rozlegały się kobiece przypominanki.
Ale kogóż tak wyglądają dwie znajome postacie?
Otóż z dolin ku zamkowi podążał...

STRZYGA
...zakuty w zbroję Rycerz bliżej nieokreślonej maści i pochodzenia. Zbroja na
nim lśniła na kilometr a nad głową powiewała chorągiew z dwoma lwami, trzema
smokami i skorpionem.
- Ronja, poparz - Strzygę wmurowało - czyżby Gero wczoraj pracował nad
mieszanką dla Królewny?
- Głupia jesteś, on jest PRAWDZIWY, nie wyczarowany, nie widzisz?... - fuknęła
Ronja
Przyśpieszyły kroku nie spuszczając Rycerza z oczu. Ukłoniły się smokowi i
załomotały do drzwi Gero...

GERO
- A ta zakuta pala czego tu szuka, zapytal Gero, ale zamin Strzyga lub Ronia
zdazyly cokolwiek odpowiedziec z wnetrza zelastwa odezwal sie glos.
- Jestem dzielny Rycerz Rajmund herbu Miazdzyglowa, przyjechalem uwolnic dwie
bialoglowy z mocy zlego maga. Nie odjade stad, poki nie nie pokrakam tego maga
Gero na befsztyk...

RONJA
W dwóch skacowanych nieco, ale jak zawsze bystrych bohaterkach baśni zakwitło
niejasne podejrzenie, że to one są owymi nieszczęsnymi białogłowami będącymi w
mocy złego maga.
Skonsternowane podeszły do niego bliżej, by ewentualnie zapukać w lśniącą na
kilometr zbroję i spytać się, w czym rzecz.
Lecz nagle sprawy potoczyły się szybko i niespodziewanie dla naiwnych kobiet i
zaspanego drapiącego się po klacie Gera. Rycerz schylił się zwinnie z siodła,
pochwycił niewiasty po jednej na każde ramię i wrzucił na przedni łęk.
Wspaniały rumak stanął dęba, zarżał i opadł na 4 kopyta gotowy do nagłej
galopady.
- Strzeż się, Gero! - krzyknął rycerz i ...

STRZYGA
... Rajmund przeciął powietrze złotym mieczem tuż nad głową Gero, krzyknął coś
po mauretańsku, spiął konia i pogalopował wzbijając tumany kurzu i uprowadzając
dwie wydzierające się wniebogłosy Ronję i Strzygę.
Gero nie zastanawiał się wiele. Musiał śpieszyć na ratunek swoim jedynym
przyjaciółkom. Krzyknął na Baltazara, chwycił miotłę babci Walkirii i już już
miał startować gdy nagle zauważył, że w miejscu gdzie przed chwilą stał Rajmund
coś się serbrzy. Co to było? Pochylił się...

GERO
...Plusquamperfecum carramba, przeciez to amulelet rycerza Wolanda. To
tlumaczyloby jego tajemnicze znikniecie. Rajmund musial wiec napasc Bogu ducha
winnego Wolanda gdzies na goscincu i teraz biedny Woland przyglada sie od spodu
kwiatuszkom.
No ale nie czas na wzdychania i sentymenty, kiedy honor dam zagrozony. Miotla
babci Walburgii zapalila za drugim razem i ze swistem zwiosla sie w przestorza.
Rumak Rajmunda dalego nie uszedl z dwoma dodatkowymi jukami po bokach.
Gero zatoczyl luk zapikowal i finezyjnie wyladowal przed zdumionym rycerzem...

RONJA
Rumak Rycerza wyhamował ostro w przydrożnych krzakach głogu, aż przycichłe
ostatnio juki napełniły ostrą rześką górską ciszę nowym przeraźliwym wrzaskiem.
- Alchemiku! - zagrzmiał surowo Rycerz opanowawszy swe początkowe zdziwienie i
konsternację - Czy nie żal ci Twego młodego życia? Nie igraj z ogniem, który w
żyłach mam! Przecież we wspaniałomyślności swej i z braku czasu darowałem Ci
życie, by czym prędzej jak najdalej stąd uwieźć uwolnione od ciebie dziewczęta.
A ty, jak mi się odwdzięczasz? Oj, nieladnie, nieładnie...
- Ładnie, ładnie - zaoponowały z wdziękiem juki - Gero naszym przyjacielem jest
i nigdy nas nie zawiódł!
- Ciszaaaaa! - ryknął rozwścieczony z nagła Rycerz - Dość tych rozmówek damsko-
męskich. Dziś nadszedł dzień na twoją śmierć. Giń!!!
Rycerz spial konia ostrogami, sposcil kopie i pogalopowal w stone Gero.
Alchemikowi stanely wlosy deba, nawet te na kosmatej klacie. Przestrzen miedzy
rycerzem a Gero dramatycznie topniala. Baltazarowi, ktory cale zajsce
obserwowal z okna (bo tę scenę jeszcze widać było z okien zamku) wypadl z
dzioba kawalek slimaka, ktory konsumowal na
sniadanie. I kiedy sie juz wydawalo, ze dla Gero wybila ostatnia godzina, ze
dzielny Rajmund herbu Miazdzyglowa nabije go na kopie jak na rozen, wtem...

STRZYGA
... Rajmund zawył jak potępieniec. Rozluźnił zaciśnięte na kopii dłonie,
wyrzucił je konwulsyjnie w górę i chwycił za karki Ronję i Strzygę, które
wpiwszy swoje ostre ząbki w łydki Rycerza (wciąż przewieszone przez konia w
charakterze ładunku) były przyczyną jego opętańczego wycia. To wystarczyło,
żeby Gero dokonał uniku. Baltazar już pikował (leciał, poczciwe ptaszysko, co
tchu) i dziobał hełm rycerski a Gero odzyskał moc magiczną i wyczarował
prędziutko 15 metrów mocnego sznura którym wszyscy Rajmunda związali. W całkiem
zgrabny pakunek.
- No to go mamy, carramba - sapnął Gero
- Mamy! - wrzasnęły radośnie R i S...

P.S. A Ronja to spryciula :-)

THOMAS
Koniec czesci pierwszej. czesc druga po lunchu :)
Obserwuj wątek
    • Gość: thomas Re: opowiesci ze szkalnej gory IP: *.*.*.* 14.08.01, 12:56
      ciag dalszy...

      GERO
      - Mamy, powiedzial Gero, drapiac sie zadowolony po kosmatej klacie - co zrobimy
      z tym lotrem kidnaperem, moze zamienie go w jakiegos bakcyla, pozostanie mu
      wtedy tylko paczkowanie?
      Ronia ze Strzyga wzdrygnely sie na sama mysl o paczkowaniu.
      - Litosci Panie, zawyl Rajmund, wykonywalem tylko rozkazy.
      - Czyje, zapytaly rownoczesnie S R i G
      - Genarala Mirindy
      Ach przebiegla Mirinada, - pomyslal Gero - chciala sie pozbyc konkurencji
      nasylajac platnego rycerza.
      - Wracaj wiec do swojej pani i powiedz jej, ze...

      RONJA
      że zapraszam ją na huczną i wystawną ucztę połączoną z różnymi uciechami, typu
      taniec Baltazara przy rurze, pokaz woltyżerski Ronji na jej koniu i
      doświadczenia alchemiczne Strzygi.
      Mówiąc to Gero uśmiechnął się pod wąsem, a jeśli takowego nie ma to
      przynajmniej pod nosem. "Hm, zwabię konkurencję do zamku, tam dziewczęta pomogą
      mi ją spić; zresztą nawet nie muszą wiedzieć, że ją upijają dla moich
      specjalnych planów, one upijają wszystkich bez większego trudu i zachęty. A
      potem albo się Mirindę uwięzi, albo wymyśli coś innego, żeby skłonić ją do
      zaprzestania wabienia dziewczyn do swojego zdemoralizowanego oddziału i
      odciągania ich uwagi od mojej osoby."
      - No więc puszczam Cię wolno, proszę o to, byś więcej nie działał tak pochopnie
      na moim terytorium, i bywaj! A propos, gdzie spoczywa sir Woland?
      - Jakieś trzy mile morskie stąd. Ucztowaliśmy razem parę dni temu i w upojeniu
      alkoholowym wyznałem mu cel mojej wyprawy do twojego zamku. Stanął więc w
      obronie zamku i tych uroczych pań (tu spojrzał na Ronję i Strzygę wyjmujące
      sobie z różnych partii ciał kolce głogu) i musiałem go zabić!
      - Szybko! - krzyknął Gero - Znam zaklęcie przywracające życie denatom nawet do
      tygodnia po śmierci!

      STRZYGA
      Gero nie czekając ani chwili zapakował do zamszowego woreczka wszystko co
      trzeba - łapki nietoperza, musze skrzydełka, zioła zbierane przy pełni księżyca
      i różnobarwne flakoniki. Nie zapomniał też o Magicznej Księdze z zaklęciami.
      Strzyga wzięła środki opatrunkowe a Ronja koszyk z winem i jedzeniem. Widać, że
      wszelkimi sposobami chcieli postawić Wolanda na nogi. Gero odpalił miotłę (nie
      dał po sobie poznać, że serce mu się tłucze ze strachu bo 50 lat na niej nie
      jeździł), R i S usiadły za nim i polecieli.
      - Gero, to tutaj, ląduj!
      Na polanie, o której mówił Rajmund leżał Woland. Umięśnione karły w mundurach z
      wyhaftowanymi literami M. na rękawach krępowały jego ciało i układały na
      noszach przytroczonych do czterech czarnych rumaków.
      - Przecież to żołnierze Mirindy, zabierają Wolanda! - zawołała Ronja - musimy
      go odbić!!!
      Strzyga łyknęła wina z koszyka Ronji. Zawsze robiło jej się zimno na dźwięk
      imienia okrutnego generała.
      - Poczekaj, co nagle to po diable - Gero zmarszczył czoło
      Tętent końskich kopyt oznajmił przybycie nowego jeźdźca. Na polanę wjechała
      generał Mirinda...

      GERO
      Gero przezegnal sie nogami. Mirinda, general amazonka, to imie znal kazdy od
      zaslanych mglami Wschodnich Bagien po osniezone sztyty gor Ronialandu.
      Powiadali, ze jej ulubione danie to gulasz z alchemika, podobno nie gardzila
      rowniez pieczenia z elfa czy nozkami ze strzygi.
      Nikt nie wiedzial, kiedy i gdzie sie pojawi razem ze swoja trupa typow spod
      ciemnej gwiazdy, wyjetych spod prawa, z ktorych najbardziej oblesnym byl
      niejaki wojak Thomas z plemienia Germanow. Podobno po raz ostatni myl sie na
      wlasnym chrzcie.
      Na polanie zapanowala cisza przerywana tylko sapaniem Thomasa.
      - A wiec to Ty jestes Gero, pierwsza odezwala sie Mirinda.
      - Eeeh,
      - Mowia ze znasz sie na czarnej magii.
      - Przesada, rzekl Gero chowajac za plecy torbe z magicznymi niezbednikami,- od
      czasu do czasu jakis urlop wyczaruje lub winko zamienie w gorzale to wszystko.
      Poza tym jestem zylasty i mam 600 lat wiec na gulasz sie nie nadaje.
      - Zaraz sie przekonamy. Masz kwandrans na postwawienie tego rycerza na nogi, a
      jesli ci sie to nie uda... Mirinda wymownie wskazala na kociolek, pod ktorym
      wesolo buchal ogien. Thomas oblizal sie oblesnie....

      RONJA
      ..a Gero zadrżał na myśl, że tak niewiele może brakować, by stracił swoje młode
      życie, w którym tak wiele planował jeszcze zdobyć, zobaczyć, wyczarować...
      Odwrócił więc głowę ku słońcu, by na chwilę zebrać myśli i zastanowić się, jak
      uratować swój tyłek wraz z owłosioną klatą i paroma innymi częsciami, jak
      głowa, nogi, ręce...
      - Ee, Strzyga! Nie słyszą nas chyba - zaszemrała w kacie polany Ronja - Pst!
      Strzyga posadzona przez Thomasa parę metrów od Ronji, żeby nie knuły razem (zaś
      obie posadzone były z dala od koszyka z winem, gdyż nawet mimo trudnej lub
      wręcz
      beznadziejnej sytuacji mogłoby im się udać kogoś wesoło spić i skłonić do
      śpiewania sprośnych piosenek zamiast przygotowań do sporządzania gulaszu z Gera
      i przystawek z dziewczyn; takie miały zdolności!), nastawiła w jej kierunku
      ucho.
      - No, co?
      - Musimy coś wymyśleć, bo nam Gera zabiją, i kto nam będzie wyczarowywał różne
      rzeczy od urlopu po królewiczów?
      - Słuchaj, właśnie przyszło mi coś do głowy. Nie śmiej się, bo każdy sposób
      jest dobry, nawet najgłupszy... - zastrzegła się Strzyga.
      - Mów, ale nie ręczę że opanuję śmiech.
      - No to mówię, w bajkach piękne panny odczarowywały dzielnych mężczyzn
      pocałunkami, odwrotnie też się zdarzało, czyż nie?
      - Czyż tak - zgodziła się Ronja nabożnie słuchając mądrości Strzygi.
      - Więc raz kozie śmierć, ryzyk-fizyk, pocałujmy tego Wolanda, ty z jednej
      strony,
      ja z drugiej, parchów od denata może nie dostaniemy, a może coś zyskamy.
      - Hmmm... - zastanowiła się Ronja - Dobra, tylko jak my potem Gerowi w oczy
      spojrzymy, czy się uda czy nie, ile razy na nas popatrzy będzie pękał ze
      śmiechu...
      - Jeśli nie spróbujemy, długo nie będzie na nas patrzył...
      Tymczasem Gero odwrócił się od zachodzącego słońca ku grupie zebranej na
      polance,
      Mirindzie od czasu do czasu drapiącej Thomasa za uszkiem, Wolandowi leżącemu ze
      złożonymi rękami i z kwiatkiem w nich oraz skulonym w cieniu R i S.
      - Hokus pokus! Abrakadabra! Denacie! Mówię do ciebie, powstań z martwych!
      - Nie łżyj, nie rymowało się - parsknęła Mirinda.
      - Fiku-miku na patyku, powstań z martwych nieboszczyku! - wzbił się na szczyty
      Gero.
      -Teraz!!! - krzyknęła Strzyga i z Ronją zerwały się z klęczek, dopadły, nim się
      ktokolwiek zorientował, co się dzieje, Wolanda i wycałowały go za wszystkie
      czasy, aż się zarumienił. Efektu, jaki dały ich poczynania, nikt się nie
      spodziewał...

      STRZYGA
      ... Woland stęknął, beknął donośnie (to podobno norma wśród przywracanych do
      życia nieboszczyków)i usiadł. Popatrzył błędnym wzrokiem na wpatrujące się w
      niego towarzystwo i powiedział:
      - Dzień dobry.
      Bo to był bardzo qlturalny rycerz.
      - Dla kogo dobry to dobry - wycedziła Mirinda - za to, że zdezerterowałeś z
      szeregów mojej armii będziesz dziś robił za mój podnóżek przy kolacji.
      - Generale... - próbował zabrać głos Woland
      - Ciszaaaaa! - wrzasnęła Mirinda - A na kolację zjemy...
      Tu Mirinda mrugnęła porozumiewawczo do Thomasa Germana, który jednym susem
      znalazł się przy Gero.
      - Nie jego, ofiaro. On nam się jeszcze przyda.
      I utkwiła swoje stalowobłękitne oczy w Ronji i Strzydze, które tuliły się do
      siebie dygocząc...

      GERO
      - Na kolacje zapraszam do siebie, Gero dygnal salonowo.
      Mirinda usmiechnela sie pod wasem, przyjmujac zaproszenie. Skinela na Thomasa,
      ktory schowal wysuniety miecz i cale towarzysto ruszylo do zamku. Zanisilo sie
      na letni deszcz, strzygi nisko lataly, wiec pochod przyspieszyl kroku. Wyszli
      ze stumilowego lasu, mineli jeziorko wodnika szuwarka i przed ich oczami
      ukazala sie Szklana Gora w calej swej okazalosci. Jedynie Thomasowi krazace
      wokol muchy zaslanialy troche widok.
      Po ktotkiej wspinaczce przeszli na dziedziniec, po czym gospodarze udali sie do
      spirzarni przygotowac kolacje.

      ciag dalszy nastapi...
    • Gość: thomas Re: opowiesci ze szkalnej gory IP: *.*.*.* 14.08.01, 13:44
      RONJA
      - Ty, Gero, gdzie są dziewczyny? - odezwał się w spiżarni Baltazar.
      - Jak to? Nie ma ich z gośćmi? - zdumiał się alchemik, a Woland pytająco
      wzruszył ramionami. - Gdzie je widzieliście ostatni raz? Może Mirinda zdążyła
      je już po drodze pożreć!
      - Nie strasz! Takie fajne kobitki! Żal ich by było! Tak fajnie się z nimi
      imprezowało! - zmartwil się Woland krojąc gotowanego kurczaka na sałatkę -
      Podaj majonez, Baltazar!
      - Daj spokój z majonezem - uniósł się Gero - Baltazarze! Idź przeleć się wzdłuż
      ścieżki, czy gdzie po drodze ich kości nie spoczywają.
      Baltazar rozwinął skrzydła, zatrzepotał nimi dla rozgrzewki i wzbil się w
      powietrze. Za chwilę zniknął w okienku pod sufitem spiżarni.
      Tymczasem Ronja i Strzyga...

      STYRZGA
      ...siedziały na czubku najwyższej wieży zamku na Szklanej Górze. Po ich
      chichocie a także walających się wkoło butelkach można było poznać, że dla nich
      impreza już się zaczęła.
      - Więc widzisz: jak podpalimy petardy z tego koszyka na niebie pojawi sie
      napis "Niech żyje Gero nasz kochany" a jak z tego "Witaj Wolandzie wśród
      żywych". To moja najnowsza alchemiczna sztuczka.
      - Hi, hi, hi, hi - Ronja cała się trzęsła z uciechy - tyle strachu się
      najedliśmy a wszystko skończyło się na wspólnej libacji! Strzyga, jak dobrze
      znowu się z Tobą napić wiśniówki!
      - Nie zapominaj, że generał jest nieprzewidywalna i będzie dziś spała w zamku
      razem z nami wszystkimi.
      - Eeee tam - Ronja była beztroska i zaczęła śpiewać jakąś pijacką przyśpiewkę
      pociągając cały czas wprost z butelki.
      - No dobra, to podpalam jeden koszyk na próbę - Strzyga chciała jak najprędzej
      sprawdzić swoje dzieło. Chwiała się trochę na nogach i koszyki dwoiły się jej w
      oczach, ale dzielnie podpaliła zapałkę i zbliżyła płomień do lontu...

      THOMAS
      i gdy juz miala podpalac pierwszy koszyk jej czuly nos wyniuchal jakis
      nieprzyzowity zapach.
      - zbliza sie mirinda z tym oblesnym thomasem - wyszeptala do ronji - wyczulam
      jego oblesny smrod.
      - tak, tak, slysze te muchy co dzis caly dzien mu nad glowa lataly. Lepiej
      szybko sie ukryjmy na tym kominem niebieskim. Oby okrutna Mirinda nas nie
      znalazla.
      Jak powiedzialy tak zrobily. ronja chwiejnym krokiem przeszla po rynnie
      potykajac sie pare razy tak ze prawie na pysk z dachu spadla. w ostatniej
      chwili S i R schowaly sie za kominem...
      - Moja Mirindo jednyna, generale nad generaly, ktory calym swiatem rządzisz i
      nikt ci nie ustepuje! czy moge pocałować twe sliczne usta?
      - Oh Thomasie, czy musisz pytac? Przeciez wiesz, ze nikt oprocz ciebie dla
      mnie sie nie liczy...
      Ronja i Strzyga z miejsca wytrzezwialy. Mirinda i Thomas mowia do siebie w ten
      sposob? Czyzby tez byli ludzmi? Wystrszone pobiegly do Gera o rade.
      Wchodząc uslyszaly, jak Gero...

      RONJA
      ... wysyła w drogę swego kruka Baltazara. Zatrzymały się na parapecie za oknem
      przyciskając się plecami do rzeżbionych w kolumny ścian.
      - Leć, Baltazarze, jeszcze raz i nie wracaj mi bez jakichkolwiek wiadomości o
      dziewczynach! Przeleć się najpierw dookoła zamku, czy gdzie na dachu nie siedzą
      i czego nie kombinują.
      Baltazar wystartował jak na swój wiek całkiem ostro i stąd minął przytulone do
      ściany dziewczyny nie zauważajac ich wcale.
      - Wolandzie, - rzekł ze znużeniem Gero - Jestem alchemikiem i potrafię
      wyczarować kurczaka w sosie słodko-kwaśnym, nie musisz skubać tego biednego
      ptaka. Naprawdę, uważam, że potrawy, które przyrządziłeś, wystarczą na ucztę.
      Nie m artwisz się o dziewczyny?
      - Ee, - machnął ręką Woland - Pewnie gdzieś piją... Myślisz, że sernik już się
      upiekł?
      - Psst, Ronja - psyknęła Strzyga - Nie uważasz, że w obecnej sytuacji honor nie
      pozwala nam się ujawnić? Baltazar szuka, Gero się martwi, a Woland lekceważy,
      nie mówiąc o tej dwójce na dachu. Chyba musimy na troszeczkę zginąć.
      - Masz rację, jak zwykle zresztą, ...hik! - odszeptała z dodatkowymi atrakcjami
      akustycznymi Ronja - Jak nas trochę nie będzie, bardziej nas będą doceniać. To
      co robimy?
      - Tu niedaleko jest stara pasterska bacówka. Chodźmy tam z koszykiem, nockę tam
      przesiedzimy i rano ewentualnie pozwolimy się łaskawie odnaleźć.
      - No to zjeżdżaj po tym filarze!
      Wiuuuut! Bęc!
      Wiuuuut! Trzask! Bęc! Au!
      - Cholera! Będę miala sinaki na tyłku! Obok tej podkówki! - zaszeptała gniewnie
      Ronja.
      - Nie przejmuj się - odszeptała pocieszająco Strzyga. - Do wesela się zagoi.
      - Dlaczego my szeptamy? Przecież nikt nas nie może usłyszeć. - zdziwiła się
      szeptam Ronja.
      - Z przyzwyczajenia i dla nastroju - pouczyła ją Strzyga i poprowadziła do
      bacówki. Droga zajęła im pół godziny i jedną flaszkę wiśniówki.
      Bacówka była starą de\rewnianą szopą podzielonąna dwie izby, jeną z paleniskiem
      po środku i kupą zgnilego siana pod ścianami i drugą z drabinkami na siano dla
      owiec i małym boksem dla kotnych samic. Otoczona była zdewastowanym płotem ze
      sztachet, które w innych czasach służyłyby dobrze za broń białą w okolicach
      wiejskich dyskotek.
      Zamknęły za sobą dobrze skrzypiące przejmująco drzwi, odwróciły się do wnętrza
      lekko oświetlanego przez promienie księżyca przedostające się do środka przez
      dziury w dachu i ... usłyszały czyjś oddech. Nie był to na pewno oddech żadnej
      z nich.

      GERO
      - A tu was mam niewdzieczne lobuzy, moczymordy. To ja dla was serce na dloni,
      dusza na ramieniu i nawet piwniczke oprozniam, przez co sie pewnie babcia
      Walburgia w grobie przewraca. A wy tu knujecie po katach o zastpstwie na
      Szklanej Gorze, juz ja wam pokaze zastepstwo, plusquamperfectum. W pantofelki i
      stułbie pozamieniam.
      Gero wykladal wyraznie na zirytowanego

      GERO
      Uuuuuf galero, wzdycha Gero
      przerwa na miske ryzu (z proteinowa wkladka pelzajaca).
      Jak przypuszczacie stalo sie najgorsze, Mirinda z Thomasem skneblowali mnie
      spiacego po imprezce i sprzedali zlemu magowi, ktory odsprzedal mnie dalej
      piratom z Morza Borealnego. I tak od poczatku tygodnia wioslujemy... Batazarowi
      sie bardziej poszczescilo, ze wzgledu na doswiadczenie jako dobosz, dostal
      robote przy bebnie i chyba mu sie tam nawet podoba.
      Baltazar odbebnil koniec przerwy
      Czy odsiecz juz w drodze??

      STRZYGA
      - Ronja, nie podskakuj na Zeusa, bo wiosło utonie - Strzydze pot zalewał oczy -
      nie widać tam gdzie tego frachtowca gdzie Gero więżą? Lukaj, bo ja tyłem
      siedzę.
      - Jupppi, jupppi!!! - Ronja wieciła się na kładce - O, coś majaczy!
      Rzeczywiście, na widnokręgu pojawił się piękny okręt z rozdętymi wiatrem
      żaglami.
      - Jest nasz Gerunio, dalej, dalej, wiosłujemy, trzeba go oswobodzić!

      RONJA
      - Uwaga. Zbliżamy się do okrętu. Wyciągaj księgę zaklęć Gera. - poleciła Ronja.
      - Ciekawe, jak mam to robić, kiedy wiosłuję.
      - To zamieniamy się miejscami. Uwaga, ty wstajesz, a ja siadam na twoje
      miejsce. Co robisz??? Ni wierć się tak! O rany!
      Chlup!
      Chlup!
      - Umiesz pływać? - spytała Ronja ponuro - Bo ja niby mam kartępływacką, ale
      łątwo wpadam w panikę.
      - Spokojnie. Włażę pierwsza. Ty przez ten czas podtrzymuj łódź, żeby się nie
      przewróciła. - powiedziała jak raz rozsądnie Strzyga. - No to chop, pomagam
      teraz tobie.
      Gdy już nasze bohaterki mogące teraz spokojnie występować w wyborach miss
      mokrego podkoszulka wgramoliły się na łódź, okazało się, że są całkiem blisko
      okrętu i można wyciągać księgę.
      - Ale ostrzegam, to moje pierwsze tak poważne zaklęcie.
      - No jasne, ale co nam pozostaje?
      - Uwaga! Abrakadabra, bęc, bęc!
      Trzask! Łup! i na niebie zakwitł napis: "Witaj, Gero nasz kochany!"
      - No i jak? - spytała nieco ogłuszona Strzyga - Wyszło?
      - Wyszło. Jak cholera... - mruknęła Ronja chwytając się przepływającego
      masztu.- Otwórz oczy.
      - Co? Nie słyszę cię!
      - Nic dziwnego, że nie słyszysz! OTWÓRZ OCZY! NIE MASZ SIĘ CZEGO BAĆ!
      - O rany... - zdziwiła się Strzyga, gdy popatrzyła na pływające wokół szczątki
      okrętu.
      - Dziewczyny! - krzyknął nagle obok Gero. - Żyjecie?
      - One żyją, my też, ale czy wiecie że wtych wodach żyją rekiny? - spytał
      ponuro wzlatujący nad
        • ronja Re: opowiesci ze szkalnej gory 14.08.01, 13:50
          Brawo,
          wszyscy jesteśmy z Ciebie dumni! Mój plecak wypchany między innymi sztormiakiem
          i strojem kąpielowym, też.

          Tak trzymaj, Thomku!
          Będzie miała z Ciebie żona pociechę! A szefowa już ma!
        • Gość: thomas Re: opowiesci ze szkalnej gory IP: *.*.*.* 14.08.01, 13:54
          kurde, to nie byl koniec

          RONJA
          - One żyją, my też, ale czy wiecie że wtych wodach żyją rekiny? - spytał
          ponuro wzlatujący nad nimi Baltazar.
          I wtedy zobaczyli zbliżający się przy muzyce ze "Szczęk" trójkątny kształt...

          STRZYGA
          - Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaa! - rozległo się z trzech gardeł
          - Księga, księga, prędko, zaklęcie na zamianę w kruki - Gero wybałuszył oczy w
          stronę Ronji
          - Trochę zamokła - dyszała ledwo żywa ze strachu Ronja usiłując rozkleić
          kartki.
          Grzbietowa płetwa rekina zanurzyła się tuż za plecami Strzygi doprowadzając ją
          do palpitacji serca.
          - Ugryzł mnie, ugryzł, zeżarł mi nogę! - rozdarła się
          - Jak nie przestaniesz wrzeszczeć to naprawdę Ci odgryzę nogę - z wody wychylił
          się Thomas. Wypluł rurkę doprowadzającą powietrze. Na plecach miał przytroczoną
          na gumki plastykową płetwę rekina - Uszczypnąłem cię tylko. Przestraszyliście
          się, co? - wyszczerzył się do zielonych ze strachu Gera i Ronji.
          - Co ten pachołek Mirindy robi z nami w wodzie - zapytał rzeczowo Gero
          - Szefie, lećmy do zamku bo znowu sobie szef przeziębi nerki - zakrakał z góry
          Baltazar. Rzucił im trzy piórka, Gero wymamrotał zaklęcie i trzy kruki z
          furkotem skrzydeł poderwały się do lotu.
          - Poczekajcie!!! A jaaaa?????? - zawołał za nimi Thomas...

          THOMAS
          Na szczescie Thomas nie byl palcem robiony i glowe mial na karku. Szybkim
          ruchem wyciagnal z kieszeni zestaw malego majsterkowicza i zmontowal z
          plywajacych po morzu desek tratwe. Zagiel zrobil ze swoich ciemnobrazowych
          (ciekawe od czego?) slipkow i ruszyl w droge.
          Tymczasem na Szklanej Gorze Ronja, Strzyga, Gero i Mirinda oraz cudem do zycia
          powrocony Wolnad zasiadali do kolacji.
          - Ronja paskudna, gdzie jest Thomas??? - Glos Mirindy zabrzmial niczym
          poterzny grzmot pioruna. Ronja spojrzalka na Strzyge lecz ta zwinnym ruchem
          schowala sie pod stol zostawiajac Ronje samotna w obliczu niebezpieczenstwa.
          - Em, err, gdzie jest Thomas.... - Ronji glos sie zalamal. Mirinda zrobila sie
          czerwona jak wulkan i juz, juz miala wybuchnac, gdzy nadlecial Baltazr...

          RONJA
          - Gero, Gero!! Uważaj!! Znów nadciąga ten zły czarownik, który nas zabrał na
          galery!
          Gero zbladł, podniósł się niezdecydowanie od stołu, a całe towarzystwo, w tym
          Strzyga półgębkiem spod stołu, mirinda (ze wściekłego zmieniając swe oblicze na
          zaniepokojone) i Ronja popatrzyły na niego z lękiem.
          - Boże zły czarownik... - wyszeptała Mirinda - On jest potężniejszy nawet ode
          mnie! Chodu!!!
          Zerwali się wszyscy i pobiegli ku piwnicom po drodze zgarniając opalonego od
          tygodni wiosłowania po morzu Thomasa, który z niezbyt inteligentną miną stał w
          drzwiach wejściowych i patrzył na pędzących przyjaciół.
          - Tu będziemy bezpieczni - wysapał Woland zamykając ciężkie dzrwi za sobą.
          - Akurat. On mni wszędzie znajdzie- powiedział ponuro Gero.
          - O! - ucieszyła się Strzyga - Przecież to nasza ulubiona komórka! Ronja!
          Antałki w górę! Za komórkę w piwnicach Gera, w której wszystko się zaczyna i
          kończy!
          - Pod galery! - podchwyciła dowcipnie Ronja.
          - POOOD GALLLEERRRYY...... - zagrzmiał złowrogo za drzwiami czyjś ciężki,
          warczący głos...

          STRZYGA
          - To on, wybiła moja godzina - blady jak płótno Gero wysunął swoja spiczastą
          jak u kruka klatkę piersiową - przyszedł po mnie, już nic mnie nie uratuje.
          Wszyscy spojrzeli na Gero. Ronja i Strzyga podniosły do ust butelki z miodem -
          stres zawsze wzmaga pragnienie.
          Łomotanie do drzwi nasiliło się. Mirinda poprawiła srebrzyste naramienniki,
          chwycila swój miecz.
          - Widzę, że macie już wszyscy pełne majtki ze strachu. Odsuńcie się - podeszła
          do drzwi - Thomasie, kochałam Cię nad życie - wyszeptała cicho i nacisnęła
          klamkę.
          W drzwiach stał Thomas, ociekał wodą.
          - No cześć - rozpromienił się - jakoś do was dopłynąłem. Co to za facet w
          jadalni obgryza nasze kurczaki?
          Mirinda wciągnęła Thomasa do piwniczki i zatrzasnęła drzwi.
          - Ciiiii, to Wielki i Straszliwy Czarownik, nie widział Cię, skarbie
          najdroższy?
          W jadalni rozległ się łomot...

          THOMAS
          a potem nastala cisza. Wszyscy zebrani w piwnicy patrzyli po sobie, nikt nie
          odwazyl sie puscic nawet baka, zeby Wielki Straszliwy Czarownik ich nie
          znalazl. Takiej ciszy jeszcze na Szklanej Gorze nie bylo, nawet wesolo
          harcujace po calym zamku myszy i szczury pochowaly sie do swoich nor. Tymczasem
          na zewnątrz zapadl zmrok. Schowal sie ostatni promyk slonca ktory oswietlal
          mroki lochow, nadchodzila noc. Szczegolna noc. To wlasnie dzis ksiezyc byl w
          pelni, a wszystkie planety ustawily sie w jednej linii ze sloncem. To wlasnie
          dzis moglo zdarzyc sie wszystko...
          Przerazona brac nadal siedziala cicho w piwnicy nasluchujac krokow Wielkiego
          Strasznego Czarownika, jednak on ciagle nie nadchodzil.
          - Ronja - szepnela przez zeby Strzyga - idz zobacz co sie dzieje. Moze Wielki
          Straszny Czarownik sobie poszedl, albo co.
          Wszystkie spojrzenia skupily sie na Ronji. Tylko ona byla na tyle odwazna i
          pijana, zeby dobrowolnie pojsc na to spotkanie. Nawet najstarsze legendy nie
          wpominaly o kims, kto przezyl by spotkanie z Czarownikiem i nie zostal wziety
          na galery.
          - Ronieczko, kochana, no idz - blagalnym glosem powiedzial Gero.
          Ronja nie dala sie dluzej prosic. Podeszla do drzwi piwnicy i powoli, z pewna
          nutką niepewnosci, nacisnela klamke...

          RONJA
          ...odwróciła się jeszcze z nadzieją, że przyjaciele powiedzą ze to żart i
          zawołają ją z powrotem, ale wszyscy patrzyli na nią powaznie, a Strzyga ze
          skupioną miną wyciągnęła do Ronji rękę z butelką trójniaka piastowskiego.
          - Masz. Może ci się przydać.
          Ronja z westchniniem wzięła miód, otworzyła drzwi i z trudem powstrzymała swe
          chwiejące się ciało przed trafieniem we framugę. Wyszła i zamknęła za sobą
          drzwi. W towarzystwie przez chwilę było cicho, usłyszeli więc, że zanim weszła
          na schody zatoczyła się na ścianę i zaklęła z cicha "K... mać!"
          - Głupio wyszło, co nie? - spytała niepewnie Strzyga, gdy po odgłosy wchodzenia
          po schodach ucichły i Ronja nie dawała już żadnych oznak życia.
          - Dlaczego - zdziwił się Thomas - Zuch dziewczyna to i sobie poradzi.
          - Dziewczyna ona, jak i każda inna. Radzi sobie, ale w trudnych sytuacjach
          pewnie wolałaby żeby to mężczyzna znalzał wyjście z sytuacji... - zamyśliła się
          Strzyga.
          - Eee, tam - mruknął lekceważąco Gero. - Zobaczymy czy się sprawdzi.
          - Łatwo wam mówić, ale wy tyle co ja z nią nie piliście. Ja się przywiązałam...
          - To napisz teraz odę Ku pamięci... - zarechotała Mirinda.
          - Cicho. Słyszycie? - uciszył je Thomas.
          Z oddali niosło się zawodzące chóralne :" Góraaaaaaluuuuu, czy ci nie
          żaaal...?"

          STRZYGA
          Dla Strzygi to było za wiele - nie wytrzymała i wyskoczyła na schody.
          - Skoro bardzo chce być pożarta przez Magnusa Gigantusa niech leci -
          uśmiechnęła się kwaśno Mirinda. Thomas, powachluj mnie, bo straszny zaduch w
          tej piwnicy.
          Thomas posłusznie zaczął wachlować generała denkiem od beczki. Na jego twarzy
          malował się proces myślowy i rozterka. Gero i Woland pospuszczali głowy,
          milczeli, Baltazar czyścił piórka.
          "Odchoooooooooooooodzić od stron ojczystyyyyyyych" - doleciało z góry.
          - Słuchajcie, tak nie można - odezwał się Thomas - nie możemy ich tak zostawić
          na pastwę Magnusa.
          - A coś ty się taki litościwy zrobił!- parsknęła Mirinda
          - Wojak za wojaka oddałby swego... swoją wątrobę! - zaperzył się Thomas -
          służyliśy razem pod Janowcem, moczyliśmy się razem wśród rekinów, to i zginiemy
          razem!!! - zgromadzonym wydawało się, że uronił dwie łezki - Kto idzie ze mną
          na górę?! - Thomas podszedł do drzwi.
          Pierwszy wstał Gero, przygarbiony pod ciężarem księgi z zaklęciami, na jego
          ramieniu siedział Baltazar. Potem Woland "Wiecznie za kogoś muszę nadstawiać
          karku" - wymamrotał i poprawił zbroję.
          - Mirindo, czy idziesz z nami? - Thomas odwrócił się przez ramię i spojrzał na
          ukochaną...

