Dlaczego on wciąż wybiera ją?!?!

03.09.06, 17:17
Otóż mój chłopak zawsze wyrażał się bardzo ciepło o swojej matce (najpierw
się rozwiodła z ojcem mojego chłopaka a potem on zmarł, ale mogę dodać że
mój chłopak ma młodszego brata). Często rozmawiali przez telefon gdy byłam
u niego albo on u mnie i ona ZA KAŻDYM razem mówiła "Kocham Cię" na co on
"Ja Ciebie też". Miał wtedy 19 lat, ale stwierdziłam, że może jego matka
kocha go bardziej niż moja że mu to powtarza za każdym razem...
Po kilku miesiącach jak byliśmy razem (on nie jest z z mojego miasta, tutaj
studiuje) zaplanowaliśmy sobie wspólny wyjazd na weekend majowy. Już
wszystko załatwione, hotel zarezerwowany a on mi w piątek oznajmia!!!
MOJA MAMA SIĘ ŹLE CZUJE MUSZĘ DO NIEJ JECHAĆ. OBIECUJĘ, ŻE BĘDĘ JAK
NAJSZYBCIEJ!
Wkurzyłam się, bo całe moje plany poszły w łeb, ale spędziłam ten weekend
z przyjaciółką i jakoś poprawił mi się nastrój. Potem nasze pół roku...
wypadało akurat niefortunnie bo 26 maja w Dzień Matki. Oczywiście pojechał
do niej, mimo że miał 150 km i był to czwartek, także zawalił trochę
ćwiczeń i wykładów. Zrobił jej niespodziankę, po czym zadzwonił do mnie i
opowiadał jak to jego matka się ucieszyła gdy zobaczyła jego niosącego
ogromny bukiet kwiatów...
O tym, że poznaliśmy się pół roku wcześniej oczywiście zapomniał. Dzień
później wysłałam mu smsa iż dziękuję za życzenia z okazji naszego świeta.

