jo_anna75
06.07.11, 20:01
Być może wsadę kij w mrowisko, ale co tam!
Od dłuższego czasu obserwuję sobie różne relacje międzyludzkie, a w szczególności pojęcie tzw wierności i pomimo, że nie jedno już przeżyłam sporo mam za uszami to włos mi się zaczyna na głowie jeżyć!
Ok, ja tam swięta nie byłam, nie jestem i pewnie nigdy nie będę i w różne układy się w życiu pakowałam, jeśli się ktoś koniecznie uprze to może mnie nazwać dziwką, na zdrowie.
Ale ja jestem sama i nikomu krzywdy nie robię, a z kim sypiam to tylko i wyłącznie moja sprawa.
No właśnie, a większość moich kochanków to niestety żonaci faceci!
Niby, jak suka nie da, to pies nie weźmie, ale wydaje mi się, że facet który ma żonę powinien mieć jakieś morale, wewnętrzy hamulec i nie dać się poderwać każdej lasce.
A tak niestety jest!
I choćbym nie wiem, jak się starała, to nie znam ani jenego chłopa, który byłby wierny swojej żonie! I nie ma tu znaczenia wiek, status spoleczny, czy wykształcenie.
O co tu w takim razie chodzi?! Po co te całe śluby i pseudo zapewnienia o wielkiej miłości, skoro wcześniej, czy później każdy z nich i tak pójdzie na bok?!
Taka jeste męska natura?
A może nie dotyczy to tylko mężczyzn?
I nie chodzi o to, że mam jakieś wyrzuty sumienia, czy tego typu pierdoły, ale nie raz się zastanawiałam, czy lepiej być kochanką, czy zdradzaną żoną?!
Nie spędza mi to raczej snu z powiek, ale w sumie czemu tak jest?