                          • Gość: Gero Re: opowiesci ze szkalnej gory IP: *.mcps.com 14.08.01, 15:09
                            Złe czasy nastaly. General Mirinda niepodzielnie rzadzil kraina wokol Szklanej
                            Gory. W dawnym zamku Gera urzadzal prawdziwie rzymskie orgie. W wolnych
                            chwilach wraz z wojem Thomasem polowala na elfy, ktore to Thomas zjadal na
                            miejscu razem ze strzala.
                            Ronia, jako corka zbojnika, wrocila do rodzinnej profesji, grabiac zarowno
                            biednych jak bogatych, ktorzy mieli to nieszczescie, pojawic sie w okolicy
                            Szklanej Gory. Nie gardzila przy tym dobrym trunkiem, wiec zapasy Gera ukryte
                            na czarna godzine w Stumilowym Lesie topnialy w zastraszajacym tempie.
                            Strzyga, po niej sluch zaginal. Podobno bagienne straszydlo postanowilo zmienic
                            klimat, gdzyz wilgotne bagnienko jakoby mialo zle wplywac za cere i postanowila
                            wiec topic statki przy brzebu Morza Borealnego.
                            I kiedy, wydawalo sie, ze juz gorzej byc nie moze...
                            • ronja Re: opowiesci ze szkalnej gory 14.08.01, 15:25
                              ...pewnego wczesnego chłodnego od rosy poranka, gdy słońce dopiero wstało, by
                              musnąć zmurszałe pnie, a jaszczurki wypełzły z nor, by rozpocząć wielkie
                              plażowanie na kamieniach, w lesie rozległo się ciche rżenie ii przez dolinę
                              przegalopował jednorożec. Nie było stworzenia, które nie wyjrzało, by spojrzeć
                              na to urzekające piękno. Jednorożec zalśnił w powietrzu srebrną sierścią ii
                              pogalopował dalej, a wszystko, co żyje wychylało się mało co nie spdając z
                              drzew, by popatrzeć, kogo to zwiastowało tak niesamowite stworzenie.
                              Tymczasem z dolin zmierzała ku czarodziejskiej krainie, gdzie leżała Szklana
                              Góra, szara, znużona drogą postać, przyodziana w bury mundur. Pogwizdywała ona
                              pod nosem żołnierską piosenkę i co chwila poprawiała na ramieniu służbowy
                              worek. Na drugim ramieniu powiewała smętnie żołnierska chusta oznajmiająca
                              wszem i wobec, ze to rezerwa wyszła na wolność.
                              - Och, wreszcie... – Westchnęła z zadowoleniem Strzyga spoglądając na migoczący
                              w oddali zamek Gera. – Nareszcie wśród swoich...
                              Nie wiedziała ona jednak, jak źle dzieje się w krainie Szklanej Góry...
                              • Gość: thomas Re: opowiesci ze szkalnej gory IP: *.*.*.* 14.08.01, 15:47
                                Strzyga przyspieszyla kroku, nie mogla sie juz doczekac spotkania ze starą
                                kompanią. Na jej pucułowatej twarzy pojawil sie usmiech kiedy pomyslala sobie o
                                tych beczulkach, ktore Gero trzyma w piwnicy.
                                Wtem, zza drzewa wyskoczyla zamaskowana postac, zlapala Strzyge od tylu,
                                pociagnela z calej sily, przylozyla do szyi zakrwawiony noz i wyszeptala
                                groznie do ucha glosem nieznoszacym sprzeciwu
                                - Dawaj kase nedzna kreaturo, podly szpiegu Generala! Co na orietke sie
                                wybieramy?!? Tfu - splunela postac prosto w ucho Strzygi - rzygac sie chce jak
                                sobie o tym pomysle!
                                - Poznaje ten glos, Ronju, czy to ty?
                                - Mirinda cie przyslala tak? Czego ode mnie chcecie? Zabraliscie mi moja
                                kompanie, Strzyga gdzies sie pod ziemie zapadla - urwala Ronja i zaniosla sie
                                rzewnym placzem nie luzujac jednak uscisku Strzydze, ktorej oczy zaczely z
                                oczodolow od tego uscisku wylazic.
                                - Alez to ja, Ronieczko najdrozsza, to ja, twoja Strzyga, pamietasz tą
                                beczulke, co ja gerowi w tej szopie wyzlopalysmy?
                                - Strzygo, ach kochana, a ja cie za podlego zboja Mirindy wzielam? Gdzie zes
                                bywale przez te czasy?
                                Dziewczeta nie czekajac na gwaizdke z nieba, szybko sie zwinely i pognaly w
                                las. Strzyga nie mogla uwierzyc, co sie w krainie Szklanej Gory porobilo. Zly
                                nastroj minal jednak juz przy siodmej beczulce wina. Ronja zataczajac sie
                                podeszla do trzeciego drzewa od lewej, pociagnela za piata galaz od dolu i
                                zdziwionym oczom Strzygi ukazalo sie tajemnicze wejscie do podziemi...
                                  • Gość: Str. Re: opowiesci ze szkalnej gory IP: *.wardynski.com.pl 16.08.01, 13:03
                                    Korytarz był długi i kręty. Ronja i Strzyga dreptały dziarsko. Strzyga
                                    usłyszała mrożącą krew w żyłach historię rewolty jakiej dokonała okrutna
                                    Mirinda, dowiedziała się, jak strasznie gnębieni są mieszkańcy okolicznych
                                    krain. Opowiedziała Ronji o przymusowej służbie w szeregach generała Mirindy, o
                                    odznaczeniach, jakie zdobyła.
                                    - Właściwie to można je sobie o kant wiesz czego potłuc. Wywaliłam je do rzeki.
                                    - Bardzo dobrze, niech je ryby zeżrą.
                                    - Dokąd my właściwie idziemy, Ronja?
                                    - Do domu - Ronja mrugnęła do Strzygi porozumiewawczo.
                                    Za najbliższym zakrętem błysnęło światło.
                                    - To tu.
                                    Oczom wędrowniczek ukazała się wielka, jasna komnata, cała wydrążona w skale.
                                    - Noooo - mlasnęła Strzyga i pociąnęła z gąsiorka - nieźle się tu urządziłaś.
                                    - Gero i Thomas mi pomogli. Skoro paskudna Mirinda wprowadziła się do Gerowego
                                    zamku postanowiliśmy zbudować sobie alternatywny zamek, pod spodem, w ziemi.
                                    Ona oczywiście nie ma o tym pojęcia.
                                    - Słuchaj, Ronja, a gdyby tak... - na twarzy Strzygi malował się wysiłek
                                    intelekturalny
                                    - Co gdyby?
                                    - ... gdbyby tak kopać dalej, wgłąb ziemi. W końcu byśmy się przekopali na
                                    wylot, nie? Pamiętasz tę starą przepowiednię? "I wystrzeli światło z tunelu, i
                                    wyjdą dzielni wyjownicy i zaprowadzą nowy ład". Ronja, może żeby uwolnić się od
                                    Mirindy musimy się przekopać na drugą stronę ziemi i tam zacząć wszystko na
                                    nowo?
                                    Ronja podrapała się nożem po potylicy, zmarszczyła czoło i spojrzała w oczy
                                    przyjaciółki...
        • Gość: thomas Re: opowiesci ze szkalnej gory IP: *.*.*.* 16.08.01, 15:57
          Ronja zasępila sie z lekka, jej pogodne zazwyczaj oblicze zaszlo chmurami.
          Oznaczalo to tylko jedno: Ronja myslala... Strzyga doskonale wiedziala, ze nie
          wolno przerywac ronjowego toku myslenia, bo grozilo to samozawieszeniem, a jak
          do tej pory nikt nie wiedzial, gdzie Ronja ukrywa swoj przycisk Reset.
          Trwało to nie wiecej niz polgodziny, gdy twarz Ronji na nowo sie rozjasnila
          wszystkimi kolorami teczy, w ktorych przewazal purpurowy... wskaznik spozycia
          spadl wiec do niebezpiecznie niskiego poziomu. Ronja jednym lykiem wychylila
          pol butelczyny i oswiadczyla:
          - Tak Strzygo, moja ty towarzyszko doli i niedoli. Nie mozemy pozwolic by ten
          podly Generał tak tyranizowal nasza zmeczoną ziemie. - Strzyge az zatkalo.
          - Że co?
          - Zbierzmy wszystkie siły i walczmy o niepodleglosc. Viva la liberte!
          - Ronja jestes tu? - usłyszaly w oddali glos Thomasa - czego sie chowa, mamy
          malo czasu, Mirinda...
          - A ten czego tu zdrajca, podły pacholek Mirindy - syknela Strzyga jednym
          susem wskakujac pod stol - jak on nas znalazl?
          - Spoko Strzyciu, on jest z nami. Gero rzucil na niego czar i jest nasz. Nawet
          myc sie zaczal.
          Gdy juz wszyscy w trojke zeszli sie do stolu, popili troche, Thomas obwiescil
          straszna nowine: Mirinda zaprzegla wszystkie sily do kopania, ale za diabla nie
          mogl skumac o co chodzi. Jednak dziewczyny wiedzialy. Wiedzialy, ze chodzi o
          stara przepowiednie... Kto pierwszy dokopie sie do szkarlatnego swiatla,
          zawładnie swiatem... Ach, gdyby tylko udalo sie oswobodzic Gera, na pewno by
          cos wymyslil...
          • Gość: S3ga Re: opowiesci ze szkalnej gory IP: *.wardynski.com.pl 16.08.01, 17:06
            Tymczasem na górze, w sali kominkowej, Gero chlał na potęgę. Zupełnie jak nie
            Gero. Owszem, lubił czasem posmakować miodu czy pieprzówki ze swojej piwniczki,
            ale żeby pić, aż oczy bielmem zachodzą? Niestety, musiał. Naprzeciw niego
            siedziała Mirinda mrożąc go wzrokiem.
            - No, jeszcze jeden, siup! Za zdrówko Generała Wszechczasów!
            Gero z trudem trafił kieliszkiem do ust.
            - Jak nie chcesz mi pomóc na trzeźwo to pomożesz po pijaku - Mirinda zmełła w
            ustach szpetne przekleństwo - Gdzie kopać, gdzie mamy kopać, jasny gwint, żeby
            się dostać do szkarłatnego światła!!! - potrząsnęła Gero za ramiona aż mu
            spadła szpiczasta czapka w gwiazdy.
            Gero bez czucia zwalił się pod stół.
            - Magik od siedmiu boleści - spojrzała z pogardą na podeszwy Gero, które
            sterczały znad stołu - A co on ma za wzorki na tych podeszwach? Wyglądają jak
            mapy... jak mapy... jak mapy?!
            Błyskawicznie ściągnęła Gero buty z nóg.
            - To gdzie kopiemy, szefowo - obsypana brodawkami twarz barczystego karła
            pojawiła się w drzwiach
            Mirinda wzięła się pod boki i uśmiechnęła najokrutniejszym ze swych uśmiechów...
            • ronja Re: opowiesci ze szkalnej gory 20.08.01, 08:17
              - No, i kto by pomyślał, że kopać trzeba w piwniczce Gera, w której tyle czasu
              spędziliśmy... Krasnoludy! Karły! Cyklopy! wzywam was na pomoc w kopaniu drogi do
              Szkarłatnego Światła!
              - A co nam z tego przyjdzie?
              - Tam gdzie jest władza, jest i bogactwo. Obiecuję Wam góry złota i szlachetnych
              kamieni!
              - Obiecanki-cacanki! - w głosach jej podwładnych zabrzmiało niezdecydowanie.
              - No, dobra, oprócz tego mnóstwo ludzi na posiłki, w tym lwia część dziewic!
              - No, ostatecznie - dały się przekonać potwory, pozarzucały łopaty i kilofy na
              barki i powędrowały w dół ku piwniczce.
              - Żałosny Gero! I zobacz, co się z porobiło z tobą, ludźmi, których kochałeś i
              tajemnicami, których strzegłeś! - popatrzyła na niego trochę smutnym wzrokiem i
              poszła za potworami.
              Gero z trudem podźwignął się z posadzki i oparł o kamienną ławę. Przytknął do
              zimnego granitu czoło i westchnął po trochu z ulgą, po trochu z bólem.
              - Piwniczka...? Mapa?...Ludzie...? Kochałem?... Tajemnice...? Boże...
              Przez chwilę zastygł w tym niemym bólu i przypominaniu sobie istoty swojego
              życia, a potem zapłakał, aż paprotki i zanokcice hodowane niegdyś przez niego w
              tej komnacie i zmarniałe pod opieką Mirindy załkały wraz z nim.
              - To już jest koniec... - powiedział do siebie. Mirinda zawładnie światem i juz
              nigdy nie będzie tak jak kiedyś, nie stanę w oknie w blasku wschodzącego słońca,
              nie podrapię się po kosmatej klacie, Ronja i Strzyga nie przyjdą do mnie w
              odwiedziny lekko podpite zanosząc się zaraźliwym śmiechem, a Baltazar z Wolandem
              nie przygotują pysznej sałatki z kurczaka. Czy życie wobec tego będzie miało sens?
              Spojrzał ku zachodzącemu krwawo słońcu i poczuł beznadzieję jakiegokolwiek
              wysiłku, bezsens kontynuowania żywota, który będzie się toczył w świecie
              zmienionym przez Mirindę. Sięgnął po nóż splamiony posoką kozła, którego
              spożywała Mirinda, odsłonił przegub lewego ramienia i...
              Nagle za oknem usłyszał trzepot potężnych skrzydeł. Coś przesłoniło słońce, tak
              że mrok zapadłby w izbie, gdyby nie niezwykły blask bijący od okna. Za oknem
              latający rumak Ronji zwinął skrzydła i ze stukotem podków wskoczył do środka.
              - Idioto! Rzuć ten nóż! I co ci najlepszego do głowy przyszło?
              - Bo ja jestem taki nieszczęśliwy...
              - Pijany jesteś, a nie nieszczęśliwy! - parsknął koń. - gdybyś był trzeźwy,
              próbowałbyś się jakoś stąd wydostać.
              - A ty skąd tu się wziąłeś? - zapytał nieco przytomniej Gero odkładając nóż i
              obsuwając rękaw sukni.
              - Jakoś poczułam się wyizolowany z głównego wątku i postanowiłem wrócić na łono
              akcji. Zbieraj się, wskakuj na mnie i lecimy szukać Strzygi i Ronji!
              - Ale ja nie umiem jeździć konno!
              - Bylebyś wsiadł i trzymał się mocno udami i kolanami, a dłońmi za grzywę. Resztę
              zostaw mnie.
              Gero oparł się o ławę i podniósł z podłogi, po czym rozpędził się i próbując
              wskoczyć na srebrzysty grzbiet spadł po drugiej stronie.
              - Ratunku... - zakwilił koń i przykląkł na posadzce. Tym razem Gero poradził
              sobie z trudnym zadaniem i za chwilę już frunął prosto w zachodzące słońce
              pozwalając skrzydłom omiatać chłodnym powiewem obolałe czoło...

              • Gość: thomas Re: opowiesci ze szkalnej gory IP: *.*.*.* 20.08.01, 11:01
                Lecieli nisko nad X-milowym lasem, szukali i szukali, ale starej kompani ni
                widu ni slychu. I pewnie by tak latali do zimy, gdyby ich Ronja przez peryskop
                nie wypatrzyla.
                - Kochali, to Gero, na moim skrzydlatym Rumaku! Oj teraz bedzie juz wszystko
                dobrze! Strzyga, pociagnij za ta dzwignie - powiedziala wskazujac palcem na
                konar wystajacy obok kredensu.
                - Patrz tam w dole! - Gero zarzal ze szczescia - to na pewno oni!
                Na ziemi blyszczala niczym diament wielka litera H, ktora nie mogla oznaczac
                niczego innego, jak ladowisko.
                Strzyga az poplakala sie ze szczescia kiedy zobaczyla Gera, a Ronja strzelila
                sobie ukradkiem jednego, zeby nie pokazac po sobie zadowolenia (bo od jakiegos
                czasu ukradkiem sie w nim podkochiwala). Gero, acz niechetnie uscikal tez
                Thomasa.
                - Musimy dzialac, a szybko. Mirinda spila mnie podstepnie i ma juz teraz mape
                do szkarlatnego swiatla - Gero pstryknal palcami i na srodku komnaty ukazal sie
                Okragly Stol. Szybkim pociagnieciem miecza pozbyli sie Artura, ktory podawal
                sie za jakiegos krola i usiedli do narady.
                Wszedzie walaly sie butelczyny. Baltazar probowal jeszcze cos z nich wyciagnac,
                ale szlo mu opornie.
                - Kochani, teraz jak jestesmy juz w kupie, musimy cos wykoncepowac - Ronja
                byla dumna z siebie, ze takie slowa zna.
                Opracowanie planu zajelo dwa dni i dwie noce. W koncu byli gotowi. Plan byl
                chytry, acz niebezpieczny...
                • Gość: Str. Re: opowiesci ze szkalnej gory IP: *.wardynski.com.pl 20.08.01, 11:47
                  Nie było po prostu innego wyjścia - musieli to zrobić. Pragnęli bardzo, żeby
                  ich kraina znowu była pełna słońca i śmiechu elfów, wolna od tyranii Mirindy.
                  Wiedzieli, że gdy Generał pierwsza dotrze do Szkarłatnego Światła nie będzie
                  już ratunku. Byli gotowi poświęcić wszystko, żeby przywrócić dawny ład.
                  Plan był gotów, nie mogli dłużej marnować czasu.
                  Gero, skupiony jak nigdy, popatrzył na swoich przyjaciół:
                  - Gotowi? Stańcie w rzędzie przede mną. Wyprostować się.
                  Pierwszy wyprężył się Thomas. Obok niego, objęte z obawy przed niechybnym
                  upadkiem, lekko chwiały się Ronja i Strzyga. Na końcu stał Baltazar.
                  Gero zasłonił się ramionami a szerokie rękawy jego gwiaździstego płaszcza
                  wyglądały jak rozpostarte skrzydła.
                  - Ale, ale, ale, ale na pewno będziesz wiedział jak nas odczarować? -
                  zaniepokoiła się Strzyga
                  - Nie przeszkadzaj mu - Thomas dał jej kuksańca
                  - Nigdy nie byłam nikim innym niż sobą - czknęła filozoficznie Ronja. Strzyga
                  wyjęła jej z ręki piersiówkę i pociągnęła solidny łyk. Bała się okropnie.
                  Gero cmoknął ze zniecierpliwieniem, skulił się znowu, wymamrotał zaklęcie.
                  Błysnęło, huknęło. Po chwili kurz opadł; cztery postacie popatrzyły po sobie i
                  wrzasnęły z przerażenia.
                  - Aaaaaaaaaa!
                  - Cicho, to ja.
                  - Gero?
                  - A Ty myślałaś, że kto?
                  - Wyglądasz jak...
                  - No i bardzo dobrze, czary się udały.
                  Cztery barczyste, obsypane brodawkami, z brodami po pas karły stały na środku
                  Alternatywnej Komnaty. Z mroku wyłonił się jeszcze jeden, trochę mniejszy i
                  kraknął przyjaźnie.
                  - Ty Baltazar to się w ogóle nie odzywaj, bo nas sypniesz.
                  - No kochani, teraz możemy poplątać Mirindzie szyki. Do piwniczki biegiem
                  marsz! Kopią tam już od rana!
                  - A jak nas ktoś rozpozna? - Strzyga ciągle czuła się nieswojo
                  - Wyglądamy jak rasowe karły z oddziału Mirindy, chodź, nie marudź.
                  Poprawili przerzucone przez plecy kilofy i łopaty i pomaszerowali.
                  • ronja Re: opowiesci ze szkalnej gory 20.08.01, 12:20
                    - I co naprawdę będziemy próbowali skierować ich wykop w inną stronę? – spytał
                    usmarkany karzeł głosem Ronji.
                    - Co się głupio pytasz?! A mamy inne wyjście? – burknął inny karzeł z kokardka
                    na brodzie.
                    - Ty, Strzyga, dlaczego sobie przewiązałaś brodę kokardką? – zarechotał trzeci
                    karzeł widać, że chyba najlepiej czujący się w śmierdzącej brudnej skórze.
                    - No, bo tak czuję się bardziej kobieco... – zamrugał rzęsami karzeł.
                    - Cicho! Wśród karłów też są kobiety. Tego, chciałem powiedzieć karlice. Niech
                    sobie przywiązuje i 10 kokardek. – syknął czwarty, zamyślony dotychczas karzeł.
                    – I na miłość boską, udawajcie trochę te karły! Przecież Mirinda dobrze was
                    zna! Szybko się domyśli!
                    Tak przyjemnie sobie gawędząc dotarli do poczynionego niegdyś przez Strzygę i
                    Ronję podkopu pod Gerową piwniczkę. Odrzucili na bok zabezpieczenia z chrustu i
                    po kolei na czworakach wsunęli się do wykopu.
                    - Mmmm...Thomasie, ciekawe co by powiedziała Mirinda na to, że mam przed sobą
                    twój tyłek – odezwał się zduszony głos Strzygi.
                    - Strzygo, to mój tyłek, a nie Thomasa – odparł z godnością Gero.
                    - No, to, ciekawe co by powiedziała Mirinda na to, że to ja mam przed sobą
                    tyłek Thomasa – kwiknęła Ronja.
                    - Ronju, to mój tyłek – zagruchał prowokacyjnie Baltazar.
                    - A przede mną niewątpliwie twój – ustalił ostatecznie kolejność ostatni
                    Thomas. Ostatni?
                    - Dobra, jak już wszyscy się przyznają do tego, czyje zady przed sobą widzą...
                    – ozwał się głos Wolanda.
                    - Woland? – Gero zatrzymał się gwałtownie, skutkiem czego Strzyga zaryła
                    gwałtownie w niego nosem, co też uczynili następni w kolejce. – Wolandzie, co
                    tu robisz?
                    - Zobaczyłem, ze wchodzicie do wykopu, a że od tygodnia siedzę na drzewie
                    obserwując zamek i zastanawiając się, jak go zdobyć, żeby obalić Mirindę, to
                    się do was skwapliwie przyłączyłem.
                    - dobra, tylko nie wychodź z tunelu, jak będziemy kopać, czekaj na nasz znak!
                    Mirinda znużona przysnęła na krześle, które znieśli jej do podziemi poddani,
                    więc nie zauważyła, jak zza niej wysunęło się pięć postaci i wskoczyło do
                    tunelu wykopanego przez jej poddanych. Tam nasza piątka sprytnie i tylko
                    czasami używając siły ustaliła hierarchię w stadzie i poprowadziła wykop.
                    Mijały godziny, ale dla wyczerpanych karłów czas przestał się liczyć.
                    Wtem...
                    - Słuchajcie! Widzę światło, chyba się gdzieś dokopaliśmy!!! – ryknął Thomas.
                    - Co widzisz? Co widzisz?
                    Thomas wysunął się z ziemi...
                    - O, palmy kokosowe! I... TYGRYS!!!!!!!!!!
                    • Gość: thomas Re: opowiesci ze szkalnej gory IP: *.*.*.* 20.08.01, 13:20
                      Ryk tygrysa poniosl sie w tunelu takim echem, ze spiaca dotad Mirinda otworzyla
                      ze strachu jedno ze swoich oczu.
                      - Co to bylo? Co sie dzieje - zakrzyknela przerazliwie. Spojrzala w glab
                      tunelu. Na samiutkim koncu dostrzegla swiatlo - O TAK! WYGRALAM! O moi dzielni
                      poddani, dokopaliscie sie do Szkarlatnego Swiatla! - az podskoczyla z radosci.
                      Nie przewidziala jednak, ze sufit byl tak nisko i sobie guza na glowie nabila -
                      Auć, cholerka, ten Gero, kurdupel jeden, tak nisko budowac musial. By go
                      trafilo!
                      Generał zaowolala swoich pacholkow i kazala sie spuscic na linach na dol. W
                      miare zblizania sie do swiatla, Mirinde zaczelo nachodzic dziwne przeczucie, ze
                      cos jest nie tak.
                      - Cholipa, czyzby Szkarlatne Swiatlo nie bylo szkartlatne - powiedziala do
                      siebie - Aaaaa, co wy tam durnie robicie u gory, zabic mnie chcecie -
                      wrzasnela, gdy predkosc opadania w tunelu zaczela sie zwiekszac z
                      przyspieszeniem rownym g.
                      - O, przepraszamy szefowo - usluszala w gorze - wysmyklo nam sie, raczki
                      calujemy i o wybaczenie prosimy
                      - Ja wam dam, skretyniale karly, niech tylko wro... - glos Mirindy zawisl tak
                      nagle i niespodziewanie, ze sie nikt nie spodziewal ze tak moze niespodziewanie
                      zawisnac.
                      Mirinda wyszla z tunelu i ja zatkalo - Co do cholery te palmy tu robią? A gdzie
                      swiaaaaaatlooooooo - Mirinda sie zaniosla sie placzem.
                      Tymczasem, jakies 5 wiorst od tunelu...
                      • Gość: Str. Re: opowiesci ze szkalnej gory IP: *.wardynski.com.pl 20.08.01, 13:51
                        ...czwórka naszych dzielnych, zaczarowanych karłów wyczyniała dzikie harce w
                        zimnym wodospadzie. Karły o głosie Ronji i Strzygi skakały w wodzie wzbijając
                        do góry tysiące kropelek, karzeł o głosie Thomasa rycząc "Uuuuaaaa" wpadał na
                        nie co chwila zeskakując z konaru pobliskiego drzewa a Gero leżał pod skałą z
                        błogą miną i drapał Baltazara za uszkiem.
                        - Udało się, udało, nie dotarła do Szkarłatnego Światła - Ronja rzucała się
                        wszystkim na szyję
                        - La, la, la, la, ale z nas spryciarze! A jacy dzielni jesteśmy! - Strzyga
                        zachłystywała sie sukcesem
                        - Zapomniała już, kto najbardziej trząsł portkami - Thomas pociągnął Strzygę za
                        brodę i uskoczył za drzewo a ta rzuciła się za nim z piskiem w pogoń.
                        Gero wstał i przeciągnął się.
                        - Chodźcie tu, pora wrócić do starych wcieleń - Gero przywołał towarzystwo do
                        porządku. Wszyscy ustawili się w szeregu.
                        - Gdzie my się właściwie dokopaliśmy, Gero?
                        - Jesteśmy gdzieś na południowej półkuli, to chyba jakaś wyspa, sądząc po
                        roślinności - wyjął kompas i jakieś inne dziwne urządzenia ze strzałkami i
                        przyciskami - ale nie zabawimy tu długo. Trzeba wracać na Szklaną Górę.
                        Odetniemy drogę Mirindzie, żeby nigdy już nie mogła nas gnębić.
                        - I... i ona tu zostanie? - Thomasowi dziwnie zrzedła mina. Wyraźnie posmutniał.
                        - A Ty myślałeś że co?! - Ronja i Strzyga w chwilach irytacji bywały
                        jednomyślne i mówiły chórem.
                        - No chodźcie, będę was odczarowywał, bo za kwadrans zaklęcie się utrwali i na
                        wieki zostaniemy karłami.
                        Stanął przed nimi i osłupiał wpatrując się w przestrzeń za ich głowami.
                        Śmiertelnie przerażona, stąpając tyłem, do wodospadu zbliżała się Mirinda. Tuż
                        za nią na mięciutkich łapach, groźnie pomrukując kroczył wielki tygrys. Wszyscy
                        odwrócili się jak na komendę.
                        - Ani kroku - szepnął Gero
                        - Niech ją zeżre - splunęła Strzyga
                        - MIRINDO... - jęknął Thomas...
                        • ronja Re: opowiesci ze szkalnej gory 20.08.01, 15:10
                          - Zostaw – złapała go za rękę Ronja – I tak już jej nie pomożesz. Niech
                          odpoczywa w pokoju. Wieczny odpoczynek...
                          - Zgłupiałaś? – Thomas wydarł jej rękę i skoczył do wody, przepłynął jezioro i
                          wyskoczył na drugi brzeg.
                          - Mirindo! Nie!!! – w tym momencie tygrys rozwarł swą ogromną paszczękę i
                          pożarł ich oboje.
                          - Ach, nie – załkała Ronja w ramię Strzygi – Już ich nie ma, już ich nie
                          maaaaaaaa. Buuuuuuuuu...
                          - Dziewczyny – powiedział cicho Gero . Karlice podniosły głowy na ten głos i
                          zamarły. Tygrys przesadził wodospad jednym susem i znalazł się po ich stronie –
                          Odsuńcie się. Rozpruję go karlimi pazurami na kawałki! – stwierdził Gero.
                          Tygrys ryknął przeraźliwie i połknął całą trójkę naraz. Zapadła cisza. Trójka
                          naszych przyjaciół powoli przedostała się ruchami perystaltycznymi przełyku do
                          żołądka zabierając po drodze tonących w objęciach Mirindę i Thomasa. Gdy weszli
                          do żołądka, nagle mrok rozjaśnił mały płomyczek. Gdy przyzwyczaili wzrok do
                          tego nędznego oświetlenia, zobaczyli starego zasuszonego staruszka zrywajacego
                          się od małego stolika z radosnym krzykiem:
                          - Pinokio!
                          Był to stary Dżepetto, któremu wzrok właśnie przyzwyczajał się do świeczki.
                          - My nie jesteśmy Pinokio! – powiedział informacyjnie Thomas.
                          - Aaaaaaaaaaaaaa! Potwory! Wstrętne karły! – przeraził się staruszek.
                          Nagle błysk rozświetlił ciemność....
                                    • Gość: thomas Re: opowiesci ze szkalnej gory IP: *.*.*.* 22.08.01, 09:58
                                      Wypadli z tygrysa tak szybko, jak sie w nim znalezli. Po calej okolicy rozniosl
                                      sie smrod kwasow zolodkowych biednego zwierzatka. W miare, jak ich wzrok
                                      przyzwyczajał sie do swiatla, przed ich oczami zaczela sie ujawniac postac
                                      dzierzaca w lewej dloni ogromny miecz.
                                      - I co robaczki, co wy byscie beze mnie zrobili - zapytal dziwnie znajomy glos
                                      - Baltazar?? Jak to sie sta... - Gero urwal.
                                      - Ta, ta, to ja. No sie tak nie dziwuj, a myslisz ze co ja calymi dniami
                                      robilem? Jak ty z ta zgraja narwancow kurczaki zrzeraliscie i beczulkami sie
                                      opijaliscie ja studiowalem twoje ksiegi.
                                      - A, puszczaj - przazliwnie zakrzyknal Baltazar - zostaw, co mi robisz?!?
                                      Gero, zabierz ją ode mnie!
                                      - Ronja, jak bedziesz tak mocna sciskac to biedne ptaszysko, to nam jajko na
                                      twardo zniesie - słusznie zauwazyla Strzyga
                                      Tymczasem Thomas i Mirinda patrzyli na siebie wymownie. Od momentu oswobodzenia
                                      nie powiedzieli do siebie ani słowa.
                                      - Ronja, Strzyga, Thomas, chodzie tu szybko, Mamy juz tylko dwie minuty. Jak
                                      nie zdazymy, to juz zawsze bedziemy wygladac jak te wstretne karly. Kurde jak
                                      szlo to zaklecie?? Zapomnialem...
                                      I rzeczywiscie zapomnial. Baltaraza tnac tygrysa przypadkiem zachaczyl o plat
                                      czolowy mozgu Gera, gdzie ten przechowywal zaklecia.
                                      - Baltazar, ty przeciez znasz zaklecia, dalej, do roboty.
                                      - Ale to zaklecie jest w 7 tomie, ja doszedlem dopiero do piatego...
                                      • Gość: Str. Re: opowiesci ze szkalnej gory IP: *.wardynski.com.pl 22.08.01, 10:48
                                        - Baltazar, nie filozofuj tylko nas odczarowywuj! - Ronja po niedawnym wybuchu
                                        radości już była gotowa stłuc Baltazara
                                        Baltazar skupił się i wyrecytował odpowiednie - jak mu się zdawało - zaklęcie.
                                        Kiedy otworzył oczy ujrzał przed sobą cztery małe żabki. Patrzyły na niego
                                        wyłupiastymi, pełnymi wściekłości oczkami.
                                        - Oj, chyba mi się coś pokręciło - roześmiał się Baltazar
                                        Wymamrotał znowu zaklęcie i wszyscy z ulgą stwierdzili, że znowu są sobą:
                                        Strzyga jest Strzygą, Ronja Ronją, Gero Gerem a Thomas Thomasem. No i Baltazar
                                        znowu był krukiem.
                                        - Dobra robota, chłopie - Gero uśmiechnął się do Baltazara - ale na przyszłość
                                        uważaj, jak będziesz tygrysowi rozpruwał brzuch - i pomasował się po głowie.
                                        Mirinda stała trochę z boku i obserwowała całe zajście. Kręciła głową z
                                        niedowierzaniem. Chcieli ją przechytrzyć - ją! Najsprytniejszą ze sprytnych,
                                        najbystrzejszą z bystrych, generała wszecharmii! Chcieli ją pozbawić władzy,
                                        posiąść Szkarłatne Światło. Drogo za to zapłacą. Zwłaszcza Thomas - niewierny.
                                        Mirinda zniknęła między drzwami, przez nikogo nie zauważona.
                                        - To co, najwyższa pora wracać do domu, na Szklaną Górę? - Strzydze było pilno
                                        do zapasów Gerowej piwniczki...
