Nie mogę zrozumieć...

25.04.15, 21:24
Chciałbym poznać Waszą opinię o sytuacji, która wymyka sie mojej logice i sporej, wydawałoby się, znajomości ludzkich zachowan. Od mężczyzn, poza opinia, chciałbym sie dowiedziec, czy w takim układzie byliby w stanie wytrwać, od pań - czy rozumieją postepowanie bohaterki (i jak je sobie tlumaczyć). Sprawa tak mnie męczy, ze komus, kto mnie przekona (wytlumaczy) gotow bylbym ufundowac jakąs drobna nagrodę...smile A w czym rzecz... . Od połtora roku jestem w przedziwnym układzie z wieloletnia kolezanką z pracy (wolna od kilkunastu lat, ja wolny od 8). Spotykamy się 2-3 razy w tygodniu, rozmawiamy, pieścimy się, kochamy. Słysze od niej (i widze), że lubi te spotkania, uwielbia moje pieszczoty (jej slowa), potrafimy godziny przegadac i w pracy, i w trakcie tych spotkań (podkreślam to, zeby zaakcentowac, ze nie chodzi tylko o sex). Nie kryję, że zadurzyłem się w niej i powiedziałem jej to. Rzecz w tym, że ona ...jest z kimś. Nie, nie jest to typowy układ partner i kochanek. Ona z nim nie sypia, nie pieści się bo... No właśnie, bo... Facet jest w separacji, zona od niego uciekła z innym, ma z nim dziecko, ale nie dała rozwodu. Mało - facetowi odbiło na tle religii - taki neofita - "świętszy od papieża". No i nie spią ze sobą, bo on uważa, że to bylby grzech i "dopuszcza" sex po uniewaznieniu małżenstwa przed sądem kościelnym. Swojego i mojej znajomej. Ona żadnego unieważnienia nie chce, bo ma zdrowy pogląd na religie, smieje się z jego "zakazów" a w dodatku, twierdzi, ze do seksu z nim jej nie ciagnie, bo wydaje jej sie aseksualny. W zwiazku z tym ich spotkania to w zasadzie tylko rozmowy przy soku (on nie pije - tez ze wzgledu na "grzech", ona sie przystosowuje, choć ze mną bardzo chetnie pije drinki). Ale...z nim spotyka się pare razy w tygodniu, on jest tym "pierwszym", ktory o mnie nie ma prawa wiedzieć, a - choc mowi, ze nasze spotkania są znacznie fajniejsze, a z nim - nudnawe, predzej zrezygnuje ze spotkania ze mną niż z nim. Od razu wyjasniam - facet zupelnie przecietny (ja - po prawdzie - też), zaden intelektualista (raczej klapki na oczach i Biblia w ustach - co jej sie absolutnie nie podoba), szału nie ma jesli chodzi o zamożnośc. O tym, ze jest w "ukladzie" (wzbrania sie przed nazwaniem tego zwiazkiem) uczciwie mnie poinformowala na wstepie naszej "specyficznej" znajomosci, ale uznałem, ze taki "układ" mi nie przeszkadza (gdyby z nim sypiala - dalbym spokój) i bylem przekonany, ze predzej czy pozniej (ale w sensownej perspektywie czasowej) - peknie. Tymczasem sytuacja ciagnie się od poltora roku. Cholernie mnie to denerwuje (kto by chcial byc tym drugim), wielokrotnie zrywalem, buntowalem się, dopytywalem po co tkwi w takim zwiazku (godzinami komentujemy jego religijne odchyly, zartujemy z nich i z niego) - ale nic sensownego nie uslyszalem. Albo - nie wiem, ale "szalu nie ma, ale moze byc. Nie pali sie), albo jakies dziwaczne tlumaczenia, ze poznali sie na wczasach (czyli w jej ocenie "normalnie, a nie na jakims portalu) gdy ona wcale faceta nie szukała, albo, ze chce zobaczyc co z tego wyniknie. Jestem zadurzony, chciałbym miec z niej normalna partnerke, perspektywiczny zwiazek - ale ... nie da sie. Nie chce zmieniac nic w tym ukladzie, sklonna jest rozstac sie ze mna, a z nim nie. Jednoczesnie wie i czesto to przyznaje, ze nie widzi szans na normalny zwiazek z nim, bo on się "nie zlamie" co do seksu, a ona nigdy nie uniewazni kościelnie swojego byłego malzenstwa (bo nie widzi szans i nie ma ochoty na cudactwa). Ja nie daje rady; w soboty sie kochamy, rozmawiamy pol nocy - w niedziele, srodę i piatek widze ja z nim w lokalu...). Szlag mnie trafia takze dlatego, ze kompletnie tego nie rozumiem. Zrozumialbym, ze kobieta nie moze byc z facetem mimo wspanialej więzi intelektualnej, bo ja fizycznie odpycha. Ale która wybiera faceta, z ktorym nawet na wczasy czy weekend sama nie wyjedzie (musi byc przyzwoitka, bo on nie chce ryzykowac grzechu), uwaza go za aseksualnego - mając porównywalnego faceta; wolnego (tamten jest wciaz tylko w separacji), z którym uwielbia się kochać, rozmawiac godzinami o wszystkim. Najprosciej byloby sobie wytlumaczyc, ze traktuje mnie instrumentalnie, ze chodzi tylko o seks ze mną - bo z nim nie moze. Ale jednoczesnie wie, ze z nim praktycznie nigdy nie będzie mogla, bo malzenstwa nie unieważni. No i, jak wspomnialem, nie widze w tych naszych spotkaniach tylko seksu. Wiele razy spotykalismy sie tylko na rozmowy przy drinku, w knajpce. Rozmawiamy o nim, czesto wspolnie smiejemy sie z jego dziwactw. Uwaza go za egoistę i egocentryka, a jednoczesnie ...wciaz z nim "jest", wiedząc, ze ja juz tego nie jestem w stanie udzwignąc, ze to psuje nasze relacje, ze wybucham, jestem zazdrosny, robie jej wymówki. Mozecie mi powiedziec, czy jej zachowanie jest normalne? Zrozumiale? Logiczne? No i panowie - wy byscie taka sytuacje zaakceptowali? wiedzac, ze moze to trwac latami? Trwalibyście z nia tylko dla seksu (nie az tak wspanialego, chocby ze wzgledu na towarzyszace mu mysli o "tamtym", o swojej "drugosci". Bardzo prosze - napiszcie, co o tym myslicie
    • viviene Re: Nie mogę zrozumieć... 25.04.15, 23:23
      Duzo pytań a i odpowiedzi jakby same wyłaniają się z treści tego co opisujesz, nie rozumiem jak można z kogoś szydzic i jednoczesnie szukac i utrzymywac kontakt i nie wydaje mi sie ,ze jest to kwestia wyboru...i Ty jako rekompensata tych jakze nudnych spotkan
      Ni gra i grac nie bedzie jesli nie zdobedziecie się na prawde a
      ta z kolei moze byc newygodna i dla niej i pewnie w jakims stopniu dla Ciebie/
      i to niewatpliwie stwarza powody dla tych rozterek.
      Pozdrawiam.
      • net.555 Re: Nie mogę zrozumieć... 25.04.15, 23:30
        Ale rozumiesz ją? Jaka moze byc ta prawda? Jak mowie - gdy pytam - nie uzyskuję jakichs jasnych dla mnie, logicznych odpowiedzi. Chcialbym zrozumiec. to mnie tak dręczy
        • viviene Re: Nie mogę zrozumieć... 25.04.15, 23:41
          Nie rozumiem...ale tylko dlatego,że nie potrafię kłamać i pewnie bym się "wysypała" przy pierwszym spotkaniu ale oczywiście są ludzie, ktorym to idzie całkiem niezle, nie licza sie rowiez z tym,w jaki sposob odbiera to druga osoba i jakie to moze miec dla niej znaczenie bo nie traktuje wowczas nikogo uczciwie i zbytnio jej na tym nie zalezy.
          cała filozofia
          • viviene Re: Nie mogę zrozumieć... 25.04.15, 23:45
            a jesli Cie choc trochę lubi, granice jakiejs minimalnej przyzwoitosci nalezałoby miec
    • alejazz000 Re: Nie mogę zrozumieć... 05.05.15, 11:15
      Są ludzie, których kręci niedostępność, może Twój "rywal" dlatego jest pociągający. A Dziewczyna jest uczciwa, skoro nie zataja faktu spotykania się z tym drugim. Zadałabym pytanie: Co Tobie daje ten związek, co chcesz sobie udowodnić spotykając się z tą właśnie kobietą? Czy uczucia temu towarzyszące są przyjemne czy nie? Pozdrawiam:)
    • maly.jasio ja tesz nie... 07.05.15, 21:42
      chcielismy dobrze, ale nie dalismy rady przez ten tekst przebrnac...

      a ta ogolnie - to z glowami u Was obojga o.k?
      • viviene Re: i ja ... 12.05.15, 23:26
        tesz ja tesz ja tesz..:)
        • maly.jasio a skoro i Ty... 13.05.15, 17:40
          To wez usiadz przy mnie i spojrz mi w oczy...
          • viviene Re: a skoro i Ty... 13.05.15, 21:37
            ależ Miły Panie Janie jestem dumna niesłychanie
            żeś uwagę zwrócił Swą na osobę skromną mą :)
            w oczka Twoje spojrzę szczerze lecz i tak Ci nie uwierzę :)
            cmok i cmok i cmok
            ( jeśli to było do mnie oczywiście)
            • maly.jasio Re: a skoro i Ty... 14.05.15, 00:44
              viviene napisała:
              > żeś uwagę zwrócił Swą na osobę skromną mą :)

              - i to kiedy... jusz przed laty...

              > w oczka Twoje spojrzę szczerze lecz i tak Ci nie uwierzę :)

              - az tak wiele to nie pragne, zreszta ja sam sobie tesz nie wierze...
              a tylko od dawna prosze o odpowiedz na privie na moje (te dawne) zapytania...

              > cmok i cmok i cmok
              > ( jeśli to było do mnie oczywiście)

              a caluj ze, tylko uwazaj, bo moze sie zrobic goraco :)
              pl.wikipedia.org/wiki/Smok#/media/File:Herb_Ksi%C4%99stwa_Czerskiego.PNG
              • viviene Re: a skoro i Ty... 14.05.15, 18:55
                i rozłożył wszystko
                i zionął..
                i ciekawy wciąż
                i prive te dawne
                i..........
                po co ?
                • maly.jasio eehh... i nadal bondz tu dobry dla kobiety... 14.05.15, 21:51
                  viviene napisała:
                  > i..........
                  > po co ?


                  w wersji hard to sie mawia: - i tlumacz jak ...... na rowie...
                  a w wersji soft to:- i jak babie na kawie...

                  a wienc po tto, ze jak sie z kims (milo) rozmawia
                  to chce sie wiedziec - kto zacz.
                  - ile ma lat
                  - jak wyglada
                  - kim jest wyksztalcenia i czym sie (z grubsza) zajmuje...

                  To chyba taka dopuszczalna obyczajowo chec zblizenia duchowo-cielesnego ?

                  • viviene Re: eehh... i nadal bondz tu dobry dla kobiety... 14.05.15, 23:33
                    jusz mówię :)
                    jestem białą mądrą piękną kobietą nic nie muszę i wszystko mogę:)

                    no i mam jeszcze dwie cenne zalety o których mało kto wie :
                    1. dobrze gotuję
                    2. i jestem świetna w łóżku ( mogę w nim leżeć nawet cały dzień:)

                    pomogłam?
                    zadowoliłam wystarczająco?
                    nocny jusz prawie cmok:))



                    • viviene Re: eehh... i nadal bondz tu dobry dla kobiety... 14.05.15, 23:41
                      no ale przyznam, że niepokoi mnie to zbliżenie...( jakiś duch i cooo? coś tam..)
                      nie strasz mnie na wstępie bo ostatnio jestem w fazie ucieczki...i zamierzam póki co w niej pozostać trochę.
                      proszę...:)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja