albercik7 10.07.05, 01:26 jest tu kto jeszcze jak nie to ide ale nie spac ...szkoda czasu na spanie Odpowiedz Link Zgłoś czytaj wygodnie posty
trzpiot_1 Re: Dobranoc i dzien dobry :-))) 10.07.05, 06:50 Spać trzeba! Zrsztą, nawet jeśli pozbawisz się snu, organizm sam się o niego upomni i zaczniesz śnić na jawie :) Odpowiedz Link Zgłoś
albercik7 Re: Dobranoc i dzien dobry :-))) 10.07.05, 08:01 snic na jawie moze byc witam w niedzielny ranek kurcze i jestem wsciekly z samego rana :-((( Odpowiedz Link Zgłoś
trzpiot_1 Re: Dobranoc i dzien dobry :-))) 10.07.05, 08:08 Zgubiłeś gałązkę, czy ...jakieś inne strapienie Cię dopadło? Odpowiedz Link Zgłoś
albercik7 Re: Dobranoc i dzien dobry :-))) 10.07.05, 08:15 obudzil mnie helikopter ktory wyladowal po faceta z wypadku a ze mieszkam blisko szkoly to zrobil to na boisku szkolnym brrr a mialem taki fajny sen :-))) Odpowiedz Link Zgłoś
trzpiot_1 Re: Dobranoc i dzien dobry :-))) 10.07.05, 08:18 Widzisz, a już zamierzałeś dobrowolnie pozbawić się snu :) Oczywiście opowiesz nam, co Ci sie śniło? Odpowiedz Link Zgłoś
albercik7 Re: Dobranoc i dzien dobry :-))) 10.07.05, 08:21 oczywiscie ale nie na tym forum :-))) Odpowiedz Link Zgłoś
albercik7 Re: Dobranoc i dzien dobry :-))) 10.07.05, 08:26 witam i sam sie zastanawiam:-))) Odpowiedz Link Zgłoś
konrado80 Re: Dobranoc i dzien dobry :-))) 10.07.05, 08:29 tu sie nie mad czym zastanawiac :)) witam Odpowiedz Link Zgłoś
psychopata.z.borderline dzien dobry:) 10.07.05, 08:35 jak juz o zsnach, to niedawno śnił mi sie porcelanowy słoń. co znaczy taki sen? Odpowiedz Link Zgłoś
konrado80 Re: dzien dobry:) 10.07.05, 08:37 czy musicie mnie dobijac z samego rana :> ja nie pamietam snow, od zawsze :( Odpowiedz Link Zgłoś
konrado80 Re: PS. 10.07.05, 08:42 a ja wcale i mnie to juz dobija czy to sie jakos leczy?? Odpowiedz Link Zgłoś
albercik7 Re: PS. 10.07.05, 08:44 moge sie z Toba zamienic bo ja mam tak ze zamykam oczy i juz mi sie cos sni i mam juz dosyc... Odpowiedz Link Zgłoś
psychopata.z.borderline Re: PS. 10.07.05, 09:03 to co, będziemy razem płakać w ten deszczowy poranek? Odpowiedz Link Zgłoś
albercik7 Re: PS. 10.07.05, 09:06 e tam zaraz plakac ja wlasnie wybieram sie na rowerek jedziesz ze mna czy bedziesz plakac nad rozlanym mlekiem? Odpowiedz Link Zgłoś
albercik7 Re: PS. 10.07.05, 09:09 no tak coz wpadam na A4 i za 45 min jestem u Ciebie:-))) Odpowiedz Link Zgłoś
albercik7 Re: PS. 10.07.05, 09:13 juz ja wiem haha :-))) dobra szybka decyzja tak czy nie... Odpowiedz Link Zgłoś
psychopata.z.borderline Re: PS. 10.07.05, 09:20 odpowiedz mi prosze, skąd wiesz jak mnie nie znasz Odpowiedz Link Zgłoś
konrado80 Re: PS. 10.07.05, 09:37 przeciez wczoraj pisalas ze jestes skad jestes ;) Odpowiedz Link Zgłoś
albercik7 Re: PS. 10.07.05, 09:41 haha dokladnie teraz pewnie sprawdza w notesie kto jest kto i skad :-))) Odpowiedz Link Zgłoś
psychopata.z.borderline Re: PS. 10.07.05, 09:51 Albercik, nie to nie łaski bez:)) Odpowiedz Link Zgłoś
albercik7 Re: OK, ale najpierw powidz mi kim jesteś:) 10.07.05, 09:31 no ladnie ostatnio umawialismy sie na spotkanie a Ty juz nic nie pamietasz no coz jade sam trudno a do Krakowa jade w srode :-))) Odpowiedz Link Zgłoś
