Jak sobie poradzić...

23.06.11, 11:15
Wczoraj byłam na imprezie pracowej w knajpie. Wróciłam i czułam się normalnie. Nie mieszałam alkoholu - wypiłam dwa duże piwa. Ale dziś czuję się jak wypluta, jakby ktoś po mnie walcem przejechał: ból głowy, ogólne rozbicie i spadek chęci do aktywności. Domyślam się, że do tego piwa dolewano jakoś wody, czy już nie wiem, czego, bo nigdy takiej reakcji organizmu na dwa piwa nie miałam. Ktoś ma pomysł, jak się z tego wyleczyć?
    • joanna_on-line Re: Jak sobie poradzić... 23.06.11, 12:52
      hmmm... pojęcia nie mam, ja w zasadzie nie miewam kaca, ale... dwa piwa i kac? to chyba jednak nie jest możliwe - dodatek wody tez by raczej nie dal tego efektu, więc albo nie jest to kac, albo nie wiesz co piłaś ;)))

      zła wiadomość: na kaca nie ma innego leku, niz czas...
      dobra wiadomość: jeśli to nie kac, to szybciej minie(?) :-)
      • ingeborga.dapkunaite Re: Jak sobie poradzić... 23.06.11, 15:12
        Oj, Joanno, wiedziałam, co robię, bo na dziś miałam plany, które wzięły w łeb. Ja tak zdziwiłam się, że czuję się fatalnie, że aż tu przylazłam. Piję wodę w duzych ilościach, leżę sobie na kanapce i udaję, że oglądam TV. I lepiej mi nie jest. :-(
        • joanna_on-line Re: Jak sobie poradzić... 23.06.11, 16:08
          mnie to nie wygląda na kaca - raczej zatrucie pokarmowe - knajpa jak to knajpa - coś pewnie jadłaś? i to coś chyba nie było do końca świeże... awersja do jedzenia jest taka mocno podejrzana...
          ale co z tym zrobić? może nasi forumowi lekarze doradzą...

          w każdym razie życzę, żeby Ci jak najszybciej przeszło :-)
          • ingeborga.dapkunaite Re: Jak sobie poradzić... 23.06.11, 16:18
            Jadłam pizzę razem ze wszystkimi. Dwie koleżanki z imprezy też się skontaktowały, że czują się wątpliwie. Ale lepiej niż ja.
            • state.of.independence Re: Jak sobie poradzić... 23.06.11, 17:30
              A tfu! Pewnie nieświeża ta pizza była. Moja siostra kiedyś sobie w wakacje dorabiała przy sprzedaży zapiekanek i hamburgerów. Wprawdzie niemal 20 lat temu to było, ale obawiam się, że nic się mogło nie poprawić w tej kwestii.

              No więc opowiadała, że np. pieczarki z poprzedniego dnia dodawano do świeżo przyrządzonych, żeby jakoś "zeszły". Przeterminowany kotlet wkładano do hamburgera klientowi, który chciał pikantnie przyprawione i mocno przygrzane, itd., itp.

              Potem ludzie się dziwią, że z nimi na żadne hamburgery ani pizzę nie chodzę, tłumacząc grzecznie acz stanowowczo, że w domu mam pół lodówki żarcia.
              • ingeborga.dapkunaite Re: Jak sobie poradzić... 23.06.11, 20:19
                Też nie jadam takich rzeczy ale jak to było towarzysko, to zjadłam. Deczko lepiej ale nie do końca. Cały dzień poszedł na zmarnowanie.
    • state.of.independence Re: Jak sobie poradzić... 23.06.11, 13:04
      A próbowałaś wypić mocną kawę? Albo na przykład taką musującą multiwitaminę w tabletkach? Jak mnie łapie takie rozbicie (tyle, że u mnie to nie od kaca, bo albo wcale nie pijam, albo jak już piję to na umór) to leję w siebie multiwitaminki, nie przejmując się 2-3 krotnym przekroczeniem zalecanej dawki.
      • tojabogdan kiedyś bywała taka polopiryna c 23.06.11, 14:53
        też pomogłaby, ale ważne by pić płyny, soki, kawa albo herbata, ale nei jakieś ziółka.
        Może na imprezie palono, np. papierosy, wówczas kac czy kacopodobne zjawiska biorą się nie z alkoholu, ale z inhalacji tych nikotynowo-smolistych trucizn.
        • ingeborga.dapkunaite Re: kiedyś bywała taka polopiryna c 23.06.11, 15:08
          To była impreza na świeżym powietrzu, więc palenie miałoby znikomy wpływ. Czuję się nadal nie bardzo. Wypiłam dwie niegazowane wody i tylko trochę lżej. Nie mogę patrzeć na jedzenie, choć mi się chce jeść. Nie mam gorączki, nic mi nie dolega poza faktem, że czuję się przeżuta i nawet tabletka na ból głowy nie pomogła. I spuchłam na twarzy - mam małe oczka. :-(
      • ingeborga.dapkunaite Re: Jak sobie poradzić... 23.06.11, 15:09
        Spróbuję - mam taką z zheń-sheń. Dzięki. :-)
        • state.of.independence Re: Jak sobie poradzić... 23.06.11, 15:24
          A dasz radę wyjść na spacer? Bo może pomogłoby trochę świeżego powietrza? W ostateczności dobrze wywietrzyć można i postarać się w chłodzie siedzieć. Albo wilgotny ręczniczek do czoła i karku przyłożyć.
          • ingeborga.dapkunaite Re: Jak sobie poradzić... 23.06.11, 15:33
            Pootwierałam okna na przestrzał i powietrze mi łazi w te i z powrotem. I znowu mam krzyżowców z namiotem - tym razem w TV. Ich ktoś krzywdzi, poza rządem i politykami, bo skarżą się, że jakiś ktoś jednego z krzyżowców kopnął w dupę, a inni przechodnie pukają się w czoło, czy ich ignorują. I krzyżowiec uważa, że dlatego, że głosił swoje prawdy, nie zasługuje na to, by dostać kopa. Znająć naturę krzyżowców, przylepił się taki do człowieka i człowiek nie wytrzymał i mógł go kopnąć.
            • state.of.independence Re: Jak sobie poradzić... 23.06.11, 15:42
              Tych krzyżowców to może lepiej nie oglądaj? Zdrowego mogliby wykończyć, a co dopiero jak ktoś się źle czuje. Przełącz na jakąś komedię, albo film przyrodniczy, albo cokolwiek lekkiego.
              • ingeborga.dapkunaite Re: Jak sobie poradzić... 23.06.11, 15:48
                Byle śmieszniej - na innym programie ksiądz Rydzyk też z pretensjami. Gdzie się podziały komedie, nawet jakieś amrykańskie? Nawet strzelankę jakąś amerykańską bym obejrzała. Szkoda, że nie mam pogodnej TV holenderskiej, gdzie mi by donieśli, że królowa uczestniczy w pikniku dzieci z jakiegoś przedszkola i co to znaczy dla rodziców. :-(
                • state.of.independence Re: Jak sobie poradzić... 23.06.11, 16:06
                  Mogę służyć filmami na YT. Co powiesz na film o Mozarcie? Kolejne części łatwo tam znaleźć.
                  www.youtube.com/watch?v=9hbWOJfSLck
                  Ewentualnie mogę służyć wszystkimi częściami Gwiezdnych Wojen, jak chcesz strzelanki...
                  • ingeborga.dapkunaite Re: Jak sobie poradzić... 23.06.11, 16:19
                    Mi wszystko jeno. To może być, bo TV nie sprawdza się. :-)
                    • state.of.independence Re: Jak sobie poradzić... 23.06.11, 16:27
                      Ten film jest całkiem fajny moim zdaniem.
                      • ingeborga.dapkunaite Re: Jak sobie poradzić... 23.06.11, 20:21
                        Uhum! Sobie obejrzałam. Dzięx! :-)
                        • state.of.independence Re: Jak sobie poradzić... 23.06.11, 20:27
                          Wystarczy jeden film na dzisiaj czy po kolei z Gwiezdnymi Wojnami lecieć? Ale to zajęłoby chyba ze 24 godziny ;-)

                          Ewentualnie "Wichrowe Wzgórza" mogę polecić :-)
                          www.youtube.com/watch?v=XXSq4CMMVUI
                          • ingeborga.dapkunaite Re: Jak sobie poradzić... 23.06.11, 20:34
                            Chyba starczy. Poszłam też na spacer i poczułam się ciut-ciut lepiej. Ale i tak paskudnie jest. Jeju, czegoś takiego nie miałam. :-(
                            • state.of.independence Re: Jak sobie poradzić... 23.06.11, 20:41
                              No to Cię muszę zapoznać z koleżanką ode mnie z pracy, która sraczki wirusowe roznosi. To będą przeżycia niezapomniane. Jeszcze "dobra" koleżanka dziwiła się później, że tylko około 36 godzin mnie trzymało.
                              • ingeborga.dapkunaite Re: Jak sobie poradzić... 23.06.11, 21:10
                                Najgorsze, że nic takiego nie mam. Mi jest niedobrze i już i ani jednym końcem, ani drugim nic nie wychodzi. Powiadasz, że mnie to potrzyma tyle? A jutro mam dentystkę. I jak mam się zwlec? Piję wodę i już mi nosem ta woda wychodzi. Czuję się jak napompowany bąbel, który lata tylko siku i nic więcej pozytywnego. :-(
                                • state.of.independence Re: Jak sobie poradzić... 23.06.11, 21:20
                                  Jeśli to zwykłe zatrucie to do jutra powinno przejść. Ale jeśli to jakiś wirus to i 2-3 dni może potrzymać. A sama woda moim zdaniem nic nie daje - przecieka przez człowieka.

                                  Jakiś kisiel próbowałaś może jeść? Zwykle trochę pomaga. Ewentualnie jogurt albo twarożek. Tyle, że jak znam życie nic takiego nie masz w lodówce :-(
                                  • ingeborga.dapkunaite Re: Jak sobie poradzić... 23.06.11, 21:26
                                    A kiedy twarożki miałam w lodówce? Ja tego normalnie nie jem. I teraz nigdzie nie kupię. Idę chyba poleżeć bo szlag mnie trafia.
                                    • state.of.independence Re: Jak sobie poradzić... 23.06.11, 21:30
                                      Oj, Boże, Boże - jak można żywić się kiełbachą albo boczkiem i wyglądać jak tasiemiec? Ja w ogóle żadnej wędliny osttnio nie jadam, tylko tymi twarożkami, jogurcikami, mlekiem, jajkiem, odrobiną gotowanego mięsa albo jakąś rybą żyję... i dwa razy grubsz jestem :-(

                                      Cała moja lodówka to przetwory mleczne we wszelkiej postaci, tak że zapas mam chyba na tydzień.
                                      • ingeborga.dapkunaite Re: Jak sobie poradzić... 23.06.11, 21:36
                                        A ja tego nie tykam. Kiełbasa, gulasz, sałatka wielowarzywna do tego. Jak jakieś żeberka, to chętnie. Tłuste ma być ale nie każde. I zjadłabym, bo mam duszone żeberka ale mnie odrzuca. :-(
                                        • state.of.independence Re: Jak sobie poradzić... 23.06.11, 21:57
                                          ingeborga.dapkunaite napisała:

                                          > Jak jakieś żeberka, to chętnie. Tłuste ma być ale nie każde.

                                          O kurde, to chyba nowoczesna dieta odchudzająca. Jak w zimie trochę kiełbasy kupować i jeść zaczełam to momentalnie przytyłam i do tej pory zrzucić nie mogę.
                                          • ingeborga.dapkunaite Re: Jak sobie poradzić... 24.06.11, 12:19
                                            W życiu żadnej diety nie stosowałam. Wręcz odwrotnie - czynię wysiłki, by przytyć, a wychodzi odwrotnie. Jem dużo, chociaż są rzeczy, których nie lubię - jeśli nie muszę z grzeczności (bo ktoś częstuje i nie wypada odmówić) jeść, to nie ruszę tego. Nie jem ciast (nie smakują mi), nie jem makaronów, pizzy (teraz to już w życiu nie zjem po wczorajszych atrakcjach), ziemniaki od wielkiego dzwonu i raczej wolę frytki. Natomiast raz na jakiś czas lubię opędzlować kubełek KFC. Wiem, że niezdrowe ale czasem mi się chce. Bez mięsa lub ryby posiłek dla mnie nie posiłek. Mogą być żeberka, golonka, gołąbki. Cokolwiek, byle mięso. I duuuużo warzyw pod każdą postacią. I wszystko ze szpinakiem - uwielbiam go. Wszystkie możliwe surówki zjem, no może nie te na słodko, bo seler z rodzynkami mi nie pasował. Owoce morza pod każdą postacią, jajecznica na boczku. Chlebek ciemny i lubię jak ma jakieś ziarenka. Ae chlebek jest na podgryzkę - kromka lub dwie do zupy i drugiego dania. Czy to jakaś dieta? Nie - poprostu wolę jeść to, co mi smakuje. Nabiał lubię nie każdy - z mlekiem jestem ostrożna, bo kilka razy całkiem nieprzeterminowany jogurt mnie... przeczyścił. Natomiast mleko prosto od krowy mogę pić hektolitrami i uwielbiam je. No ale w Wa-wie takie prawdziwe nie do kupienia prawie. Mam zaufaną babcię Gienię, która na bazarek przy domu takie przywozi i jest to uczciwe mleko, a nie fałszowane. Ale to trzeba trafić, bo babcia pojawia się wcześnie rano z koszykiem, gdzie ma z 10 butelek plastikowych i nie więcej i ludzie już się poznali i ten towar schodzi w 15 minut w odróżnieniu od mleka innych babć, które sprzedają podróbki. Chyba mi organizm sam sposób żywienia się podyktował i jest mu z tym chyba dobrze, bo nie choruję na nic, nie mam kłopotów z cholesterolem, ani z żadnymi takimi rzeczami.
    • state.of.independence A może problem wziął się 23.06.11, 23:31
      z najedzenia się grochówki i popicia jej zimnym helem? Był już jeden taki przypadek.
      • ingeborga.dapkunaite Re: A może problem wziął się 24.06.11, 12:23
        Nie jadłam grochówki i helu nie piłam. Bo nikt nie poczęstował. Natomiast miałaś rację chyba, że to było przytrucie czymś z pizzy. A ja nie rozumiałam, dlaczego po dwóch piwach czułam się tak okropnie. Czy zatrucie pokarmowe (a raczej przytrucie) może objawiać się bólem głowy? Bo miałam okrutny.
        • state.of.independence Re: A może problem wziął się 24.06.11, 13:53
          Ano zatrucie pokarmowe może się objawiać bólem głowy i wszelkimi innymi objawami. Śliczniutkie zarazki, nie wiadomo jakiego typu na dodatek, siedziały niby w przewodzie pokarmowym, ale toksyny, które sobie zarazki wydzielały rozchodziły się przecież po całym organizmie.
          • ingeborga.dapkunaite Re: A może problem wziął się 24.06.11, 14:00
            No i to właśnie miałam. Jeszcze dziś czuję się niezbyt, bo mi się jeść nie chce ale już lepiej.
            • state.of.independence Re: A może problem wziął się 24.06.11, 14:12
              A ja cały czas mówię - jogurcik naturalny. Bakterie z jogurciku powinny wytłuc te szkodliwe. Nawet moje białe kocię jak je wzięłam ze schroniska i okazało się, ma jakieś ostre zapalenie jelit, ocalone zostało w ostatniej chwili dzięki bakteriom jogurtowym. Już mi zwierzak jedną łapą na tamtym świecie był, a wyzdrowiał i żyje do dzisiaj.
              • ingeborga.dapkunaite Re: A może problem wziął się 24.06.11, 14:17
                A jak mnie przeczyści? Bo ja źle reguję na jogurt, czy kefir.
                • state.of.independence Re: A może problem wziął się 24.06.11, 14:22
                  Nie no, to masz jakiś żółądek odwrócony do góry nogmi. Niby świeże mleko od krowy pijesz i nic nie jest, a po jogurcie ma przeczyścić? Coś nie tak z tym wszystkim.
                  • ingeborga.dapkunaite Re: A może problem wziął się 24.06.11, 14:32
                    Po jogurcie, czy kefirze tak mam. Po świeżym mleku - nie. Nie powiem, myślałam, że nie dojdę do toy-toya, jak w ubiegłą sobotę na mieście kupiłam sobie jogurt pitny Muller-a.
                    • state.of.independence Re: A może problem wziął się 24.06.11, 14:46
                      Eeee, niemożliwe. Przecież jeśli ktoś nie może jeść produktów mlecznych to ze względu na niemożność strawienia laktozy. Tyle, że laktoza jest w świeżym mleku, ale już w produktach przefermentowanych jak jogurt czy kefir jej nie ma. Więc przyczyna musi być inna. A nie łączysz jogurtu lub kefiru z produktami, które się po prostu z nimi "gryzą"?
                      • ingeborga.dapkunaite Re: A może problem wziął się 24.06.11, 15:01
                        Absolutnie nie. Myślę, że w produktach przetworzonych jest coś, na co mój żołądek reaguje tak, a nie inaczej, a świeżym mleku tego nie ma.
                        • state.of.independence Re: A może problem wziął się 24.06.11, 15:21
                          A co tam może być? Pięć okrawków z owoców i trochę cukru do smaku, jeśli to jest jogurt owocowy. W tym naturalnym nic nie ma nadzwyczajnego, trzeba tylko czytać, czy to co się kupuje nie jest jakąś skrobią kukurydzianą zagęszczane. Zatruć się nią nie można, ale jest to psucie jakości.
                          • ingeborga.dapkunaite Re: A może problem wziął się 24.06.11, 17:55
                            Ja doszukuję się sprawcy właśnie w dodatkach kawałków czegoś. Czysty kefir nie działa na mnie - taki najtańszy. Droższe i smakowe jogurty i kefiry, czy napoje mleczne - zawsze. Czyżby to była wina dodatków?
                            • state.of.independence Re: A może problem wziął się 24.06.11, 19:11
                              No może tego połączenia jogurtu z owocami nie trawisz. Przecież ja Ci nie każę owocowy jogurt kupować na zatrucie, tylko taki naturalny, bez dodtków.

                              Ja tam mleko i jego przetwory mogę łączyć z owocami i warzywami, a nawet nic się nie dzieje jak popiję nim mięso. Ale z rybą czy kiszonym ogórkiem ten numer już nie przejdzie. Może po prostu w połączeniu z mlekiem te owoce u Ciebie w brzuchu najzwyczajniej w świecie fermentują i stąd jest problem.

                              Ja i moja siostra załatwiłyśmy się kiedyś koktakjlem mleczno-owocowym, zrobionym własnoręcznie przez nas ze świeżutkich jagód z lasu i świeżutkiego mleka. Wszystko czyściutko zrobione, według przepisu z książki. Po czym tak nam to w żołądkach przefermentowało, że nie dość bólu brzucha to jeszcze wydychałyśmy z siebie opary alkoholu, którego w tym koktajlu przed spożyciem nie było. Matka myślała, że się upiłyśmy :-)
                              • ingeborga.dapkunaite Re: A może problem wziął się 24.06.11, 19:16
                                Z owoców to jadam ogórki i pomidory. Jagódek nie tykam, bo mi powodują wściekłe burczenie brzucha i przewracanie się w żołądku nie wiem, czego. Jeszcze poziomki lub truskawki ujdą. Chyba trafiłaś w sedno - te dodatki mnie załatwiają. Muszą mieć coś takiego, co organizm bojkotuje.
                                • state.of.independence Re: A może problem wziął się 24.06.11, 19:25
                                  Eeee, owoce mogę jeść kilogramami i nic się nie dzieje. A dodatki najprawdopodobniej sobie zwyczajnie u Ciebie w brzuchu fermentują i namnażają się po nich nie te stworzonka, które miały się namnożyć.
                                  • ingeborga.dapkunaite Re: A może problem wziął się 24.06.11, 19:33
                                    Mam inny żołądek od Twojego? Myślałam, że żołądki są podobne, tylko gusta potrawowe mogą być inne. Ciekawe, dlaczego tak się dzieje.
                                    • state.of.independence Re: A może problem wziął się 24.06.11, 20:02
                                      Nie wiem czy masz inny żołądek, ale na pewno masz inne zwyczaje. W końcu to ja dzień za dniem wpieprzam kilogramy owoców, zazwyczaj niemytych, a jak rosną gdzieś przy drodze to nie zawsze są w pełni dojrzałe... Ja już się chyba uodporniłam na wszystko co na nich siedzi, a organizm przyzwyczaił się radzić sobie z taką ilością błonnika.

                                      Właśnie wpierniczyłam 0,5 kg brzoskwiń a to nie pierwsze moje spotkanie z owocami w dniu dzisiejszym - w sumie około kilograma różnych rzeczy, a jeszcze pomidoryz cebulą i całego brokuła trzeba do tego doliczyć. Tak, to wszystko w dniu dzisiejszym. Ja sobie obiecuję, że brokuły i kalafiory będę dzielić na pół, a i tak pożeram całe, zazwyczaj na surowo i bez mycia.

                                      • ingeborga.dapkunaite Re: A może problem wziął się 24.06.11, 20:07
                                        Brokuł to dobra rzecz - szczególnie z czosnkiem, ziołami i majonezem. A kalafior dobry w jajku i bułeczce. A do tego podsmażony boczuś. Mmmmm. :-)
                                        • state.of.independence Re: A może problem wziął się 24.06.11, 20:13
                                          A jaki tam boczuś, jakie jajko i bułka. Na surowo wpieprzam, bo mi się go gotować nie chce. A już dalsze ceregiele i dodawanie mu kalorii są dla mnie zbyteczne.
                                          • ingeborga.dapkunaite Re: A może problem wziął się 24.06.11, 20:16
                                            Na surowo to mi by nie smakowało - próbowałam. A minutka obgotowania (nie rozgotowania tego na ciapcię) czyni cuda. No i dodatki - można sosem vinegre polać - kalorii mniej.
                                            • state.of.independence Re: A może problem wziął się 24.06.11, 20:20
                                              Dobre na surowo. Naturalne jest najlepsze. A sosów żadnych nie potrzebuję. Dzika i nieoswojona jestem, więc się mogę liśćmi, korzonkami i okrawkiem surowego mięsa żywić. Czuję wtedy jak wstępuje we mnie duch przodków.
                                              • ingeborga.dapkunaite Re: A może problem wziął się 24.06.11, 20:42
                                                A skąd to żywe mięsko miewasz? Jaszczurki łapiesz? ;-D
                                                • state.of.independence Re: A może problem wziął się 24.06.11, 20:48
                                                  Nie jaszczurki, tylko jak kupuję świeże mięso to zawsze kawałek zjadam na surowo. Nie powinno się, bo zarazki, bo zaszkodzić może, bo to, bo tamto... A ja tylko po surowym mięsie z odrobiną soli i cebuli widzę swoje poprzednie wcielenia, aż do czasów dinozaurów ;-)
                                                  • ingeborga.dapkunaite Re: A może problem wziął się 24.06.11, 21:07
                                                    I którym dinozaurem byłaś? Ja lubię tatara, czemu nie? I świeżutkiego haringa bym połkła. Nauczyłam się je łykać w Holandii. Smaczne są i różnią się znacznie od naszych śledzi. Przede wszystkim tym, że to świeża rybka, bardzo świeżutka. :-)
                                                  • state.of.independence Re: A może problem wziął się 24.06.11, 21:24
                                                    Byłam tym dinozaurem z wielkimi zębami. A rybek nie połykam w całości i do tego na surowo. Eeee, rybka w occie, rybka smażona, rybka wędzona...
                                                  • ingeborga.dapkunaite Re: A może problem wziął się 24.06.11, 21:39
                                                    Na haringa namawiam. Spodobałoby się Tobie. Jak świeże mięsko jesz, to haring nie byłby niczym nadzwyczajnym. Tylko go trzymasz za ogonek, zadzierasz głowę i łyk i kłap zębami przy ogonku. :-)
                                                  • state.of.independence Re: A może problem wziął się 24.06.11, 22:00
                                                    Iiii, co to za połykanie ryby w całości? Ja nawet dużej tabletki połknąć nie potrafię, a gdzie by mi ryba przez gardło przeszła. Jedzenie jest od tego, żeby jeść powoli, maleńkimi kęsami i na to mnie Pan Bóg stworzył, żebym jadła po kawłeczku, a nie połykała w całości. Jakiś nienajedzony naród z tych Holendrów, że tacy łapczywi?
                                                  • ingeborga.dapkunaite Re: A może problem wziął się 24.06.11, 22:06
                                                    Fajne. I zupełnie inne odczucia smakowe. Mi tam się podoba.
                                                    www.youtube.com/watch?v=TlINjO-Be8E
                                                  • state.of.independence Re: A może problem wziął się 24.06.11, 22:09
                                                    O litości, nie byłabym w stanie wsadzić sobie nic tak głęboko w grdło bez zwymiotowania. Poza tym widzę, że oni nie połykają tej ryby, tylko przeżuwają ją. To już nie ma żadnego sensu gryzienie tak dużego kawałka, żeby mieć pełne usta.
                                                  • ingeborga.dapkunaite Re: A może problem wziął się 24.06.11, 22:12
                                                    No nikt Ci nie każe haringa tak jeść. Możesz w "Olle-bolle" - takiej budce na kółkach - kupić jako kanapkę lub na tacce z dowolnymi dodatkami. Tylko te ogórki. Jak jeśteś przyzwyczajona do naszych kiszonych, to mogą zdziwić ich - jakieś takie na słodko. I słaba cebula.
Pełna wersja