state.of.independence
12.09.11, 18:04
bo inaczej nie dałabym rady. Na gwałt wiozłam dzisiaj ulubioną kotkę rasy dachowiec, maści białej w niewielkie drobne łaty do kliniki. Powód banalny, ale obrzydliwy. Dobrze, że byłam na tyle przytomna i zmienione zachowanie kotki uznałam za wskazanie do oględzin. Po czym w trakcie oględzin sama stwierdziłam ropny wyciek z dróg rodnych i natychmiast zadzwoniłam do weterynarza, gdzie niezwłocznie kazano mi przyjechać.
Myślę, że zwierzak jest już po operacji, ale byłam tak roztrzęsiona, że pogonili mnie z tej kliniki, kazali się dopiero jutro dowiadywać o stan zdrowia kota i obiecali, że jakby się coś stało niedobrego to sami zadzwonią. Na razie telefon milczy (może jest OK?), a ja nie chcąc się wydurniać i wydzwaniać do nich - po prostu dziabnęłam kielicha na uspokojenie. Ale to wcale nie pomaga, wręcz czuję się jeszcze gorzej :-(