psychopata.z.borderline Albercik 10.07.05, 09:56 mam wrarzenie jakbym Cię skądś znała, ale moge sie mylic Odpowiedz Link Zgłoś
albercik7 Re: Albercik 10.07.05, 10:01 haha moze z poprzedniego zycia ps konik polny to ja:-))) pamietasz ? Odpowiedz Link Zgłoś
psychopata.z.borderline Albercik to dla Ciebie:) 10.07.05, 10:05 Konik polny i boża krówka "Konik polny z bożą krówką Poszli raz ku Kalatówkom. Patrzą w górę - a tu góra Cała szczytem tonie w chmurach. Konik polny rzekł, pobladłszy: "Popatrz, góra jak się patrzy!" Boża krówka aż struchlała: Idzie na nas góra cała!" Co tu robić? Konik polny, Do decyzji szybkich zdolny, Rzecze: "Mam ja wyjście proste; Trzeba jej dorównać wzrostem, W walce z górą ten coś wskóra, Kto się stanie sam jak góra!" Szybko wzięli się do dzieła, Boża krówka się nadęła, Rosła, rosła i pęczniała, Wkrótce miała metr bez mała. Rósł też dzielnie jej towarzysz I wciąż pytał: "Ile ważysz?" Bo im przecież z każdą chwilą Przybywało po pięć kilo. Tak więc rośli, rośli, rośli, Aż wyrośli znad zarośli, Aż się stali, daję słowo, Jedno koniem, drugie krową." :)))))))))) Odpowiedz Link Zgłoś
psychopata.z.borderline Re: Albercik to dla Ciebie:) 10.07.05, 10:11 to wierszyk z dzieciństwa:) Odpowiedz Link Zgłoś
albercik7 Re: Albercik to dla Ciebie:) 10.07.05, 10:15 domyslam sie :-))) jaka pogoda w Krakowie bo w Gliwicach pogoda barowa nic tylko ... Odpowiedz Link Zgłoś
psychopata.z.borderline Re: Albercik to dla Ciebie:) 10.07.05, 10:17 to samo:) powiedz, co mozna zjesc dobrego, bo nie mam pomysłu:( Odpowiedz Link Zgłoś
albercik7 Re: Albercik to dla Ciebie:) 10.07.05, 10:19 sniadanko obiad ? powiec mi co masz a powiem Ci co zrobic :-))) Odpowiedz Link Zgłoś
psychopata.z.borderline Re: Albercik to dla Ciebie:) 10.07.05, 10:22 musze dopiero kupić, na razie zamulam sie kawą i pysiem marchwiowo- truskawkowym:) Odpowiedz Link Zgłoś
albercik7 Re: Albercik to dla Ciebie:) 10.07.05, 10:32 a wiec tak jesli chodzi o zupke dla jednej osoby rosol to troche nie tak ale polecam zupke z jarzyn zmiksowana po ugotowaniu z dodatkiem swiezej bazyli na drugie danie ziemniaki ugotowane pokrojone w plasteki i obsmazone z dodatkiem ziol i odrobina rozmarynu do tego poledwiczki posmarowac miodem z oliwa z musztarda i pieprzem obsmazyc ale delikatnie salatka to juz zalezy co lubisz a na deser np nalesniki KOKO JAMBO smacznego :-))) Odpowiedz Link Zgłoś
psychopata.z.borderline Re: Albercik to dla Ciebie:) 10.07.05, 10:33 a co Ty, gdzie by mi sie chciało gotowac cokolwiek dla siebie. Pewnie sie przejade gdzies na obiad myślałam o czyms szybkim na śniadanie:) Odpowiedz Link Zgłoś
konrado80 Re: Albercik to dla Ciebie:) 10.07.05, 10:20 a w Warszawie swieci slonce i jest goraco ;) a co do jedzenia to tez sie zastanawiam ;) Odpowiedz Link Zgłoś
psychopata.z.borderline Re: Albercik to dla Ciebie:) 10.07.05, 10:24 a w Krakowie leje, pogoda barowa albo do przytulania:) Odpowiedz Link Zgłoś
psychopata.z.borderline Re: Albercik to dla Ciebie:) 10.07.05, 10:28 spacer w deszcz po starym mieście z waskimi uliczkami... ta pogoda nastraja mnie dośc sentymentalnie:) Odpowiedz Link Zgłoś
