Jacy jesteśmy?!.....

24.11.06, 20:09
Jestem członkiem zespołu który posiada doskonałą renomę w kręgach ludzi o
róznych pozycjach społecznych.Gramy ze sobą już bardzo długo ,ale ostatnio -
(właściwie to już długo)- nie potrafię się z nimi dogadać.Jestem oportunistą
w wielu sprawach które wynikają z naszej pracy i dotyczą nas samych.Nie
wzieło się to z niczego i obawiam się,że będzie się to pogłebiać.Już nie wiem
czy to moja wina ,czy też koledzy "mnie opuścili" - jak brzmi tekst piosenki-
ale sprawa jest dla mnie kłopotliwa.
Zacznę może od utraty autorytetu jaki miałem wcześniej.Z powodów
ambicjonalnych niektórych moich kolegów zostałem zepchnięty na sam koniec w
naszej hierarchii.Nie to mnie jednak boli,bo uważam się za skromną osobę i
walczę z zarozumialstwem,ponadto każdy powinien znać swoje miejsce ,ale
ignorancja ,brak poszanowania i totalna zlewka wyprowadziły by każdego z
równowagi.Najbardziej denerwuje mnie,że cokolwiek powiem lub zrobię jest nie
na miejscu.Każde słowo jest złe i żle powiedziane.Nie ważne przy tym ,że ktoś
inny miał gorsze lub nie na temat.Jest wiele rzeczy których nie cierpię ,ale
uważam,że jak robię coś dobrego to przynajmniej nie powinno się taką osobę
irytować i osłabiać psychicznie poprzez różnego rodzaju zaczepki.Ja wiem ,że
ludzie są różni.Ile ludzi tyle osobowości.Ale czy nie powinniśmy uszanować
tego ,że ktoś potrafi od nas coś lepiej? Ze jeden potrafi czytać dobrze,a
drugi kaleczy? I w końcu zadajmy sobie pytanie czy potrafimy być mali?
pozdrowienia i proszę o komentarze.

    • nezja Re: Jacy jesteśmy?!..... 24.11.06, 21:47
      Jasny , klarowny , przejrzysty i zrozumiały wątek .Gratuluje doskonałego
      ujęcia problemu .Jak miło , ze są ludzie którzy umieją się jeszcze tak
      wysłowic -dobitnie i jednoczenie w kilku zdaniach zawrzeć to co lezy " na
      wątrobie"
      Ludzie mają problemy z akcepyacją tego , ze wciąż ewoluujemy , rozwijamy się
      i niestety drogi jakby zaczynają się przez to rozmijać , nawet tych co
      potrafili sie kiedys doskonale rozumieć .Nalezy pozwolic sobie na świadomośc ,
      ze są ludzie którzy nie chcą stać w miejscu i szukają innych horyzontów .Czesto
      pojawia się rozgoryczenie , ze nie umieją dotrzymac juz kroków sobie i ciezko
      sie pogodzic z tym , ze nalezy isc juz swoją drogą osobno.Niektórzy do tego
      umieja dorosnąc , a nie którzy niestety się z tym nie godzą .Moze czas się juz
      pozegnać ? Pomyslec tylko by było to godne i nie na ostrzu noza...

      hym ...a moze jednak zle zrozumiałam ? Mimo to pozdrawiam cieplutko zycząc
      powodzenia i osiągniecia konsensusu w relacjach z kolegami .Pa.

      N.
      • andrewper Re: Jacy jesteśmy?!..... 25.11.06, 09:13
        Dziękuję za słowa otuchy i akceptacji.Jest mi również miło,że ktoś mnie
        rozumie.Nie mogę jeszcze odejść,ale przymierzam się do tego.To powinno nastąpić
        za jakieś kilkanaście miesięcy.Bardzo mi pomogłaś swoją opinią i również
        cieplutko pozdrawiam.
        • nezja Re: Jacy jesteśmy?!..... 25.11.06, 12:44
          Chciałabym bys jeszzcze cos sobie uswiadomił , a mianowicie to , ze to kim
          jesteś dzis w jakims stopniu zawdzięczasz Im .Będąc z kimś długo i
          spedzając z kimś czas intensywnie ( bo tak jak mniemam było , jest z Wami )
          miało wpływ na kształtowanie Ciebie .Nalezy się im szacunek i musisz o tym
          pamietac .To , ze Ty juz masz inne potrzeby i inny pomysł na zycie nie jest
          niczyja wina , jak rózniez to , ze Oni chcą nadal kroczyc droga jaką
          dotychczas kroczyli nie jest niczym złym .Wasze potrzeby poprostu są juz
          inne .To nie oznacza , ze Oni nie są juz Przyjaciółmi.Wytłumaczcie sobie to
          i nie palcie mostów. Bedzie cieżko ale jest to mozliwe.Powodzenia:-)

          N.
    • zwierz_futerkowy Re: Jacy jesteśmy?!..... 25.11.06, 12:38
      osobiscie wydaje mi sie ze Twoj blad polega na zyciu wsrod innych ludzi, stale sie do nich porownujac. osoby zyjace w takim swiecie luster, nigdy nie zaznaja szczescia. albo brna w ( jak to wspomniales) zarozumialstwo ktore ma im dawac poczucie wyzszosci ( ktore czesto jest odreagowywaniem nieodpartego poczucia "bycia sciganym" albo popdada sie w dol, zwlaszcza gdy ludzie dookola "szarpna" czula nic. upadek z "pozycji " bywa bolesny. ja zadalbym sobie pytanie jaki toz musial byc upadek. czy mozna mowic o szacunku w czasie przeszlym,? skoro nie maja go teraz to czy mieli go wczesniej?
      pozycja outsidera jest bolesna ale ma swoja dobra strone, nieuwiklanie w interesy lub gierki pozostalych ludzi. jezeli czulbym sie "olewany" przez innych, prawdopodobnie, trzymalbym swoje pomysly, opinie dla siebie samego nie dajac innym w ten sposob okazji do "olaewania". wiem ze czesto latwiej powiedziec niz zrobic. wracajac do poczatku, wydajue mi sie ze czas zaczac zyc w porownaniu ze swoimi konkretnymi marzeniami, ze soba samym dobrym ( w porownaniu do tego, mozemy szybko zobaczyc nasza zla strone). jeszcze raz powtorze, zycie w porownaniu siebie do innych prowadzi czlowieka na skraj psychicznej przepasci. zniewala, uzaleznia, i popycha ze skrajnosci w skrajnosc.
      zycie w opozycji do otoczenia nie musi oznaczac odcinanie sie od niego. jest tojedyna jednak droga do przetrwania w strukturach kariery, zachowujac wlasna torzsamosc i poczucie niezaleznosci.
      przyjaciol jest stosunkowo latwo znalesc. godnodsc traci sie bezpowrotnie.


      pozdrawiam ( z doskoku... :)
      • nezja Re: Jacy jesteśmy?!..... 25.11.06, 12:55
        Ojej , zwierzaku ...pozdrawiam . To bardzo mądre co piszesz , lubie
        ludzi ,którzy maja przemyslenia i umieja sie z nimi dzielic .
        Z jednym , no dwoma aspektami Twojej wypowiedzi sie nie zgodze .
        Z tym , ze nie było nigdy szacunku pomiedzy nimi .Kiedys napewno doskonale
        sie rozumieli bo mieli te same potrzeby i poglady na obraz zycia .Pozwalają
        sobie teraz na 'przepychanki' powno dlatgeo bo sie rozmijac juz zaczeli i
        gdzies w nich jest jakies rozgoryczenie bo niewątpliwie cos im umyka , nie ma
        juz tego okresu pieknego kiedy razem , Razem ...chcieli isc w tym samym
        kierunku , cos poprostu odchodzi ..
        A druga sprawa to odnosnie Przyjaciół ...ludzi których sie zdobywa łatwo lekko
        i przyjemnie to znajopmi nie Przyjaciele .Przyjaciól na kazdym kroku przeciez
        nie da sie spotkac, no chyba ze Tobie

        N.:-)
        • zwierz_futerkowy Re: Jacy jesteśmy?!..... 25.11.06, 17:30
          niestety mam ten sam problem, przyjaciol znajduje przypadkiem... jak monety na ulicy... ;)))
          • andrewper Re: Jacy jesteśmy?!..... 12.12.06, 10:12
            Przepraszam ,że dopiero teraz przeczytałem wszystkie komentarze.Dziękuje z góry.
            Zarówno nezja jak i zwierzak trafnie ocenili sytuację w naszej grupie.Szacunek
            kiedyś był a teraz umyka w nieznane.Każdy ma inne priorytety,zapatrywania i
            swoją własną drogę.Chociaż oni w trójkę trzymają się nieżle ale mnie to nie
            bawi.Hipokryzja która uwidacznia się na kazdym kroku doprowadza mnie do szału.!
            Wolę mieć własne zdanie i nic do powiedzenia,niż przytakiwać grzecznie wodzowi.
            Z pewnością ich szanuję i nie oczekuję niczego w zamian.Tylko ,że gdzieś w
            środku tkwi ciągle ból taki mały ostry cierń,który niekiedy bardzo doskwiera.
            dzięki za wszystko i pozdro!
    • mistamef Re: Jacy jesteśmy?!..... 12.12.06, 10:38
      andrewper napisał:

      > ... ,ale ostatnio - właściwie to już długo)- nie potrafię się z nimi dogadać..Już nie wiem czy to moja wina ,czy też koledzy "mnie opuścili" - Zacznę może od utraty autorytetu jaki miałem wcześniej.Z powodów ambicjonalnych niektórych moich kolegów zostałem zepchnięty na sam koniec w naszej hierarchii. Najbardziej denerwuje mnie,że cokolwiek powiem lub zrobię jest nie na miejscu.Każde słowo jest złe i żle powiedziane...

      > pozdrowienia i proszę o komentarze.>

      Przypadek o którym piszesz nie jest odosobniony. W wielu znanych zespołach nie tylko polskich dochodziło do takich sytuacji. Nie jest to norma ale zjawisko czeste. Wielu liederow znanych grup odchodziło ze swoich zespołow z powodu konfliktow, a przeciez bylo tak dobrze. Spotakało to teraz Ciebie i dobrze, ze zastanawiasz sie nad przyczynami bo analiza jedynie skutkow prowadzila by do dalszego poglebiania kryzysu. Przyczyna jak zwykle w takich przypadkach napewno lezy posrodku. Mysle, ze czas przyniesie najlepsze rozwiazanie. Postaraj sie tylko nie psuc dalej tego co inni psuc zaczeli. Dobra sztuka broni sie sama. Jestes osoba wrazliwą - popatrz w glab swojej duszy moze tez nie jestes bez winy?
    • kasiulek911 Re: Jacy jesteśmy?!..... 01.03.07, 11:23
      ja także byłam kiedyś w zespole, ale odeszłam. Byłam wokalistką. Uważam że
      czasami trzeba odpuścić nawet jak ma się rację.
Pełna wersja