I zgadnijcie jak się tłumaczył?
Powiedział, że to jest taki dzień, w którym powinno się myśleć tylko i
wyłącznie o swojej matce. Na przeprosiny kupił kwiatka (ona dostała
BUKIET) i wino.
Później oczywiscie jeździł z częstotliwością jeden weekend z mamusią na
dwa tygodnie. Oczywiscie mamusia zrobiła syneczkowi niespodzianke i
przyjechała 1 czerwca na dzień dziecka. Mój chłopak opowiadał mi to z
wielką radością, a mi to szczerze mówiąc wisiało. Byłam już w sumie o nią
zazdrosna ale myslalam sobie, o co Ci chodzi? to przeciez jego mama...
Nadszedł czerwiec, koniec sesji, koniec szkoły zaplanowałam znowu wyjazd.
Pojechaliśmy. W założeniu na dwa dni. W pierwszy dzień zadzwoniła matka.
Powiedziała "Smutno mi bez Ciebie" i pojechał do niej. Gdybym za nim nie
wyszła zostawiłby mnie samą w hotelu. Bosko.
Nie oddzywałam się do niego przez kilka dni. Potem on przyjechał. (nie,
żeby do mnie, no skąd!) Przyjechał bo miał zapisy. Rozmawialiśmy na ławce
w parku. Ja miałam wyjechać 13 lipca do Włoch. Poprosiłam go, żeby
przyjechał do mnie chociaż raz przed moim wyjazdem, na co on powiedział że
będzie od poniedziałku do piątku pracował. A weekend? Weekend pewnie będę
chciał spędzić z moją mamą...
Wybiegłam stamtąd, on nawet nie probował mnie zatrzymywać.
Potem przyszedł i powiedział że może uda mu się wykombinować jeden dzień.
Przyjechał 13 lipca, oczywiscie w konspiracji żeby matka nic nie wiedziała
bo by się wsciekla! Dlaczego? Wiadomo. Oczywiscie sie dowiedziała, nie wiem
co było potem wyjechałam...
Gdy byłam we Włoszech to dzwoniłam do niego, ale odechciewało mi się gdy
mówił "Poczekaj sekundke, tylko mamie zaniose telefon". Co on, jej
służący?
Potem zaprosił mnie do siebie. Uznałam, że czas ją poznać. Przyjechałam.
Babka 49 lat, nie zbyt zadbana, kiedyś podobno ładna. Była dla mnie bardzo
miła. Aż za miła. Szczerze mówiąc, nawet ją trochę polubiłam, ale to nie
trwało długo.
Mój chłopak wymyslil, zebysmy poszli na pielgrzymke, poszliśmy z jego
miasta. Nocowałam u niego. Ona wciąż bardzo miła. Przywiozłam jej nawet
bombonierke.
Poszlismy. Szlismy 3 dni, ona dzwoniła do niego codziennie po 2 razy.
W ostatnią noc zadzwoniła. On nagle się rozpłakał. Spytałam, co się stało.
On powiedział, iż jego matka nazwała mnie dziwką...
Ponoć to nie był pierwszy raz, ponoć wszystkie inne też wyzywała a mnie
"Wyjątkowo" polubiła bo mnie nazwała tylko raz tak.
Gdy wchodzilismy do Czestochowy, jego matka czekala na niego, na jego
brata, oni podeszli do niej, oprocz mnie. Ona podeszla do mnie,
usmiechnela sie i przytulila. Co za hipokrytka.
Zaprosiła nas wszystkich (chyba, wszystkich) na obiad. Ja nie poszłam. Nie
chciałam jej widzieć. Brzydziłam się nią. Mój chłopak oczywiście poszedł,
nie prosiłam go, żeby został ze mną ale w duchu miałam nadzieję, że
zostanie. Poszedł.
Jego matka była bardzo zdziwiona, że mnie nie ma (chyba myslala, ze ja z
takich co się wszędzie na krzywy ryj pchają :/). Spytała się Mojego
chłopaka czemu mnie nie ma? Przecież była dla mnie taka miłaaaaaaaaaaaaaa.
Wyjaśnił jej, że nie mam ochoty jej widzieć po tym co powiedziała. Wściekła
się. Ponoć zrobiła mu awanturę. Później powiedziała coś w stylu "Tego co
jest między mną a Tobą, nie wolno Ci rozpowiadać". Wtedy zaczęłam jej
nienawidzieć.
Wróciliśmy z pielgrzymki pod koniec sierpnia. Ja wcześniej, gdyż nie
wracałam z nimi na piechotę, nie chciałam wysłuchiwać jak ona co chwile do
niego dzwoni a potem jak go wita w mieście. Po prostu PKSem pojechałam do
domu. Mojej mamie nic nie powiedziałam. Ona go strasznie lubiła, nie chciałam
żeby zmieniła zdanie na jego temat. Jego albo jego matki. No cóż, oni to
chyba jedność?
We wrześniu mój chłopak przyjechał do mnie aż jeden raz pod pretekstem
szukania mieszkania. Do mnie matka nie chciała go puścić. Powiedziała mu,
że się zachowuje nieodpowiedzialnie, czego przykładem było to co zrobił na
pielgrzymce. (Ale to ona do jasnej cholery nazwała mnie dziwką!)
Nadszedł w końcu pażdziernik i znowu mogliśmy być razem. Oczywiście już w
drugim tygodniu października musiał jechać do domu. Najwyraźniej chciał
tam wszystkim zrobić niespodziankę bo jego mama go przywitała tekstem "Co
Ty tutaj robisz? Pokłóciłeś się z Agnieszką?" Nie, nie pokłócił się, ale
to chyba jej marzenie. Chociaż on mówił iż była smutna przy tym pytaniu,
ja w to jakoś nie wierzę. Gdy wrócił, to wypomniałam mu, że czemu do mnie
nie jeździł tak często w wakacje jak do niej teraz jeździ. Jego matka
wyjechała do sanatorium. Było Wszystkich Świętych. Pojechał do domu, ale
tym razem byłam spokojna, wiedziałam że jej tam nie będzie. Rozmawialiśmy
przez komórkę. Nagle zadzwonił telefon domowy. Powiedział że musi kończyć
bo to ważny telefon? Od kogo? Zadzwoniłam na numer jego matki z braku
numeru żeby sprawdzić, czy ma zajęte. Jak to na złość, nie miała sygnału
zajętego tylko od razu włączyła się poczta. Wiedziałam, że to z nią tak
namiętnie rozmawia już dobre ponad 20 minut.
Po 10 minutach oddzwoniłam. Uff, już mógł rozmawiać. Kto to? Zapytałam
jakby nigdy nic. Moja mama. Za chwilę znowu telefon. Ja nie rozłączyłam
komorki. Sluchałam co on mówi. Rozmowa brzmiała tak: Z braku numeru? A coś
Ci się nagrał? Ojej... Kto to mógł być? No nie wiem, nie wiem, postaram się
to sprawdzić! No, ja Ciebie też! Papa.
Ja tez się wylaczylam i zaraz oddzwoniłam. Kto to był? Babcia. A co
chciała? Pytała czy nie jestem głodny. Słowo honoru? Słowo honoru. Kłamał.
Kłamał dla niej, żeby nie wyszło że jest wariatką dzwoniącą do swojego
synka tylko dlatego że ktoś dzwonił do niej z braku numeru. Widocznie
miała coś na sumieniu, skoro tak się bała nieznajomych. Potem mu to
powiedziałam, jednak on udawał, że nie pamięta tego zdarzenia. Może i było
błachostkowe, ale we mnie się już gotowało.
Nadszedł listopad, nasza rocznica 26. Na początku listopada zadzwonila
matka, z pytaniem kiedy może przyjechać w odwiedziny w weekend?
W każdy weekend, oprócz soboty 26. Wtedy jest rocznica moja i Agnieszki.
Kiedy przyjechała? Oczywiscie, ze 26. Ale Moj chlopak wiedział, że gdyby
już to zawalił to bym mu podziękowała, dlatego jakoś ją wypłoszył ok. 17 i
poszliśmy razem na kolacje.
    • malutki_kwiatusek Re: Dlaczego on wciąż wybiera ją?!?! 03.09.06, 17:19
      Później grudzień i taka głupia sprawa. Strasznie podobały mi się jego
      dłuższe włosy. Poprosiłam, żeby ich nie scinał. Jemu też się podobały. W
      piątek przed odjazdem dał słowo honoru, że nie zetnie ich. Przyjechał w
      niedzielę. Obcięty. Mamusia go prosiła. Mówiła że mu lepiej w krótszych.
      To jest błachostka, ale już nawet taka błachostka sprawiała, że były
      awantury. "Gdybym wiedział, że tak Ci na tym zależy to bym ich nie ścinał" "Mi
      się one też nie podobały, ale nie wiedziałem jak Ci powiedzieć".
      Ale gdyby mamusi się podobały, to pewnie byłyby nie ścięte do dziś. Ot co.
      Następnie nadeszły Święta Wielkanocne. I znowu zaplanowaliśmy sobie długi
      weekend. I ja go proszę "Ale powiadom swoją matkę, że jedziemy razem na
      długi weekend!!!" Dobrze, słowo honoru! Napewno jedziemy razem na weekend!
      na 100%!!!
      Przyjechał ze Świąt Wielkanocnych, pierwsze słowa, jakie powiedział "Nie
      jedziemy na weekend, bo muszę jechać do domu. Muszę pomóc w ogródku mojej
      mamie, ona naprawdę mnie potrzebuje więc zrozum."
      Leżałam, tarzałam się, łkałam chyba z 3 godziny. Dalej nie dotarło. Kupił
      mi kwiatka i bombonierkę na przeprosiny. Dalej płakałam. Chyba z 4 dni. W
      koncu jej napisał, że nie przyjedzie. Dopiełam swego. Ale to wcale nie był
      udany weekend. Nigdzie nie pojechałam. Nie miałam ochoty. Po tych czterech
      dniach ryczenia byłam wykończona. I co z tego że nie pojechał. Gdyby
      pojechał czy nie, wyszłoby na to samo. Bo i tak wiedziałam, że kocha ją
      dużo bardziej niż mnie, że to jej nie potrafi odmówić, a ja mu wiszę, czy
      mi powie tak czy siak, czy mi coś obieca czy nie. Już przestałam wierzyć
      że np. spędzi ze mną sylwestra. Bo a nóż, ona zadzwoni do niego i powie
      jaka jest samotna, smutna, sama i wogole... I on pofrunie do niej. Skąd
      mam to wiedzieć? Skąd mam wiedzieć czy np. gdy się zdecydujemy na ślub to
      czy on napewno bedzie w dniu slubu ze mną? Bo może jego matka zasłabnie,
      dostanie wysokiego cisnienia albo gorączki? Nie wiem.
      Co więcej, pojechaliśmy do Angli. On do pracy, jak to studet, ja na
      wakacje, jak to maturzystka. Mieszkaliśmy razem. Ona wysyłała codziennie
      smsy. Ja ich nie czytałam. W końcu mój chłopak zostawił komorkę, gdy
      poszedł do pracy. Przyszedł sms... dosłownie o takiej treści:
      "Cześć Mój Najdroższy Skarbie! Jak sie pracuje? Mamusia juz teskni za Toba
      :( Kocham Cie bardzo bardzo mocno! Caly czas o Tobie mysle! Wracaj jak
      najszybciej! Kocham! Mama"
      Nie wiedziałam co mam zrobić. Przyszedł z pracy. Leżałam na łóżku. Nie
      oddzywałam się do niego. Powiedziałam tylko "Twoja ukochana napisała" i
      zaczelam pakować swoje rzeczy. W koncu przeczytał tego smsa. Przytulił
      mnie i prosił żebym się nie pakowała. Że to mnie kocha najbardziej na
      świecie a nie ją. Ale skoro tak jest to dlaczego mi tego nie udowadnia?
      Potem zaczelismy rozmawiac szczerze. Powiedzialam mu, że nienawidze jej tak
      bardzo, że mogłabym ją zabić. Życze jej jak najgorzej i
      że moim największym marzeniem jest to, żeby umarła. Chyba popadłam w jakis
      stan psychozy, nie wiem. Ale tak jest. Powinnam się udać do psychologa ale
      koniecznie z Nim. No i najśmieszniejsze jest to, że ja będę chodzić do
      psychologa a nie ona, niczym przecież nie zawiniłam. Chyba tylko tym, ze
      zakochałam się w nieodpowiednim facecie. Ale pomysl z psychologiem nie
      jest chyba taki zły. Co wy na to? I wogole czy tez macie tak jak ja, czy ja
      jestem najbardziej pechową dziewuchą swiata?
      Wogole mam takie zalozenie, ze jej nie zaprosze na slub, jesli do takiego
      dojdzie. I będe się trzymać tego twardo. Nie chcę jej widzieć, słyszeć,
      ani nawet o niej słyszeć. Jedynie może o tym, że umarła. No i tu się
      zaczyna. Jestem chyba chora psychicznie. Ech :( Ale co ja mam czuć do
      kobiety przez którą wylałam ocean łez?

      Pozdrawiam i proszę o pomoc!!!


      • agrest15 Re: Dlaczego on wciąż wybiera ją?!?! 03.09.06, 17:26
        Napisz to wszstko w trzech zdaniach.
        • malutki_kwiatusek Re: Dlaczego on wciąż wybiera ją?!?! 03.09.06, 17:37
          Gdybym napisala w trzech zdaniach, to byś nie poznała całej sytuacji,
          stwierdziła że ja przesadzam i odesłała mnie do psychologa :/
          Pozdrawiam.
          • grzes32 Re: Dlaczego on wciąż wybiera ją?!?! 03.09.06, 17:45
            Zmień chłopaka, miłość nie wymaga poświęceń i kompromisów.
            • malutki_kwiatusek Re: Dlaczego on wciąż wybiera ją?!?! 10.09.06, 20:43
              ale ja go nie chcę zmienić tylko wyleczyć... I się pytam, jak to do cholery
              zrobić? :(
              • grzes32 Re: Dlaczego on wciąż wybiera ją?!?! 10.09.06, 20:48
                malutki_kwiatusek napisała:

                > ale ja go nie chcę zmienić tylko wyleczyć... I się pytam, jak to do cholery
                > zrobić? :(

                Wg mnie nie da się , ponieważ On tego nie chce. Inaczej mówiać nie zrobisz tego
                za Niego, więc daj sobie spokój. Uważam, że nigdy nie będziesz z Nim
                szczęsliwa, nawet wtedy gdy mamusia odjedzie do krainy wiecznych łowów.Szkoda
                Twojego czasu i życia.
      • konrado80 Re: Dlaczego on wciąż wybiera ją?!?! 03.09.06, 18:11
        w ogole pisze sie tak
        a co do tego co napisalas, to ile Ty masz lat??
        przeciez to mamisynek i juz taki bedzie, wiec poszukaj sobie innego
        • wesola_kicia Re: Dlaczego on wciąż wybiera ją?!?! 10.09.06, 21:01
          nie zmienisz go.On za bardzo jest przywiązany do matki,ona jest dla niego wzorem
          ideałem,ta jedyna kobieta ,której nigdy nie opuści.Współczuje Ci ,z tego co
          piszesz bardzo go kochasz ,ale czas pomysleć o sobie,nie o nim.Dla niego już za
          późno ,a ciebie stac na kogoś kto bedzie Ciebie kochał na pierwszym
          planie.Powodzenia.
          • malutki_kwiatusek ale ja chcę jego ;( 10.09.06, 21:06
            jego i nikogo innego ;(
            • grzes32 Re: ale ja chcę jego ;( 10.09.06, 21:09
              malutki_kwiatusek napisała:

              > jego i nikogo innego ;(

              Nie przesadzaj, im szybciej to zmienisz tym lepiej dla Ciebie.
            • wesola_kicia Re: ale ja chcę jego ;( 10.09.06, 21:11
              no domyślam sie ,że chcesz jego,ale sama pomyśl ,jak długo tak wytrzymasz.
              Zastanów sie dlaczego z innymi dziewczynami sie rozstał.Piszesz,że wykonuje
              kazda zachcianke mamusi.Nadejdzie dzień,że ona powie "synku Agusia,nie jest
              dziewczyna dla Ciebie stac cie na lepsza".
              On nie wiele myslac powie Ci "Koniec,mamie do gusty nie przypadłaś".Chcesz tego??
              Sorki,ze tak pisze ale tak to ja odbieram.A zawsze pisze i mówie co mysle.
              • malutki_kwiatusek Re: ale ja chcę jego ;( 10.09.06, 21:12
                no ale on wie, że jego matce nie przypadłam do gustu... i jakoś ze mną jeszcze
                nie zerwał...
              • szubrawiec76 Re: ale ja chcę jego ;( 10.09.06, 21:16
                nikt Ci nie pomoże z nas.. bo nie jesteśmy w podobnej sytacji..
                proponuję...
                1. porozmawiać z nim i przejść się do jakiegoś psychologa.
                2. poszukać coś na temat w Internecie... chyba nazywa się to "kompleks Edypa" ?
                3. poszukać literatury

                powodzenia :)
                • szubrawiec76 Re: ale ja chcę jego ;( 10.09.06, 21:17
                  sorry za błąd "sytuacji"
                  aha i jest tu forum "psychologia"
                  • wesola_kicia Re: ale ja chcę jego ;( 10.09.06, 21:20
                    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=210
                    opisz tam to samo co tu
                    bardziej beda pomocni
                    forum psychologia
                    • malutki_kwiatusek już dawno napisałam na psychologii.. 10.09.06, 21:26
                      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=210&w=47540095
                      Kilka osob też miało podobne problemy jak ja... ale nie takie same. Zadnej z
                      nich matka chłopaka nie nazwała "dziwką". Pocieszam jedynie się tym, że "kto
                      kogo przezywa, ten sam się tak nazywa".
                      Pozdrawiam.
                      • wesola_kicia Re: już dawno napisałam na psychologii.. 10.09.06, 21:32
                        powiem Ci jedynie spróbuj z nim pogadać wygarnij mu wszystko jak sie zachowuje
                        moze to cos da
                        Powodzenia
                      • bulinkaj Re: już dawno napisałam na psychologii.. 10.09.06, 22:01
                        Kochana, jeśli naprawdę bardzo się kochacie to musicie poważnie porozmawiać. I
                        wcale nie uważam, że to Ty powinnaś iść do psychologa. Przede wszystkim do
                        psychologa powinien iść Twój chłopak, bo z tego co się zorientowałam, on czuje
                        się tak jakby był między młotem a kowadłem. Kocha swoją matkę i kocha Ciebie. A
                        jego matka nie może zrozumieć, że jego synuś zaczyna dorosłe życie, kocha go
                        zaborczo, jest to miłość chora. Naprawdę, spróbujcie o tym porozmawić i może
                        razem udać się do psychologa.
    • netka6666 Re: Dlaczego on wciąż wybiera ją?!?! 11.09.06, 14:08
      Przeczytałam wszystko. Co do słowa. Ja rozumiem miłość do matki. Ale wiesz co
      mi sie skojarzyło? To, że on wcale nie pisze, nie rozmawia i nie jeździ do
      matki tylko do swojej żony, narzeczonej/dziewczyny a "mamusia" to tylko ksywa.
      Pierwsze wrażenie jest ponoć najważniejsze, więc stwierdzam, że jego 'stosunek"
      do matki jest nieco chory. Jak dla mnie to nie jest dla Ciebie do pokonania.
      Albo sie pogodzisz z faktem, że jej będzie zawsze na wierzchu albo będziesz
      walczyć z wiatrakami. Obawiam się, że nawet po jej smierci będziesz słuchała
      teksty w stylu: "moja mama robiła lepsze kotlety, prasowała lepiej" itp. Ale
      życzę Ci powodzenia.
    • be.em ktoś to doczytał do końca? ;) 11.09.06, 14:11

      • malutki_kwiatusek dużo osób :P 11.09.06, 15:11
        :P
        • be.em Re: dużo osób :P 11.09.06, 15:11
          nie dokuczam;) ciekawa jestem;)
          • malutki_kwiatusek Re: dużo osób :P 11.09.06, 15:40
            to wcale nie jest taki długi post - dłuższe czytałam ;)
            Pozdrawiam.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja