Właśnie musiałam golnąć sobie setkę

12.09.11, 18:04
bo inaczej nie dałabym rady. Na gwałt wiozłam dzisiaj ulubioną kotkę rasy dachowiec, maści białej w niewielkie drobne łaty do kliniki. Powód banalny, ale obrzydliwy. Dobrze, że byłam na tyle przytomna i zmienione zachowanie kotki uznałam za wskazanie do oględzin. Po czym w trakcie oględzin sama stwierdziłam ropny wyciek z dróg rodnych i natychmiast zadzwoniłam do weterynarza, gdzie niezwłocznie kazano mi przyjechać.

Myślę, że zwierzak jest już po operacji, ale byłam tak roztrzęsiona, że pogonili mnie z tej kliniki, kazali się dopiero jutro dowiadywać o stan zdrowia kota i obiecali, że jakby się coś stało niedobrego to sami zadzwonią. Na razie telefon milczy (może jest OK?), a ja nie chcąc się wydurniać i wydzwaniać do nich - po prostu dziabnęłam kielicha na uspokojenie. Ale to wcale nie pomaga, wręcz czuję się jeszcze gorzej :-(
    • joanna_on-line Re: Właśnie musiałam golnąć sobie setkę 12.09.11, 20:29
      state.of.independence napisała:

      > Myślę, że zwierzak jest już po operacji, ale byłam tak roztrzęsiona, że pogonili mnie z tej kliniki, kazali się dopiero jutro dowiadywać o stan zdrowia kota i obiecali, że jakby się coś stało niedobrego to sami zadzwonią. Na razie telefon milczy (może jest OK?), a ja nie chcąc się wydurniać i wydzwaniać do nich - po prostu dziabnęłam kielicha na uspokojenie. Ale to wcale nie pomaga, wręcz czuję się jeszcze gorzej :-(


      3mam kciuki za kotke - a Ty się własnie nie wydurniaj i zadzwoń do nich (to raczej normalne, że chcesz wiedziec, jak poszła operacja - kot tez człowiek!) - pewnie wszystko jest ok, ale jak to usłyszysz, to bedziesz spać spokojnie, a tak to... kielichów Ci zabraknie ;)
      • state.of.independence Re: Właśnie musiałam golnąć sobie setkę 12.09.11, 20:38
        No nie, właśnie, że dzisiaj zabronili dzwonić. Kazali zadzwonić dopiero jutro po 10 rano, gdy kot będzie wybudzony i zbadany przez weterynarza. Operacja była robiona po 15, więc prawdopodobnie kot będzie spał jak zabity do rana.

        I nie chodzi o operację jako taką, bo ta niesie małe ryzyko, a udało mi się zawieźć kota na zabieg zanim się jeszcze porządnie rozchorował. Sęk w tym, że z powodu swoich wcześniejszych problemów zdrowotnych kotka jest drobna, generalnie słaba fizycznie, ma małą masę mięśniową i trudno orzec jakie będą skutki narkozy. Dlatego nikt mnie nie oświeci w tej materii do jutra, bo i co mi mogą powiedzieć? Dlatego mnie wygonili w cholerę, kazali się nie martwić i dzwonić nie wcześniej niż jutro po 10 rano :-(
        • joanna_on-line Re: Właśnie musiałam golnąć sobie setkę 12.09.11, 20:56
          rozumiem. no to pozostaje uzbroić sie w cierpliwość...
          • state.of.independence Re: Właśnie musiałam golnąć sobie setkę 12.09.11, 21:04
            Prawdę mówiąc jedynym mankamentem była kwestia niskiej masy ciała i lekkiego zaniku mięśni tylnych łapek, który pozostał jej po bardzo ciężkim choróbsku sprzed lat. Pani doktor powiedziała mi jednak, że jakkolwiek narkoza wiąże się w tym przypadku z ryzykiem, to bez zabiegu kot na pewno umrze - podleczanie tego zapalenia antybiotykami nie zda się na wiele :-(
            • joanna_on-line Re: Właśnie musiałam golnąć sobie setkę 12.09.11, 21:14
              state.of.independence napisała:

              Pani doktor powiedziała mi jednak, że jakkolwiek narkoza wiąże się w tym przypadku z ryzykiem, to bez zabiegu kot na pewno umrze - podleczanie tego zapalenia antybiotykami nie zda się na wiele :-(

              >
              i miejmy nadzieję, że wszystko pojdzie dobrze.
              co do tego typu zapalenie i leczenia antybiotykami... mogę tylko potwierdzic - nie na wiele się zdaje - zwierzę się męczy, poprawa po każdej terapii antybiotykowej sie drastycznie skraca, zwierzak niknie w oczach, a w końcu i tak... koniec. przerabiałam to kiedys z jamniczka otrzymaną w spadku - udało sie przedluzyć zycie o jakieś 6 m-cy, ale z perspektywy czasu patrząc nie jestem pewna czy było to dobre rozwiązanie. aha ona nie kwalifikowała się na operację - miała ponad 12 lat;(
              • state.of.independence Re: Właśnie musiałam golnąć sobie setkę 12.09.11, 21:32
                No, moja kotka też nie młódka - ma 11 lat, ale koty żyją generalnie dłużej niż psy (zdarza się często powyżej 20 lat, a były odnotowane przypadki kotów dożywających w domach do 30), więc pewnie u kota wiek to dużo mniejszy mankament.

                Zresztą, tę klinikę i panią doktor polecił mi sąsiad, który wozi do niej bezpańskie kotki i kocury na kastrację. Zapewniał, że pani doktor dobrze zna swój fach, robi bardzo małe nacięcia i nigdy nie było najmniejszych problemów. I mam nadzieję, że i w przypadku mojego kota tak się skończy, ale łażę na rzęsach.

                Zaskoczyła mnie cała ta sytuacja, bo decyzja o natychmiastowej operacji została podjęta w gabinecie, po zrobieniu USG. Długo przyczyn choroby szukać nie było trzeba, bo jasno i zwięźle powiedziałam, że widziałam gęstą, śluzowatą wydzielinę wypływającą z dróg rodnych, kotka również ma spore pragnienie, wymiotuje, ale nie jedzeniem, więc podejrzewam ropomacicze. Cała diagnostyka i potwierdzenie mojej diagnozy zajęło nie więcej niż 5 minut. Coś tam na tym USG pani doktor zobaczyła, co ja bez USG widziałam.
              • state.of.independence A swoją drogą zauważyłam zabawną rzecz 12.09.11, 21:41
                Mamy przecież na forum lekarza, specjalistę od chorób maści wszelakiej, który mógłby podnieść mnie na duchu w tym trudnym dla mnie momencie i bodaj pocieszyć słowami, że koty są niemal niezniszczalne... A tu nic. Dzisiaj nasz dyżurny lekarz się nie udziela i nie wiadomo czemu. Mój stan psychiczny jest fatalny, a co dopiero ze stanem psychicznym kota będzie? Od razu dwie potencjalne pacjentki, a tu nic, zero pomocy :-P
                • ingeborga.dapkunaite Re: A swoją drogą zauważyłam zabawną rzecz 12.09.11, 22:03
                  Ja wprawdzie nie dochtór ale powiem tak - będzie albo wóz albo przewóz. Koty, to pomimo czasem mizernego wyglądu - to twarde zawodniki i tak łatwo nie poddają się. Nareperują Ci kota i potem znowu będziesz narzekać na osy z oderwanymi głowami, układane Ci przed łóżkiem. Szybko zorientowałaś się, więc szansa moim zdaniem jest duża. Więc trzymam kciuki.
                  Aha, i nie pij więcej, bo Ci jutro kota nie wydadzą i będziesz miała jeszcze inny problem - udowadniania, że nie jesteś alkoholiczką i że Ci kota nie trzeba zabrać. Jak z rana poczują huh, to jeszcze uznają, że zaniedbałaś kota przez notoryczne pijaństwo.
                  • state.of.independence Re: A swoją drogą zauważyłam zabawną rzecz 12.09.11, 22:15
                    ingeborga.dapkunaite napisała:

                    > Szybko zorientowałaś się, więc szansa moim zdaniem jest duża.

                    Tylko jeszcze weźmy pod uwagę, że choroba przez pewien czas mogła przebiegać bezobjawowo i nie wiadomo na ile osłabiła organizm kotki. Liczę jedynie na to, że rekomendowane mi przez sąsiada doświadczenie pani doktor rzeczywiście jest tak wielkie jak to opisał i że pani doktor wiedziała co robi, podejmując się tego zabiegu. Zresztą, pewnie na tym USG widziała, czy da sobie radę z usunięciem tej macicy czy nie.


                    > Jak z rana poczują huh, to jeszcze uznają, że zaniedbałaś kota przez not
                    > oryczne pijaństwo.

                    Z rana to mam dzwonić i dopiero wtedy mnie oświecą, czy mogę już po kota jechać. Przez telefon chyba nie wyczują?
                    • ingeborga.dapkunaite Re: A swoją drogą zauważyłam zabawną rzecz 12.09.11, 22:25
                      No jak bełkotać nie będziesz, to może nie poznają się ale potem po kota masz jechać chyba, co?
                      • state.of.independence Re: A swoją drogą zauważyłam zabawną rzecz 12.09.11, 22:32
                        No, ale z rana mam się pytać, czy już mogę jechać. Nie jest przecież powiedziane, że kot już z rana będzie do odebrania. Chociaż teoretycznie powinna już zacząć do siebie dochodzić. Po drugie - do kliniki mam ze 40 minut jazdy autobusem (drugi koniec świata). Zdążę wytrzeźwieć.
                • joanna_on-line Re: A swoją drogą zauważyłam zabawną rzecz 12.09.11, 22:04
                  to ja Cię pociesze: koty są niemal niezniszczalne :-)
                  kotka mojej siostry ma chore nerki - juz co najmniej 3 razy była w takim stanie, że lekarze nie dawali jej szansy na przeżycie, a ona skubana dochodziła do siebie i ... ma sie całkiem dobrze juz kilka ładnych latek (fakt jest na kroplówkach, ale już sie przyzwyczaiła :-)
                  • state.of.independence Re: A swoją drogą zauważyłam zabawną rzecz 12.09.11, 22:17
                    joanna_on-line napisała:

                    > to ja Cię pociesze: koty są niemal niezniszczalne :-)

                    Ale ja to chciałam usłyszeć z ust jakiegoś autorytetu medycznego, żeby się tym podbudować. Zwłaszcza, że podłoże ropomacicza jest hormonalno-seksualne, co powinno być samo w sobie pasjonujące dla owego autorytetu ;-)
                    • ingeborga.dapkunaite Re: A swoją drogą zauważyłam zabawną rzecz 12.09.11, 22:27
                      No zoofilii to może mu bym nie dokładała. A tak wogóle - opinia oparta na doświadczeniu Joanny to Ci nie wystarcza? Nie wybrzydzaj, kochana, bierz, co masz tutaj i się pociesz. Piszemy Ci, że będzie dobrze, to na mus musi być. :-)
                      • state.of.independence Re: A swoją drogą zauważyłam zabawną rzecz 12.09.11, 22:35
                        Ależ ja nikomu zoofili nie zarzucam. Po prostu uważam, że to jest przypadek godzien zainteresowania i jakiejś głębszej psychoanalizy kociego umysłu i kociego spojrzenia na sprawy prokreacji lub jej brak. I mnie nie wystarczy żadna opinia, jeśli nie padnie z ust lekarza. Żadne tam doświadczenie życiowe - liczą się tylko autorytety ;-)
    • state.of.independence Pierwsze dobre wieści :-) 13.09.11, 11:03
      Kot operację przeżył, choć były problemy z oddychaniem w trakcie narkozy. Teraz jest już wybudzona, ale jeszcze leży bardzo osłabiona pod kroplówką. Wcześniej jak wieczorem, lub nawet jutro rano nikt mi kota nie odda, bo jest jeszcze na to za słaba.

      Tam masakra w tej macicy była - stan zapalny trwał minimum od pół roku, albo nawet dłużej, nie dając objawów. W ogóle to jakiś cud, że się nigdy zapalenie otrzewnej nie wdało, bo według relacji pani doktor - macica wielokrotnie pękała i sama się zrastała.

      Teraz to już tylko kwestia czasu i pieniędzy, żeby kota postawić na cztery łapki...
      • igor_uk Re: Pierwsze dobre wieści :-) 13.09.11, 11:09
        state,jestem z toba .Tym bardziej,ze twoja kotke znam z widzenia,tak sadze.Ty mnie jakas przysylala jej zdjecie.
        • state.of.independence Re: Pierwsze dobre wieści :-) 13.09.11, 11:16
          Ale ja już nie pamiętam, której kotki zdjęcie Ci przysyłałam, bo mam dwie. No, ale podtrzymywać mnie na duchu możesz, bo jak zobaczę rachunek z kliniki to z pewnością zemdleję, albo zejdę na zawał. Za to, że tam sobie kotek leży grzecznie pod kroplówką będę musiała dodatkowo zapłacić i to raczej niemałe pieniądze.
          • igor_uk Re: Pierwsze dobre wieści :-) 13.09.11, 12:02
            A czemu nie ubezpeczyla zwierzatka?Ja place ubezpieczenie i nie martwie sie o cos takiego.Czy w Polsce jest cos podobnego?
            • state.of.independence Re: Pierwsze dobre wieści :-) 13.09.11, 12:41
              W Polsce jest coś podobnego, tylko w życiu mi nie przyszło do głowy, że kot będzie wymagał takiego drogiego leczenia. Ot, nic nie wskazywało na to, żeby kicia była poważnie chora, a tym bardziej, żeby ropę w brzuchu nosiła.

              Wczoraj zawiozłam ją na badania i po badaniu mi powiedzieli, że kot zostaje w klinice i idzie na stół operacyjny, jeśli ma żyć.
    • state.of.independence Wiadomości ciąg dalszy 13.09.11, 16:56
      Yyyyy, nie ma szans na to, żebym dzisiaj kota odebrała. Cały czas leży pod kroplówką, wycieńczona po zabiegu do granic fizycznych możliwości. Ogólnie mam się nie martwić, ryzyka zejścia raczej nie ma w tej chwili, chociaż przed chwilą rozmawiałam z osobą, która operowała i podobno przez moment stan był krytyczny :-(
      • joanna_on-line Re: Wiadomości ciąg dalszy 13.09.11, 21:12
        no ale najważniejsze, że wszystko dobrze się skończyło :-)
        a nie mówiłam? koty są niezniszczalne ;)))
        • state.of.independence Re: Wiadomości ciąg dalszy 13.09.11, 21:18
          Jeszcze się nic nie skończyło - w końcu przecież nie pozwalają mi zabrać kota do domu. Skończy się dopiero jak mi ją oddadzą :-(

          A co do tej niezniszczalności - tak jak się obawiałam: omal jej narkoza nie posłała na tamten świat. Zabieg chirurgiczny to było naprawdę małe piwo przy tym wszystkim.
          • joanna_on-line Re: Wiadomości ciąg dalszy 13.09.11, 21:44
            state.of.independence napisała:

            > Jeszcze się nic nie skończyło - w końcu przecież nie pozwalają mi zabrać kota do domu. Skończy się dopiero jak mi ją oddadzą :-(
            >

            oj nie szerz czarnowidztwa - kotka zyje, nabiera sił, czyli jest ok - uśmiechnij sie :-)

            > A co do tej niezniszczalności - tak jak się obawiałam: omal jej narkoza nie posłała na tamten świat.
            >
            State - jesteś naukowcem! posłała na tamten świat??? nie posłała. czyli...?
            hmmm.. może walnij sobie jeszcze faktycznie kielonka, bo zamiast sie cieszyć, że kotka zyje i wraca do sił, wracasz do przeszłych zagrożen - a kysz!
            • state.of.independence Re: Wiadomości ciąg dalszy 13.09.11, 21:51
              joanna_on-line napisała:

              > oj nie szerz czarnowidztwa - kotka zyje, nabiera sił, czyli jest ok - uśmiechni
              > j sie :-)

              Tak sprawy nikt nie postawił, że nabiera sił. Mnie powiedziano, że jest bardzo słabiutka, zmizerowana, wymęczona i że ciężko to przeszła. Akurat wiem, że po tym zabiegu powinna wrócić do formy w kilka godzin, a tu 24 h nie wystarczyło :-(


              > State - jesteś naukowcem! posłała na tamten świat??? nie posłała. czyli...?

