neita33
01.02.06, 08:23
Idąc ciemnym podziemiem,wśród pisku tysięcy nietoperzy
i tupotu setek szczurzych łap,dostrzegła słabe,migotliwe
światło,niczym płomień świecy smagany wiatrem.Zdawało
się wabić ją,wołać,szeptać...-podejdź bliżej....
Szła wiedziona jego coraz silniejszym blaskiem.
Im bardziej się zbliżała,tym ono stawało się
stabilniejsze,czuła niemalże ciepło,którego
w podświadomości pragnęła.Gdy po długiej wędrówce
stanęła u stóp oślepiającego promienia,
instynktownie wyciągnęła rękę,chcąc go dotknąć.
W jednej chwili wszystko wokół umilkło,nastała
złowroga cisza......jedynie płomień szalał....
parząc jej ciało i duszę.Po czym.......
nagle zgasł,zabierając ze sobą złudzenia....marzenia...
A z oddali,niosąc się echem wśród zimnych ścian,
dobiegł ją......szyderczy śmiech....przeszywając na wskroś.
I znowu nastał mrok labiryntu,z którego na próżno
szukała wyjścia,wierząc mimo wszystko w to,że kiedyś
prawdziwe światło wskaże jej drogę i otoczy delikatnym ciepłem....
:)