konrado80 Re: Albercik to dla Ciebie:) 10.07.05, 10:29 oj tak, tylko jeszcze trzeba miec z kim tak sobie pospacerowac Odpowiedz Link Zgłoś
konrado80 Re: Albercik to dla Ciebie:) 10.07.05, 10:31 ale moze jutro, za tydzien, za miesiac... ktos sie znajdzie ;) Odpowiedz Link Zgłoś
psychopata.z.borderline Re: Albercik to dla Ciebie:) 10.07.05, 10:32 a ja to chyba zaraz wezme ksiazke i wskakuje do łóżka, oczy mi sie zamykaja:) Odpowiedz Link Zgłoś
konrado80 Re: Albercik to dla Ciebie:) 10.07.05, 10:51 to przyjemnego czytania i milego dnia Odpowiedz Link Zgłoś
psychopata.z.borderline Re: Albercik to dla Ciebie:) 10.07.05, 10:54 dziękuje, wzajemnie:) Odpowiedz Link Zgłoś
psychopata.z.borderline Sen 10.07.05, 08:51 SEN z Lorda Byrona Mickiewicz Adam Dwoiste życie nasze: sen ma świat udzielny Śród otchłani, nazwanych bytem i nicestwem, Nazwanych, lecz nieznanych, - sen ma świat udzielny, Z rzetelną władzą rządząc nad marnym królestwem. Mary i życie biorą, i postaci noszą, Rozczulają i dręczą, i łechcą rozkoszą. Troski dzienne ciężarem przywalają sennym I ujmują ciężaru naszym pracom dziennym. One się do istoty naszej mogą wcielić, Zabrać połowę czasu i byt nasz podzielić. Jak posłańce wieczności - błysną i przepadną, Jako przeszłości duchy - często przyszłość zgadną, Jak wróżące Sybille - ciemność do ich ręki Składa tyrańskie berło rozkoszy i męki. One, gdy zechcą, na to przerobić nas mogą, Czym nie byliśmy nigdy; - one rażą trwogą, Wywołując cień z grobów. - Więc mary są cienie? Przeszłość nie jestże cieniem? czymże jest marzenie? Robotą duszy, - dusza może wyprowadzić Z nicestwa światy nowe i na nich osadzić Doskonalsze od ziemskich kształty promieniste, Wlać im duch trwalszy, niżli w ciała rzeczywiste. Opowiem wam, co mi się dawniej przywidziało: Może we śnie - bo kiedy sen uwięzi ciało, Duch wolny może obiec rozległą krainę I długie pasmo życia w jedną zwić godzinę. Zdało mi się, żem widział młodych ludzi dwoje. Chłopca i dziewkę; stali na wzgórku oboje, A wzgórek był zielony, pochyłej urody, Niby jaki przylądek; tylko zamiast wody, Wkoło żywy krajobraz i powiewna fala Kłosów i sianożęci, i gdzieniegdzie z dala Porozrzucane chaty; nad nimi dym bury Ulotne snuł kolumny. Sam wierzchołek góry Zdobiły zasadzone drzew i kwiatów wieńce; Nie przypadek je sadził, lecz umyślne ręce. Chłopiec i dziewka patrzą - ta na okolice Piękne jak ona sama, a ten na dziewicę. W nim rozwija się młodość, w niej piękność rozwita, W obojgu młodość, ale młodość rozmaita. - Jak wśród niebios jaśnieje wdzięczna twarz księżyca, Tak wpośród lat niewieścich jaśniała dziewica. Chłopiec był laty młodszy, lecz starsze nad lata Serce jego; wzrok jego w całym kręgu świata Jedyne tylko widział swej kochanki lice, I widział ją przed sobą, w niej utkwił źrenice I nie mógł ich oderwać; nie było w nim ducha, Ona była mu duchem; głosu jej drżąc słucha, Ona była mu głosem; on swych oczu nie ma, Ona była mu okiem: bo ścigał oczyma Jej spojrzenia, i wszystkie oglądał przedmioty W świetle od niej odbitym; on nie ma istoty, Nie ma życia: w nią przelał całe życie swoje, W niej, jako w oceanie, wszystkie myśli zdroje Pogrążył; za jej słówkiem, za ręki dotknieniem Krew w nim ścina się lodem albo wre płomieniem. Twarz jego na przemiany goreje i bladnie, Serce boli i bolów przyczyny nie zgadnie. Lecz ona słodkich jego cierpień nie podziela, Wzdycha, lecz nie do niego, - ma w nim przyjaciel?, Ma brata, i nic więcej! - On przestawał na tem. Że ją zwał przyjaciółką, że go zwała bratem; Teraz nie chce przestawać. Skądże ta różnica? Czas rozwiązał zagadkę - kochała dziewica, I kochała innego; i właśnie w tej chwili, Gdy oboje na górze stali i patrzyli, Ona wzrokiem kochanka dalekiego nęci, Żeby leciał tak bystro, jak lecą jej chęci. Tu zaszła zmiana w scenach mojego widzenia. Widać gmach starożytny; - stoi u przedsienia Rumak z siodłem do drogi - w gotyckiej kaplicy U ołtarza był chłopiec - nie widać dziewicy. Chłopiec blady, samotny, przechodził się, myślił, Usiadł, dobywa pióro, kilka słów nakryślił I z pochyloną głową, na ręku oparty, Wstał znowu, wstrząsnął głową i pisane karty Na części rozerwawszy, w drżącej ciśnie dłoni, I z gniewem w zębach szarpie, ale łez nie roni. Uspokoił się nieco, zapalone lica Ostygły i zmartwiały, - wtem wyszła dziewica. Z obojętnym uśmiechem spotyka młodziana, Choć dostrzegła, że była od niego kochana, Że jej cień jako całun padł na jego duszę, I zgadła, że on dla niej ma cierpieć katusze Długie, straszne; nie zgadła, że miał cierpieć wiecznie. Chłopiec wziął ją za rękę; obojętnie, grzecznie Spojrzał - i w tej mu chwili na źwierciadło lica Wybiła niewymownych uczuć tajemnica, I zagasła - i znowu czoło zaszło mrokiem, Znowu puścił jej rękę i powolnym krokiem Oddalił się w milczeniu, nie żegnał dziewicy. Rozstali się z uśmiechem; on wyszedł z kaplicy, Raz jeszcze na ojczyste gmachy okiem rzucił, Dosiadł konia, pojechał - i więcej nie wrócił. Tu zaszła zmiana w scenach mojego widzenia. Chłopiec dorósł młodzieńca - w obce pokolenia, W dalekie zbłądził kraje i pod wschodnim słońcem Poił duszę płomieniem, - on wiecznym był gońcem Na lądzie i na morzu. Dokoła postaci Podobne jemu krążą, przyjaciół czy braci? Tu mnóstwo scen okropnych snuło się od razu, I ów chłopiec był cząstką każdego obrazu. Ujrzałem go na koniec. Dziwacznie przebrany, Gdzieś daleko, w obozie wschodniej karawany. Śród połamanych kolumn, na gruzie pomników, Co przeżyły imiona swoich budowników, Leżał; a przy nim wielbląd żuł resztę obroku, Kilka arabskich koni pasło się u stoku. Podróżni, których znużył upał całodzienny, Drzemali w cieniu ruin, - on jeden bezsenny, Na ręku wsparty, oczy na północ obrócił, Z twarzą natchnienia pełną - rozmyślał czy nucił? Niebo czyste tak wszystkie chmury zdjęlo z siebie, Że ledwie co nie widać Pana Boga w niebie. - Tu zaszła zmiana w scenach mojego widzenia. Dziewica z oblubieńcem pierścionki zamienia. On ją pojął, mnogimi osypał dostatki. Widzę ją w cudzym domu, słyszę imię matki; Otaczają małżonkę wesołe plemiona, Nadobne syny, córki, - ale za cóż ona Jakąś tęsknoty chmurą wdzięczną postać mroczy, Zdradzając tajną boleść, co jej serce toczy? Źrenice niegdyś jasne zamgliła powłoka, Niby jakaś łza dawna, przystygła do oka; Skądże to? - Wszak z kochankiem złączona na wieki, Wszakże ten, co ją kochał, jest od niej daleki, Nie będzie myśli czystych złym życzeniem brudzić, Nie będzie jej westchnieniem nieumyślnym nudzić. Czegoż smutna? wszak darmo wzajemności żądał, Darmo w jej oczach zimnych nadziei wyglądał. Wzgardzony, nie jest pewnie sprawcą jej katuszy, Jest widmem dla pamięci, nie sępem dla duszy. Tu zaszła zmiana w scenach mojego widzenia. Młodzieniec znowu szuka domowego cienia. Widzę go przed ołtarzem, z nim oblubienica Młoda, wdzięcznej postawy, nadobnego lica: Lecz nie była to owa najpierwsza kochanka, Owa gwiazda błogiego młodych lat poranka. Musiał o niej zapomnieć, - stoi zadumany, Rozpatruje kościelne sklepienia i ściany - Zadrżał i w tej mu chwili na zwierciadło lica Wybiła niewymownych uczuć tajemnica, I zagasła - i znowu czoło zaszło mrokiem. Pogląda na swą żonę, ale błędnym wzrokiem; Powtarza jej przysięgi, których nie rozumie: Z kim jest, gdzie jest, zapomniał w sprzecznych myśli tłumie. Widzi tylko swą młodość, stary gmach, kaplicę, I listek poszarpany, i swoją dziewicę. Te przypomnienia kirem śmiertelnej zasłony Oddzieliły na wieki młodzieńca od żony; - Po cóż w takiej godzinie takie przypomnienia? Tu zaszła zmiana w scenach mojego widzenia. Widzę dawną dziewicę. Jakie w niej odmiany! Ona w suchotach duszy; - jej rozum znękany Opuścił ster myślenia, wzrok jej dziko lata, Blask, co świeci w jej oku, nie jest z tego świata; Ona jest jak królowa nad państwami marzeń; Jej myśl stała się węzłem sprzecznych wyobrażeń; Kształty, niedotykalne zmysłom śmiertelnika I niewidzialne, ona dostrzega, dotyka I w poufałej wzywa do siebie rozmowie: Taką chorobę wiek nasz obłąkaniem zowie. Lecz nieraz mędrzec głębiej w obłąkanie wpada, Jeśli melancholiji smutny dar posiada; Bo wzrok melancholijny jak teleskop sięga, Dalekie widma zbliża, rozłączone sprzęga, I urok życia chłodną rozdarłszy uwagą, Rozkrywa rzeczywistość wystygłą i nagą. - Tu zaszła zmiana w scenach mojego widzenia. Młodzieniec był pielgrzymem, jak widać z odzienia. Kształty przy nim krążące znikły z senną marą Lub wojnę z nim toczyły; - on stał się ofiarą Nienawiści swych wrogów; zewsząd zguby bliski, Postrzega sidła zdrady lub zemsty pociski. Stoły jego zgryzota jak harpija plami, On, jak dawny Mitrydat, karmił się Odpowiedz Link Zgłoś
psychopata.z.borderline Re: Sen 10.07.05, 09:02 Tu zaszła zmiana w scenach mojego widzenia. Młodzieniec był pielgrzymem, jak widać z odzienia. Kształty przy nim krążące znikły z senną marą Lub wojnę z nim toczyły; - on stał się ofiarą Nienawiści swych wrogów; zewsząd zguby bliski, Postrzega sidła zdrady lub zemsty pociski. Stoły jego zgryzota jak harpija plami, On, jak dawny Mitrydat, karmił się jadami; A trucizna nie była szkodliwą dla niego I służyła mu na kształt chleba powszedniego. Co innym śmiercią było, tym życie przewlekał; Zbrzydził społeczność ludzką, w pustynie uciekał, Żył w przyjaźni z górami, myślą do gwiazd lata, Wdał się w rozmowę z wielkim jenijuszem świata. Wzbogaconemu nauk czarodziejskich zbiorem Tajemna księga nocy stanęła otworem. Jego klątwą wyzwane z głębokości ziemi Duchy go otoczyły - i został się z niemi. Nie ma więcej zmian w scenach mojego widzenia. Zbudziłem się. - Jak dziwne wyroków zrządzenia! Mój sen dla dwojga ludzi smutny koniec znaczy, Jednemu w obłąkaniu, obójgu w rozpaczy. Odpowiedz Link Zgłoś