Idiotyzmy polskie

05.10.11, 21:34
1) Była minister SZ daje pendrive'a na oczach tysięcy widzów TV, mówiąc przy tym, że na nim jest przykład prześladowania rodzimych przedsiębiorców, po czym okazuje się, że wyiksowany w tekście jest jej mężem i całkiem normalnie i uczciwie przegrał przetarg. Po fakcie ujawnienia (co nie było trudne - wystarczyło sięgnąć do materiałów z przetargu), kto to jest, wkurza się i stwierdza, by "oczepili się od jej rodziny". A kto zaczął? Kto sam sobie w stopę strzelił? Jak to nazwać?
2) Wczoraj w autobusie mało nie pękłam z powstrzymywania śmiechu. I nie ja jedna. Na przystanku ludzie zapewne przeżyli zaskoczenie, gdy zaczęli wysiadać parskający śmiechem ludzie w różnym wieku. Mianowicie starsza pani drugiej pani (chyba przygłuchej) relacjonowała na cały autobus smutny fakt z udziałem kibica Falubazu i radiowozu. Z relacji wynikało, że radiowóz czaił się w krzakach, a potem wyskoczył na tego kibica i rzucił go za pomocą kół o asfalt tak, że biedaka zabił. Tak, jak i ja, ludzie starali powstrzymać się od śmiechu i chyba część wysiadła, tak, jak i ja, wcześniej, by odeśmiać się. Takich pań lepiej nie zaczepiać, bo jeszcze oplują, czy coś innego zrobią. A śmiechu powstrzymać nie tylko ja nie mogłam. State, co tam u Ciebie za radiowozy hasają po krzakach? Gdzie zdjęcia inteligentnych radiowozów, ćwiczących jakieś jiu-jitsu, czy inne kung-fu?
    • state.of.independence Re: Idiotyzmy polskie 05.10.11, 22:07
      No właśnie ja nie wiem jak to jest z tymi radiowozami. Zdarzyło się kilka razy, że się taki radiowóz grzecznie przed pasami zatrzymał i mnie przepuścił. Ale żeby się gdzieś czaił, potem wypadł, grzmotnął mną o asfalt i zabił - to się nie zdarzyło. Nawet miałam całkiem dobre zdanie o tych radiowozach, ale... Ale oczywiście ja się nigdzie po nocach nie włóczę z jakimś podejrzanym towarzystwem, do tego nie wskakuję/nie wbiegam na jezdnię w miejscu niedozwolonym. No i wielu rzeczy nie robię, które groziłyby obezwładnieniem mnie przez zamaskowany radiowóz. Nie te lata, droga pani. Chociaż tak po prawdzie to za młodu też bardzo spokojna byłam.
      • gat45 Re: Idiotyzmy polskie 06.10.11, 07:05
        A miałaś 2,78 promila we krwi ? Może to są radiowozy - wampiry etanolowe i czają się tylko na tych, z których mogą wyssać krew wyskokową ? Siedzą w krzakach, węszą i jak zwietrzą ponad 1 o/oo to - hyc ! I o asfalt.
        • state.of.independence Re: Idiotyzmy polskie 06.10.11, 15:42
          gat45 napisała:

          > A miałaś 2,78 promila we krwi ?

          Ze wstydem wyznaję - nie miałam ani pół promila, nawet ani ćwierci, gdy mnie tak grzecznie te radiowozy na pasach przepuszczały. Ale przynajmniej ta sprawa się wyjaśniła - one się rzucają na kibiców Falubazu, żeby zatankować trochę paliwa.
          • ingeborga.dapkunaite Re: Idiotyzmy polskie 06.10.11, 18:52
            Nie wiem, czy nie powinnaś przetestować. Może radiowozy rzucają się na każdego, kto nawet pół promila we krwi ma? A jak już dawkę nieodpowiednio zwiększy, to dopiero wtedy nim o beton walą. Może do Ciebie by tylko wyskoczył i kołem przed nosem pomachał? ;-)
            • state.of.independence Re: Idiotyzmy polskie 06.10.11, 19:40
              No właśnie, że nijak mi z promilami we krwi przed ten radiowóz wbiegać z chodnika. Jakaś taka za grzeczna jestem na to.
      • echte.russische.spion Re: Idiotyzmy polskie 07.10.11, 15:19
        state.of.independence napisała:

        > ja się nigdzie po nocach nie włóczę z jakimś podejrzanym towarzystwem,

        ...z patriotycznie usposobioną młodzieżą, chciałaś chyba napisać?
        • state.of.independence Re: Idiotyzmy polskie 07.10.11, 15:40
          Ajajaj, toć ja wiem, że promile usposabiają patriotycznie (w szczególności młodzież, bo ze mnie już twardsza zawodniczka), ale po co się od razu pod radiowóz rzucać? Ja tam po promilach spać idę, bo mi się nic wtedy nie chce, nawet czynów bohaterskich dokonywać :-(
    • ingeborga.dapkunaite Kolejny idiotyzm 06.10.11, 18:49
      3) Sprzed kilku tygodni ale dotąd go nie rozumiem. I nie pomogli mi tego zrozumieć internauci, którym to ładnie opisałam na portalu piekielnych.

      Mianowicie sobie w niedzielę udałam się na święto storczyków do ogrodu botanicznego. No i jak już nałaziłam się, to stwierdziłam, że jestem głodna, więc skorzystałam z ulotki i udałam się do kawiarnio-stołówki przy MSZ. Rzeczywiście, ceny przystępne i jedzenie smaczne ale nie w tym rzecz.

      Stałam sobie w kolejce, przede mną stała babcia - czyściutka, schludniutka, taka, co to dmuchnij, a odleci. Babcia złożyła zamówienie, zapłaciła, kucharka jej na tackę jej dania stawia, moja tacka stoi obok i druga kucharka mnie obsługuje. Przed nami stał duży pojemnik ze sztućcami. Położyłam sobie na serwetce nóż i widelec, sięgam po łyżkę. I w połowie drogi babcia, chwytem buldoga wczepia się w trzymaną przeze mnie łyżkę - za czerpaczek i z okrzykiem: "To moje!" zaczyna... ciągnąć łyżkę do siebie.

      Zgłupiałam na tyle, że ze słowami: "Nie, to moje!", zaczęłam ciągnąć za trzonek yżki w swoja stronę. Panie kucharki zdębiały, a ja - po chwili - zorientowałam się, że robię coś idiotycznego. Przede mną pojemnik pełen takich samych łyżek, a przecież nie włożę do ust łyżki, którą ktoś (nieumytą może?) ręką macał! Puściłam trzonek. Babcia tak się zapierała, że odleciała na ściankę i na niej się zatrymała razem z łyżką.

      Ja chwyciłam swoją tackę z jedzeniem, wyłowiłam nową łyżkę i z szybkościa pendolino uciekłam na salę za najdalszy stolik. Na szczęście babcia nie pobiegła za mną, by mi nóż, czy widelec zabrać. Co to było i dlaczego? Ktoś mi może wytłumaczyć? Zaznaczam, sztućce były jednakowe w tym pojemniku, takie najzwyklejsze, nie żadne złote, czy platynowe.
      • state.of.independence Re: Kolejny idiotyzm 06.10.11, 19:53
        A z babciami to ciekawie w życiu bywa. Dawno, dawno temu stoję sobie na przystanku na pętli w oczekiwaniu na autobus. Wprawdzie szczyt, ludzie z pracy wychodzą, no ale to pierwszy przystanek i nie jest tragicznie. Podjeżdża autobus, ludzie grzecznie ustawiają się grupkami przy drzwiach, drzwi się otwierają... i nagle za moimi plecami jakieś poruszenie, ni z gruszki ni z pietruszki obrywam czymś twardym w żebro tak, że zwijam się w pół. Patrzę, co się dzieje, a to pogarbiona starowinka (z wyglądu 80-85 lat) leci galopem przez tłum, torując sobie drogę szybkimi ruchami łokci i dopada pierwsza do otwierających się właśnie drzwi, by rzucić się pędem na wybrane przez siebie siedzenie.

        Na ironię losu - przecież tak czy owak ktoś by jej miejsca ustąpił, nawet gdyby weszła na szarym końcu.
        • gat45 Re: Kolejny idiotyzm 07.10.11, 07:45
          A ja miałam taką przygódkę w Warszawie : na przystanku tramwajowym ławeczka na pupy trzy, a tłumek stoi. W słońcu stoi i w upale, bo daszek tylko nad ławeczką. Na ławeczce dwa miejsca zajmuje jedna pupa, należąca do kleryka i trzecie - jakieś pudło ze sprzętem typu drukarka. Że kleryk - sądzę i z wieku, i z faktu jeżdżenia tramwajem, chyba słusznie ? W każdym razie młodzieniec zażywny, pucaty, rumiany i zdrowiem tryskający. A koło mnie trzy staruszki starusieńkie. Jak mi jedna w oczach zbladła na woskowo, to żem nie wytrzymała i młodzieńca pogoniła z ławeczki i z cienia razem z pudłem jego. Aaaaaaaaaale się porobiło ! Tłumek mało mnie nie zlinczował za brak poszanowania dla osoby duchownej, a ta słaniająca się to mi pod nogi splunęła. Na moje szczęście w tej chwili podjechał tramwaj i tłumek wsiadł. Ja zostałam. Czekałam na następny, bo się normalnie bałam. Wyobrażam sobie, jak to rozochocone towarzystwo sobie na mnie poużywało...
          • state.of.independence Re: Kolejny idiotyzm 07.10.11, 12:30
            No wiesz, ja akurat tak daleko od Warszawy mieszkam (bliżej mi do Berlina), że tu pewne klimaty nie docierają, więc owym młodzieńcem nikt by się nie przejął i szybko by go z ławeczki pogoniono. Tym bardziej osoba duchowna, czy prawie duchowna, nie robi na nikim wrażenia. Ostatnio to ksiądz wychodząc z bloku po kolędzie nieźle przeklinał - niewiele zarobił. Wszyscy się zabarykadowali w domach i tylko w dwóch mieszkaniach go wpuścili. Słyszałam, bo mam okno niemal nad drzwiami wejściowymi, a czaiłam się za firanką po ciemku, żeby sprawdzić, kiedy czarna mafia sobie pójdzie.
            • gat45 Re: Kolejny idiotyzm 07.10.11, 13:49
              Moja miła, ja od czternastej wiosny życia mieszkam w kraju, w którym rozdział państwa i kościoła jest reczywistością od lat 106-ciu. Kiedy przyjeżdżam do Polski, to na ulicach ilość sutann i habitów uderza mnie na równi z jednorodnością etniczną tłumu. Kilku dni potrzebuję, żeby się do tego obrazka przyzwyczaić.
              • state.of.independence Re: Kolejny idiotyzm 07.10.11, 14:02
                O kurde, a Ty pewnie tylko Warszawę odwiedzasz? Bo u mnie nie ma żadnych sutann i habitów (może się kryją z obawy przed linczem), za to są niezliczone zastępy Świadków Jehowy, w szczególności pod szpitalem. Etnicznie to mamy w mieście ze dwóch Murzynów, paru Mulatów i nawet sporo jakichś Wietnamczyków czy Koreańczyków, więc różnorodność jest zapewniona ;-)
                • ingeborga.dapkunaite Re: Kolejny idiotyzm 08.10.11, 10:25
                  Nie wiem, może miejsce, które odwiedza Gat ma w pobliżu jakiś klasztor, czy cuś? Jakoś ja nie zauważyłam nadmiaru sutanno-habitowych ludzi na ulicach. Widuje kogoś z tej grupy raz na miesiąc lub rzadziej - gdzieś na ulicy, bo kościołów nie liczę - tam obecność księdza, czy zakonnicy jest dla mnie logiczną rzeczą.

                  Na brak Mulatów, Azjatów i Murzynów też jakoś nie narzekam. Nadmiaru nie widzę ale wszystko zależy od tego, gdzie się chodzi. Jak pójdziesz do klubu "Glasses", to spotkasz prawie samych Irlandczyków, przebywających w Warszawie (bo tam kuczkują saradelę), jak pójdziesz do "City Klub", to spotkasz w większości gejów (bo to ich klub), jak do "Babuszki", to są tam Rosjanie, jak do klubu "45", to tam są Murzyni i Mulaci. Nikt Ciebie nie wyrzuci ani stamtąd, ani stąd, kluby urządzają programy artystyczne, koncerty i różne rzeczy atrakcyjne, więc dlaczego nie pójść. Przy okazji poznaje się ciekawych ludzi. Wszystko zależy od tego, gdzie chodzisz.

                  Więc gdzie, Gat, jest ten nadmiar zakonnych osób? Może swój klub jakiś mają w okolicy, gdzie przebywasz Ty?
                  • state.of.independence Re: Kolejny idiotyzm 08.10.11, 19:54
                    Ciekawe jak ten klub się nazywa? "Czarna kiecka"?
                    • ingeborga.dapkunaite Re: Kolejny idiotyzm 08.10.11, 20:27
                      Albo romantycznie - "Bliżej nieba". No bo jak jedna z drugim rąbną kielicha, to mogą tak się poczuć. Gdzieś muszą przecież odreagować stresy życia zakonnego. ;-)
                      • state.of.independence Re: Kolejny idiotyzm 08.10.11, 20:45
                        Najkrócej byłoby po prostu "Raj". No bo nazwa musi być chwytliwa.
    • state.of.independence coś co zainteresuje Ingeborgę 08.10.11, 19:52
      Zdaje się, że kocimiętki w formie zioła nie nabędę w żaden sposób. Wycofana z aptek i sklepów zielarskich jako środek psychotropowy. W internetowych sklepach zoologicznych - wycofana lub "chwilowo niedostępna" (bez podania przyczyny). No to jeszcze przeleciałam internetowe sklepy ogrodnicze w poszukiwaniu nasion i tam też owe nasiona mają klauzulę chwilowo niedostępnych, jeśli są w ofercie danego sklepu.
      • ingeborga.dapkunaite Kocimiętka... zakazana! 08.10.11, 20:25
        Zapobiegamy narkomanii... kotów?! Nigdy nie słyszałam, by jakis narkoman inhalował się kocimiętką. I co mu niby robiło się? Zaczynał miałczeć, czy łapać myszy? Ale numer!

        To szukaj herbatek ziołowych na uspokojenie. W ich skład wchodziła kocimiętka. Może tak ją znajdziesz. Lub przebiegnij po okolicy i pozbieraj, bo to dziko rośnie. Obrazków rośliny z netu chyba nie wykasowano?
        • state.of.independence Re: Kocimiętka... zakazana! 08.10.11, 21:02
          Takie rewelacje słyszałam od dziewczyny sprzedającej w aptece, ale dopytam się jeszcze w poniedziałek w jakimś porządnym sklepie zielarskim. Niemniej biorąc pod uwagę, że jest jakiś problem z nabyciem tego przez internet - jest duże prawdopodobieństwo, że mówiła prawdę.

          Niestety zdjęcia kocimiętki znalezione w necie nic i nie mówią. I z tego co doczytałam - już po sezonie na nią :-(
          • ingeborga.dapkunaite Re: Kocimiętka... zakazana! 08.10.11, 22:18
            Jestem ciekawa, co Ci o tym zakazie kocimiętki powiedzą. Zaskoczyło mnie to chyba równie dobrze, jak Ciebie. Kocimiętka narkotykiem?! A Mongołowie do tytoniu dodają suche krowie łajno, by bardziej dymiło się chyba, bo o innych efektach nie słyszałam. Jakby ten zwyczaj u nas się przyjął, to co? Zakazaliby krowich placków?
            • state.of.independence Re: Kocimiętka... zakazana! 08.10.11, 22:56
              Ja już niczego ciekawa nie jestem. Zapytam tylko czy mają te ziółka i jak nie - to dociekać nie będę, czemu to taki straszny narkotyk. Na szczęście udało mi się zamówić nasiona pod kryptonimem 'Roślina skutecznie odstraszająca komary' i jakąś wymyśloną naprędce łacińską nazwą 'Labiatae mussini', zamiast 'Nepeta mussini'. Wprawdzie łaciny mnie nie uczyli, ale zdaje mi się, że ta pierwsza nazwa oznacza '(roślina) jasnotowata Mussina' a ta druga to po ludzku 'kocimiętka Mussina'. A ponieważ kocimiętka jest ewidentnie rośliną z rodziny jasnotowatych to w zasadzie wszystko by się zgadzało. I tym sposobem firma sprzedaję roślinę jasnotowatą na komary, a nie żadną zakazaną kocimiętkę.

              W roztrząsaniu kwestii szkodliwości kocimiętki doszłam do tego, że wymieszana z tytoniem smakuje jak marycha... ale cały czas nie wiadomo co po za tym to palenie kocimiętki daje. Tu jest forum o dopalaczach, ale oprócz tego, że ludzie palą - niczego się nie dowiedziałam. Pewnie i tych krowich placków by zakazali, gdyby ktoś to zaczął palić.
              • ingeborga.dapkunaite Re: Kocimiętka... zakazana! 09.10.11, 09:09
                Idąc tropem logiki zakazywania wszystkiego, co w jakiś sposób towarzyszy dopalaczom, powinni zakazać też ciasteczek, bo w takiej Holandii to sprzedają ciasteczka z maryśką. A już napewno powinni zakazać opakowań ze sreberek, bo w to dopalacze były pakowane (widziałam w TV) lub blistrów na tabletki (też taka wersja dopalaczy istnieje). Nie wiem, jak tam z wizerunkami (bo nie przyjrzałam się, co na opakowaniach było) i kolorem ale jak zakaz, to zakaz. W czambuł! Kocimiętka smakuje jak marycha i powoduje przypływ radości u kotów? Zakazać dla ludzi! Bardzo pokrętna logika.
                • state.of.independence Re: Kocimiętka... zakazana! 09.10.11, 12:36
                  Tak po prawdzie to ja nie wiem, czy rzeczywiście została oficjalnie zakazana, czy tylko się jakaś fama zrobiła, że smakuje jak marycha i ją palą jako dopalacz... więc sprzedawcy dla czystego sumienia rezygnują z dystrybucji tego produktu, żeby ich nikt o sprzedaż dopalaczy nie pomawiał.

                  Natomiast martwi mnie jedno - to co zamówiłam to odmiana ogrodowa i wyczytałam w necie, że koty słabiej na nią reagują niż na odmiany dziko rosnące :-(
        • state.of.independence A niech to! 10.10.11, 14:30
          Nabyłam za całe 2 PLN ziołowe tabletki dla kotów na lepsze trawienie, zawierające między innymi kocimiętkę. Tabletki jako takie budzą jeszcze zainteresowanie kici, ale posypanie tym karmy nie daje rezultatu - gdzieś się w tym wszystkim gubi ta nieszczęsna kocimiętka :-(
    • ingeborga.dapkunaite Tym razem babcie... 14.10.11, 23:20
      5) Raz w miesiącu mam tydzień na tzw. zmianę drugą (czyli pracuję od 14-tej do 22-giej). No i mam okazję do jeżdżenia w godzinach, gdy lud pracujący jest w pracy (nie liczę studentów, chorowitków i innych przypadkowo nie będących w pracy). Za to mam okazję jeździć wraz z rzeszą emerytów. Dziś wsiadłam do krótszego autobusu, w którym wiekowo wyróżniałam się, wszystkie miejsca były zajęte pzz dziadków i babcie - i to dosłownie wszystkie. Na następnym przystanku wsiadła kolejna babcia z wózeczkiem na zakupy - takm na kółkach. Najpierw poturlała się w jeden koniec autobusu, potem ruszyła w przeciwna stronę. Nie widząc wolnych miejsc i żadnego studenta, czy kogoś młodszego do pogonienia, stanęła nad głową jakieś starowniki niedaleko mnie.
      Dialog, który usłyszałam, spowodował opadnięcie mi szczęki.
      Babcia z wózeczkiem (BZW): - Pani mi ustąpi!
      Babcia siedąca (BS): - A niby czemu to?
      BZW: - Bo ja starsza jestem!
      BS: - Ja też nie młoda!
      BZW: - Ale ja chora jestem!
      BS: - Też choruję!
      BZW: - A ja chorsza jestem!
      BS: - A co tam wiesz na co ja choruję!
      BZW: - Ale ja do kółka różańcowego należę!
      BS: - A ja też!
      BZW: - Ale ja chora jestem, a Pani to zdrowo wygląda!
      BS: - No to co Pani łazi po autobusach? W domu siedzieć lub na cmentarz!
      BZW: - Pani to mi śmierci życzy!
      BS: - A Pani mnie z miejsca spędza!

      Nie wiem, czym to się skończyło, bo dojechałam do swojego przystanku i wysiadłam. Wyciągnęłam wniosek z tego taki, że środowisko wrednych starowinków kąsa nie tylko na zewnątrz, wewnątrz też potrafi pogryźć się. A byłoby o co. Echhhh!
      • state.of.independence Re: Tym razem babcie... 15.10.11, 19:26
        A wszystko dlatego, że to Warszawa... Jak niedawno stojąc na przystanku (w stronę miasta) zaczęłam grzebać w kieszeni za drobnymi na bilet to podeszła do mnie starsza pani, zapytała dokąd jadę i jak się okazało, że obie wysiadamy w centrum to zaproponowała, żebym razem z nią jechała jako jej opiekun, nie kupując biletu. Babci nawet z widzenia nie znałam, ale zgodziłam się, bo lepiej kwadrans pokonwersować ze starszą panią niż 4 PLN (strefa podmiejska) za bilet płacić.
        • ingeborga.dapkunaite Re: Tym razem babcie... 15.10.11, 20:19
          Starsi ludzie są różni. Rzucają się w oczy agresywni, a pozytywnie nastawieni do ludzi i świata są niewidoczni.
          • state.of.independence Re: Tym razem babcie... 15.10.11, 21:24
            Ale, z wyjątkiem kiboli Falubazu, tu u mnie trudno o ludzi agresywnych. Większość narodu jest przyjaźnie nastawiona do innych.
            • ingeborga.dapkunaite Re: Tym razem babcie... 15.10.11, 22:08
              I znowu jesteś niepoprawna! Kibice Falubazu to prawdziwi patrioci, a ta reszta - przyjaźnie nastawiona - to na logikę (nie moją!) rzecz biorąc, jacyś nie patrioci! Patriota ma być agresywny, nie wiem, czy koniecznie napity ale ma bronić tego, co mu kazano lub już nie wiem, co tam robić, bo nie oświecano w tym temacie rzesz pospólstwa.
              • state.of.independence Re: Tym razem babcie... 15.10.11, 22:16
                Tym tokiem myślenia to możemy dojść do wniosku, że wszyscy kibole to patrioci. Nie ma chyba miasta w którym nie zrobiliby takiej rozróby, że się krew leje.
                • ingeborga.dapkunaite Re: Tym razem babcie... 15.10.11, 22:26
                  Nie wiem, czy wszyscy, bo nie śledziłam ostatnio wieści partyjnych i stanowiska partyjnego w tej sprawie. I cieszyć się, że jeszcze kiboli nie uznano za męczenników w słusznej sprawie, czy bohaterów.
                  • state.of.independence Re: Tym razem babcie... 15.10.11, 22:39
                    Aaaaaa, męczenników, powiadasz? To mamy już następnego. Ciekawe, czy wobec tego kibole obrzucą teraz kamieniami kolejarzy?
                    • ingeborga.dapkunaite Re: Tym razem babcie... 15.10.11, 23:16
                      Policja się zleciała, więc nie obrzucili. Staruch z paki nie wyszedł, więc wolą nie narażać się policjantom.

                      A facet ponoć był na bani i chciał kolegom pokazać, jak się siusia w otwartych drzwiach pociagu. Złośliwa nie jestem ale szkoda, że nie skończyło się to tylko tym, że własne siusiu by go oblało. Bo chyba byłoby na tej samej zasadzie, jak nowych marynarzy sprawdzano na domyślność w dawnych wiekach, wysyłając z kubłem z nieczystościami do wywalenia za burtę. Jak nie był domyślny, to zawartość kubła lądowała na nim. No a tu go wachnęło i zamiast być w sikach, wylądował w męczennikach (prawdopodobnych).
    • ingeborga.dapkunaite Przypadek Mikołaja 15.10.11, 20:11
      6) Dziś zaniosło mnie do jednego z sieciowych supermarketów. Byłam umówiona gdzie indziej i zapomniałam że w weekend nie ma korków i przyjechałam zbyt wcześnie. Siedzenie na pzystanku mi nie pasowało, więc polazłam do supermarketu i natknęłam się na kolorowo i bożonarodzeniowo (!) przystrojone coś w rodzaju stoiska przenośnego, po którym plątał się Mikołaj. Tak, tak, Mikołaj.

      Niezbyt przyglądając się, co tam za towar tak kolorowo przystrojony, wlazłam na stoisko i zostałam przyatakowana przez Mikołaja, który chciał mi sprzedać... znicze, malowniczo przyozdobione tasiemką z kokardką w świąteczne choinki. Mocno zdziwiłam się. Mamy październik, a nie koniec listopada, a już oferowanie zniczy przez Mikołaja zdumiało jeszcze bardziej.

      Mikołaj: - Prawdziwa okazja, ze zniżką. Nie będzie Pani musiała szukać. Trwałe, świecą do 48 godzin, są chronione kołpaczkiem przed opadami atmosferycznymi...
      Ja: Dlaczego Mikołaj mi znicze proponuje?!
      Mikołaj (z powagą i niejaką wyższością): - Swięta są blisko.
      Ja: Od jednych do drugich prawie dwa miesiące. Jakie blisko?
      Mikołaj: Ale jak Pani zostaną, to Pani może babci pod choinkę dać. Nie zmarnują się.

      Oczyma duszy zobaczyłam siebie, dającą pod choinkę komuś znicze w prezencie. Ciekawa jestem (ale wolę nie sprawdzać) reakcji obdarowanego na tak oryginalny prezent. Zniczy nie nabyłam i wolałam wycofać się ze stoiska ale zaobserwowałam, że niektóre ofiary Mikołaja skusiły się na promocję.
      Marketing po polsku, he, he! Oczekuję na Walentynki proponowania mi ozdób Wielkanocnych przez Zająca. Nie zdziwię się.
      • state.of.independence Re: Przypadek Mikołaja 15.10.11, 21:36
        Zwłaszcza znicze dla babci pod choinkę zrobiły na mnie wrażenie. Babcia chyba pomyślałaby sobie, ze ją już na tamten świat odsyłają. Szkoda, że Mikołaj nie miał kocimiętki dla mojej kociej królowej ;-)
        • ingeborga.dapkunaite Re: Przypadek Mikołaja 15.10.11, 22:05
          Mna ta propozycja też wstrząsnęła. Wyobrażasz sobie, jak jakaś babcia się ucieszy, gdy ktoś bez wyobraźni jej pod choinkę da znicze, przyozdobione ową wesołą kokardką? Do tego Mikołaj tak serio mówił, z przekonaniem.
          • state.of.independence Re: Przypadek Mikołaja 15.10.11, 22:19
            A ten Mikołaj to nie był jakiś ubogi studencina, który się najął za przebierańca dla chleba i tak plótł bezmyślnie co popadło?
            • ingeborga.dapkunaite Re: Przypadek Mikołaja 15.10.11, 22:24
              A kto go tam wie! Ale sprzedaż zniczy, przystrojonych świątecznie, na supermarketowym świątecznie przystrojonym stoisku nie jest jego pomysłem, tylko czyimś. I nie sądzę, by argumentacja pochodziła od niego. Studencina by raczej coś innego wymyślił, niż dawanie zniczy w prezencie babci. Swoją drogą, trzeba mi było dalej w supermarket wleźć, bo może tam więcej takich zwariowanych pomysłów się kryło.
              • state.of.independence Re: Przypadek Mikołaja 15.10.11, 22:43
                Przecież studenci nie wymyślają takich rzeczy, tylko najmują się do promocji czy sprzedaży. Co szef każe to zazwyczaj robią dla paru groszy.
                • ingeborga.dapkunaite Re: Przypadek Mikołaja 15.10.11, 23:12
                  No to ten szef ma baaaardzo genialne pomysły. Ciekawe, czy swojej babci lub dziadkowi sprezentuje świątecznie opakowane znicze. ;-D
                  • state.of.independence Re: Przypadek Mikołaja 15.10.11, 23:37
                    Pewnie nie sprezentuje, bo ich już wykończył i pieniądze ze spadku przeznaczył na inwestycję w biznes zniczowy.
                    • ingeborga.dapkunaite Re: Przypadek Mikołaja 15.10.11, 23:40
                      Uhm! Ja bym takiego wnuczka z takimi pomysłami bym wydziedziczyła. Może to z rozpaczy, że nie dostał spadku i chce, by inni mieli tak samo? No i w końcu hurtowo kupione znicze to niezbyt forsowna inwestycja.
                      • state.of.independence Re: Przypadek Mikołaja 16.10.11, 19:07
                        Jak spadku nie dostał, skoro znicze przecież za coś kupił? On chce dobrze dla bliźnich, czyli żeby wszyscy wykończyli babcie i zgarnęli spadek.
                        • ingeborga.dapkunaite Re: Przypadek Mikołaja 16.10.11, 21:11
                          Będąc kierownikiem supermarketu mógł towar zamówić w ramach działalności handlowej, a już wykonanie planu sprzedaży potraktował według własnego widzimisię.
                          • state.of.independence Re: Przypadek Mikołaja 16.10.11, 22:18
                            No, ale za towar musiał czymś zapłacić i myślę, że wykorzystał w tym celu spadek po własnej babci. No chyba, że wziął z hurtowni na krechę, licząc na to, że zbije na tym fortunę.
                            • ingeborga.dapkunaite Re: Przypadek Mikołaja 17.10.11, 20:44
                              Skłaniam się ku temu drugiemu i stąd wynikła ta mocno desperacka akcja w połowie października.
                              • state.of.independence Re: Przypadek Mikołaja 17.10.11, 21:13
                                To akurat jedną rzecz dobrze wyliczył. W połowie października wziął na krechę - myślę, że hurtownia mu wystawiła fakturę z dwutygodniowym terminem płatności, więc on pajacuje (sam lub przy pomocy najętego pracownika), żeby wyprzedać to do listopada i zapłacić fakturę w terminie.
Pełna wersja