mario2
19.03.02, 14:22
Psy2 Scena 6 - w restauracji.
Wolf: Witaj Franz, poznaj Nadię. Nadiu, to jest Franz Mauer, mój najdawniejszy
przyjaciel... Dzwoniłem, najpierw do pierdla, potem do huty no i cię znalazłem.
Franz: Po co?
Wolf: Żeby podziękować, że mnie nie wydałeś w śledztwie, ani na procesie, żeby
pomóc, żeby się napić.
Franz: Tylko mineralną. Po wódce widzę wszędzie pluszowe zabawki.
Wolf zwraca się do kelnera.
Wolf: Panie! Litra wyborowej i ogórki.
Nieco później.
Franz: Pluszowy pingwin.
Wolf: Czy wiesz za co ja cię szanuję, Franz? Bo ty jesteś gość. Ty nie mógłbyś
być ani szpiegiem, ani kapusiem, ani złodziejem. Z tobą można albo tak, albo
tak...
Po chwili Wolf dodaje:
Wolf: Albo mnie zabijesz, albo będziesz ze mną pracował.
Franz: Nie zabiję cię, obiecuję, Radek... nigdy cię nie zabiję, zabiłbym
ostatniego przyjaciela...
Wolf: To prawda, innych już zabiłeś... należało im się. Są ludzie, którzy nie
rozumieją, że nie można rżnąć dziewczyn swoich kumpli. To się może udać przez
miesiąc, pół roku, ale i tak kiedyś ich dopadnie sprawiedliwość...
Franz: Nawet 5 lat, ale w końcu zapłacą.
Wolf: A ty wiesz, kto to jest?
Wolf wskazuje na Nadię, która siedzi za nimi.
Franz: To chude, czarne, co... Nadia... pluszowa.
Wolf: To jest zdobycz wojenna, zdobyłem ją w Sarajewie. Kupiłem ją za skrzynkę
Johnnie-Walkera... Chcesz? To ci ją sprzedam, po tej samej cenie.
Franz: Hm... a ona?
Wolf: Co ona? To jest mój jasyr... ty wiesz co się tam dzieje? Gdybym jej tu
nie przywiózł, to by jej implantowali półdowcy... Kiedyś, przyprowadziliśmy
jeńców do obozu i tam na wartowni stała taka micha pełna oczu. I te oczy tak
poukładane jak ostrygi. I ja się pytam komendanta, po co to tu stoi? A on mówi,
że tak jak rejestrują jeńców, to to tak stoi żeby robiło wrażenie... A Sawczuk
pyta czy im się te oczy nie psują? A on mówi nie, codziennie mamy nowe... i że
nie przyjmie naszych jeńców, bo już jest po szesnastej...
Franz: Twardy gość.
Wolf: Komendant.
Franz: Nie... Sawczuk.
Podchodzi kelner.
Kelner: Panowie jeszcze coś zamawiają?
Franz patrzy dłuższą chwilę na Nadię i mówi:
Franz: Skrzynkę Johnnie-Walkera...
Scena 7 - w wynajętym mieszkaniu Franza.
Nadia: Franz, będziesz jadł?
Franz: My wczoraj... ten, tego?
Nadia mówi po polsku z typowym wschodnim akcentem.
Nadia: Cztery razy.
Franz: Ty jesteś pewna, że to byłem ja?
Nadia: Naprawdę chcesz?
Franz: A Wolf?
Nadia: Jesteś mu winien skrzynkę whisky.
Franz: Nie zależy mu na tobie?
Nadia: Sam go spytaj, masz spotkanie za 20 minut...
Psy 2 Scena 17 - w mieszkaniu Franza.
Franz: Dawaj dalej...
Nowy: Co się stało? Kobita chciała mi głowę urwać...
Po wejściu do mieszkania Nowy zobaczył wódkę.
Nowy: O żesz ty... to po to mnie wyciągasz?!... A zresztą polej...
Po chwili.
Franz: Wiesz, jak trudno myśleć, że kobieta to też zwierzę?... Takie samo jak,
córka psa...
Nowy: Suka?
Franz: Suka...
Nowy: To dlaczego jesteś z nią?
Franz: Bo cztery lata byłem w więzieniu. A tu mam dupę i mieszkanie, co nam
Wolf wynajął.
Nowy: Wiesz, nie chcę cię wkurzać, ale wiesz, że widziałem Vogue z Angelą na
okładce? Bardzo ładnie wyglądała.
Franz: No...
Nowy: Vogue, taki magazyn, wiesz, z Angelą, przecież byłeś z nią.
Franz: Waldziu, przepraszam ale weź ty się odpierdol ode mnie, co?
Nowy: No jej, Franz... przecież nigdy nie znajdziesz porządnej kobiety. Tak, bo
ty szukasz w rynsztoku, tak. A ja moją Mariolkę zapoznałem w bibliotece...
Franz zaczyna się śmiać.
Franz: Tak?
Nowy: Tak.
Franz: A dziewicą była?
Nowy: A żebyś wiedział, że była.
Franz: A jak z nią, tego...
Nowy: Znaczy wiesz, jak żeśmy się poznali to była, no bo potem żeśmy się
pokłócili. Ty weź przestań, dobra? To jest moja żona, żona!
Franz: Żona...
Nowy: Żona.
Wchodzi Nadia.
Franz: Wódki chcesz?
Nadia: Chcę.
Nowy: Cześć... ale ładnie wyglądasz, wiesz?
Nadia: Zawsze dobrze robi mi spacer.
Po chwili.
Nowy: No idę już, nie? Bo mi stara znowu będzie brzęczeć...
Franz: Trafisz sam, nie?
Nowy: No pewno.
Nowy wychodzi, a Nadia podchodzi do Franza.
Nadia: Nie poszłam do niego, spacerowałam...
Franz: Żałuję, że nie pamiętam jak to było pierwszy raz...
Nadia: Za dużo pijesz.
Franz: A... kiedy świat na trzeźwo jest nie do przyjęcia...