andrewper
24.11.06, 20:09
Jestem członkiem zespołu który posiada doskonałą renomę w kręgach ludzi o
róznych pozycjach społecznych.Gramy ze sobą już bardzo długo ,ale ostatnio -
(właściwie to już długo)- nie potrafię się z nimi dogadać.Jestem oportunistą
w wielu sprawach które wynikają z naszej pracy i dotyczą nas samych.Nie
wzieło się to z niczego i obawiam się,że będzie się to pogłebiać.Już nie wiem
czy to moja wina ,czy też koledzy "mnie opuścili" - jak brzmi tekst piosenki-
ale sprawa jest dla mnie kłopotliwa.
Zacznę może od utraty autorytetu jaki miałem wcześniej.Z powodów
ambicjonalnych niektórych moich kolegów zostałem zepchnięty na sam koniec w
naszej hierarchii.Nie to mnie jednak boli,bo uważam się za skromną osobę i
walczę z zarozumialstwem,ponadto każdy powinien znać swoje miejsce ,ale
ignorancja ,brak poszanowania i totalna zlewka wyprowadziły by każdego z
równowagi.Najbardziej denerwuje mnie,że cokolwiek powiem lub zrobię jest nie
na miejscu.Każde słowo jest złe i żle powiedziane.Nie ważne przy tym ,że ktoś
inny miał gorsze lub nie na temat.Jest wiele rzeczy których nie cierpię ,ale
uważam,że jak robię coś dobrego to przynajmniej nie powinno się taką osobę
irytować i osłabiać psychicznie poprzez różnego rodzaju zaczepki.Ja wiem ,że
ludzie są różni.Ile ludzi tyle osobowości.Ale czy nie powinniśmy uszanować
tego ,że ktoś potrafi od nas coś lepiej? Ze jeden potrafi czytać dobrze,a
drugi kaleczy? I w końcu zadajmy sobie pytanie czy potrafimy być mali?
pozdrowienia i proszę o komentarze.