              Z naukowcami to lepiej na trzeźwo o kotach nie dyskutować. Od razu kot Schrodingera mi się przypomniał, a dzisiaj jeszcze nic mocnego nie piłam.
            • state.of.independence P.S. 13.09.11, 22:01
              Jeśli jutro też mi jej nie będą chcieli oddać to zapytam przynajmniej, czy można kota odwiedzić i zobaczyć jak się miewa. Może to nie jest takie głupie jak się z pozoru wydaje. Inaczej to ja chyba kociokwiku dostanę, bo co mi z informacji od lekarza, jak ja bym chciała po prostu zobaczyć co się tak naprawdę dzieje.
              • ingeborga.dapkunaite Re: P.S. 13.09.11, 22:59
                Jeju, skąd się Ci biorą 24h, skoro kocica była chora najmarniej od roku lub pół, jak mi pisałaś. Człowiek po rocznej chorobie i operacji byłby wymizerowany, a kot - co? Ma odrazu Ci wskoczyć na cztery łapy i hołubce wywijać? Nie za dużo chcesz? I nie rozpamiętuj, co by, a gdyby, bo nie ma tego gdyby. Ciesz się, że wszystko jest na dobrej drodze i nie wydziwiaj, że długo. Widocznie tak trzeba.
                • state.of.independence Re: P.S. 13.09.11, 23:34
                  Mówię o 24 godzinach po operacji (teraz już więcej), która sama w sobie jest zabiegiem niezbyt skomplikowanym, niemal kosmetycznym przy metodzie stosowanej w tej klinice, czyli małe cięcie i szew śródskórny. To nie była poważna operacja, która znacząco wpływałaby na stan zdrowia kota. Normalnie kilka lub kilkanaście godzin powinno wystarczyć, żeby zwierzaka oddać właścicielowi. Pierwsza opcja była taka, że miałam odebrać dzisiaj i że dojdzie do siebie przez noc.

                  I cały czas tłumaczę, że komplikacje porobiły się po narkozie, nie po wycięciu czegoś tam. O komplikacjach natury chirurgicznej nikt mnie nie informował, więc domniemuję, że ich nie ma. Pani doktor wyraźnie mi powiedziała, że kot fatalnie zniósł narkozę i z tej przyczyny ogólna kondycja kota jak na ten moment jest dosyć kiepska. Tak trudno zrozumieć, że w tym tkwi problem? Bardzo Cię zmartwię, ale normalnie na drugi dzień po tym zabiegu kot powinien się czuć względnie dobrze, chodzić, jeść i sikać, a cała rekonwalescencja powinna trwać tylko kilka dni.
                • state.of.independence Dla niedowiarków 14.09.11, 00:18
                  Polecam podpunkt "Leczenie":
                  Po zabiegu zwierzę dość szybko dochodzi do siebie, a okres rekonwalescencji trwa kilka dni.
          • tojabogdan miałem psa, był członkiem rodziny, a nawet 13.09.11, 21:54
            jego emocjonalnym centrum.
            Towarzyszył nam wszędzie, on też określał sposób podróżowania na dalsze odległości, a więc wyłącznie samochodem osobowym. Obsikał, czyli zaznaczył w swój psi sposób, z pół Europy, sikał w Wenecji, Florencji, San Sabastian, w wielu miejscach Francji.
            Dożył 16 lat i gdyby nie nowotwór, żyłby pewnie ze dwadzieścia, bo był mieszańcem i nie był olbrzymem.
            Nie chcę mieć już psa ani innego zwierzęcia ze względu na fakt, że będę towarzyszył mu w jego odejściu. A to jest straszne. Nie chcę już tego więcej przeżywać.
            Twojej kotce życzę powrotu do pełni zdrowia!!!! I by żyła wiecznie!
            • state.of.independence Re: miałem psa, był członkiem rodziny, a nawet 13.09.11, 22:13
              tojabogdan napisał:


              > Nie chcę mieć już psa ani innego zwierzęcia ze względu na fakt, że będę towarzy
              > szył mu w jego odejściu. A to jest straszne.

              Jak na lekarza to pitolisz gorzej niż ja, a ja przynajmniej mam w tej chwili powody. Śmierć jest niestety naturalnym końcem życia i każdego z nas to czeka. Dwa razy widziałam śmierć psa potrąconego przez samochód. W jednym przypadku pies był przytomny i chyba rozumiał, że umiera, bo do dziś pamiętam wyraz jego oczu. Odszedł z godnością równą ludzkiej godności i gdybym tylko potrafiła - odprowadziłabym go bodaj kilka kroków.

              Zrozumiałabym także, gdyby moja kotka zmarła w trakcie zabiegu, chociaż byłoby mi przykro, że się z nią nie pożegnałam. Straszne w tym wszystkim jest tylko to, że cała sytuacja wynikła z mojej wyłącznej winy, a wymknęła mi się spod kontroli: mogłam kotkę wykastrować gdy była młodsza, nie zrobiłam tego, stało się co się stało, a ja ani nie panuję nad sytuacją, ani nie potrafię jej w pełni zrozumieć.

              Wiem tylko, że gdybym miała więcej oleju w głowie nie naraziłabym kotki na cały ten niepotrzebny ból i strach, na całe to zamieszanie, nie naraziłabym siebie na zbyteczne wydatki, na wstyd, na wyrzuty sumienia, na poczucie winy. Ale zdaje się, że wyrzuty sumienia czy poczucie winy to nie są tematy na które z Tobą można porozmawiać.
    • state.of.independence I nareszcie dobre wieści :-) 14.09.11, 13:32
      Kot od rana dopuścił się licznych rękoczynów (czy raczej zęboczynów) na personelu medycznym i są już ofiary w ludziach. W gruncie rzeczy jestem dumna, bo porządny kot nie powinien spoufalać się z obcymi. W każdym razie mogę ją zabierać do domu nawet zaraz. Jak ma siłę warczeć, drapać i gryźć lekarzy po rękach to już nic tam po niej.
      • joanna_on-line Re: I nareszcie dobre wieści :-) 14.09.11, 20:47
        state.of.independence napisała:

        > Kot od rana dopuścił się licznych rękoczynów (czy raczej zęboczynów) na personelu medycznym (...). Jak ma siłę warczeć, drapać i gryźć lekarzy po rękach to już nic tam po niej.
        >
        super!!! :-)

        a nie mówiłam? ;) niezniszczalne! :P
        • state.of.independence Re: I nareszcie dobre wieści :-) 14.09.11, 20:58
          Może i niezniszczalne, ale znaczny ubytek kota nastąpił przez te dwa dni. I tak już miała niedowagę, a jeszcze straciła trochę. Może tyle spaliła na walkę o życie, może ciut się odwodniła - trudno powiedzieć.

          Kota mi oddali uznając, że lepiej żeby był w domu i żebym przynosiła zwierzaka na zastrzyki i kontrolę rany. To żadne leczenie jak zwierzę nie ufa opiekunom i gryzie po rękach. Rachunek wystawili mi znacznie mniejszy niż to w swoich sennych koszmarach widziałam, więc nie zemdlałam, ani nie zeszłam na zawał.

          Teraz kotek odpoczywa po jedzeniu i zdaje się, że wreszcie usnęła, bo odkąd wróciła do domu - zrywa się za każdym razem, jak się ruszę i sprawdza czy gdzieś się nie rozpłynęłam. Chyba pobytu w klinice nie wspomina z nostalgią.
          • joanna_on-line Re: I nareszcie dobre wieści :-) 14.09.11, 21:03
            no kto by pobyt w szpitalu miło wspominał... ale fajnie, że się udało - niech sie zdrowo chowa :-)
            • state.of.independence Re: I nareszcie dobre wieści :-) 14.09.11, 21:17
              Bo ja wiem jak to jest z tym szpitalem? Dzieci mojego brata miło wspominają, bo jest ich czwórka, zawsze w domu było ciasno i głośno, a jak łapali co kawałek zapalenia płuc to z radością szli do szpitala, żeby od tego odpocząć.

              A co do kotka - operacja od strony chirurgicznej nie miała prawa się nie udać, bo to jest proste. Gorzej z komplikacjami po tej pierniczonej narkozie, a i może duży stres zrobił swoje z kotem. Diabli wiedzą, czy ona tam spać i jeść mogła. Odebrałam stworka ze zmechaconą, matową sierścią i przerażonym wzrokiem. Teraz mam kota spokojnego i już sierść nawet po mału dochodzi do ładu. To się zdziwią w tej klinicę, jak jutro przyjadę na zastrzyk :-)

              Zresztą, pani doktor się martwiła, czy ona jeść i pić będzie chciała, bo generalnie trzymali ją pod kroplówką. Tymczasem w domu kot rzucił się na jedzenie z żarłocznością dotychczas mi nieznaną, aż miskę chciał pożreć po spożyciu zawartości. Musiałam przedzwonić i zapytać ile wolno dać na raz, bo mi to było dziwne. Teraz karmię co 2-3 godziny małymi porcjami, żeby trochę doszła do siebie i żeby się tak nie rzucała na jedzenie. Powoli przestaje się zachowywać jak pensjonariuszka Oświęcimia.
              • ingeborga.dapkunaite Re: I nareszcie dobre wieści :-) 14.09.11, 21:46
                Wszystko dobre, co dobrze się kończy. :-) Teraz rehab i dojdzie do siebie. Podejrzewam, że chce jeść, bo nareszcie nie zjada jej choroba. Jak jesteś chora, to też jeść się nie chce. Widać ostatnio coś ledwo dziubała, a teraz apetyt wrócił, organizm odbudowuje się, więc będzie teraz żreć jak najęta. I to jest dobry znak. Jakby jej robiło się gorzej, to jeść by nie chciała.
                • state.of.independence Re: I nareszcie dobre wieści :-) 14.09.11, 22:13
                  Jak najęta to chyba tak cały czas jeść nie będzie. Już spokojniej traktuje pojawienie się michy. Po dwóch dniach pod kroplówką to ja też bym się rzuciła na gotowane mięso z indyka wymieszane z (również gotowaną) wątróbką z kurczaka. Zobaczę, czy zje jeszcze teraz, bo coś mi się wydaje, że kot coraz poważniej bierze się za porządne spanie. Mam w ofercie żółtko z jajka i mięso z kurzego udka :-)
                  • state.of.independence Rekonwalescentka... 14.09.11, 23:37
                    odsikała się zdrowo, napiła się wody, skubnęła tylko odrobinkę jedzenia... po czym sama wlazła do transportera, który służy za jej tymczasowe spanko (żeby mi nie skakała po meblach i nie ganiała się z drugą kotką) toteż odczytałam ten desperacki akt jako komunikat, że trzeba spać i żeby dać jej już spokój z jedzeniem. Toteż po raz pierwszy od wielu miesięcy walnę się chyba do wyra jeszcze przed północą. Cholera wie czy o 6 rano kotka nie zażyczy sobie siku, albo jeść.
                    • ingeborga.dapkunaite Re: Rekonwalescentka... 15.09.11, 19:02
                      No to super! :-) Widać wie, co jej jest potrzebne: podjadła, a teraz, jak na porządną rekonwalescentkę przystało - pójdzie porządnie się wyspać i odnowić siły. Mądra kotka! :-)
                      • state.of.independence Re: Rekonwalescentka... 15.09.11, 19:17
                        No bardzo mądra. Dobrze, że walnęłam się wczoraj na wyro jak zobaczyłam, że ona usypia. Pobudkę mi zrobiła o 4:40 (była zamknięta w transporterku). O tak młodej porze wtrąbiła kawałek kurczaka, załatwiła wszelkie inne potrzeby, zażyczyła sobie głaskania... Na szczęście o 5:15 była znowu ululana na amen.

                        Pół godziny temu z kolei wciągnęła w siebie prawie pół surowej nerki wieprzowej (pani doktor zapewnia, że wolno jej jeść wszystko, co lubi więc myślę, że jej to nie zaszkodzi) i znowu się ładnie ululała. Mam nadzieję, że uda mi się przed snem (moim) wcisnąć w nią jeszcze kleik z nerką gotowaną, indykiem i warzywami. Bo mnie znowu mądra kicia w środku nocy obudzi, domagając się śniadania.
                        • ingeborga.dapkunaite Re: Rekonwalescentka... 17.09.11, 13:06
                          I jak postępy? Dalej budzi Ciebie przed świtem, domagając się załatwienia jej potrzeb żywieniowo-głaskowych? :-)
                          • state.of.independence Re: Rekonwalescentka... 17.09.11, 16:56
                            Eeee, nic dobrego z tego nie wyszło :-( Kolejne kłopoty. Najpierw się obżarła, ale widocznie po operacji perystaltyka jelit była do bani, więc dostała zatwardzenia. Żadne domowe środki nie pomogły, więc w obawie o całość szwów wczoraj miała robioną lewatywę u weterynarza i dostała środek rozkurczowy. Wszystko to podziałało z opóźnionym zapłonem i dzisiaj dostała biegunki-gigant (znowu weterynarz, znowu zastrzyki).

                            Ja w tej chwili nawet podmyć jej nie mogę i czekam, aż zacznie panować nad zwieraczem odbytu (środek rozkurczowy podany był wczoraj wieczorem, więc już powinien przestać działać), bo każda próba umycia jej tyłka ciepłą wodą kończy się jeszcze większym rozkurczem i wyciekaniem z niej... a nie powiem czego.
                            • ingeborga.dapkunaite Re: Rekonwalescentka... 18.09.11, 09:57
                              Czyli popełniłaś błąd, charakterystyczny dla litościwych ludzi, którzy ofiarom Oświęcimia dawali odrazu dużo żarcia. Niektórzy przez to pomarli. Rosjanie starali się tych biedaków pozgarniać wcześniej, niż do nich litościwi dorwali się i powolutku ich wyprowadzali ze stanu krańcowego wychudzenia i wyczerpania, limitując na początku jedzenie do kromki chleba i ciutki jakiejś zupy i powolutku zwiększając ilość jedzenia. Litościwi wyrzekali na Rosjan ale w ostatecznym wyniku to Rosjanie mieli rację, bo chyba na łagrowych doświadczeniach wcześniej nauczyli się, że zagłodzonemu nie wolno dawać odrazu bochna chleba i pół wiadra kapuśniaku, bo nie zapanuje nad sobą i naraz wszystko zeżre i wykituje.
                              • state.of.independence Re: Rekonwalescentka... 18.09.11, 11:15
                                No, aż tak od razu wiadra "kapuśniaku" to jej nie dawałam. W malutkich porcjach przecież karmiłam, a w kocim szpitalu też przecież jadła z apetytem. Przejedzenie to była hipoteza robocza na wczoraj, ale to też chyba właśnie upadło. Ledwo biegunka jej ustąpiła to znowu zaczęła drapać w kuwecie, kopać dołki, napinać się do kupki, a tu kupki zrobić nie może.

                                Na razie podaję jej siemię lniane i kocią zupkę do pyszczka przez strzykawkę. Jak nie przejdzie - jutro lub pojutrze znowu lecę z nią do lekarza i szukamy, co to za cholera ją męczy. Bo coś tu jest nie tak z przewodem pokarmowym. Możliwe, że to czasowe po operacji, bo porobiły się zrosty między tą zaropiałą macicą i jelitami, które to zrosty trzeba było jakoś porozcinać. I u ludzi, i u zwierząt zdarzają się różne sensacje po operacjach tego typu. A możliwe też, że to wynik jakiejś innej choroby i trzeba będzie skontrolować np. stan nerek i wątroby.
Pełna wersja