zgubiłem kartki na buty

02.07.11, 20:42
na początku lat osiemdziesiątych zgubiłem kartki na buty, co doprowadziło do krótkiego kryzysu rodzinnego.
Młodym uczestnikom forum wydaje się to tak abstrakcyjne, wręcz nieprawdopodne. Ale kiedyś były kartki na buty. Sklepy z butami, i nie tylko, wówczas były zasadniczo puste, a gdy był tam jakiś towar, trzeba było brać, co jest, niezależnie od numeru, fasonu czy koloru.
Wiem, że post nadaje się do forum historycznego, ale ponieważ na wiariackich papierach, pozwalam sobie tutaj.
    • ingeborga.dapkunaite Re: zgubiłem kartki na buty 02.07.11, 20:44
      Na mięso były kartki i na różne inne artykuły potrzebne. Przy czym - mało, że kartki były, to trzeba było to kartkowe upolować.
      A coś Ty taki ciamajda? Gdzieś je zgubił?
      • tojabogdan nie wiem, gdzie 02.07.11, 20:52
        były inne niż pozostałe, może przez nieuwagę wyrzuciłem?
        Innych strzegło się jak oka w głowie. Nie palący i nie pijący miałem zawsze nadmiar kawy, bo kartkami handlowało się. Wódkę zresztą kupowałem regularnie, bo jak można byłoby kartek nie wykorzystać. I wódka była rodzajem waluty, i to silnej, jak w epoce handlu wymiennego.
        To był zresztą jedyny okres w moim życiu, w którym kupowałem regularnie wódę. Ponieważ przydział był comiesięczny, były nadwyższki, eksperymentowałem, jak się da to uszlachetnić, np. robiłem likier kawowy, z kawy na kartki i cukru na kartki.
        • ingeborga.dapkunaite Re: nie wiem, gdzie 02.07.11, 20:54
          Nic dziwnego pod słońcem, a tych kartek na buty może poszukaj gdzies na pawlaczu. Teraz na nich parę złotych na Allegro dają, jako za pamiątki historyczne.
      • maccard Re: zgubiłem kartki na buty 06.07.11, 07:57
        ingeborga.dapkunaite napisała:

        > Na mięso były kartki i na różne inne artykuły potrzebne.

        Przecież nawet same kartki były na kartki. Żeby dostać kartki na konkretne artykuły zaopatrzeniowe trzeba było pokazać "wkładkę" do dowodu osobistego czyli inną kartkę.
        Dla młodszych, nie pamiętających na zdjęciu od lewej , po prawej są kartki właściwe.

        Przy czym - mało, że k
        > artki były, to trzeba było to kartkowe upolować.
        > A coś Ty taki ciamajda? Gdzieś je zgubił?
    • state.of.independence o butach już było 02.07.11, 20:58
      Chociażby TU. I to też historyjka z początku lat osiemdziesiątych, więc nic nowego. Zuzki tu nie ma, więc wszyscy "tutejsi" te czasy pamiętają.
      • ingeborga.dapkunaite Re: o butach już było 02.07.11, 22:37
        A o wacie nie do zdobycia? Ciotka mi opowiadała, że mąż jej w tamtych czasach wrócił rozradowany, bo akurat trafił na watę i przyniósł jej pięć paczek. Mówiła, że cieszyła się bardziej, niż gdyby jej kwiaty przyniósł. Podpasek wedy nie było.
        • state.of.independence Re: o butach już było 02.07.11, 22:47
          Z watą to była kolejna historia, tylko nie wiem jakim cudem można było zdobyć wtedy aż pięć paczek.

          Wyglądało to tak: jeśli pod apteką stał ogonek na kilometr to należało po prostu stanąć, bo "watę rzucili". Nie wiem jak to było w większych miastach, ale u mnie zawsze było po dwie paczki na łeba, przy czym rozsierdzone matrony wołały, żeby "chłopom nie sprzedawać". Zamiast waty czasami można było wybrać ligninę, a zdarzały się (bardzo rzadko) podpaski marki podpaski - szczerze mówiąc nie wiem jak wyglądały tamte, ale pierwsze, które już w nieco lepszych czasach zaczęły pokazywać się w sprzedaży były makabryczne.

          No ale wracając do naszej kolejki - po zakupie dwóch paczek waty można było albo lecieć biegiem do domu i wołać całą rodzinę, żeby się ustawiła w ogonku (jeśli godzina była młoda i istniała szansa, że tej waty starczy), albo schować watę
          do jakiejś siatki i stanąć po raz drugi (jeśli było już późno i ryzyko wyczerpania asortymentu lub zakończenia pracy apteki było znaczne).

          A o papierze toaletowym i całych "koralach" z rolek dumnie noszonych na szyjach też chcesz posłuchać?


          • ingeborga.dapkunaite Re: o butach już było 02.07.11, 22:51
            O papierze to też znam. Natomiast te pięć paczek - pojęcia nie mam, jak mu te pięć udało się zdobyć. Spróbuję na logikę: mógł być z nieżonatym kolegą i mógł kogoś bardzo potrzebującego za koszt jednej "uznać" za kolegę i wpuścić przed siebie. Taka opcja mi po namyśle wychodzi.
            • state.of.independence Re: o butach już było 02.07.11, 23:08
              Jak znasz o papierze to opowiem coś innego - autentyczna historia z mojego życia. Ponieważ do robienia zakupów i latania z tymi kartkami w kolejkę byłam od małego przyzwyczajona, więc jak mi po szkole matka oznajmiła, żebym poszła do sklepu po kiełbasę to tylko wyciągnęłam łapę po kartki. A tu słyszę, że kartek już nie ma. Jak nie ma? - uwierzyć nie mogłam, ale kazali to idę do sklepu i gdybam we łbie co robić jakby się okazało, że jednak kartki cały czas są.

              Ale nic, wchodzę do mięsnego, a tam rzeczywiście jakieś cuda: zamiast kolejki na ulicę "tylko" 15-20 osób w ogonku. No to może jednak nie ma już tych kartek. Rozglądam się po sklepie - no rzeczywiście coś się zmieniło - wiszą na tych hakach ze 3-4 rodzaje cienkiej kiełbasy i też ze 3-4 grubej, kanapkowej. Już czuję, że to pierwsze tchnienie dobrobytu... Kolejka się posuwa powoli, mam coraz lepszy widok na cuda w sklepie: na metalowych, obtłuczonych michach leżą podroby wołowe: płuca, wątroba i coś tam jeszcze. Oczy z orbit mi wyłażą na te cuda, przeliczam w pośpiechu pieniądze bo płuca są naprawdę bardzo tanie...

              Przyszła moja kolej, wzięłam trochę kiełbasy cienkiej, trochę grubej, tak kombinując, żeby zlecenie zrealizować i jeszcze żeby na płuca starczyło. No i starczyło mi na 2 kilo tych płuc. Jak to mój ojciec zobaczył to od razu portfel otworzył i mi "nagrodę" za zaradność wypłacił (bardziej mi się opłaciło niż gdybym płuc nie kupiła i zostawiła sobie resztę) a matkę pogonił do robienia pierogów. A to były te czasy, kiedy jeszcze pierogi lubiłam. Z czasem mi przeszło.
              • ingeborga.dapkunaite Re: o butach już było 03.07.11, 00:09
                Fajna historia. :-) No to przeżyłaś potężny szok w dzieciństwie i w razie czego za jakieś tam niepowodzenia możesz spokojnie oskarżać system kartkowy, no bo jak to - tak dziecku namącić w głowie? Przecież to spaczenie charakteru wywołać może, koszmary nocne i co tam jeszcze. ;-)
                • state.of.independence Re: o butach już było 03.07.11, 00:29
                  Ale to był szok pozytywny - wchodzę do sklepu a tam kolejka na 20 osób, nie na 200. Do tego jest kilka gatunków wędlin do wyboru (a za czasów kartkowych nikt o żadnym wybieraniu nie myślał - brało się co leci). Do tego jeszcze podroby na tych obtłuczonych metalowych michach i nawet nikt się nie kwapił do ich nabywania (a naprawdę były wtedy za grosze).

                  A potem, to znaczy za rok czy dwa jak zaczęło się w sklepach zmieniać, w sensie wyglądu wnętrz, ilości towarów na półkach. Ech, to trzeba było przeżyć na własnej skórze czasy, kiedy mydło było albo szare, albo toaletowe, pasta do zębów była jedna, proszek do prania... a był E, był IXI (niesamowicie pachniał), nawet były płatki mydlane. A teraz co porobili? Mydło o zapachu róży, melona, truskawki, albo nie wiadomo czego, 20 rodzajów proszku do prania, 20 rodzajów płynu do naczyń, 50 rodzajów kremu do rąk i tyle samo różnych past do zębów... Dziwny jest ten świat. Proszek E przeżył zmiany ustrojowe a proszek IXI się nie ostał :-( Chyba dzisiaj będę dumać całą noc nad jego śmiercią, że aż nie zasnę :-?
                  • ingeborga.dapkunaite Re: o butach już było 03.07.11, 10:24
                    A propos IXI - był na ukradzionej amerykańskiej technologii. Może jakieś roszczenia Amerykanie zgłosili i nasi woleli zrezygnować, niż płacić? Ciekawa jestem, jaka byłaby reakcja ludzi z lat 80-tych, gdyby w którymś mieście zmaterializowała się nagle "Biedronka", w której można byłoby nabyć to, co ma w swoim asortymencie dzisiaj. Mam na myśli przeniesienie sklepu z naszych czasów do przeszłości i jakby to wyglądało. A po kilku godzinach sklep rozpłynąłby się w powietrzu ale kto co nabył, to by mu zostało.
                    • state.of.independence Re: o butach już było 03.07.11, 11:45
                      Gdyby się Biedronka zmaterializowała w tamtych czasach to po pierwsze w ciągu kilku godzin zostałby wykupiony cały towar, bo się wtedy brało wszystko jak leci, nie patrząc czy akurat potrzebne czy nie. Poza tym po wykupieniu asortymentu pewnie ludzie by rozkradli te płyty z których biedronkę zbudowali.
                      • ingeborga.dapkunaite Re: o butach już było 03.07.11, 14:13
                        No to do bajki o Biedronce dodałabym, że ten towar ciagle by się pojawiał i pojawiał. Widziałaś w naszych czasach, by w Biedronce było pusto? Ja nie. Więc Biedronka miałaby być z naszych czasów - ciągle z towarami na półkach. Chyba ludzie by powariowali ze szczęścia, widząc sterty papieru toaletowego i to o różnych zapachach, sterty podpasek ze skrzydełkami, bez, szybko wchłaniających, na dzień, na noc. Nie mówię o paczkowanym mięsie, czy kiełbasach w pękach. Ciekawie byłoby popatrzeć na miny pierwszych kupujących.
                        • state.of.independence Re: o butach już było 03.07.11, 14:22
                          No właśnie, że ludzie powariowaliby ze szczęścia - jakby się znaleźli w Biedronce to każdy łapałby po 20 kg cukru, tyle samo mąki, ze 20 rolek papieru toaletowego, 5 past do zębów, 10 mydeł, 5 szamponów, itd, itp. W tamtych czasach jak coś w sklepie było, to się brało na zapas, w ilościach hurtowych.

                          Robisz błędne założenie, że każdy wszedłby do środka i wziął tyle ile potrzebuje na bieżące potrzeby. W tamtych czasach nikt tak zakupów nie robił. Opróżnienie całego sklepu, łącznie z magazynem to by była kwestia 1-2 dni. Miny kupujących byłyby tak zachwycone, że wszyscy łapaliby tyle, ile są w stanie o własnych siłach wytaszczyć i lecieliby do kasy, nieśliby to do domu i przylatywaliby po raz drugi.
                          • ingeborga.dapkunaite Re: o butach już było 03.07.11, 15:01
                            Skąd, ja przecież wiem, że każdy by łapał tyle, ile udźwignie. Pamiętam tamte czasy. Ale wyobraź sobie, że towar do tej teleportowanej w przeszłość Biedronki byłby teleportacyjnie uzupełniany w miarę ubywania. I to tylko jeden dzień. :-) Podejrzewam, że ludzie też nie narzekaliby na kolejki do kas i dziwiłoby ich, że są tak szybko obsługiwani (obsuga z naszych czasów). Ale, by wprowadzić ograniczenie - każdy jeden może wejść tylko raz. Może przyprowadzić kogoś nowego ale jak sam będzie chciał wleźć po raz drugi, to natknie się na barierę z powietrza i nie przejdzie. Wyobrażasz, co działoby się pod sklepem?
                            • state.of.independence Re: o butach już było 03.07.11, 15:09
                              Tak, przed sklepem ludzie by się pozabijali. Założenie o teleportacji towaru w sytuacji w której to jest fizycznie niemożliwe w połączeniu z tamtejszą mentalnością jakoś mi się nie widzi. Założenie, że każdy do sklepu może wejść tylko raz? No chyba okna by ludzie powybijali.
                              • ingeborga.dapkunaite Re: o butach już było 03.07.11, 15:23
                                Uprawiam s-f, State. :-) Nie powybijaliby, bo tych, co byli trzymałaby niewidzialna ściana, a towar by stale przybywał z naszych czasów (nie właźmy w szczegóły techniczne, State - towar stale się uzupełnia z naszych czasów). Wyobraź sobie sytuację jakiegoś faceta, co obkupił się wódką, piwem i czym tam jeszcze, a potem żonę przyprowadził i wejść nie może. Przecież on by zrozumieć nie umiał, dlaczego drugi raz wejść nie może i nic temu sklepu też nie zrobi. Może tylko stać i patrzeć przez szybę, jak jego żona tonami kupuje różne rzeczy, omijając taki dział alkoholowy. A przeciez on całe oszczędności, biegnąc drugi raz, zabrał! To byłby ból.
                                • state.of.independence Re: o butach już było 03.07.11, 15:30
                                  Eeee, za dużo tego S-F, za dużo. Jakby facet nie mógł wejść do sklepu to poprosiłby babcię-emerytkę o odstanie za niego w kolejce i coś by jej za to odpalił. Były takie starsze panie, które za różne drobne przysługi już o 2-3 nad ranem z rozkładanymi stołeczkami ustawiały się pod sklepem, żeby w imieniu sąsiadów dokonać zakupu.
                                  • ingeborga.dapkunaite Re: o butach już było 03.07.11, 15:35
                                    A babcia to durna by była i dla siebie by nie nakupowała i rodziny? Dobrosąsiedzkość tego typu istnieje, gdy podaż jest mała i limitowana, a tu bierz, co chcesz, ile chcesz, bez limitu. Ile wytaszczysz - to Twoje.
                                    • state.of.independence Re: o butach już było 03.07.11, 16:01
                                      No nie wiem czy babcia durna by była, ale jakby facet nie mógł wejść do sklepu to by się babcią wysłużył. Grunt, że osobiście takie babcie kolejkowe za czasów mojej najwcześniejszej młodości znałam.
                                      • ingeborga.dapkunaite Re: o butach już było 03.07.11, 16:07
                                        Babcia by może i kupiła ale kazałaby sobie połowę oddać za przysługę. :-)
                                        • state.of.independence Re: o butach już było 03.07.11, 16:18
                                          Iiii tam, aż takie pazerne to te babcie nie były. Wiem o czym mówię, ale nie będę kompromitować osób, które od prawie 20 lat wąchają kwiatki od spodu i opowiadać o nich historyjek z tamtych czasów. A niech im ziemia lekka będzie.
                                          • ingeborga.dapkunaite Re: o butach już było 03.07.11, 16:31
                                            Widać spazerniały teraz. Zastanawiam się, co obecnym babciom zaszkodziło, że zrobiły się pazerne, wściekle krytykujące innych i chcące "urwać" nie gorzej, a nawet lepiej (mają doświadczenie z lat socjalistycznych), niż ci pazerni młodzi. Dziadków to jakoś w mniejszym stopniu dotyczy ale babcie (nie wszystkie ale dużo) spazerniały. A materiału do obserwacji mam wiele, bo na osiedlu mam mnóstwo emerytów, no i autobusami się jeździ. W sobotę na bazarku byłam świadkiem, jak taka babcia, wyglądająca jak nogą na tamtym świecie doprowadziła do płaczu prawie młodziutka sprzedawczynię ze stoiska z warzywami. Kupując pęczek marchewki (cena 2.50, wypisana na kartoniku na w pojemniku z marchewkami), zaczęla nieomalże w dziewczynę rzucać pęczkami, wściekle drąc się: "Ciebie, to szmato nikt nie nauczył? Zamiast g... po kątach rodzice powinni ciebie szacunku uczyc! Ja za ten chłam najwyżej ci złotówkę dam!" O co poszło - o to, że babci nie pasowała jakość marchewki. A nikt jej nie kazał na tym stosiku zakupy robić! Na bazarku z dziesięc innych jest i nikt jej marchewki nie wciskał. Nie podoba się - szukasz dalej. Uspokoiła się i mamrocząc coś pod nosem uciekła, gdy przybiegł taki trochę w gabarytach właściciel stoiska w wieku ponad naszym o jakieś 15 lat, co to by chyba nie miał oporów, by babcię zgarnąć i poza bazar wynieść. Podobnego rodzaju sytuacje widuję dość często. Idzie z reguły o nic lub też o coś, co nijak nie dotyczy osoby napastowanej ale czego nasłucha się napadnięta/ty, to jej. Z reguły babcie napadaja na młodych ludzi, ubranych normalnie lub na młode kobiety w ciąży lub ładnie wyjściowo ubrane. Sądzę, że to jakiś syndrom czegoś, bo przecież nie menopauzy. Babcie z reguły oscylują w okolicach 70+ i to dawno mają za sobą. Ciekawe, choć nieprzyjemne zjawisko. Czego im brakuje?
                                            • state.of.independence Re: o butach już było 03.07.11, 16:47
                                              Akurat 70+ to jest wiek moich rodziców, ale powiedzmy, że jeszcze całkiem młodo jak na swoje lata wyglądają i nie napastują nikogo o marchewkę. Tyle, że to jest pokolenie, które się nijak w dzisiejszej rzeczywistości nie potrafi odnaleźć i wiele osób wylewa swoje frustracje gdzie popadnie i jak popadnie.

                                              Na przykład mnie wkurzają panie w tym wieku, które kupując pęczek rzodkiewki nacinają paznokciem skórkę na jednej rzodkiewce z pęczka, odkładają go, nacinają rzodkiewkę z kolejnego pęczka i po takim ozdobieniu 5-6 pęczków nie kupują żadnego, mamrocząc pod nosem, że albo mało jędrne, albo jakieś inne te rzodkiewki. Ja jakoś nie muszę aż pazurów wbijać w nie, żeby ocenić czy są świeże czy nie. Albo macanie pomidorów tak, że aż robią się w środku obgniecione i miękkie. Jasny gwint, to nawet ja mając w ręku siłę chłopa potrafię wziąć delikatnie pomidora w dwa palce i sprawdzić jaki jest, a nie muszę gnieść i miętosić całą łapą.

                                              Jak mi za uchem taka babcia mamrocze "No patrz pani, jakie g..., nie ma w czym wybrać" to dyskretnie usuwam się na bok, albo udaję, że nie słyszę, bo też uważam, że jak nie pasuje to niech nie bierze.
                                              • ingeborga.dapkunaite Re: o butach już było 03.07.11, 16:59
                                                To jest właśnie to, o czym mówisz. Jakaś niewypluśnięta frustracja i pretensje, wylewane na kogo popadnie w mniej lub bardziej dosadnym stylu. A potem wielki żal, jak ktoś nie wytrzyma i się odgryzie - że takie to młode pokolenie niewychowane i dostanie się każdemu, kto wtrąci się. Ciekawe, że babcie nie atakują ani młodzieży z jakiejś wyraźnej w ubiorze subkultury, ani "byczków" w dresach, ani facetów w sile wieku słusznej postury. Wybierają do wyżycia się jakieś chucherko z wyglądu.
                                                Ale nie wszstkie, bo znam normalne. zastanawia mnie tylko, czemu jedne pozostają normalne, a inne zachowują się, jakby tu i natychmiast wymagały egzorcyzmów.
                                                • state.of.independence Re: o butach już było 03.07.11, 17:14
                                                  Może diabeł je opętał? O czekaj, Słońce u mnie wyłazi zza chmury...
                                                  • ingeborga.dapkunaite Re: o butach już było 03.07.11, 17:17
                                                    Diabła uważałam dotąd za bardziej konstruktywnego, niż kuszenie babć do rzucania w sprzedawczynie marchewkami. Jakoś mi nie pasuje to do diabła. I co z tym słońcem? U mnie wstrętnie jest. :-(
                                                  • state.of.independence Re: o butach już było 03.07.11, 17:32
                                                    Słońce się schowało, ale chyba nie będzie już padać. Właśnie rozważam ubranie się jak do ludzi i udanie się choćby na krótki spacer.
                                                  • ingeborga.dapkunaite Re: o butach już było 03.07.11, 17:36
                                                    Ja dzisiaj w deszczu poszłam do fryzjera pod ciąć włosy. I dobrze myślałam - było pusto. Wszyscy chyba po domach siedzą, bo wieje, pada i ogółem jest nieprzyjemnie.
                                                  • state.of.independence Re: o butach już było 03.07.11, 19:11
                                                    A ja właśnie wróciłam ze spaceru. Trudno nazwać to poprawą pogody, ale przynajmniej padać przestało już dobre 2 godziny temu i trochę wyżej te chmurska sobie poszybowały, tak że trafiają się między nimi jakieś błekitne prześwity. Może trochę do jutra się wypogodzi.
                                                  • ingeborga.dapkunaite Re: o butach już było 03.07.11, 19:24
                                                    To chyba biegiem byłaś na tym spacerze. Ja już nigdzie nie wyłaziłam, bo jest mocno nie po mojemu i mokro-zimno. A nie założę przeciez jesionki i kozaków.
                                                  • state.of.independence Re: o butach już było 03.07.11, 19:49
                                                    Jak biegiem? U mnie prawie 15 stopni, a skoro już nie pada, to nie jest mokro, bo wszystko od razu w ziemię, znaczy się piach wsiąka.
                                                  • ingeborga.dapkunaite Re: o butach już było 03.07.11, 19:57
                                                    U mnie tez chyba się przejaśnia ale na ulicach pustki. Nie chce mi się znowu ubierać i wyłazić.
                                                  • state.of.independence Re: o butach już było 03.07.11, 20:15
                                                    E, u mnie ludzie łażą, jeżdżą na rowerach, wyprowadzają pieski. Tutaj wszyscy tak mają, że muszą wyjść na powietrze.
                                                  • ingeborga.dapkunaite Re: o butach już było 03.07.11, 22:16
                                                    Tutaj za zimno i wietrznie było na coś takiego i co i rusz uruchamiał się kranik z deszczem.
                                                  • state.of.independence Re: o butach już było 03.07.11, 22:31
                                                    U mnie z rana i wczesnym popołudniem było najgorzej. Potem się zaczęło ocieplać i deszcz przestał padać. Do tej pory jest bezdeszczowo, ale po ciemku trudno mi się wyznać w grubości chmur więc nie wiem co będzie jutro.
          • tojabogdan papier toaletowy 02.07.11, 23:19
            niektórzy teoretycy poprzedniej formacji ustrojowej głosili, że wystarczyłoby ludziom zapewnić papier toaletowy, a ustrój przetwałby
            • ingeborga.dapkunaite Re: papier toaletowy 03.07.11, 00:10
              No i tyle zdania teoretyków. Jakby zapewnili możliwość korzystania dowoli z papieru, czyli sklepy byłyby pełne żarcia, to może by i przetrwał. Nikt z pełnym brzuchem nie biega po demonstracjach, tylko woli wygodnie w fotelu sobie trawić.
              • tojabogdan głodnych nie było 03.07.11, 14:49
                może byli niedojadający, ale było co jeść.
                Tyle, że tamtejsze propagandowe służby były nieudolne, a więc były pozbawione szans na jakikolwiek sukces.
                W czasach, w których brakowało już mięsa, próbowano upowszechniać jedzenie jarzyn i owoców. Z dzisiejszej perspektywy nic cenniejszego dla zdrowia. Ale wówczas wymyś
                lane na prędce "kotlety z marchewki" wzbudzały jedynie wściekłość wytęsknionych za schabowym, albo wesołość. A propos wesołość. Tamtejsze, czyli peerelowskie kabarety i satyra była na najwyższym poziomie, który po zmianie ustroju bezpowrotnie obniżył się o kilka poziomów.
                Ale to takie moje dywagacje.
                Osoby, które tamtych czasów nie przeżyły jako dorosłe, nie są w stanie sobie tego wyobrazić.
                • state.of.independence Re: głodnych nie było 03.07.11, 15:04
                  tojabogdan napisał:

                  > Osoby, które tamtych czasów nie przeżyły jako dorosłe, nie są w stanie sobie te
                  > go wyobrazić.

                  No to się teraz Ingeborga może się tłumaczyć Bogdanowi z przeżyć własnej młodości, albo może się nie tłumaczyć. Ja mam tylko polewkę z tego, że czytam sobie dyskusję dwóch osób, które z pewnych względów nijak się zrozumieć nie mogą, więc się nie dogadają :-P

                  I przypomiał mi się kawał:
                  Wchodzi do mięsnego facet z kartkami w dłoni i pyta:
                  - Kiełbasa jakaś jest?
                  - Nie ma.
                  - Mięso jakieś jest?
                  - Tylko 4 gatunek...
                  Zdesperowany facet kupił, zaczyna w domu przyrządzać a tam sporej wielkości drewniane drzazgi, jakieś kawałki metalu w tym mięsie. Wkurzony idzie do sklepu i pokazuje znaleziska.
                  - Panie, co pan chcesz? - odpowiada sprzedawczyni - teraz na 4 gatunek to psy z budami rąbią...


                  Swoją drogą za tamtych czasów moja ciotka pod miastem hodowała nutrie i owce (świnie musiałaby zakontraktować), więc niezależnie od kartek i tego co w sklepach było, a czego nie było - mięsa i wędliny w domu nigdy nie brakowało.
                  • ingeborga.dapkunaite Re: głodnych nie było 03.07.11, 15:47
                    Nie będę, bo jakoś powodu nie widzę. Przecież mu mówiłaś w którymś wątku, że my to prawie równolaty jesteśmy (nie pamiętam, która, w którą stronę ale niedużo). Jak nie czyta, co mu odpowiadają, to tak i ma.
                    • tojabogdan aber warum? 03.07.11, 15:52
                      dlaczego nie będziesz?

                      w końcu to jest forum, a jeśli ktoś Cię na forum pyta, prowokuje, zaczepia, itp., to można powód znaleźć.

                      odpowiedzieć i ingeborga.dapkunaite napisała:

                      > Nie będę, bo jakoś powodu nie widzę. Przecież mu mówiłaś w którymś wątku, że my
                      > to prawie równolaty jesteśmy (nie pamiętam, która, w którą stronę ale niedużo)
                      > . Jak nie czyta, co mu odpowiadają, to tak i ma.
                      • ingeborga.dapkunaite Re: aber warum? 03.07.11, 16:03
                        Nie widzę powodu, by się tłumaczyć z czegoś, z czego nie chcę i nie muszę. I też nawet nie bardzo wiem, z czego. :-)
                    • state.of.independence Re: głodnych nie było 03.07.11, 15:58
                      ingeborga.dapkunaite napisała:

                      > Przecież mu mówiłaś w którymś wątku, że my to prawie równolaty jesteśmy
                      > (nie pamiętam, która, w którą stronę ale niedużo)

                      Oj, Boże, Boże - ale ja to wszystko muszę pamiętać i nawet takie drobiazgi na mojej biednej głowie zostaja. Jakieś 1,5 roku jesteś starsza ode mnie, o czym Cię oficjalnie i przy świadkach informuję. Ja do dziś pamiętam jak skorpiona w kieliszku topiłam, chociaż nie mogę sobie przypomnieć, ile wtedy wypiłam, że się mnie głupoty trzymały.
                      • ingeborga.dapkunaite Re: głodnych nie było 03.07.11, 16:05
                        No ktoś musi pamiętać, skoro ja nie pamiętam. Tym bardziej jestem usprawiedliwiona, bo jestem starsza i mogę mieć prawo do posiadania początków sklerozy. :-) A w temacie topienia skorpiona - no jakoś nam wtedy tak dziwnie wyszło. I nie chcę przypominać, ile nam wtedy tego dobrego poszło. :-)
                        • state.of.independence Re: głodnych nie było 03.07.11, 16:23
                          Początki sklerozy to ja też mam - do dzisiaj nie znalazłam tych termometrów, które mi kilka tygodni temu były potrzebne w celu zmierzenia temperatury. Oba elektroniczne, bo wszystkie rtęciowe już rozdeptałam, albo potłukłam. W różnych miejscach można u mnie znaleźć termometr.

                          Ostatnio ucieszyło mnie znalezisko - pomiędzy mąką a cukrem stała nietknięta rolka szerokiego plastra bez opatrunku. Tak mi się wydawało, że kupowałam taki, tylko nie mogłam zrozumieć, czemu nie ma go w apteczce. Tylko gdzie do cholery ja mogłam wetknąć termometry i dlaczego? Między długopisami ich nie ma, między ołówkami też nie ma, między wiertłami do wiertarki też sprawdzałam i nie ma, między śrubokrętami nie ma, w szufladzie z dokumentami też nie ma, w szafce z jedzeniem też nie ma... Ciężka sprawa z tym wszystkim :-?
                          • ingeborga.dapkunaite Re: głodnych nie było 03.07.11, 16:34
                            Puste doniczki z kwiatkami sprawdzałaś? A może użyłaś ich jako zakładki do książki? A może kocice uznały je za ich własność i dotychczas mierza temperaturę komarom i muchom? ;-D
                            • state.of.independence Re: głodnych nie było 03.07.11, 16:51
                              No nie, w doniczkach termometrów nie sadziłam, w książkę bym czegoś takiego nie włożyła. Jeśli kocice mierzyły tym temperaturę komarom to znaczy, że łóżko muszę jutro odsunąć. Dziwne rzeczy się pod nim znajdują, poczynająć od małych piłeczek i futrzanych myszek, na kościach wyciągniętych pod moją nieobecność z kosza na śmieci kończąc. Nie mówiąc już o osach z urwanymi łbami, oraz o motylach/ćmach z urwanymi łbami i skrzydłami.
                              • ingeborga.dapkunaite Re: głodnych nie było 03.07.11, 17:01
                                To jeszcze za łóżkiem nie sprawdziłaś?! To ja bym pierwsze, co zrobiłabym, to szukałabym tam, jakbym nie znalazła w zwykłym miejscu. Pewno kocice tymi termometrami najpierw mierzyły temperaturę osom i ćmom, a potem im łebki i skrzydełka urywały. :-)
                                • state.of.independence Re: głodnych nie było 03.07.11, 17:16
                                  A chce mi się całe łóżko przesuwać za każdym razem jak mi coś zginie? Oprócz łóżka to jeszcze lodówka jest miejscem strategicznym, bo pod segment nic mi nie są w stanie wepchnąć - stoi na podłodze bez żadnych nóżek.
                                  • ingeborga.dapkunaite Re: głodnych nie było 03.07.11, 17:19
                                    Za łóżkiem lepiej. Lodówce miałyby temperaturę mierzyć?
                                    • state.of.independence Re: głodnych nie było 03.07.11, 17:33
                                      A czemu nie? Lodówka od wewnątrz zimna, od tyłu - gorąca. To jest dopiero zagadka, dlaczego.
                                      • ingeborga.dapkunaite Re: głodnych nie było 03.07.11, 17:37
                                        I myślisz, że kocice badania przeprowadzały, używając do tego termometrów? A nie łatwiej nowy kupić i dobrze schować - np. do kaszy, czy ryżu? :-)
                                        • state.of.independence Re: głodnych nie było 03.07.11, 19:13
                                          Kocice to tu różne badania przeprowadzają, używając różnych przedmiotów. A jak kupię trzeci termometr i schowam do kaszy to też go potem nie będę mogła znaleźć, bo zapomnę gdzie wetknęłam :-(
                                          • ingeborga.dapkunaite Re: głodnych nie było 03.07.11, 19:16
                                            To napiszesz na forum, gdzie umieściłaś. Ludzie przeczytają i ktoś Ci w odpowiedniej chwili przypomni. :-)
                                            • state.of.independence Re: głodnych nie było 03.07.11, 19:24
                                              A co z tego, że napiszę "umieściłam w kaszy", jak za dwie godziny przełożę do cukru, na następny dzień do proszku do prania, a za kolejne kilka godzin wrzucę do mleka?
                                              • ingeborga.dapkunaite Re: głodnych nie było 03.07.11, 19:27
                                                To masz ostateczne miejsce znaleźć i nie ruszać bez potrzeby albo za każdym razem w wątku o miejscu pobytu termometra zamieszczać nowy wpis.
                                                • state.of.independence Re: głodnych nie było 03.07.11, 19:47
                                                  Albo kupię sobie taki jak w tym filmie
                                                  • ingeborga.dapkunaite Re: głodnych nie było 03.07.11, 19:57
                                                    Aha! :-) Tylko z tym wywarem z makówki ostrożnie. Że też w czasach naszego dzieciństwa rzeczy miały inne znaczenie. :-)
                                                  • state.of.independence Re: głodnych nie było 03.07.11, 20:14
                                                    Ja od wczoraj bajki o Panu Kleksie oglądam dla rozrywki przez tę pogodę. I nawet zaczęłam doceniać zalety tych filmów, chociaż w dzieciństwie coś mi do gustu nie trafiły. Do dzisiaj uważam, że za dużo tańców i śpiewów, ale fabuła jest ciekawa.
                                                  • ingeborga.dapkunaite Re: głodnych nie było 03.07.11, 22:17
                                                    Książka też fajna była. A musical całkiem sympatyczny. :-)
                                                  • state.of.independence Re: głodnych nie było 03.07.11, 22:33
                                                    Ja tam za tym tańcowaniem nie przepadam, ale to już drobny mankament. Dochodzę do wniosku, że bajki dla dzieci czytać i oglądać powinni przede wszystkim dorośli. Dużo można się z tego nauczyć.
                                                  • ingeborga.dapkunaite Re: głodnych nie było 03.07.11, 22:44
                                                    Zyskać inny punkt widzenia między innymi. :-)
                                                  • state.of.independence Re: głodnych nie było 03.07.11, 22:53
                                                    Właśnie o tym mówię - można się nauczyć patrzeć na świat z innego punktu widzenia, a konkretnie z punktu widzenia dziecka, którym w końcu każdy z nas kiedyś był i każdy o tym zapomniał.
                • ingeborga.dapkunaite Re: głodnych nie było 03.07.11, 15:07
                  Kabarety i innego rodzaju twórczość prześmiewcza uaktywniają się i mają się najlepiej w atmosferze braku wolności słowa, kiedy najbezpieczniej jest korzystać z metafory, wytężać umysł, by o czymś powiedzieć, nie mówiąc o tym wprost. Teraz my mamy kabaret na codzień, przy czym palmę pierwszeństwa mają politycy. Co można teraz prześmiewać, by naprawdę wyjść ponad? I po co mówić, by niedopowiedzieć? Przecież dowolnie wybierając temat, można bredzić publicznie o helu na mankietach, o obezwładnieniu samolotu, o czymkolwiek i przejdzie. Zmieniły się czasy, obyczaje i mentalność ludzka z jednej strony przez postęp technologiczny, a z drugiej - przez ukierunkowanie energii nie na tworzenie, a na utrzymanie status quo i zdobycie w miarę wygodnego pułapu materialnego dla swojego istnienia.
                  • tojabogdan jedzenie w nadmiarze wcale nie jest zdrowe 03.07.11, 15:23
                    ale humoru (radości, wesołości, dowcipu, orgazmu, odprężenia, miłości) nigdy za wiele
Pełna wersja