                                        • ronja Re: opowiesci ze szkalnej gory 22.08.01, 12:39
                                          - I znów, jak to bywa, na koniec przygód, urządzimy ucztę? – spytała się z
                                          nadzieją Ronja.
                                          - No – kwiknął z uciechy Thomas.
                                          - Chociaż... – zawahała się Ronja, a reszta podążająca już w stronę tunelu
                                          zatrzymała się i popatrzyła na nią. – Trochę szkoda tych przygód, które mogliśmy
                                          tu mieć... Znowu będziemy siedzieć i się nudzić za stołem i czekać na królewny,
                                          które przyjdą po królewiczów... A przygody? – spojrzała na nich z żalem.
                                          - Nie marudź, mała – odezwał się lekceważąco Gero – Gdzie nam będzie lepiej niż
                                          mi i Baltazarowi w Zamku, a tobie, Strzydze i Thomasowi w waszej zbójeckiej
                                          kryjówce?
                                          - Co? To już nie chcesz nas wpuścić do swej piwniczki, Gero? – obraziła się
                                          Strzyga – Chodź, Ronja, znajdziemy sobie innego Gera, który będzie się nami
                                          opiekował lepiej i wpuści nas do swojej piwniczki. – złapała zdezorientowaną
                                          takim obrotem sprawy Ronję z łokieć i pociągnęła na wschód.
                                          - To co robimy, dopóki się nie odbrażą? – spytał ogłupiały Thomas.
                                          - Zagramy w makao? – zaproponował Gero i wyczarował prędziutko talię nowiutkich
                                          kart.
                                          Lecz zanim usiedli, a dziewczyny zanim znikły za zakrętem, rozległ się dziki
                                          wrzask i z kniei wypadła banda okrutnych piratów. Złapali oni po kolei Thomasa.
                                          Gera, Ronję i Strzygę i zaprowadzili przed oblicze ich herszta, bezwzględnego
                                          Rumora Bezzębnego.
                                          Rumor odsłonił swe zdekompletowane uzębienie, splunął tuż przy swej drewnianej
                                          nodze , zaklął szpetnie i powiedział:
                                          -No, to żeście się dobrze spisali, kamraci! Tacy dwaj silni niewolnicy i te dwie
                                          panienki!
                                          Tu Strzyga i Ronja spojrzały po sobie próbując się doszukać w sobie panienek.
                                          - Dobra, nie ma co na próżno języka strzępić! Tfu! Na psa urok! Do naszej groty z
                                          nimi!

                                          • Gość: thomas Re: opowiesci ze szkalnej gory IP: *.*.*.* 22.08.01, 14:06
                                            - Cholera jasna Strzyga, co my tu robimy? Co to za jeden ten bez zebow, co mu
                                            z geby jedzie - zapytała zaciekawiona Ronja.
                                            - Diabli go wiedzą, urwał sie jak z choinki. Czy ktos w ogole o nim slyszal?
                                            - Ja wiem kto to - ponurym glosem zabrzmial Thomas - Rumor bezzebny, podly i
                                            przebiegły pobratyniec Mirindy. Mowia, ze to jej dawno zaginiony brat blizniak.
                                            Nagle z dobiegł do nich okrutny smiech Rumora
                                            - Dawac mi ich tu. A to sie siostrzyczka ucieszy, ha, ha, ha
                                            Dzwi do celi otworzyly sie, a w nich ukazaly sie dwa smierdzace kupą trole,
                                            ktorym z nosa wyplywala blizej niezidentyfikowana zielona gesta maz. Mniejszy
                                            trol oblizal sie oblesnie, zgarniajac całą maz do swej podlej geby. Wiekszy
                                            spojrzal na niego zazdrosnie.
                                            - o fy paskutne smiecie, biescie nogi w tloki i iciemy do sefa - powiedzial,
                                            ale nikt z obecnych nie skapowal o co chodzi. Trole wyciagnely dzidy i zaczyly
                                            zaganiac wieznow przed sobą
                                            - A wez ten patyk kreaturo, co ja jestem, nie bedziesz mnie tu swoim patykiem
                                            pukał - oburzyla sie Strzyga. I juz miala walnąć małemu w pysk, ale wiekszy
                                            sprytnie oplul ją całą od stop do głow. Slina byla strasznie klejąca i strzyga
                                            sie ruszyc nie mogła. A do tego ten fetor. Gero nie wytrzymał, schował sie w
                                            kąt, z którego zaczęły dochodzic odgłosy człowieka zwracającego. Na twarzy
                                            ronji namalowalo sie uczucie obrzydzenia, ale dała rada. W koncu znala
                                            wczesniej Thomasa, jeszcze zanim zaczął sie myc.
                                            - A to wiec wy, banda Gera - zarechotał Rumor, kiedy w koncu staneli przed
                                            jego obliczem - Patrzcie - powiedział wskazując na ścianę. Wisiały tam listy
                                            gończe, które rozesłala za nimi Mirinda "Poszukiwani, zywi lub matfi, nagroda -
                                            pół zamku na Szklanej Gorze" - Moja siostra sie ucieszy, jak was zobaczy, hue,
                                            hue, hue. Ale najpierw sie zabawimy...
                                            • Gość: Str. Re: opowiesci ze szkalnej gory IP: *.wardynski.com.pl 22.08.01, 15:16
                                              - Najpierw zabawimy się w "Co mi zrobisz jak Ci obgryzę nogę" - zarządził
                                              Rumor - to naprawdę fajna zabawa - Rumor mrugnął do tłustego pirata, który
                                              siedział za stołem i bawił się wielkim, zakrzywionym nożem - Kogo najpierw
                                              zanurzymy w bajorku, Hektorze?
                                              Tłusty Hektor cisnął nożem, który utknął tuż nad głową Ronji. Odkaszlnął i
                                              splunął.
                                              - To może najpierw tamtą obsmarkaną, co się najbardziej trzęsie.
                                              Wszyscy spojrzeli na Strzygę a Strzyga obejrzała się za siebie, udając że
                                              chodzi o kogoś innego.
                                              Rumor przesunał wajchę w stole z lewa w prawo i podłoga rozsunęła się a oczom
                                              zebranych ukazała się tafla wody. Przez przejrzystą toń widać było wyraźnie
                                              uwijające się, ewidentnie głodne, piranie. Dwa śmierdzące trolle wzięły
                                              wierzgającą Strzygę pod pachy, zamocowały na haku nad jeziorkiem i opuściły tuż
                                              nad lustro wody. Musiały też zakneblować Ronję, która zaczęła lamentować i
                                              wrzeszczeć "Nie, nie, nie, moja Strzygo kochana".
                                              - No, rybeczki, pokażcie co potraficie! - Rumor ponownie przesunął dźwignię w
                                              stole. Z jeziora wyskoczyła rybka. Cała złota.
                                              - Jestem złota rybka, spełnię twoje trzy życzenia - wyrecytowała patrząc ledwo
                                              żywej Strzydze w oczy
                                              - Psiakrew, znowu się coś poluzowało w tej dźwigni. Hektor, kto mi tu
                                              majstrował?! Bajki się mieszają... - Rumor szamotał się przez chwilę po czym
                                              dźwignia zgrzytnęła ponownie. Z wody wynurzyła się śliczna syrenka.
                                              - Pani już dziękujemy! - Hektora nikt nigdy nie nauczył ogłady w stosunku do
                                              kobiet i wepchnął syrenkę do wody nie dając jej dojść do słowa - Szefie, szef
                                              zostawi tę wajchę, piranijki są takie głodne że i bez wspomagania będą brykać.
                                              Tego było za wiele dla Gero. Zebrał w sobie całą odwagę i powiedział...
                                              • Gość: Ronja Re: opowiesci ze szkalnej gory IP: 212.244.252.* 22.08.01, 15:42
                                                ...aby zyskać trochę czasu:
                                                -Babciu! Dlaczego masz takie duże uszy?
                                                - Słucham? - wyrwało się Rumorowi. - Żeby cię lepiej słyszeć, kochanie. -
                                                wykrztusił wyraźnie się opierając, lecz słowa jak to w bajkach bywa, dawno już
                                                napisane same wyrywały mu się spośród domagającej się uzupełnienia ekspozycji
                                                stomatologicznej.
                                                - Hm... A dlaczego masz takie duże oczy, babciu? - spytał z niepokojem Gero
                                                przypomniawszy sobie już, ku czemu zmierza ta bajka i jakie pytanie następnie
                                                będzie musiał zadać.
                                                - Żeby cię lepiej widzieć, smakołyku - mlasnął z zadowoleniem równie
                                                spostrzegawczy Rumor. Strzyga zadygotała nerwowo tuz nad zieloną tonią
                                                podziemnego jeziora, a Ronja zaburczała coś paszczęką przysłoniętą obleśnymi
                                                paluchami trolla.
                                                Nagle otworzyły się wrota i weszła Generał Mirinda.
                                                - O, co ja widzę, braciszku! - rzuciła mu się wdzięcznie na szyję z radości, że
                                                złapał on wiecznie wymykających się jej uciekinierów. - Pochwyciłeś słynnego
                                                czarodzieja Gera, jego współpracownice Strzygę i Ronję oraz niewiernego Tomasza!
                                                - Czarodzieja? - zdumiała się Rumor - On potrafi czarować?
                                                - A, i owszem, czasami coś tam mu się udawało wyczarować, jakieś nienależące
                                                się urlopy czy znikające wątki.
                                                - Siostrzyczko, więc może spełni moje marzenie!!! - zawołał radośnie Rumor.
                                                - Jakie marzenie? - spytała podejrzliwie Mirinda.
                                                - No, przecież wiesz... - zachichotał wstydliwie pirat dłubiąc palcem w
                                                sweterku.
                                                - Rany boskie, o co mu chodzi...- zamyśliła się mirinda.
                                                - Dobrze, Rumorze! - powiedział donośnie Gero - Spełnię każde Twoje marzenie, o
                                                ile uwolnisz Strzygę, Ronję, Thomasa i mnie z twojej niewoli.
                                                - O, nie! Co to, to nie! - żachnęła się Mirinda. - Nigdy! Za długo ich ścigałam!
                                                - Ależ, siostrzyczko, zrób to dla mnie - powiedział błagalnie Rumor.
                                                - Hmmmmmm... - zaszeptała bratu do ucha Mirinda - Dobrze, uwolnisz ich, ale pod
                                                warunkiem, że wywieziesz każde z nich w inną stronę świata o tysiące mil stąd i
                                                wypędzisz w odludzie tak, aby się już nigdy nie spotkali i mi nie bruździli.
                                                Każ zaraz przygotować 4 okręty, które ich wywiozą, OK?
                                                - OK. Dobrze- powiedział na głos Rumor - Uwolnię was, ale najpierw spełnij moje
                                                życzenie.
                                                - Ale ty najpierw każ wciągnąć tu Stzrygę!
                                                Na skinienie Rumora trolle wciągnęły wijącą się Strzygę na górę.
                                                - Więc, czarodzieju! Chciałbym mieć wszystkie, równe, białe zęby!
                                                - Nic prostszego! - ucieszył się Gero i wymówił zaklęcie, bo akurat to zaklęcie
                                                zachowało się w płacie potylicznym kory mózgowej, której to miecz Baltazara nie
                                                tknął.
                                                Rumor uśmiechnął się filmowym uśmiechem gwiazd "Dynastii" i spełnił zarówno
                                                prośbę Gera, jak i życzenie Mirindy...
                                                • Gość: Thomas Re: opowiesci ze szkalnej gory IP: *.*.*.* 22.08.01, 16:03
                                                  Ronja miala najwiekszego pecha. Jej statek zabral ja na daleką północ, gdzie
                                                  bylo zimno jak diabli i strasznie w uszy Ronje mroz szczypał. Biedaczka nie
                                                  miala ze sobą zadnego sweterka, tylko malą flaszeczke rumu, ktorą trzymala za
                                                  pazucha na czarną godzinę. Na domiar złego, teraz panowała noc polarna.
                                                  Najblizszy promyk swiatla dotkie usianej bruzdami twarzy Ronji dopiero za 3
                                                  miesiące.
                                                  W zwiazku ze swoją sytuacją, Ronja zapłakała. Jednak nie plakala dlugo, bo lzy
                                                  z miejsca zamienialy sie w lod i strasznie Ronje w oczy gryzlo. Nie miala
                                                  innwego wyjscia jak isc. Sprytnie wydedukowala, ze pojdzie w strone w ktora
                                                  wieje wiatr, bo wiadomo wszem i wobec, ze tam gdzie powietrze cieplejsze,
                                                  nizsze jest cisnienie, a gdzie zimniejsze - wyzsze, a ze wiart zawsze wieje z
                                                  wyzu do nizu, to idac w ten sposob kiedys na pewno dojdzie na poludnie. duzo
                                                  sie nie pomylila. byla bowiem na biegunie polnocnym, a stamtąd wszedzie jest na
                                                  poludnie.
                                                  po kilku dniach drogi Ronja zaczęła opadac z sił. Lecz nagle na horyzoncie
                                                  pojawil sie tajemniczy swiecący obiekt. Tak! To była Wieza z Kości Słoniowej!
                                                  Do Ronji dotarło, ze znalazła sie w Krainie Fantazji! Juz sie nie mogła
                                                  doczekac spotkania z Cesarzową i Ajaksem i Amalteju!
                                                  Tymczasem statek Thomasa popłynął na wschód...
                                                  • Gość: Str. Re: opowiesci ze szkalnej gory IP: *.wardynski.com.pl 23.08.01, 08:51
                                                    Thomas od niedawna zwany Meteorologiem (w małym palcu miał wszystkie informacje
                                                    dotyczące powstawania i skutków wyżów, niżów i wszelkich ciśnień) zaledwie
                                                    kilka godzin nie widział swoich przyjaciół a już za nimi tęsknił. Dokoła było
                                                    bezkresne morze a on sam, samiuteńki na wielkim statku. Troszkę męczyła go
                                                    choroba morska, a może to rum, który wcisnęła mu na pożegnanie Ronja był
                                                    nieświeży. Generalnie czuł się podle. Wtedy zobaczył na horyzoncie dziwny
                                                    czarny, ruchomy punkt. Punkt bardzo szybko zamienił się w lejek by po chwili
                                                    stać się szalejącą, okropniastą trąbą powietrzną, która nie pytając Thomaska o
                                                    zdanie wessała go. Statek w mig się roztrzaskał a Thomas wirował jak na
                                                    karuzeli.
                                                    - Znowu będę rzygał - powiedział sam do siebie i jak powiedział, tak uczynił.
                                                    O dziwo, w trąbie nie był sam. Wirowało tam mnóstwo ludzi i dziwnych stworów, a
                                                    także masa przedmiotów. Niektórzy wydawali mu się znajomi, jedni machali do
                                                    niego, inni mu wygrażali, co go niepomiernie dziwiło. Thomas oddałby wszystko,
                                                    żeby się to wreszcie skończyło.
                                                    W tym samym czasie Strzyga, która płynęła na południe...
                                                  • Gość: thomas Re: opowiesci ze szkalnej gory IP: *.*.*.* 23.08.01, 09:43
                                                    a ja ronja chcialem byc taki jak on! i na bialym rumaku gnac przez prerie,
                                                    potem przedzierac sie przez bagna zeby spotkac Morle, a potem isc do Bram
                                                    Poludnia zeby w koncu uratowac Cesarzową! i cholera do dzis mi zostalo i czasem
                                                    mi ludzie mowia ze zyje w swoim swiecie.

                                                    ps - o Niechonczaca sie opowiesc hodzi Strzygo! No cos ty, nie znasz? Ja to
                                                    wiedzialem z 10 razy albo i wiecej i ogladam za kazdym razem jak jest w
                                                    telewizorza
                                                  • Gość: Ronja Re: opowiesci ze szkalnej gory IP: 212.244.252.* 23.08.01, 10:01
                                                    ...łkała rozpaczliwie patrząc w stronę wyspy, która przed tygodniami znikła za
                                                    horyzontem i smarkała w rękaw koszuli. Strzyga, a nie wyspa. Nie patyczkując
                                                    się ze łzami Strzygi, ani tym bardziej z jej usmarkanym rękawem pirat Herod
                                                    wyrzucił ją na piaszczystym brzegu jakiegoś wielkiego lądu i odpłynął.
                                                    - Ach – zapłakała Strzyga – Gdzie Gero! Gdzie Ronja, Thomas i Baltazar!
                                                    Zachciało nam się pieprzonych przygód! A moglibyśmy sobie wesoło siedzieć na
                                                    zamku i ucztować! I jakoś tak dziwnie mi wokół wiruje, i przez mgłę widzę, i
                                                    jakoś ciężko myśli zebrać...
                                                    A stało się tak, że Strzygę chwyciło delirium, bowiem po tych dwóch miesiącach
                                                    znajomości z Ronją nie było dnia, żeby z nią nie piła i uzależniła się. A
                                                    butelkę rumu już dawno na okręcie wykończyła. Postanowiwszy jednak zebrać siły,
                                                    podniosła się z mokrego od łez piaski i powędrowała ku ciemniejącym w oddali
                                                    lasom. Szła przez cały dzień męczona pragnieniem i chorobą. Cała w dreszczach i
                                                    żalu dotarła tam, gdy zaczęło się ściemniać, a nocny chłód zaczął obejmować
                                                    zmęczoną upałem ziemię. Wśród drzew usłyszała niepokojący tętent, który
                                                    kojarzył jej się z waleniem w bębny. Zrezygnowana postanowiła pójść w tym
                                                    kierunku mając nadzieję, że nic gorszego od śmierci z gorąca i choroby nie może
                                                    jej tam spotkać. Przedarła się przez zarośla i drżąc z zimna zbliżyła się do
                                                    ukrytej wśród drzew wioski. Przed ziemiankami zbudowanymi z krowiego łajna
                                                    paliły się ogniska, przy których siedzieli i pląsali ludzie o dziwnym brązowym
                                                    połysku skóry. Ledwo trzymając się na nogach podeszła do najbliższego ogniska i
                                                    zatrzymawszy się przed wysokim ciemnoskórym mężczyzną w przepasce z liści
                                                    palmowych na biodrach, zemdlała.
                                                    Nie wiedziała, jak długo leżała nieprzytomna, obudził ją ostry smak dziwnego
                                                    płynu, który wlał się w jej usta i rozpłynął rozkosznym piekącym ciepłem po
                                                    żyłach. Otworzyła oczy i ujrzała, że leży przed tym samym ogniskiem, nieopodal
                                                    siedzi mężczyzna, przed którym zemdlała, a nad nią pochyla się czarnoskóra
                                                    kobieta z szerokimi wargami i kędzierzawymi krótkimi włosami.
                                                    - Podnieś się teraz, jak już znów widzisz świat swoimi oczami, bo król będzie
                                                    do ciebie mówił.
                                                    Podniosła się więc zdumiona.
                                                    - Masz wielkie szczęście, kobieto o białej skórze, że zjawiłaś się w moim
                                                    plemieniu. Spełnisz marzenie władcy tego plemienia. Zawsze chciałem, aby tak,
                                                    jak to w starych i nieprawdziwych legendach o zamierzchłych czasach opowiadają,
                                                    biały człowiek wachlował moją osobę liściem palmowym, gdym znużony, a słońce
                                                    wysoko.
                                                    I została Strzyga w wiosce czarnoskórego plemienia jako niewolnica do
                                                    chłodzenia króla i jego dworu. Tymczasem Gero...
                                                  • Gość: thomas Re: opowiesci ze szkalnej gory IP: *.*.*.* 23.08.01, 10:43
                                                    ... poplynal na zachod. Tez mu szczescie nie dopisywalo. Juz po tygodniu
                                                    zeglugi tak zaczął denerwowac kapitana statku swoim ględzeniem, że ten nie
                                                    zwracając uwagi na ogromne odleglosci do najblizszego lądu, nie tyle wyrzucił
                                                    go za burte, co wystrzelil z armaty, wprost do Morza Niepokoju, trafiając w sam
                                                    srodek Trójkąta Zaginionych Dusz. Gero wiele slyszal o Trojkacie, podobno ci,
                                                    ktorzy tam się znalezli, juz nie wracali do zywych. Jednak nie przeszkadzało mu
                                                    to specjalnie, gdzyz podczas upadku do wody doznal kolejnego urazu mozgu i
                                                    całkiem zapomniał o swoich przyjaciołach, o Baltazarze, o Szkalnej Gorze i
                                                    nawet o tym, ze gdy ktos sie znajdzie w Trójkącie Zaginionych Dusz to juz z
                                                    niego nie wychodzi.
                                                    Wtem, woda zaczeła sie wokół niego gotowac, bomble powietrza wyskakiwały z
                                                    dzikim rykiem w górę. Jeden z nich przypadkiem porwał Gera i uniósł na 10
                                                    metrów w góre. I niósłby go tak dalej, gdyby Gero go nie przegryzł. Geor
                                                    ponownie upadt z hukiem do wody. Przed oczami migneły mu obrazki jak z
                                                    teledysku: Ronja z mieczem, Strzyga z gąsiorkiem, Thomas z muchami i BALTAZAR!
                                                    - Tak - pomyslal Gero - juz wiem kim jestem!
                                                    - O, to dobrze - Gero usłyszał za sobą tajemniczy głos. Odwrócił sie i
                                                    zobaczył uśmiechniętą twarz - czesc kochaneczku, nazywam sie Nemo, a to moj
                                                    statek, Nautilus. Jak sie ciesze, ze kogos widze. Przez te glupie legendy nikt
                                                    juz tu nie zagląda. Zaprzyjaznimy sie? - zapytal zaciekawiony i mrugnął
                                                    porozumiewawczo okiem.
                                                    - Em, ar, no coz, ale, wiesz, jak, ten tego, wole kobiety, rozumiesz? -
                                                    usmiech zniknął z twarzy Nemo
                                                    - Cholera, kolejny heteryk, co wy widzicie w tych kobietach. No dobra, juz 5
                                                    lat poszcze, rok w jedną czy w drugą, nie robi różnicy. Wskauj, nie bedziesz
                                                    przeciez tak tu siedział.
                                                    Gero skwapliwie skorzystał z okazji, wsiadł do Nautilusa, który powoli zaczął
                                                    znikać pod wodą. Nemo z największą uwagą słuchał opowiesci Gera o przygodach
                                                    jego i przyjaciół, co jakis czas spoglądając chciwie na kosmatą klatę
                                                    alchemika.
                                                    Opowiesci Gera tak spodobały sie Nemo, ze postanowił włączyc sie do akcji
                                                    przeciwko Mirindzie i Rumorowi. Najpierw popłynęli na północ, po Ronję. Gdy
                                                    dopłynęli do brzegów Krainy Fantazi, Ronja w najlepsze...
                                                  • Gość: Str. Re: opowiesci ze szkalnej gory IP: *.wardynski.com.pl 23.08.01, 14:01
                                                    ...galopowała na koniach ze stajni Cesarzowej. Uganiała się po całym dziedzińcu
                                                    i - trzeba przyznać - kasztanka była bardziej zziajana niż sama Ronja. Kiedy
                                                    zobaczyła Gero nie posiadała się z radości.
                                                    - Gero, Geruniu - myślałam już, że nigdy Cię nie zobaczę!
                                                    - Nie od parady noszę zawsze przy sobie szklaną kulę - Gero mówiąc to nie miał
                                                    na myśli swojej głowy - i dzięki niej wiedziałem, gdzie Cię szukać. Pozwól,
                                                    Ronieczko, że Ci przedstawię kapitana Nemo.
                                                    - Do usług - kapitan szurnął nogami. "Czy ten Gero nie ma jakichś przystojnych
                                                    męskich znajomych" pomyślał w duchu
                                                    - Witam, kapitanie. Zawsze chciałam pana poznać - rozpromieniła się Ronja - ale
                                                    chodźcie do zamku, nie stójmy tak! Mamy sobie tyle do opowiedzenia. Musimy
                                                    znaleźć Thomaska i Strzygę. No i... hm, może mógłbyś porozmawiać z Cesarzową,
                                                    bardzo się zamartwia, biedaczka...
                                                    - Czym? - zapytał Gero...
                                                  • Gość: Ronja Re: opowiesci ze szkalnej gory IP: 212.244.252.* 23.08.01, 14:36
                                                    - Niech sama Ci opowie. – Ronja odwróciła się ku płatkom lilii z kości
                                                    słoniowej tworzącym wejście do Wieży i poprowadził tam Gera i Nemo. Rozglądając
                                                    się z ciekawością dookoła wsunęli się w przyćmiony ciepły blask snujący się z
                                                    samego słupka lilii. Dookoła na stopniach prowadzących do środka, leżały
                                                    magiczne stworzenia, złote smoki wyginające swe piękne migotliwe ciała, srebrne
                                                    jednorożce spoglądające spod długich jasnych rzęs, rajskie ptaki toczące wokół
                                                    błyski i przyćmienia. Oniemiali z zachwytu Ronja, Gero i Nemo wkroczyli do
                                                    komnaty Cesarzowej znajdującej się w samym słupku lilii. Tam wśród puchów i
                                                    srebrzystego pyłu siedziała Cesarzowa, pani ludzkich marzeń i pragnień. U jej
                                                    stóp siedział odziany w skóry bawole śmiały wojownik Atreyu. Spojrzał badawczo
                                                    czarnymi oczami na przybyszów i uspokojony ich wyglądem opadł z powrotem na
                                                    swoje miejsce.
                                                    - - Siadajcie – powiedziała cicho Cesarzowa, a oni posłusznie rozsiedli się w
                                                    puchu. – Czy Ronja wam powiedziała, jaką mam do was prośbę? Nie? Słuchajcie
                                                    więc, dzielni bohaterowie. Wiecie zapewne, że im więcej marzeń i pragnień, tym
                                                    potężniejsza jest Kraina Fantazji i tym dalej od niej trzyma się Nicość? Ja też
                                                    mam pewne marzenie. Abyście wrócili wreszcie do Krainy Szklanej Góry. Została
                                                    tam osamotniona i nie wiem, czy osiedlać tam kogoś z moich poddanych, czy
                                                    czekać na was. Boję się, że Mirinda może wsączyć w duszę tej krainy zło,
                                                    którego nie uda się pokonać. Ożywcie tę martwą krainę, przywróćcie jej radość i
                                                    wiosnę. Posiedźcie tam trochę, OK.? Trochę spokojniej, trochę wolniej, mniej
                                                    zachłannie... I odrobinę mniej pijcie, bo dzieci mogą to czytać.. Czy
                                                    zrozumieliście mnie dobrze? – spojrzała na nich swoimi wielkimi smutnymi oczami.
                                                    - Tak, Cesarzowo – skłonił się Gero – Pozwól nam jednak odnaleźć naszych dwoje
                                                    przyjaciół.
                                                    - Pozwalam, niech Atreyu, odprowadzi was do granic Krainy Fantazji. I strzeżcie
                                                    się, Mirinda może zawołać Nicość do swego boku. A wtedy znów nastanie czas
                                                    trwogi i dzielni wojownicy będą ginąć, by uratować nasz kraj.
                                                    Atreyu podniósł się, poprawił kołczan na plecach, chwycił łuk (na które to
                                                    zgrabne ruchy zarówno Ronja, jak i Nemo zajęczeli z zachwytu) i wyprowadził ich
                                                    z Wieży z Kości Słoniowej. U jej stóp wskoczył na grzbiet wiernego Artaksa i
                                                    pognał przed siebie. Za nim cwałowali na rumakach Cesarzowej Gero, Nemo i Ronja.
                                                    Tymczasem Mirinda wezwała Nicość...
                                                  • Gość: thomas Re: opowiesci ze szkalnej gory IP: *.*.*.* 23.08.01, 16:11
                                                    Nicość od początku chciała zniszczyć Krainę Fantazji i sprzymierzoną z nią
                                                    Szklaną Gorę Alchemika, wiec nie mogła przepuścić takiej okazji.
                                                    - Przymierze z Mirindą! I Rumorem! To dopiero siła, żadne Ronje ani Strzygi
                                                    nie będą pluć nam w twarz i dzieci nam psuć - pomyślała Nicość. - Zniszczymy te
                                                    wszystkie chore fantazje! Po co im to, tylko od pracy ich to odciąga!
                                                    - Wiesz - wtąciła Mirinda (wtrącać sie w mysli umiała, bo ostatnio skończyła
                                                    kurs) - gdyby nie te fantazje, to i nas by nie było - zauważyła filozoficznie,
                                                    ale do Nicości to nie dotarło bo była zajęta pochłanianiem Gąski Balbinki,
                                                    Żbika i Muchomorka oraz Reksia, który okazał się ciężkostrawny i na dodatek
                                                    straszliwie żylasty.
                                                    Mirinda i Nicość opracowały plan: pojmać zgraję, którą Rumor nieopatrznie
                                                    wypuścił w zamian za nowe zęby, powiesić, poćwiartować, utopić w ślinie,
                                                    zakopać żywcem, rozstrzelać, rozpuścic w kwasie itp. Wiedziały, że nie będą
                                                    musiały ich szukać, ze prędzej czy pózniej sami je odnajdą.
                                                    I tu sie nie myliły. Ronja i Gero (i Nemo też) planowali spotkanie z Nicością i
                                                    Mirindą, jednak na troche innych zasadach. Ale najpierw, musieli znaleźć
                                                    Strzygę i Thomasa.
                                                    Atreyu doprowadził ich do granic Krainy Fantazji, gdzie wsiedli na statek. Gdy
                                                    już mieli odpływać, Atreyu odebrał wiadomość z Wieży, że Cesarzowa jest chora,
                                                    a uratować ją może tylko pewien gąsiorek trzymany w piwnicy na Szklanej Gorze.
                                                    Czasu było nie wiele, więc dzielny młody wojownik dołączył do Ronji i
                                                    pozostałych. Już na samym początku pojawił się problem - Nemo ostro naciskał,
                                                    żeby ktoś z nim popłynął łodzią podwodną, bo mu tam samemu nudo. Zgodził sie
                                                    Atreyu, jako ze nie był swiadom zagrożenia ze strony Nemo. Ten aż sie poslinił
                                                    ze szcześcia.
                                                    Tak wiec popłynęli w świat: Nemo z Atreyu na południe w poszukiwaniu Strzygi, a
                                                    Ronja z Gerem na wschód szukać Thomasa. Spotkanie wyznaczono za dwie pełnie
                                                    księżyca na wyspie, tuż przy wybrzeżu Ronjalandu, gdzie leżała Szkalna Gora.
                                                    Poszukiwania Strzygi i Thomasa nie były łatwe...
                                                  • Gość: Str. Re: opowiesci ze szkalnej gory IP: *.wardynski.com.pl 24.08.01, 08:53
                                                    Nieprędko szlachetny Atreyu zorientował się co do skłonności Nemo. Najpierw
                                                    myślał, że kapitan miewa stany nagłych zasłabnięć gdy opierał się o niego kiedy
                                                    łódź skręcała. Kiedy jednak podczas schodzenia na większą głębokość, gdy
                                                    zanurzyli się wśród nieprzepuszczająych światło skał Nemo rzucił się na Atreyu
                                                    i począł go obsypywać pocałunkami szlachetny wojownik nie miał innego wyjścia
                                                    jak dać mu w pysk.
                                                    - I żeby było jasne raz na zawsze - żadnego migdalenia! - spojrzał na niego
                                                    groźnie
                                                    Nemo westchnął ciężko ale postanowił nie dać za wygraną.
                                                    Tymczasem na powierzchni wody, tuż nad łodzią podwodną trąba, w której wirował
                                                    Thomas właśnie przenosiła się dalej i wypluła wszystko, co zebrała w tym
                                                    rejonie. Także Thomasa, który z wielkim pluskiem wpadł do wody. Opadał i opadał
                                                    a kiedy otworzył oczy zobaczył przed sobą szybkę a za nią zdumione twarze Nemo
                                                    i Atreyu. Szybko wciągnęli go do środka.
                                                    - Thomas, właśnie szukamy Strzygi a tu ty nam spadasz z nieba!
                                                    Thomasowi ciągle kręciło się w głowie, ale bardzo się ucieszył na widok
                                                    przyjaciół. Uznali, że to doskonała okazja, żeby się napić.
                                                    Tymczasem Gero i Ronja, którzy szukali Thomasa...
                                                  • Gość: Ronja Re: opowiesci ze szkalnej gory IP: 212.244.252.* 24.08.01, 10:30
                                                    ... nudzili się na okręcie handlowym zdążającym na wschód jak mopsy. Zeszli już
                                                    wszystkie pokłady, obejrzeli wszystkie towary, opowiedzieli sobie o wszystkich
                                                    związkach, w jakich kiedykolwiek z kimkolwiek byli, a okręt płynął i na
                                                    horyzoncie nie było żadnego lądu.
                                                    - Zobacz, Ronju – wskazał Gero pouczającym tonem – Ocean Spokojny.
                                                    - Acha – przytaknęła Ronja dłubiąc w nosie – To jak z tą Mirindą było?
                                                    Albowiem Gero za swej dawnej jurnej młodości chodził z Mirindą. Mirinda była
                                                    wtedy jeszcze młoda i głupia i leciała do każdego z sercem na dłoni, choć już
                                                    wówczas miewała zadatki na przyszłego okrutnego generała. Poznali się na
                                                    wiejskiej dyskotece, przypadli sobie do gustu głównie z powodu czterech pasków
                                                    na dresach i zaczęli chodzić. Pospolity ten związek, jakich miliony skończyłby
                                                    się pewnie hucznym wiejskim weseliskiem, na którym młodzież zażywa sportów w
                                                    postaci zabaw ze sztachetami z płotów, gdyby nie to, że Gero dowiedział się
                                                    pewnego razu, że Mirinda go zdradza. I to z kim! Z Nemo! Który był wtedy
                                                    jeszcze hetero, lecz po zawodzie miłosnym związanym z Mirindą, uznał, ze
                                                    wszystkie kobiety to niewarte mężczyzn podłe jędze i przestawił się na panów. A
                                                    Gero uniósł się honorem i zamiast sprać Mirindę na kwaśne jabłko, odszedł z
                                                    rodzinnej wioski i rychło zapomniał, jak się daje świnkom jeść, doi krowy i
                                                    puszcza buhaje do krycia. Wstąpił do cechu alchemików i postanowił już nigdy w
                                                    życiu nie oddać żadnej kobiecie swego zdradzonego serca.
                                                    Gero nie opowiedziałby tego nigdy nikomu, gdyby nie to, że podczas wspólnego
                                                    rejsu wspólne nudzenie i dłubanie w nosie niesamowicie zbliża.
                                                    - Hm... – zamyśliła się Ronja – Ty to masz życie... A u mnie wszystko takie
                                                    prozaiczne było, nikt mnie nie zdradził, ani ja nikogo... sam spokój, no,
                                                    dopóki nie trafiłam na Szklaną Górę. Ciekawe, czy Thomas jeszcze żyje...
                                                    - No, to zajrzę do tej szklanej kuli – zdecydował się Gero po tygodniach
                                                    zastanawiania. Wyjął zza pazuchy kulę i zapatrzyli się w nią wspólnie.
                                                    A w szklanej kuli spośród mgieł wyłoniło się wnętrze okrętu podwodnego Nema, w
                                                    którym zobaczyli przywiązanego do kolumny od łoża z baldachimem półnagiego
                                                    Atreyu, który niespokojnym, wręcz pełnym paniki wzrokiem wodził za Nemo
                                                    uganiającym się w nocnej półprzezroczystej koronkowej czarnej bieliźnie za
                                                    uciekającym w wielkim popłochu Thomasem.
                                                    - O, jest Thomas – ucieszyła się żywiołowo Ronja i rzuciła Gerowi na szyję. – I
                                                    jak się ładnie bawią!
                                                    - No – Gero przełknął ze współczuciem ślinę – No, to można powiedzieć, ze
                                                    Thomas jest bezpieczny. Sprawdźmy co się dzieje ze Strzygą...
                                                  • Gość: thomas Re: opowiesci ze szkalnej gory IP: *.*.*.* 24.08.01, 11:00
                                                    Strzyga juz dwa miesiące wachlowała króla i jego dwór. Od tego wachlowania
                                                    dostała takich muskułów, że żaden wojownik we wiosce nie mógł jej podskoczyć. Z
                                                    dnia na dzień, w miarę jak Strzyga rosła w siłe fizyczną, zmieniała się też jej
                                                    pozycja w społeczności lokalnej. Nawet instynktownie zaczęła zrzucać swoją
                                                    dotychczasową skórę i upodabniać się do czarnoskórych mieszkańców. Ta zmiana
                                                    barw nie wyszła Strzydze na dobre, bo wódz plemienia chciał białej kobiety do
                                                    wachlowania, a w miarę zmieniania barw, Strzyga traciła na wartości. Na
                                                    szczęście była przebiegła. Pokazała wodzowi jak polować na bizony używając do
                                                    tego celu śliny i siły perswazji (powszechnie wiadomo było, że jak Strzyga
                                                    zagada do bizona, to ten raczej popełni samobójstwo niż będzie dalej tego
                                                    słuchał).
                                                    Tak właśnie płynęło sobie zycie Strzygi-już-nie-niewolnicy, kiedy to na
                                                    horyzoncie pojawił się bliżej niezidentyfikowany statek handlowy, na pokładzie
                                                    którego jakaś nieznajoma postać skakała do góry i darła się w niebogłosy. Ten
                                                    głos wydał się Strzydze znajomy, ale była pewna, że to nie może być Ronja. A
                                                    jednak była.
                                                    - Strzyga, gdzie jest moja psiapsiółka Strzyga - zakrzykneła Ronja wyskakując
                                                    na brzeg - najukochańsza, gdzie jesteś?
                                                    - To ja - powiedziała jakaś czarna postać - Ronieczko cho no tu i uściskaj
                                                    mnie z całej siły!
                                                    Ronja spojrzała podejrzliwie, ale instynktonie wyczuła, ze to musi byc ona.
                                                    Smiechów i chihów nie było końca. Wódz wioski wyprawił wielką tygodniową
                                                    imprezę i nawet chciał Ronje za trzydziestą czwartą żonę wziąć, ale ta odmówiła
                                                    mówiąc ze jej serce bije dla innego. Gero ze Strzygą spojrzeli po Ronji bo za
                                                    cholere nie wiedzieli o kogo chodzi.
                                                    - Chodzcie, musimy płynąć, za niedługo spotkanie na wyspie z Nemo i Atreyu.
                                                    Widzieliśmy, że znaleźli już Thomasa - zawołał lekko skacowany po imprezie Gero.
                                                    - Tak jest, płyńmy - zapaliła się Ronja, co wydało sie zgromadzonym dziwne, bo
                                                    Ronja uważana była za niepalną.
                                                    Kiedy dopływali do wyspy, dzie umówione było spotkanie, zauważyli przycumowany
                                                    statek Nemo, a na brzegu trzech opalających sie facetów. Wydawało sie, ze
                                                    wszystko sie dobrze układa. Tymczasem, na brzegu czekała na nich niemiła
                                                    niespodzianka...
                                                  • Gość: Str. Re: opowiesci ze szkalnej gory IP: *.wardynski.com.pl 24.08.01, 11:27
                                                    ...na leżakach zamiast Nema, Atreyu i Thomasa leżały ich ubrania, wypchane
                                                    morską trawą w ten sposób, że z daleka wyglądały jak żywe osoby. Na wyspie
                                                    panowała martwa cisza. Gero, Ronja i Strzyga popatrzyli po sobie.
                                                    - Coś mi tu nie gra - Gero zmarszczył nos. Rozejrzał się czujnie i ruszył wgłąb
                                                    tropikalnego lasu. Skradał się jak rasowy Indianin, dla dodania sobie animuszu
                                                    przysłonił nawet usta ręką i zrobił indiańskie "u-u-u", ale szybko się
                                                    zorientował, że to może zdradzać, że się zbliża i przestał. Ronja
                                                    niespodziewanie zalała się łzami. Strzyga zaczęła ją pocieszać, ale Ronja nie
                                                    mogła wykrztusić ani słowa. W końcu wystękała:
                                                    - Bo ja go koooooooocham!
                                                    - Ale kogo, Ronieczko, kogo?! - chciała się dowiedzieć ogłupiała Strzyga.
                                                    Niestety Ronja szlochała na dobre i nic już nie mogła powiedzieć. Strzyga dała
                                                    Ronji chusteczkę, żeby się mogła porządnie wysmarkać, wzięła ją za rękę i
                                                    poszły za Gero. Szli tak dwa dni i dwie noce, coraz bardziej smutni, z coraz
                                                    mniejszą wiarą na odnalezienie przyjaciół. Byli już tak głodni, że Gero poczuł
                                                    się w obowiązku upolować jakiegoś zwierza, bo zjedli wszystkie dojrzałe i
                                                    niedojrzałe banany w okolicy i głód zaczął być kłopotliwy a obrus z
                                                    bajki "Stoliczku nakryj się" przestał działać bo nadżarły go mole. Zmajstrował
                                                    sobie indiański łuk i kazał dziewczynom poczekać pod dębem a sam poszedł na
                                                    polowanie. Nie wracał przez cały dzień. Ronja i Strzyga, bez zapasów alkoholu
                                                    badzo łatwo upadły na duchu.
                                                    - Co my teraz zrobimy, Ronju? Nie ma Thomasa, Nema, Atreyu, a teraz jeszcze
                                                    Gero zniknął. Kiedy spełnimy obietnicę daną Cesarzowej? Kiedy wrócimy do domu?
                                                    - Może powinnyśmy się rozdzielić i ich poszukać?
                                                    - Nie, nie zostawiaj mnie tu samej! - Strzyga wskoczyła Ronji na kolana
                                                    - Ale nie możemy tak bezczynnie siedzieć.
                                                    - No to zawołajmy ich.
                                                    - Geeeeero, hop,hop, Thomasie, Nemo, Atreyu, gdzie jesteście, hop,hop!!!!!!
                                                  • Gość: Ronja Re: opowiesci ze szkalnej gory IP: 212.244.252.* 24.08.01, 12:48
                                                    - Cze, laski! – ozwał się za nimi głęboki, dźwięczny głos.
                                                    Ronja i Strzyga, jako że były przede wszystkim kobietami odwróciły się
                                                    wdzięcznie zarumienione.
                                                    Przed nimi z dębu zwisał w całej swej okazałości opalony mężczyzna w skórze
                                                    lamparciej, Tarzan.
                                                    - No, cześć – odezwała się ostrożnie Strzyga, jako że Tarzan wyglądał tak, jak
                                                    by lekarz nie kazał mu się w niczym sprzeciwiać.
                                                    - Co tu robicie, dziewczyny? Może poimprezujemy? Mam tu małą chatkę na drzewie,
                                                    gdzie możemy się zabawić!
                                                    - W sumie czemu nie, proszę pana! – dygnęła grzecznie Ronja. – Bo my się
                                                    zgubiłyśmy w drodze ze szkoły do domu, a mama miała nas odebrać z autobusu i
                                                    kupić po lizaku!
                                                    - Eee – skrzywił się Tarzan, ponieważ był mężczyzną normalnym i nie lubił
                                                    nieletnich, kontakty z którymi groziły prokuratorem. – To może czekajcie dalej
                                                    na swoją mamę? – zaproponował.
                                                    - Ale pan nam musi pomóc! – tupnęła nogą Stzryga po porozumiewawczym mrugnięciu
                                                    Ronji. – Oprócz nas zgubili się także nasi braciszkowie! Proszę nam pomóc, bo
                                                    zawołam policjanta i mu powiem, że nas pan molestuje. SEKSUALNIE. Panie
                                                    właaadzooooooo!
                                                    - Dobrze, dobrze, chodźcie, poszukamy waszych braci – skapitulował Tarzan.
                                                    I udali się na poszukiwania.
                                                  • Gość: thomas Re: opowiesci ze szkalnej gory IP: *.*.*.* 24.08.01, 14:19
                                                    Tarzan z grubsza wiedział, gdzie trzeba szukać zaginionych. Po drugiej stronie
                                                    wyspy znajdowała się Wioska Kobiet i na 100% wiedział, że jeżeli gdzieś poszli,
                                                    to na pewno tam. Ronja i Strzyga domyślały się, że na Atreyu i Thomasa taka
                                                    zachęta mogła zadziałać, ale Nemo?
                                                    Do Wioski trzeba było się przedzierać przez dżungle, ale Tarzan miał w tym
                                                    doświadczenie, zaraz zaczął szkolić dziewczyny jak sie poruszac na lianach.
                                                    Podczas szkolenia dziewczyny jednak bardziej interesowały się tym, co z dołu
                                                    mogły zobaczyć pod przepaską biodrową Tarzana niż techniką skoków. Ronja była
                                                    pod wrażeniem, ale Strzyga nie była zachwycona
                                                    - Thu, taki mały jakiś - powiedziała do Ronji na tyle cicho, że Tarzan nie
                                                    usłyszał.
                                                    - No dziewczyny, wskakujemy na linki i dalej, skaczemy. Do wioski lianostradą
                                                    numer 4, skaczcie wzdłuż czerwonych strzałek.
                                                    Ronja ochoczo wspięła się na drzewo, Tym bardziej było jej przyjemnie, że
                                                    wspinała się tuż za Tarzanem i miała jego tyłek przed samym nosem.
                                                    - Mniam, mniam - pomyslała i aż sie oblizała na samą mysl co by sie mogło
                                                    zdarzyć! Nie wytrzymała, i ugryzła go w tyłełek.
                                                    - Aaaa - zakrzyknął Tarzan. Tak sie biedaczysko wystraszył, ze spasł na ziemie
                                                    i omało karku nie złamał.
                                                    - Nie, ja sie bede musiał po tym wszystkim poddac jakiejs terapii - powiedział
                                                    do siebie - o, już mi oko lata.
                                                    Strzydze wspinanie na drzewo nie dawało tyle radości, bo właziła za Ronją i jej
                                                    tyłek miała przed nosem.
                                                    Podróż na lianach nie była przyjemna. Dziewczyny raz po raz spadały na ziemie.
                                                    Jak dotarli do Wioski Kobiet, były całe w siniakach.
                                                    Przy wejsciu do wioski stał wielki Różowy Słoń.
                                                    - To na pewno strażnik - powiedziała Strzyga.
                                                    - A zobacz tam! - wskazała zgrabnym ruchem ręki Ronja - Przecież to...
                                                    - Johnny Bravo! - zakrzyknął Tarzan - Co one mu zrobiły?
                                                    I rzeczywiscie, Johnny nie wyglądał najlepiej. Jak mu sie blizej przyjzeli,
                                                    doszli do wniosku ze nie zyje i to od dawna. Nagle zauwazyli jak na wpół nagie
                                                    kobiety zaczęły wzrucać Nemo, Atreyu i Thomasa do wielkiej balii z wodą.
                                                    - No tak - zadumał się Tarzan - po co tu przyłazili. Przecież wiadomo, że do
                                                    Wioski faceci nie mają wstępu. One ich ugotują i na obiad zjedzą!
                                                  • Gość: Str. Re: opowiesci ze szkalnej gory IP: *.wardynski.com.pl 24.08.01, 15:08
                                                    Kiedy się lepiej przyjrzeli okazało się, że kociołek z wodą pełen był mydlin, w
                                                    których moczył się Thomas. Gdy tylko wychylał głowę żeby zaczerpnąć powietrza
                                                    muskularna kobieta waliła go pałką po głowie wrzeszcząc na całe gardło:
                                                    - Siedź tam, brudasie i wymocz się porządnie!
                                                    Obok kociołka stał nieruchomo Nemo – miał rozpostarte ręce, na których wisiało
                                                    mokre pranie. Najwyraźniej służył w wiosce za wieszak. Za zakrętem w równie
                                                    nienaturalnej pozie tkwił Althaju (czy jak mu tam); na jego głowie umieszono
                                                    lampę gazową i prezentował się jako gustowna latarnia - w obu rękach trzymał
                                                    wazony z kwiatami. Kiedy na Johnym Bravo usiadły dwie kobiety nasi przyjaciele
                                                    zrozumieli, że ten z kolei pełni funkcję kanapy!
                                                    - A to dopiero! – zarżała Strzyga – w końcu ktoś wpadł na pomysł, żeby
                                                    wykorzystać do czegoś mężczyzn!
                                                    Wszędzie uwijały się kobiety. Wyglądało na to, że się do czegoś przygotowują,
                                                    bo krzątały się całkiem żwawo. Do Strzygi i Ronji podeszła jedna z nich z
                                                    plakietką „Senior Manager” i wskazując na Tarzana powiedzała:
                                                    - Witajcie, siostry. No, gratuluję, ten jest całkiem dorodny. Na co go chcecie
                                                    przeznaczyć?
                                                    Ronja i Strzyga wybuchnęły śmiechem, co później Tarzan wypominał im latami.
                                                    - Halo, proszę się przesunąć!
                                                    Za ich plecami przejeżdżał kamerzysta i dźwiękowiec. Na kamerze była
                                                    nalepka „Seksmisja – remake”.
                                                    - Strzyga, gdzie my jesteśmy?! – Ronja złapała się za głowę.
                                                  • Gość: Ronja Re: opowiesci ze szkalnej gory IP: 212.244.252.* 27.08.01, 11:27
                                                    ... i otworzyła oczy.
                                                    - Ała! Jak mnie głowa boli! – zajęczała trzymając się za głowę. Rozejrzała się
                                                    wokoło. Obok ujrzała leżącą na wznak Strzygę przytuloną do stopy Gera, albowiem
                                                    alchemik spał dokładnie na odwrót z głową obok stóp Strzygi i nogami w jej
                                                    ramionach.
                                                    - Boże. Co my wczoraj wypiliśmy? Co oni palili? Ależ miałam wizje...
                                                    - Co mówisz, mała – zamruczała Strzyga, otworzyła oczy i odepchnęła z
                                                    obrzydzeniem nogi Gera, na który to gwałtowny ruch właściciel kończyn obudził
                                                    się.
                                                    - Cześć, dziewczyny – uśmiechnął się szczęśliwie do swoich erotycznych snów,
                                                    nieświadomy, co go czeka, gdy ruszy głową, albo co gorsza podniesie się tak,
                                                    jak Ronja.
                                                    - Gero, co my wczoraj piliśmy??? – spytała go dramatycznie Ronja.
                                                    - Chyba coś bardzo dobrego i wysokoprocentowego – zaśmiał się błogo Gero i
                                                    skoczył na równe nogi gotowy zacząć nowy dzień przysiadami. W tym momencie
                                                    rzuciło go nieco na bok i zwaliło z powrotem na ziemię.
                                                    - Co ten cholerny murzyński kacyk nam dał? – ryknął.
                                                    - Nono,- zaoponowała Strzyga przywykła od tych dwóch miesięcy do murzyńskich
                                                    trunków – Tylko nie cholerny. Bardzo przyzwoity człowiek. Nie uwiódł mnie,
                                                    tylko się oświadczył. A wczoraj oświadczył się rękę Ronji.
                                                    - Nieeee! – zawyła Ronja – I co mu powiedziałaś?!?!?
                                                    - Zobaczysz.
                                                    - Zobaczę jak Gero wyczaruje jakiegoś klina, bo znów mnie najdą te wizje, że
                                                    lądujemy na jakiejś wyspie, Thomas, Nemo, Atreyu nie dają się odnaleźć, ja
                                                    gryzę w tyłek jakiegoś faceta w tyłek, a w wiosce pełnej kobiet mieszka Sthur z
                                                    Seksmisji.
                                                    - Dobra, uwaga! – krzyknał Gero i wypowiedział w jakimś dziwnym narzeczu
                                                    zaklęcie i wszyscy odetchnęli z ulgą. Popodnosili się na nogi wciąż nie wierząc
                                                    własnemu szczęściu i ruszyli pożegnać się z królem wioski. Dzięki swoim
                                                    dyplomatycznym zdolnościom wyperswadowali królowi plany matrymonialne związane
                                                    ze Strzygą i Ronją i powędrowali w siną dal.
                                                    Dzień mijał za dniem, noc ścigała noc, lato powoli zmieniało swoją szatę na
                                                    jesienną, więc co mroźniejszymi nocami tulili się do siebie przeklinając
                                                    wczesne przymrozki. Pewnego wieczoru, gdy wieczór był nawet ciepły siedzieli
                                                    przy ognisku i wspominali dawne czasy, gdy nagle powiało nagłym nawet jak na
                                                    zbliżającą się jesień mrozem. Rozległ się tętent i z ciemności wyłonił się
                                                    ośnieżony zaprzęg reniferów wioząc na saniach otuloną gronostajami kobietę.
                                                    Zaprzęg nie zatrzymał się, tylko owionąwszy ich mrozem i okruchami śniegu
                                                    pomknął dalej, wydało im się jedynie, że kobieta siedząca w saniach podniosła
                                                    do ust. rękę, jakby ich chciała pozdrowić pocałunkiem i zdmuchnęła z dłoni
                                                    srebrny puch. Lecz było to zapewne złudzenie...
                                                    Tętent ucichł równie nagle, jak go usłyszeli, toteż wydawało się, że po prostu
                                                    zasnęli na chwilę, zwłaszcza że lepiej przyznać się do zaśnięcia, niż do takich
                                                    wizji...
                                                    - Auu! – jęknął Gero i chwycił się za serce. – Coś mnie ukłuło.
                                                    - Gero! Co się stało ? – krzyknęły chórem Strzyga z Ronją.
                                                    Nagle z ciemności wyłonił się Thomas.
                                                    - Thomas!!! Skąd się tu wziąłeś?
                                                    - Długo by opowiadać! Zostawmy sobie na tę opowieść jakąś imprezkę na zamku!
                                                    Usłyszałem krzyk Gera. Co się stało?
                                                    - A co z Nemo i Atreyu?
                                                    - Czekają na nas na wyspie. Ja wyszedłem wam naprzeciw. Gero, co ci?
                                                    - Nic, jakiś owad musiał mnie użreć – odparł spokojnie Gero i spojrzał na nich
                                                    lodowatym, jasnym spojrzeniem, które zmroziło im krew w żyłach...
                                                  • Gość: thomas Re: opowiesci ze szkalnej gory IP: *.*.*.* 27.08.01, 13:28
                                                    Gero był jakiś nie swój. Nigdy nie lubił Thomasa, ale i tak wszystkim wydało
                                                    sie nienaturalne ze zamiast sie z nim po ludzku chociaz przywitac (nikt nie
                                                    kaze mu go kochac) kopnał go w kostke i napluł na głowę smiejac sie przy tym
                                                    bezczelnie i złowrogo.
                                                    - Ronja - szeptem zagadnęła Strzyga - co mu? Przciez sie znalezlismy i zaraz
                                                    spotkamy sie z Nemo i z Atreyu, a on nawet z gąsiorka nie chciał pociągnąć...
                                                    - Tej, tez sie zastanawiam - Ronja popadła w zadumę. - Musimy go jakoś
                                                    rozkręcić, wybadac o co idzie.
                                                    Jednak rozkręcanie Gera przyniosło wyłącznie efekt w postaci resztek obiadu na
                                                    ubraniach obu rozkręcających. Gera dopadła Nicość... Przestało mu zależeć.
                                                    Zapomniał o swoim ukochanym Baltazarze, nie pamietał tych ton kurczaków, które
                                                    pałaszował razem z przyjaciółmi. Przepadło - wszystkie zaklęcia i, co
                                                    najgorsze, szyfr do gerowej piwniczki.
                                                    - Strzyga - powiedział cicho acz stanowczo i donosnie Gero. Ta odwróciła sie
                                                    po woli na pięcie w stronę alchemika. Przeszył ją niezrozumiały i
                                                    niewytłumaczalny dreszcz, cała zatrzęsła się z zima. Oczy zaszły jej mgłą i
                                                    kiedy znowu spojrzała na Ronje i Thomasa... To już nie była ona.
                                                    - Szybko, musimy cos zrobic - zakrzyknął zdenerwowoany Thomas - Ronja dawaj
                                                    okulary przeciwsłoneczne Atraksa, widziałem jak je za pazuchą chowałaś!
                                                    Ronja posłusznie wyciągnęła dwie pary lustrzanek. Byli bezpieczni, ale co
                                                    bedzie z Gerem i Strzygą?
                                                    - Wsiadaj na statek a wartko. Zrzucaj grota, kurs na wyspę, musimy jak
                                                    najszybciej stąd odpłynąć. Jest jeszcze szansa - tajemniczo powiedziała Ronja...
                                                  • Gość: Str. Re: opowiesci ze szkalnej gory IP: *.wardynski.com.pl 28.08.01, 09:32
                                                    - No chyba ich tak nie zostawimy? - Thomas był niespokojny
                                                    - Obawiam się, że musimy. Tu na wyspie nic im się nie stanie a my musimy szybko
                                                    znaleźć kwiat paproci, ale to nie ta strefa klimatyczna. Tylko on moze im pomóc.
                                                    - Ronja, ale to nie ta bajka! Gero i Strzyga zlodowacieli, coś zmroziło ich
                                                    uczucia, nie pamiętasz, która to bajka i jak się skończyła?
                                                    - Ni cholery - Ronja skupiła się bardzo mocno ale setki litrów wypitego
                                                    alkoholu zrobiło swoje i szare komórki Ronji nie pracowały już jak kiedyś.
                                                    Podobnie było z mózgiem Thomasa. Wtedy kieszeń Thomasa zaczeła podskakiwać.
                                                    - O, to pager Gera - Thomas zrobił się czerwony jak burak. Jakiś czas temu
                                                    pożyczył sobie od Gera jego pager, bo strasznie mu się podobał ale zapomniał go
                                                    oddać - ktoś nadał wiadomość... To od Baltazara!
                                                    Baltazar próbował ustalić, gdzie jest Gero. Wysłali mu informację dotyczącą
                                                    swojego położenia i po niespełna godzinie, w czasie której kosztowali upędzony
                                                    naprędce z liści palmy bimber i próbowali sobie przypomnieć zakończenie bajki,
                                                    Baltazar nadleciał. Kiedy się już przywitali opowiedzieli mu o swoich
                                                    kłopotach. Baltazar zmartwił się bardzo losem swojego Gero i chciał natychmiast
                                                    go zobaczyć. Powstrzymali go siłą bo nie mieli trzeciej pary okularów i bali
                                                    się, że Baltazar też im zlodowacieje.
                                                    - A ty Baltazar nie pamiętasz jak się ta bajka skończyła? - Ronja przechyliła
                                                    gąsiorek z bimbrem do góry nogami, żeby wysączyć z niego ostatnie krople...
                                                  • Gość: Ronja Re: opowiesci ze szkalnej gory IP: 212.244.252.* 28.08.01, 13:22
                                                    - No, jasne, że wiem. Już wam mówiłem, że kiedy wy piliście, ja czytałem
                                                    wszystkie zgromadzone przez Gera książki. Bajki też. Coś tam było z Kajem czy z
                                                    Gerdą...
                                                    - No, ale co, ale co? – zaciekawili się Ronja z Thomasem.
                                                    - Ta Kaja, nie, tfu, ten Kaj, wróć, ta Gerda lazła gdzieś przez jakieś krainy,
                                                    jakieś kruki czy wrony mi się kojarzą, że jej pomogły albo przeszkodziły...
                                                    - Ej, może jaśniej, jaśnie panie. Zdecyduj się na jakąś wersję.
                                                    - A co Ci to zmieni? Myślisz, że trafisz do tych wron?
                                                    - A nie? Dobra, nieważne – zrezygnowała z tłumaczenia Ronja – I co dalej się z
                                                    nią stało?
                                                    - Doszła do krainy Królowej Śniegu...
                                                    - Aaaa, faktycznie ktoś taki był. Pamiętam że to był strasznie długa bajka, jak
                                                    na Andersena.
                                                    - No, i tam jakoś odczarowała tego Gerda, tfu, Kaja. Swoim gorącym sercem i
                                                    łzami.
                                                    - Acha. – Ronja z Thomasem popatrzyli na siebie niepewnie.
                                                    - Ty Ronja, masz gorące serce?
                                                    - A cholera go wie. 36 i 6 o ile mi wiadomo, a w porywach o stopień więcej. A
                                                    ty łzy?
                                                    - A po co mam płakać?
                                                    - No to co? Gwizdniemy na Gera?
                                                    - Coooooo??? – ryknął Balatazar.
                                                    - No, bo tego, nie umiemy zagłosować, kto ma zostać Gerdą. Brak nam
                                                    nieparzystej liczby głosujących.
                                                    - To ja zagłosuję z wami – powiedział Baltazar patrząc się dziwnie na Ronję.
                                                    - Oj, to może lepiej nie. Może chodźmy razem. W sumie co nam szkodzi. Do łez
                                                    znajdziemy kogoś po drodze. No, Thomasie, wykaż się swoją extra-wiedzą na temat
                                                    stron świata, wyżów i bieguna północnego.
                                                    Zmienili kurs i popłynęli w kierunku Krainy Wiecznych Mrozów.
                                                    Tymczasem Gero i Strzyga...
                                                  • Gość: thomas Re: opowiesci ze szkalnej gory IP: *.*.*.* 28.08.01, 15:00
                                                    ... siedzieli bezczynnie wpatrzeni w siebie tepym, ogłupiałym wzrokiem. Strzyga
                                                    wyglądała jak zywy trup, zniknal gdzies ten podbrodek wysuniety prowokacyjnie
                                                    do przodu, ten szelmowski usmiech i swiecace sie na samą mysl o popijawach
                                                    oczy. Nawet włosy do tej pory pałętające sie jej bezwiednie po całej twarzy
                                                    zawisnęły w niemym akcie rozpaczy. Gero powiesił wzrok na lewym uchu Strzygi.
                                                    Nie wiadomo, czy tak przypadkiem, czy zaciekawiła go ta żółta substancja
                                                    występująca w jej uchu zdecydowanie w nadmiarze. Strzyga nigdy nie myla uczu bo
                                                    bała sie przeciągów, a nie zawsze łatwo było znalezc jakąś watę czy zatyczki do
                                                    uczu. Zresztą dzieki temu mogła często udawac, ze kogos nie slyszy, co niekiedy
                                                    bardzo ułatwiało jej zycie. Tak mijały dni i noce. Gera i Strzygi nic nie
                                                    obchodziło, na niczym im nie zależało. Tak własnie działa Nicość.
                                                    Mirinda z Rumorem nie posiadali sie ze szczęścia kiedy dowiedzieli sie ze
                                                    Nicosc dopadła już dwojkę uciekinierów. Jednak nadal nie było Ronji i Thomasa,
                                                    wiec jeszcze troche do szczescia im brakowało. Na mysl o tym, ze Thomas tez
                                                    bedzie wyglądał jak Strzyga i Gero, Mirinde zabolało w sercu, ale szybko
                                                    połknęła tabletke walium i wszystko wróciło do normy.
                                                    Po wilu dniach niebezpiecznej i wyczerpującej podrózy Ronja i Thomas dopływali
                                                    do celu...
                                                  • Gość: Str. Re: opowiesci ze szkalnej gory IP: *.wardynski.com.pl 28.08.01, 16:53
                                                    Przed nimi pojawiła się kraina cała pokryta śniegiem. Nad wszystkim górował
                                                    piękny, lśniący, potężny zamek.
                                                    - Zupełnie jak Geruniowy – Ronji zebrało się na wspomnienia.
                                                    Miała trochę kłopotu z Thomasem, który tak źle znosił podróż do Krainy Zimna,
                                                    że cały czas dolewał sobie do herbaty z gąsiorka z bimbrem z liści palmowych. W
                                                    końcu wstawił się zupełnie i chwiał się na nogach, za to humor mu dopisywał:
                                                    - Jingle bell, jingle bell, jingle all the way! – darł się Thomas w
                                                    bożonarodzeniowym klimacie.
                                                    W końcu usiadł na śniegu i powiedział, że tu zostanie i ulepi bałwana. „Upił
                                                    się kompletnie” pomyślała Ronja i kazała Baltazarowi mieć oko na Thomasa a sama
                                                    poszła w kierunku zwodzonego mostu. Okazało się, że w zamku wydzielono
                                                    specjalną poczekalnię dla petentów mających sprawę do Królowej więc Ronja
                                                    pokornie ustawiła się w kolejce. W końcu nadeszła jej kolej. Ronję wprowadzono
                                                    do wielkiej sali przedzielonej szkłem na pół – zupełnie jak sala widzeń w
                                                    więzieniach. Nie można było jednak zobaczyć osoby siedzącej po drugiej stronie,
                                                    bo w petenta skierowano oślepiające światło. „KGB czy jak” pomyślała Ronja i
                                                    odchrząknęła. Wyłuszczyła Królowej całą sprawę. Królowa milczała. Ronja zaczęła
                                                    się zastanawiać, czy tam po drugiej stronie w ogóle ktoś jest, kto jej słuchał
                                                    gdy strażnik otworzył drzwi.
                                                    - Jeśli nie będzie go pani pilnować nie ręczę za siebie! – burknął i popchnął
                                                    Thomasa, który upadł przed Ronją i utkwił nosem w jej kolanach
                                                    - A co ty takiego zrobiłeś, Thomasku? – spytała zatroskana Ronja
                                                    - Wysikałem na śniegu przed zamkiem „Szklana Góra forever” – wymamrotał Thomas
                                                    i zasnął.
                                                    Ronja zastukała w szybę.
                                                    - Halo, Królowo!...
                                                  • Gość: i Re: opowiesci ze szkalnej gory IP: *.unknown.uunet.be 29.08.01, 11:02
                                                    - Zajete!- ryknela Krolowa zza sciany, po czym dalo sie slyszec dluuuuuugie
                                                    pyyyyyyyrk i w koncu glosne plum!
                                                    Ronja jednak niecierpliwila sie coraz bardziej, przestepujac z nogi na noge. I
                                                    patrzac zazdrosnie w strone wyluzowanego, wciaz siedzacego na podlodze obok
                                                    Thomasa.
                                                    - Juz nie moge – zniecierpliwila sie Ronja – Krolowo odpowiadaj!
                                                    - No dobra, dobra, powiedziala juz spokojniej krolowa, chyba juz wszystko ze
                                                    mna ok – po czym dal sie slyszec przeciagly "aaaaaaaaajjjjjjjaaaaaauuuuu" i
                                                    jednym zrecznym kopniakiem rozbila gruba szybe stajac przed nimi, a jej oblicze
                                                    rozswietlal wielki usmiech.
                                                    Ronja i Thomas spojrzeli na siebie ze zdziwieniem i niedowierzaniem. "Ty Ronja
                                                    ale wlasciwie o co chodzi?"- wydusil z siebie ledwo zywy Thomas, patrzac na
                                                    piekna Krolowa ubrana w kimono i przewiazana 10 czarnymi pasami.
                                                    - Juz wam mowie! - wykrzyknela siarczyscie krolowa, az kropelki sliny
                                                    rozprysnely sie po calej komnacie - ja po prostu, od dwoch tygodni mialam
                                                    problemy z wyproznieniem i twarz mi az zastygla w konwulsyjnym skrzywie. Na
                                                    szczescie mam juz to za soba. Powtorz dziewko co mowilas, bo Cie nie
                                                    zrozumialam, za bardzo bylam skupiona ostatnimi czasy.
                                                    Ronja szybko strescila problem, po czym Krolowa wybuchla sierczystym smiechem. -
                                                    - Hahahahahahahaaaaaaaaaa. Pomyleczka...to nie Nicosc dopadla twoich ziomkow to
                                                    zatwardzenie.
                                                    - Wez to pudeleczko sliwek i butelczyne sliwowiczki i zapomnij o problemie.
                                                    Ronja ogromnie zdziwiona, z otwarta gebula, z ktorej juz kapala slina, na sam
                                                    dzwiek slowa sliwowiczka, zlapala pudelko sliwek i antalek z trunkiem, po czym
                                                    jednym, zwinnym ruchem schowala calosc za pazucha. Thomas w tym czasie staral
                                                    sie podciagnac jakostam, aby znalesc sie we wlasciwej pozycji, umozliwiajacej
                                                    mu poruszanie sie, ale mu to nie szlo.
                                                    Ronja chwycila go wiec w pol i szybkim ruchem, zgrabnie zarzucila go przez
                                                    ramie i posuwistym krokiem, machajac Krolowej na dowidzenia, ktora w tym czasie
                                                    tanczyla w rytmie "el condoe passa" i spiewala "najlepsze sliwki to sniegowy
                                                    *plams mniams mniams mniams", wybiegla z zamczyska.

                                                    * zapis zgodny z wymowa
                                                  • th0mas Re: opowiesci ze szkalnej gory 29.08.01, 11:56
                                                    RONJA
                                                    Nie czytając odcinka "I", wpisuuę Wam swój tutaj:
                                                    - Dobra, koniec zabawy! - odezwał się donośny dźwięczny głos i lustro weneckie
                                                    odpłynęło w górę.
                                                    Oczom Ronji ukazał się okrągły stół, a za nim na lodowych fotelach siedzieli i
                                                    obżerali się w najlepsze Gero, Strzyga, Mirinda i śnieżnobiała pani, którą
                                                    widzieli w niesamowitym widzeniu na saniach zaprzęgniętych w renifery.
                                                    - No i jak Ronju i Thomasie, hm - piękna pani w bieli spojrzała na Thomasa
                                                    zwiniętego w kłębuszek na podłodze i poprawiła się - No jak Ronju? Jak widzisz,
                                                    twoim przyjacioło nie jest tutaj tak źle, jak myślałaś. Dobrze się czują, mają
                                                    doborowe towarzystwo. Prawda, Gero? Prawda, Strzygo?
                                                    Gero powoli odwrócił się do Ronji twarzą i wpił w nią zimne okrutne spojrzenie.
                                                    Uśmiechnął się przy tym drapieżnie, wzniósł do góry srebrny kielich i
                                                    powiedział:
                                                    - Twoje zdrowie, kochana wiecznie się o wszystkich troszcząca Ronju!
                                                    - Nie napijesz się z nami, Ronju? Tak jak dawniej! - Strzyga wychyliła się zza
                                                    Gera i popatrzyła na Ronję przejrzystymi chłodnymi tęczówkami, a potem wstała
                                                    od stołu i pociągnęła Ronję za sobą - No, chodź! Przecież ciebie nigdy nie
                                                    trzeba zapraszać do stołu! - i wepchnęła jej w dłoń kielich z płynem podobnym
                                                    do rtęci. Ronja zapatrzyła się w swe odbicie w kielichu, z którego spoglądały
                                                    na nią rozjaśniające się lodowatym błękitem oczy.
                                                    - ...i beczułka wina... - zamamrotał donośnie Thomas i podrapawszy się po
                                                    brzuchu przewrócił się na drugi bok. Zaraz podniósł niemrawo głowę i oznajmił
                                                    ze skargą - Zimno tu, jasny gwint!
                                                    Ronja otrząsnęła się, popatrzyła na Thomasa i odepchnęła od siebie Strzygę.
                                                    Cofnęła się pod ścianę i oparła plecami o chłodne kafle. Spoglądała
                                                    rozszerzonymi przerażonymi oczami na zebranych wokół stołu ludzi i na Thomasa
                                                    moszczącego sobie gniazdko ze swetra.
                                                    - Ja nie rozumiem, nie rozumiem, co się dzieje... - dziwiła się jak dziecko. -
                                                    Ronju - odezwała się najcieplejszym głosem, na jaki było ją stać, biała pani
                                                    - Co tu rozumieć? Jestem Królową Śniegu, niektórzy nazywają mnie również
                                                    Nicością. Gero i Strzyga wybrali życie przy mnie, jest dużo łatwiejsze i
                                                    wygodniejsze niż to które wy prowadzicie. Nie ma tu strachu, nie ma nienawiści,
                                                    nie ma dążeń do nieosiągalnych celów, nie ma miłości, przynajmniej tej
                                                    bezsensownej uduchowionej, ale jest ta cielesna, wszyscy się lubią. Od czasu do
                                                    czasu tylko głosujemy, kto przedostanie się do prawdziwego świata trochę
                                                    powkurzać ludzi, Cesarzową, przynieść kilka nowych ofiar, rozsypać okruchy
                                                    Zwierciadła Zła. Oni wybrali. A Ty?
                                                    - Wybrali? - spytała bezradnie Ronja - Co to był za wybór? Czy ktoś się ich o
                                                    zdanie pytał???
                                                    - Spytaj, jeśli chcesz? - Królowa uśmiechnęła się prawie czule do Strzygi i
                                                    Gera. Tym razem podniósł się Gero, podszedł do Ronji, objął jej ramiona i
                                                    zaczął prowadzić powoli do stołu. Nie odrywał przy tym od niej wzroku i mówił
                                                    cichym drążącym umysł głosem:
                                                    - Chodź, Ronju, usiądź z nami przy stole, a stanie się to, co nieodwracalne.
                                                    Już zawsze będziemy razem. Nie opieraj się. Nie oparła ni się Strzyga. I ty się
                                                    nie oprzesz... - w ustach błysnęły mu bardziej ostre niż zwykle zęby i Ronja
                                                    wzdrygnęła się. Zebrawszy wszystkie siły oderwała wzrok od oczu Gera i wyrwała
                                                    mu się. Roześmiał się złym śmiechem i odwrócił do Królowej - Twarda sztuka!
                                                    Wbij jej w serce zły okruch i będzie po sprawie.
                                                    - Dobra - zrezygnowała biała pani i zadzwoniła na służbę.
                                                    - Thomasie! - Ronja dopadła śpiącego na podłodze Thomasa, który jak to z
                                                    alkoholikami w mroźne dni niestety bywa już powoli zaczął odpływać w stronę
                                                    Krainy Wiecznych Łowów i było mu tak dobrze i ciepło... - Obudź się, do jasnej
                                                    cholery!!!
                                                    - Ronja! - otworzył oczy i podniósł głowę Thomas - Nie krzycz tak! Co się
                                                    dzieje! O, - spojrzał na stół i ucieszył się - Strzyga i Gero! I Mirinda!!!
                                                    Chodź się z nimi napijemy! - podniósł się na kolana.
                                                    - Thomasie! - zaszeptała mu w ucho Ronja - Oni są już po tej złej stronie. I
                                                    chcą nas też tam przenieść!
                                                    - Co ty powiesz! To co my zrobimy? Uciekajmy! - zerwał się gorliwie zaaferowany
                                                    Thomas.
                                                    - Idioto! Jak się ruszymy, powbijają nam w serca okruchy zła!
                                                    - Przynieście okruchy zła dla jednej osoby i za jakieś 10 godzin- Królowa
                                                    spojrzała niechętnie na Thomasa - szykiujcie dla drugiej.
                                                    - Ronju! - zaszeptał gorączkowo Thomas - A próbowałaś z tym gorącym sercem i
                                                    łzami?
                                                    - Sam se spróbuj! Idź spójrz Gerowi w oczy, on patrzy tak, że ręczę że
                                                    przestaniesz być hetero...
                                                    - Cholera!
                                                    - Mać.. Mać... Mać... - odezwało się echo z przyzwyczajenia.
                                                    - Czekaj, Thomasie, ona kazała przynieść okruchy tylko dla jednej osoby. Dla
                                                    ciebie nie ... Dlaczego... Thomasie, okruchy nie działają na pijanych! -
                                                    szepnęła gwałtownie - Zostało Ci jeszcze trochę wina!!! Błagam, cię, Boze,
                                                    niech będzie tak, że on nie wypił wszystkiego, bo inaczej wbiję mu zęby w żyłę
                                                    i utoczę mu trochę promili! - popatrzyła błagalnie w niebo.
                                                    Thomas pogrzebał w plecaku i triumfalnie wyciągnął gąsiorek napełniony w 1/3
                                                    winem. Ronja złapał go i przytknęła do ust.
                                                    - Nieeeeeeeeeeeee!!! - krzyknęła strasznym wbijającym się boleśnie w mózg
                                                    krzykiem królowa.
                                                    Ronja skończyła pić, roztrzaskała butlę o ścianę i zerwała się:
                                                    - Thomasie!!! Do broni! Za nasze życie!!!
                                                    Thomas podniósł się, zachwiał, miotnęło nim nieco, ale podtrzymał się szlufki
                                                    od spodni Ronji i dobył miecz...
                                                  • th0mas Re: opowiesci ze szkalnej gory 29.08.01, 12:29
                                                    - Ronja, ale o co ci chodzi - wybelkotal Thomas, to przeciez tylko zatwardzenie
                                                    - Co ty bredzisz! - wrzasnęła Ronja - jakie zatwardzenie? oni nas zaraz
                                                    wykończą, a ty mi tu jakies bzdury opowiadasz!
                                                    - No ale - bronił sie Thomas - no wiesz, sliwki, cos do picia, dwutygodniowa
                                                    niemoznosc oddania... - zamilkł gdy Ronja walnęła go z całej siły w pysk
                                                    - Znowu te majaki, wez sie w garsc - Ronja poprawiła z drugiej strony zeby
                                                    równo puchło, az sie Thomas wywrócił i zemdlał biedaczysko - No tak, a tego to
                                                    juz nie mozna liczyc - powiedziala do siebie.
                                                    Dokładnie w tej samej chwili zgrabnym kobiecym ruchem wskoczyła na stół
                                                    deptając pieczone kurczaki i wywaracając kieliszki z mrożoną wodą mineralną bez
                                                    bąbelków. Chwyciła Strzyge za chachoł i nim ta sie spostrzegła co sie dzieje,
                                                    na siłe otworzyła jej otwór gębowy i wlała troche thomasowego wina. Strzygi
                                                    oczy jakby się roztopiły, napłynęły krwią, włos zaczął sie rozwiewac
                                                    - Ronieczko to ty? - wybełkotała i padła na ziemie jak długa.
                                                    Kiedy Ronja chciała doskoczyć do Gera, drogę zagrodziła jej Mirinda. Dobyła z
                                                    pochwy miecz i juz miala ciac Ronje w poprzek, gdy między nimi stanął Thomas.
                                                    Miecz Mirindy trafił go prosto w głowę, przeciał ją równo na pół, potem sie
                                                    trochę Mirindzie omsknął i skręcił w prawo, by w końcu wyjść z Thomasa gdzies w
                                                    okolicy prawego biodra.
                                                    Mirinda gwałtownie pusciła miecz, nagle straciła równowagę, nogi się pod nią
                                                    ugieły i upadła na kolana.
                                                    - Co ja najlepszego zrobiłam - załkała - przecież ja... - nie dało się
                                                    dosłyszeć ciągu dalszego, bo się rozbeczała na dobre.
                                                    Ronja w tej samej chwili, nie tracąc cennego czasu, doskoczyła do Gera i wlała
                                                    w niego trochę wina. Historia się powtórzyła, Gero tez coś wybełkotal i padł na
                                                    ziemię. Nicość gdzieś zniknęła...
                                                    Po minucie Ronja otrząsnęła sie z amoku i spostrzegła co sie stało. Tymczasem
                                                    jeszcze ciepłe ciało Thomasa leżało na środku lodowej komnaty, a z obu części
                                                    wylewała się strumieniami gorąca czerwona krew. Już było po nim. Wiedzieli
                                                    doskonale, że na taki rodzaj smierci nie ma odtrutki - Mirinda przecięła
                                                    Thomasa lodowym mieczem Nicości. Thomas po prostu przestał isniec, zadne
                                                    zakłecie Gera nie mogło mu pomoc.
                                                    Następnego dnia pochowali Thomasa w zmrozonym do minus 276 stopni lodzie.
                                                    - Kto wie - powiedziala Strzyga - moze kiedys wynajdą jakies zaklęcie i go
                                                    powrócimy do życia - sciszyła głos.
                                                    W tej szczególnej chwili wszystkich złączyła wspolna tragedia. Mirinda, Ronja,
                                                    Strzyga i Gero wspólnie stali nad małym pagórkiem ze sniegu, pod ktorym
                                                    spoczywał Thomas. Pozniej odbyła się impreza pozegnalna, było dużo wina i
                                                    innych trunków
                                                    - Thomas tak by chciał - głos Mirindy się załamał. I tak siedzieli w ciszy do
                                                    nastepnego ranka.
                                                    Nad ranem Mirindy juz nie bylo. Gdy sie obudzili, zrozumieli, ze show must go
                                                    on i ze teraz juz w trojke bedą musieli przeciwstawic sie Nicości i Mirindzie.
                                                    Nie czekając na nic, wsiedli na statek i popłynęli na spotkanie Nemo i Atreyu,
                                                    by dalej walczyc o wolność od tyranii i ucisku...
                                                  • Gość: Ronja Re: opowiesci ze szkalnej gory IP: 212.244.252.* 29.08.01, 12:34
                                                    Thomasie!
                                                    Miałam łzy w oczach!!!
                                                    To o tym mówiłeś tydzień temu...
                                                    Ja bym dodała więćej uczucia w momencie śmierci, to zwolnione tempo, te
                                                    ostatnie spojrzenia, ten przymglony wzrok...
                                                    ale nie przejmuj się, napiszemy: Thomas jak zwykle wyszedł z przygody cało i
                                                    powieść potoczy się dalej!
                                                  • Gość: Str. Re: opowiesci ze szkalnej gory IP: *.wardynski.com.pl 29.08.01, 16:14
                                                    Ale bez Thomasa nic już nie było takie, jak dawniej. Ani przygody, które im się
                                                    przydarzały, nie były takie emocjonujące, ani smoki, które musieli pokonać
                                                    takie groźne ani wino takie słodkie. W końcu dotarli do swojej Szklanej Góry.
                                                    Piwniczka była pusta a wiatr hulał po krużgankach. Usiedli na progu i
                                                    zapatrzyli się w horyzont, nad którym zachodziło słońce. Z trzech piersi
                                                    wyrwało się westchnienie. Gero opowiedział Ronji i Strzydze o prastarej
                                                    legendzie, według której istniały gdzieś Tajemne Drzwi, przez które należało
                                                    przejść, żeby móc cofnąć czas. Bardzo wszyscy pragnęli znowu znaleźć się przy
                                                    Thomasie i odwrócić bieg wydarzeń. Niestety, nikt nie wiedział, gdzie szukać
                                                    Tajemnych Drzwi. Kiedy słońce schowało się za horyzontem cała trójka w duchu
                                                    poprzysięgła sobie, że nie spocznie, dopóki ich nie znajdzie. Gero poszedł do
                                                    swojej sypialni na samym czubku wieży a Ronja i Strzyga zaległy przed kominkiem
                                                    w jadalni na dole bo nie chciało im się wracać do lasu. Zbliżała się jesień,
                                                    noce były coraz chłodniejsze, musiały więc szczelnie otulić się skórami, żeby
                                                    nie zmarznąć.
                                                    Zdążyły tylko zapaść w sen kiedy na dworze rozległ się rwetes...
                                                  • Gość: Ronja Re: opowiesci ze szkalnej gory IP: 212.244.252.* 31.08.01, 11:02
                                                    ... Strzyga i Ronja zerwały się na równe nogi.
                                                    - Co się stało?
                                                    - Nie wiem, wydaje mi się, że ktoś bębni w bęben! – powiedziała niepewnie
                                                    Strzyga i obie podbiegły do okna. Pod bramą stał Gero i energicznie bębnił w
                                                    bęben zawieszony na lewym biodrze.
                                                    - Gero! – Ronja wywiesiła się z okna. – Co się dzieje?!?
                                                    - Złaźcie mi tu natychmiast!
                                                    - Ale jest środek nocy i my wreszcie chcemy jakąś noc przespać! Spokojnie!!! –
                                                    krzyknęła wściekle Strzyga.
                                                    - Dziewczyny! – ozwał się z boku Baltazar podlatując pod ich okno – Nie
                                                    sprzeciwiajcie mu się. Zerwał się nagle z łóżka, złapał bęben i wybiegł. Lepiej
                                                    spokojnie pójść za nim!
                                                    Stzryga z Ronją popatrzyły na siebie, złapały swetry, bo wiatr hulał zimny i
                                                    pewnie to pierwszy przymrozek już złapał. Zeszły na dół i stanęły obok Gera,
                                                    który spojrzał na nie z ogniem w oczach.
                                                    - Słuchajcie, idziemy na Wzgórze Umarłych uczcić pamięć Thomasa. Masz, Strzyga,
                                                    ty zagrasz na rogu, a ty, Ronja, przeczytasz przemówienie, które napisałem.
                                                    - Co??? Ale ja nie umiem grać na rogu – postawiła się bez przekonania Strzyga.
                                                    - A ja wołałbym zaśpiewać niż wygłaszać przemówienie. Jako dziecko śpiewałam w
                                                    chórze kościelnym... Na przykład... – urwała, gdy napotkała wzrok, jaki
                                                    skierował w jej stronę Gero. – Strzyga, to może chodźmy, co nam szkodzi?
                                                    - O, nie! – zacięła się Strzyga – Ja nie chcę brać udziału w żadnych mszach
                                                    żałobnych! Thomas tak naprawdę nie umarł! My go odczarujemy wcześniej czy
                                                    później! Koniec tej głupiej komedii! Jak w ogóle możesz tak... – tu głos jej
                                                    się załamał i zapłakała. Ronja objęła ją i spojrzała z wyrzutem na Gera.
                                                    - Jak możesz? Thomas zginął tak niedawno, wszyscy staramy się o tym zapomnieć,
                                                    a ty rozdrapujesz rany!
                                                    - Uspokójcie się! Jesteśmy mu to winni!!! Zwłaszcza ty i ja, Ronju, Thomas
                                                    zginął broniąc nas przed Mirindą! A wy się jak zwykle stawiacie!
                                                    - Bo jesteśmy trzeźwe! Bo nie mamy z kim wypić! Bo najlepszy kompan do
                                                    wypitki... – i sama się rozpłakała. Gero machnął na nie pałeczką i ruszył
                                                    przodem. Dziewczyny łkając i wycierając nosy w rękawy poszły za nim.
                                                    Nad wszystkimi polatywał Baltazar i nucił marsz żałobny.
                                                    - Baltazarze! Jak możesz! – oburzyła się wśród łez Ronja.
                                                    - Mogę, bo nie jestem człowiekiem i nie przywiązuję się do ludzi. – odparł
                                                    twardo Baltazar. – Jestem z wami, bo mi dobrze za to płacą.
                                                    - Nie rozmawiaj z tym materialistą bez uczuć – powiedziała Strzyga.
                                                    Powiało od stajni, za którymi rozkładał się wywieziony nawóz i dziewczyny znowu
                                                    wybuchły płaczem.
                                                    - Czujesz? Tak pachniał Thomas, zanim się nie zaczął myć!
                                                    - Och, nie, Ronju, nie przypominaj mi naszych najpiękniejszych przeżyć! –
                                                    ryknęła w niebogłosy Strzyga.
                                                    - Zamkniecie się wreszcie, czy nie? – wrzasnął Gero, więc zamilkły, postanowiły
                                                    nie odezwać się do niego do końca życia i takie obrażone ruszyły przodem.
                                                    Na łysym czubku zalesionego Wzgórza Umarłych wśród kamiennych pomników
                                                    prastarego cmentarza przesiadywały zawsze wilkołaki i wampiry, ale spłoszone
                                                    bębnem Gera uciekły.
                                                    Gero stanął na środku, podał Ronji rulon pergaminu, a Strzydze róg.
                                                    - Ale ja naprawdę nie umiem grać na rogu.
                                                    - To czarodziejski róg. Zagrasz melodię, którą zazwyczaj grają myśliwi ku
                                                    pamięci zwierzyny, którą upolowali.
                                                    - Ale masz skojarzenia... To raczej Mirinda powinna na nim zagrać.
                                                    - Bez dyskusji – i Strzyga myśląc w duchu, że czas chyba na nową przygodę, bo
                                                    Gero bez przygód dziwaczeje zagrała. Gdy przestała, Ronja wyjęła z uszu palce i
                                                    usłyszała zmieniony głos lekko ogłuszonego Gera:
                                                    - Hm, nie taki on jednak czarodziejski, jakim go malują... Teraz ty, Ronja!
                                                    - Thomasie! – przeczytała z uczuciem Ronja – Postawiłeś pomnik trwalszy od
                                                    spiżu! Co? – przyjrzała się z zaciekawieniem tekstowi pergaminu. – E, Gero, a
                                                    gdzie tu jest o twojej piwniczce?
                                                    Nagle z zarośli wypadł wielki kosmaty stwór z jarzącymi się czerwienią ślepiami
                                                    i orząc ostrymi pazurami ziemię zaczął biec w ich stronę złowrogo warcząc...
                                                  • th0mas Re: opowiesci ze szkalnej gory 02.10.01, 11:37
                                                    oj oj, dziewczęta! Ale sie musialem nakopac zeby bajke znalezc... ale ją
                                                    odkopalem i ze mam troche czasu dopisze kolejny odcinek :) czemu nic dalej nie
                                                    piszecie, tak pieknie bylo. tymbardziej teraz, kiedy setnego posta dopisuje. no
                                                    to napisze cos, do roboty!
                                                  • th0mas Re: opowiesci ze szkalnej gory 02.10.01, 11:52
                                                    czerwone oczy zblizaly sie w szalonym tempie do oczu Strzygi. Ronja i Gero nie
                                                    czekając na rozwoj wypadkow uskoczyli na boki i odczolgali sie od swej
                                                    towarzyszki na bezpieczną odleglosc. Tymczasem Strzyga stala jak wryta
                                                    - Strzydziu kochana, uskocz na bok bo ci ta bestia serce wyrwie i jeszcze nas
                                                    krwią ochlapie - krzyknęła Ronja
                                                    - Ta, a proszku nie mamy wiec jak te plamy spierzemy - mruknął Gero pod nosem
                                                    tak, żeby Strzyga nie usłyszała.
                                                    Wtem, czerwobooki zwierz stanął, spojrza badawczym wzrokiem na Strzygę i... Nie
                                                    mogli uwierzyć włąsnym oczom. Złowrogi pies gdzies zniknął a zamiast niego
                                                    pojawił sie dziwny, bardzo wychudzony mężczyzna o bladej i usianej zmarszczkami
                                                    twarzy. Ubrany w czarny dlugi plaszcz, niweco naddarty i nie pierwszej
                                                    czystości. Ronja, Strzyga i Gero oniemieli, patrzyli na zjawe jak stroki w piec
                                                    groszy.
                                                    - Dzien dobry kochani, jak sie macie? - zapytał cieplym, przyjacielskim glosem
                                                    - Kim... kto... co... Kim tyyyy jes-sstess? - wyjąkała Ronja
                                                    - No jak to nie poznajecie, to ja Syriusz!
                                                    Ronja spojrzala na Gera. W jego oczach malowalo sie przerazenie. Czyzby to on,
                                                    Syriusz Black, uciekinier z Azkabanu, najbardziej poszukiwany smierciozerca?
                                                    - No sie tak nie bojcie, chodzcie ze mną, w Hogwarcie potrzebują waszej
                                                    pomocy, Harry wam wszystko wytlumaczy - powiedzial, jednak na ich twarzach
                                                    nadal malowalo sie przerazenie - a u Hagrida znajdzie sie cos do wypicia -
                                                    dodal zaczepnie a oczy dziewczyn od razu sie zaswiecily. - No, a jak nam sie
                                                    uda, to moze wrocimy do zycia Thomasa...
                                                    Nie czekali dluzej, Syriusz wyciągnął rożdzke i juz mial machnąc, gdy Ronja
                                                    krzyknęła
                                                    - A co z Nemo i Atreyu?
                                                    - A tak, wiec chodzmy bnajpierw po nich, kazda pomoc sie przyda. Bo wiedzcie,
                                                    Voldemort wrocil...
                                                  • Gość: Ronja Re: opowiesci ze szkalnej gory IP: 212.244.252.* 02.10.01, 12:09
                                                    Thomasku!!!
                                                    ja świnią nie jestem, bratu książki tuż po kupieniu nie zabiorę. Dostanę ją w
                                                    swoje łapki dopiero w czwartek, :(...
                                                    A poza tym nie wiem, czy Strzyga czytała Harry'ego więc może być ciężko...
                                                    A Tobie jeak się czwarta część podobała?

                                                    Tak sobie dziś mijając Polibudę Wwską myślałam, że zaczyna się rok akademicki i
                                                    nasz Thomasek powinien się niedługo objawić...
                                                    Na ostatnim spotkaniu na szczycie wpominałyśmy się czule...

                                                    Całuski słodkie!!!
                                                  • Gość: Ronja Re: opowiesci ze szkalnej gory IP: 212.244.252.* 02.10.01, 13:10
                                                    Strzygunie najdroższa!!!
                                                    Thomasek wpada na chwile, robi zadymę i znika, chyba naprawdę spróbuuę ustalić
                                                    z nim dzień i godzinę kiedy będzienmy się spotykać na forum, to będą te
                                                    kontakty miały ręce i nogi.
                                                    Coś z tym moim numerem do Mirindy jest nie tak, bo w piątek nikt mi nie
                                                    odebrał, i znów to ty awansujesz, a nie ja... Buuuuuu...:)
                                                    W tymm tygodniu nie będę mogła się z Wami spotkać, ale w przyszły wtorek lub
                                                    czwartek jak najbardziej!!! Co Ty na to?

                                                    Ronja szczęśliwa że widzi znów wątek Opowieści ze Szklanej Góry!!!
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka