chandler.bing
20.06.05, 14:28
Witam,
Chciałbym podzielić się z Wami pewną historią z mojego dnia wczorajszego.
Cały ambarans zaczął się jakieś dwa tygodnie temu. Wszedłem do sklepu i moim
oczom ukazało się uosobienie anioła. Przed aniołami nie klękam, a jedynie
porażam w rewanżu bielą moich zębów. Ten stan rzeczy utrzymywał się do
wczoraj. Coprawda udało mi się doprowadzić do kilku krótkich wymian zdań,
ale... generalnie w takim tępie... Poznałbym jej imię w grudniu.
Wczoraj pogoda podpowiadała, że trzeba wypić zimne piwko. Ruszyłem więc do
mojego ulubionego sklepu (dwa mam bliżej) starczyło mi tylko na piwo, a
przecież chciałem jeszcze papierosy. Dwadzieścia minut później byłem drugi
raz. W sumie jeszcze kursowałem z butelką cztery razy. Z razu na raz
nabierałem śmiałości. I w końcu o 21.55 odważyłem się! Poznałem Jej imię,
reszty rozmowy nie pamiętam, bo byłem tak podekscytowany. Niestety nasza
rozmowa nie związana z zakupami trawała niespełna 4 minuty :( Bo Ona musiała
zamknąć i spieszyła się na autobus...
Żal mi dupe ściska... A przecież zrobiłem krok naprzód. Jak to jest do
cholery?
A jak nie zdążyła na autobus? Przestanie pewnie razić mnie swoim uśmiechem i
będzie zwyczajne "proszę"