a jak spędziliście noc świętojańską?

24.06.11, 21:40
ja przespałem neimal całą, nawet wianka nie puściłem, że o bąkach z helu nie wspomnę
    • ingeborga.dapkunaite Re: a jak spędziliście noc świętojańską? 24.06.11, 21:44
      Mi się przyśnił koszmar i obudziłam się zlana potem. Przyśniło mi się, że prowadzę resustytację Pana Szufy i robię wszystko w tak wolnym tempie, że umiera. Okropne. Sniło mi się to kilka razy już, tyle, że mi wtedy - w poprzednich snach - nie udawało się (też okropne), a teraz ruszałam się, jakby mnie ktoś spowolnił. Otrzepać się ze snu nie mogłam. :-(
      • tojabogdan Re: a jak spędziliście noc świętojańską? 24.06.11, 21:51
        ingeborga.dapkunaite napisała:

        > Mi się przyśnił koszmar i ...

        może jesz zbyt ciężko przed snem?
        Oczywiście przyczyn koszmarów sennych może być wiele, ale u osób psychicznie zdrowych dość często jest zbyt pełny brzuch.
        • ingeborga.dapkunaite Re: a jak spędziliście noc świętojańską? 24.06.11, 21:54
          Raczej to nie był pełny brzuch. Wczoraj byłam przytruta i wogóle nie jadłam nic, tylko piłam wodę w dużych ilościach. Jak zerkniesz na moją przygodę z wczoraj, to dowiesz się. A oskarżałam niewinne piwo.
          Poprostu widziałam ten wypadek i bardzo się przejęłam. Odpuści mi. Ja ciężko cudzą śmierć przeżywam. :-(
      • state.of.independence Re: a jak spędziliście noc świętojańską? 24.06.11, 21:55
        Pociesz się tym, że oni naprawdę nieboszczyka wyciągnęli z wraku i że nic się nie dało zrobić. Swoją drogą mam złośliwą satysfakcję - twierdziłaś niedawno, że to była taka piękna śmierć... a tymczasem ta piękna śmierć prześladuje Cię po nocach. Czyli na moje wychodzi, że śmierć, zwłaszcza w okolicznościach tragicznych nie jest piękna. Gdyby była piękna to świat by się cieszył ze śmierci.
        • ingeborga.dapkunaite Re: a jak spędziliście noc świętojańską? 24.06.11, 21:59
          Piękne jest to, że umarł jak żył. Okoliczności towarzyszące już mniej. To są dwa wymiary śmierci. Jeden, ten pierwszy, potrafię zrozumieć. Z drugim muszę pogodzić się, bo to widziałam i co miałabym zrobić? Nic - tylko stać i patrzeć i kibicować. Choć to złe słowo chyba.
          • state.of.independence Re: a jak spędziliście noc świętojańską? 24.06.11, 22:05
            Tyle, że ten pierwszy wymiar, rzekomo piękny, kreujesz sama w swojej głowie, żeby jakoś sobie osłodzić ten drugi. A prawda jest taka, że ani jemu, ani jego rodzinie, ani setkom widzów tam w Płocku nic nie pomoże, że umarł jak żył. To sobie tak można powtarzać na pocieszenie.

            Ja się cały czas upieram, że była to śmierć głupia, niepotrzebna, która niczego dobrego nie przyniosła światu, której można było uniknąć. I jakoś potrafię przełknąć własną bezradność i świadomość kruchości ludzkiego życia bez lukrowania faktów i oblepiania ich ozdobnikami.
            • ingeborga.dapkunaite Re: a jak spędziliście noc świętojańską? 24.06.11, 22:07
              Czyli uważasz, że to hobby można kotu pod ogon podłożyć i lepiej, by np. spił się facet z nudów na emeryturze?
              • state.of.independence Re: a jak spędziliście noc świętojańską? 24.06.11, 22:17
                Można to hobby kotu pod ogon podłożyć, tak Bogiem a prawdą. Bo oprócz przyjemnej adrenaliny dla zainteresowanego i znacznej części gapiów - właściwie to nic trwałego nie wnosi w świat dokoła nas. Podobnie zresztą żużel czy wyścigi samochodów i kilka innych rzeczy.

                Natomiast tyle jest różnych innych możliwości znalezienia rozrywki, że nie wydaje mi się, aby osoby nie wyczyniające akrobacji samolotowych nagle z nudów miały się rozpić. Gdyby to była prwda to 100% moich znajomych byłaby pijakami, bo nikt z nich samolotem nie lata.

                Takie stawianie sprawy, że albo facet latał (i się doigrał), albo by się rozpił to jest czarno-biała wizja świata.
                • ingeborga.dapkunaite Re: a jak spędziliście noc świętojańską? 24.06.11, 22:21
                  Każdy ma różne potrzeby, a i przy bezpiecznym hobby - typu szachy można zejść. Jak jeden szachista w nerwach deską drugiego pobił na śmierć, to też okazało się, że niebezpieczne hobby.
                  • state.of.independence Re: a jak spędziliście noc świętojańską? 24.06.11, 22:35
                    Nie, to był niebezpieczny człowiek a nie hobby. To trzeba ostrożnie dobierać sobie towarzystwo. Mnie nie chodzi o bezpieczeństwo lub nie, tylko o proste kryterium: co te wygibasy awionetką wnoszą w ludzkie życie? Co dają światu? Czym go wzbogacają? Jedynie odrobiną adrenaliny.
                    • ingeborga.dapkunaite Re: a jak spędziliście noc świętojańską? 24.06.11, 22:40
                      Nie tylko. To zostaje w pamięci - piękno tego, co ktoś potrafi zrobić. I to gdzieś wewnątrz człowieka przekłada się na coś pięknego. A uśmiech? A radość innych? A zachwyt? To mało? To są pozytywne emocje, które się niesie w sobie.

                      Co do towarzystwa. A jak przewidzisz, czy ten szachista jest bezpieczny, czy nie?
                      • state.of.independence Re: a jak spędziliście noc świętojańską? 24.06.11, 23:07
                        ingeborga.dapkunaite napisała:

                        > Nie tylko. To zostaje w pamięci - piękno tego, co ktoś potrafi zrobić. I to gdz
                        > ieś wewnątrz człowieka przekłada się na coś pięknego. A uśmiech? A radość innyc
                        > h? A zachwyt? To mało? To są pozytywne emocje, które się niesie w sobie.

                        Jakoś pod aeroklubem nie widzę tych pozytywnych emocji, tylko ciągle słyszę sfrustrowanych pilotów, że benzyna droga, że nudno, że nic się nie dzieje, że klienteli nie ma (można wykupić lot nad miastem). Poza tym nie widzę, żeby się owe orły przestworzy integrowały z gapiami i niosły im ów uśmiech.


                        > Co do towarzystwa. A jak przewidzisz, czy ten szachista jest bezpieczny, czy ni
                        > e?

                        Najlepiej grać z kimś znajomym, a jeszcze lepiej - z komputerem. Ten ostatni nie przywali w łeb, nawet jak przegra.
                        • ingeborga.dapkunaite Re: a jak spędziliście noc świętojańską? 24.06.11, 23:10
                          To wogóle lepiej do ludzi nie wychodzić, bo jeszcze trafisz na kogoś dziwnego. Jakoś mi to nie pasuje.
                          • state.of.independence Re: a jak spędziliście noc świętojańską? 24.06.11, 23:45
                            Ja tylko mówię, że nie ma co uogólniać i gloryfikować, że każdy pilot awionetki niesie przed sobą światu uśmiech i miłość do ludzi, kiej ten kaganek w ciemności. Trafi się może jeden czy drugi wyjątkowy człowiek, ale nie przesadzajmy - większość i tak obchodzi tyle, żeby sobie polatać, wepchnąć samolot z powrotem do hangaru i jechać na obiad. Nie róbmy z pilotów jakichś nadludzi.

                            Ja też swoją łódkę kotu pod ogon mogę wepchnąć, choć sport bezpieczniejszy. I co z tego, że zadowolona złażę, jak jeszcze żadnym ubogim nie rozdałam majątku z tej radości i żadnym głodnym chleba też nie kupiłam. Czyli co ta moja łódka zmienia? Też nic nie zmienia i nie wnosi, do czego się jawnie przyznaję. Z egoizmu, nie dla dobra ludzkości to robię i jak się kiedyś utopię to nie chcę słyszeć, że piękna śmierć i że umarłam jak żyłam.
                        • you-know-who Re: a jak spędziliście noc świętojańską? 25.06.11, 21:55
                          > Najlepiej grać z (...) komputerem. Ten ostatni ni
                          > e przywali w łeb, nawet jak przegra.

                          nie w dzisiejszych czasach.. chyba ze sie da mu tylko sekunde do namyslu.
                          • ingeborga.dapkunaite Re: a jak spędziliście noc świętojańską? 25.06.11, 23:20
                            Masz rację - albo zapuści złośliwie wirusa.
                    • joanna_on-line Re: a jak spędziliście noc świętojańską? 24.06.11, 22:49
                      state.of.independence napisała:

                      > Nie, to był niebezpieczny człowiek a nie hobby. To trzeba ostrożnie dobierać sobie towarzystwo. Mnie nie chodzi o bezpieczeństwo lub nie, tylko o proste kryterium: co te wygibasy awionetką wnoszą w ludzkie życie? Co dają światu? Czym go wzbogacają? Jedynie odrobiną adrenaliny.
                      >
                      State - leciałaś kiedyś małym samolocikiem? nie powiem Ci, co wnosi akrobacja w ludzkie życie, ale nie sądzę, żeby to chodziło tylko o odrobinę adrenaliny...
                      ja miałam tylko raz możliwość przedsmaku lotu... kilka zakrętów na niewielkiej wysokości i... tego nie da się porównać do niczego innego, to jest po prostu przeżycie do którego wracasz myślami i... czujesz piękno świata, przestrzeni, całą sobą. pewnie ci, którzy tańczą na podniebnych szlakach czują to znacznie silniej, tak myślę - może y-k-w się wypowie - on w końcu kręci te "piruety" :-).
                      czy warto za te doznania umierać? nie sądzę, ale sprowadzając zagadnienie do ziemskich uwarunkowań: gdyby ktoś wiedział, że się przewróci, to by się położył.
                      • state.of.independence Re: a jak spędziliście noc świętojańską? 24.06.11, 23:03
                        Oj, Boże, ja lecąc odrzutowcem mam odruch wymiotny i jakoś tej adrenaliny nie czuję. Zapewne latanie małym samolocikiem przypomniałoby mi wszystkie modlitwy, bo nawet w tym dużym samolocie czuję, że to wszystko jest żałosnym igraniem z Bogiem. Właśnie tak kiedyś zobaczyłam Boga nad Alpami i przez moment widziałam wszystkie tajemnice Wszechświata. I dotarło do mnie, że Bóg nie jest ani dobry, ani zły i że bez powodu mógłby ten samolot rozpieprzyć w drobne drzazgi o Alpy. A zobaczyć raz Boga w takiej postaci oznacza na zawsze zapamiętać własną marność.

                        Wracając do sedna sprawy - ja się nie pytam co akrobacje samolocikiem wnoszą w zycie osób, które nim lecą i które mają z tego chwilową frajdę. Ja się pytam jak zmieniają cały świat? Czy nakarmiły głodnego, albo uzdrowiły chorego? Albo nie, ja za dużo chcę - czy poprowadziły kogoś przez życie, dały odpowiedź na pytania dnia codziennego? Swiat to nie jest jedna osoba, która leci tym samolotem i ma jakieś pozytywne doznania. Świat to jest to wszystko, o czym dana osoba nie pamięta w takiej chwili.
                        • ingeborga.dapkunaite Re: a jak spędziliście noc świętojańską? 24.06.11, 23:14
                          Już rozumiem! Na śmierć zapomniałam o reakcjach State w samolotach. Ja lubię latać i np. takie wpadanie w dołki mnie bardzo bawi. Też kilka razy leciałam takim małym, jako pasażer i doświadczenie było bardzo przyjemne. Ale rozumiem, że State tego nie zrozumie, tak, jak dla niej karaluch to nic specjalnego, a dla mnie - koniec świata i AWARIA! :-) Poprostu mamy różne odczucia, a jak one powstały - a kto to wie? Może przodek State próbował skakać z dachu stodoły na górę siana i skręcił sobie nogę, a mój z kolei miał napaść karaluchów w chałupie? Kto to wie?
                          • state.of.independence Re: a jak spędziliście noc świętojańską? 24.06.11, 23:48
                            Dach stodoły to się kiedyś załamał pode mną, bo deski były spróchniałe. Gdyby mnie nie złapali to kto wie, czy żyłabym dzisiaj, a w każdym razie - czy kręgosłup miałabym cały.
                        • joanna_on-line Re: a jak spędziliście noc świętojańską? 24.06.11, 23:16
                          state.of.independence napisała:

                          > Wracając do sedna sprawy - ja się nie pytam co akrobacje samolocikiem wnoszą w
                          > zycie osób, które nim lecą i które mają z tego chwilową frajdę. Ja się pytam jak zmieniają cały świat? Czy nakarmiły głodnego, albo uzdrowiły chorego? Albo nie, ja za dużo chcę - czy poprowadziły kogoś przez życie, dały odpowiedź na pytania dnia codziennego? Swiat to nie jest jedna osoba, która leci tym samolotem i ma jakieś pozytywne doznania. Świat to jest to wszystko, o czym dana osoba nie pamięta w takiej chwili.


                          a... wydawało mi się, że mówimy o tej osobie, a nie o świecie ;)

                          State - ale dlaczego podniebne akrobacje miałyby za zadanie zmieniać świat? sorry, ale nie rozumiem - czy jesli ktos ponosi smierć w wypadku samochodowym (powiedzmy, że z własnej winy) to pytasz: czy to, że ta osoba prowadziła samochód zmieniło świat??? czy dalo odpowiedź na pytania dnia codziennego???
                          >
                          • state.of.independence Re: a jak spędziliście noc świętojańską? 24.06.11, 23:54
                            Nie, nie mówimy o tej osobie, tylko o zmienianiu świata na lepsze. A dleczego? Bo trochę Ingeborga zaczęła te akrobacje (w moim odczuciu) gloryfikować i podnosić je do jakiejś uświęconej rangi, co uważam za przesadę.

                            Ja na przykład pływam łódką, pływam namiętnie, mam z tego dużo przyjemności... i na tym koniec. I też nie widzę, żeby było co glryfikować. Lubię to bo lubię i tyle. Ale byłoby przesadą twierdzić, że mnie to zmieniło tak, że się wzniosłam na duchowe wyżyny i niosę światu jakąś światłość. A już zupełną przesadą byłoby wmawiać, że gdyby nie łódka to bym się rozpiła - to tak w nawiązaniu do argumentów Ingeborgi z początku dyskusji. Moim zdaniem większość takich sportów nie ma głębszego sensu niż przyjemność osoby zainteresowanej i jak się kiedyś utopię to nie róbcie ze mnie bohatera.
                            • joanna_on-line Re: a jak spędziliście noc świętojańską? 25.06.11, 00:26
                              state.of.independence napisała:

                              > Nie, nie mówimy o tej osobie, tylko o zmienianiu świata na lepsze. A dleczego?
                              > Bo trochę Ingeborga zaczęła te akrobacje (w moim odczuciu) gloryfikować i podnosić je do jakiejś uświęconej rangi, co uważam za przesadę.


                              hmmm... chyba troszkę nadinterpretujesz - przeciez Ingeborga nie twierdziła, że akrobatyka samolotowa zmienia świat ;)
                              >
                              > Ja na przykład pływam łódką, pływam namiętnie, mam z tego dużo przyjemności...
                              (...) Moim zdaniem większość takich sportów nie ma głębszego sensu niż przyjemność osoby zainteresowanej i jak się kiedyś utopię to nie róbcie ze mnie bohatera.


                              obiecuję - żadnego epitafium dla bohaterki ode mnie nie otrzymasz ;)

                              ale każda pasja nadaje smak życiu... i tu mam wrażenie, że Ty z kolei starasz sie udowodnić, że nie ma to głebszego sensu, bo nie zmienia (na lepsze) świata - a ja się tylko skromnie pytam: jakie to ma znaczenie? a poza tym czy na pewno nie zmienia? ale chyba wystarczy tej domorosłej filozofii - pora sprawdzić, czy domownicy jeszcze pamiętaja jak wyglądam :-)

                              narka
                              • state.of.independence Re: a jak spędziliście noc świętojańską? 25.06.11, 00:54

                                To może inaczej - potrafię zrozumieć, że ktoś ginie na froncie, w obronie własnego kraju i cywilów. I mam szacunek do takiej śmierci, bo ta śmierć przynajmniej w założeniu ma ocalić czyjeś życie. Rozumiem, gdy ktoś ginie zasłaniając drugiego przed ciosem, bo to też ma ocalić człowieka. Rozumiem gdy ktoś ginie, wynosząc kogoś z ognia czy wyciągając z wody. Rozumiem, że kobieta może umrzeć rodząc dziecko, I każda taka śmierć jest w jakimś sensie piękna, bo pokazuje altruizm drugiego człowieka, jego odwagę, poświęcenie. Każda taka śmierć zmienia świat, bo budzi refleksje, budzi czasem uśpione sumienie.

                                Ale nie żartujmy i nie stawiajmy w jednym szeregu kogoś, choćby był najlepszym człowiekiem, kto rozwalił siebie i samolot bo chciał się popisać ku własnej uciesze i uciesze gawiedzi. Nie ma porównania pomiędzy tymi dwoma sytuacjami i z tej perspektywy każda pasja jest prywatną sprawą człowieka, śmierć w trakcie owych pasjonujących zajęć - również prywatną sprawą tej osoby. I z tego punktu widzenia nijak się z Ingeborgą zgodzić nie mogę w ocenie sytuacji.

                                Chciał sobie polatać, polatał sobie, a że przeleciał się na tamten świat - no cóż, przykre, ale nie usprawiedliwiajmy ludzkiej głupoty wielką życiową pasją. I w moim odczuciu taka śmierć nie ma żadnego sensu, a próba nadawania tego sensu argumentacją, że akrobatyka, że adrenalina, że widzowie jest po prostu okłamywaniem siebie. Ta śmierć była bezsensowna, bo nikomu i niczemu nie posłużyła.

                                A pytania o zmienianie świata nie były wcale ani głupie ani czepliwe. Akrobatyka świata nie zmienia, więc ginąć w jej imię nie warto. Oczywiście, że Szufa nie zabił się specjalnie, tylko zginął w wypadku. No to wracamy do tego co napisałam, że była to śmierć głupia i bezsensowna.
                                • ingeborga.dapkunaite Re: a jak spędziliście noc świętojańską? 25.06.11, 14:30
                                  Smierc to jest śmierć i każdy umrze jakoś tam. Co do śmierci na wojnie - no nie gloryfikowałabym tego też zbytnio. A nasi chłopcy, co ginęli w Iraku, czy Afganistanie (dotąd giną). W imię czego? W obcym kraju, niewiadomo, kogo i czego broniąc. Afganistan jak tkwił, tak tkwi w średniowieczu i to, że USA postanowiło tam zanieść niezrozumiałą dla Afgańczyków (tkwiących w układach plemiennych) nie zdaje egzaminu. W imię czego ginęli w Iraku (ach, te obietnice mocarstw o ropie i udziale w tym - wysiudali nas te mocarstwa) i giną w Afganistanie ( a tam to już musieliby dostać na zezwolenie na dostęp do zasypanych kopalń kamieni szlachetnych i jak znam życie, dostaniemy guzik z pętelką). Wyjeżdżają, bo część zmusili, a część dla kasy. Równie dobrze można byłoby tyłkiem wypiąć się i na Irak i na Afganistan i nic by to nam nie zaszkodziło, a pieniądze spożytkowalibyśmy w domu - czy rozsądniej - nie wiem? Ale przynajmniej nie wyrzucając ich w rzeczywiste pustynne błoto, czy tam piach.
                                  • ingeborga.dapkunaite Re: a jak spędziliście noc świętojańską? 25.06.11, 14:32
                                    Trochę błędów mi się wkradło - stylistycznych i gramatycznych. Oczywiście, Amerykanie mieli nieść demokrację, a to "na" przed zezwoleniem nie wiem, skąd mi wlazło).
            • joanna_on-line Re: a jak spędziliście noc świętojańską? 24.06.11, 22:29
              state.of.independence napisała:

              > Tyle, że ten pierwszy wymiar, rzekomo piękny, kreujesz sama w swojej głowie, żeby jakoś sobie osłodzić ten drugi. A prawda jest taka, że ani jemu, ani jego ro
              > dzinie, ani setkom widzów tam w Płocku nic nie pomoże, że umarł jak żył. To sob
              > ie tak można powtarzać na pocieszenie.


              to nie tak... dla tych, którzy pozostają (czyt. żyja) żadna smierć nie jest piekna (wykluczam psychopatów itp. popaprańców), ale dla tego który zmarł? to już bardziej kontrowersyjne - przypuscmy, że by przezył... przy tych obrażeniach wolałby zapewne śmierć i wcale nie byłabym pewna, czy sam nie nazwałby jej: piękną (z lekkim ;).
              • state.of.independence Re: a jak spędziliście noc świętojańską? 24.06.11, 22:37
                Ale nie przeżył, bo okazało się potem, że zginął na miejscu i usiłowali reanimować nieboszczyka. Poza tym... przy tych obrażeniach, a były i obrażenia głowy to nawet gdyby przeżył - leżałby pewnie jak warzywo nie mając świadomości tego, co się dzieje, ani przemyśleń na temat możliwości wyboru między życiem, a śmiercią.
    • you-know-who ach co to byla za noc 25.06.11, 21:45
      u was byl srodek nocy, jak spotkalem sie z moim partnerem (tak, mam partnera, nawet nie chwalac sie dwoch..)

      skrecilismy rozebrany na drobne kawalki samolocik. troche stracha mialem.
      zaczelo sie od tego, ze my, wielcy specjalisci, na koniec przegladu technicznego zabralismy sie za sprawdzanie pompy paliwowej, ktora podejrzewalismy o drobne wykroczenia. myslelismy zreszta, ze to jest wymagane lub wskazane. okazalo sie wkrotce, ze ani jedno, ani drugie! nikt nie rozkreca pomp mechanicznych, nawet mechanicy samolotowi. rezultat byl porownywalny do tego, jakbysmy rozkrecili i skrecili, bo ja wiem, zegarek sprezynowy... podczas kolowania z hangaru do hangaru musialem 3 razy zapalac gasnacy silnik. a wiec - nowa pompa mechaniczna.

      tylko wez i ja zainstaluj... ciasno jak #$^&*, a tam kazda mocujaca srube trzeba 'safety wire' tj. zabezpieczyc od mozliwosci samoistnego odkrecenia sie skreconym w przepisowy sposob podwojnym cienkim drutem. to standard w lotnictwie, podobnie jak pieczetowanie nie zabezpieczonych drutem nakretek kropka zoltej farby, zeby bylo widac, czy sie nie poluzowaly od wibracji.

      udalo sie. poniewaz niektorzy z was sa lekarzami, powiem ze my po pracochlonnym zmontowaniu i zabezpieczeniu tym drutem obudowy silnika mielismy taki typowo chirurgiczny moment pt. "gdzie jest to male narzedzie? czy zostalo w srodku?".
      musielismy zdjac pokrywy, a jego tam oczywiscie nie bylo.

      potem partner pojechal do domu opiekowac sie chorym psem, a ja oblecialem i sprawdzilem, ze nasz rv6a utrzymuje sie w powietrzu. zbieralo sie na burze, wiec pokrecilem sie w kregu lotniskowym kwadransik, robiac 3 touch and go.
      • ingeborga.dapkunaite Re: ach co to byla za noc 25.06.11, 23:12
        Pod wrażeniem opisu, bo na szczegółach technicznych się nie znam. Gdzie jesteś? Przewiózłbyś pasażera takiego, jak ja? Mi się źle od takiego latania nie robi. Wręcz przeciwnie - podoba się.
        • you-know-who Re: ach co to byla za noc 26.06.11, 00:15
          oczywiscie, przewioze kazdego kto wytrzyma ze mna w samolocie :-!
          latam tutaj (nie moje. mam cos z latania ale na blogspocie)
    • you-know-who cos ludzi ciagnie w niebo 25.06.11, 23:44
      state, zgodze sie z Toba ze smierc szufy byla pozbawiona wartosci wyzszych.
      zadna smierc nie jest sensowna ani fajna. oczywiscie lzej jest umierac, albo wspominac kogos, jesli sie jakis sens znajdzie. tyle ze "smierci zolnierza" zdecydowanie nie popieram!
      a jego latanie zmienilo troche swiat, w takim samym (malym) stopniu jak i to co my robimy.

      czasem slyszy sie zwrot "zginal smiercia lotnika". ale czy mowi sie: zginal smiercia kierowcy? albo "zginal smiercia przechodnia", a moze "chorego na zawal".

      sa sporty tak niebezpieczne, ze glupie. latanie jest niebezpieczne. czy jest glupie?
      jakze latwo moze byc! a jednoczesnie wcale nie musi; nie jest sportem ekstremalnym i nie powinno sie tak konczyc. szufa spadl, bo zostawil sobie b. maly margines bledu. mogl zapewnic sobie wieksze bezpieczenstwo, ale tego nie zrobil.

      dlugie latanie bez wypadkow? znam takiego jednego pilota lot-u. nie jest szeroko znany. troche latal akro, ma maly samolocik (lzejszy niz moj, a moj to kruszynka, 800 kg ze wszystkim i wszystkimi).
Pełna wersja