xtrs5
27.12.06, 09:18
Witajcie
Straciłem miłość i najlepszego Przyjaciela. Byłem przez 14 lat z Nią.
Zakochalismy się jeszcze w liceum i byliśmy pochlanieci sobą całkowicie,
oczywiście z upływem czasu związek ewoluował, ale szliśmy przez życie ufając
sobie totalnie, nigdy się nie zdradzając, zawsze będąc w stosunku do siebie
uczciwym, nie kłamiąc i mówiąc sobie zawsze prawdę. I przez 14 lat mieliśmy
motyle w brzuchu. Nasz zwiazek był bardzo dynamiczny, zdarzaly się konflikty,
ale wciąż czuliśmy tę magię, więź, to coś...
Nigdy nie chciałem ślubu, ponieważ uważałem, że tak jest zdrowiej, gdy ludzie
są ze sobą z miłości, bez legalizmu. Ona (Ona brzmi brzydko, ale nie chcę
używać imienia) w pewnym momencie chciała, później to zaakceptowała,
przynajmniej tak stwierdziła.
Wszystko było w porządku do końca ubiegłego roku. Od stycznia 2006 mój
Największy Skarb, Najlepszy Przyjaciel poszedł do bardzo dziwnej szkoły. Na
podyplomowy kurs podchorążych w centralnym ośrodku szkolenia straży
granicznej w Koszlinie. Wczesniej średnio nam się układało finansowo. Ona
pracowała w kilku miejscach, ale jak nie wyzysk, to zajęcie, które nie
zaspokajało ambicji. Praca w straży granicznej miała dać stabilność, spokoj,
aby nie trzeba było się martwic, czy będzie wypłata w terminie, czy 2 tyg.
później. Zczęła szkolenie w styczniu - do domu oddalonego o 500 km
przyjeżdżała różnie, gdy dostała przepustkę. Nauka w takiej szkole to dziwna
rzecz: mundury wojskowy dryl, rozkazy, wyklepane zwroty, takie zabijanie
indywidualności. Tęsknilismy za sobą bardzo, gdy wracała aż drżeliśmy tuląc
się do siebie. Było jej tam początkowo źle, po kilku miesiącach poczuła się
pewniej, coraz pewniej - w nowym otoczeniu wśród nowych ludzi. W maju
stwierdziła, że odchodzi. Rozstanie trwało miesiąc, wychodziłem z siebie,
bolało strasznie, robiłem wszystko, by Ją zatrzymać. Jest całym moim światem.
Wróciła i było coraz lepiej. Liczyłem sekundy do jej powrotu. We wrześniu
miała skończyć szkolenie. To miał być zwrot w naszym życiu. Ja się zmieniłem,
zacząłem inaczej patrzec na związek, dorosłem do ślubu. Oświadczyłem się,
cieszyliśmy się z tego oboje. Fruwałem gdzies w obłokach z e szczęścia.,
marzyłem żebyśmy mieli dziecko. Wcześniej głownie z mojego powodu
odkładaliśmy decyzję o założeniu rodziny, mieliśmy jeszcze trochę pożyć bez
zobowiązań, jechać w daleka podróż do Indii tec. Ten wzniosły nastrój panował
do końca sierpnia Od września moj Anioł zaczał mnie najpierw odpychać,
później pastwić się nade mną, każdy pretekst był dobry, aby jechać ze mną jak
ze szmatą, czy to osobiście podczas pobytu w domu, czy przez telefon. Gdy
wracała wciąż pisała smsy. W końcu nie wytrzymałem, zrobiłem coś czego nigdy
nie robiłem. Otworzyłem telefon i znalazłem 40 sms od jednego faceta.
Pierwszy raz mnie oszukała, nie powiedziała mi o tym wprost,
szczerze...Odeszła, po skończeniu szkolenia wrociła do rodziców, ja z bólu
prawie oszalałem. Stawałem na głowie, żeby to wszystko poskładać. Wybaczyłem,
bo Ją kocham bezgranicznie, tłumaczyłem, że każdy popełnia błędy, że tyle
razem zbudowaliśmy, że nie warto wszystkiego przekreślać, że jest
niestabilna, bo żyła w innym zamkniętym świecie. Stwierdziła, że jest
zupełnie innym człowiekiem, że już nie kocha, i wyrzuciła mnie ze swojego
życia. Nie chce mnie znać, nie odbiera telefonu, nie otwiera drzwi...
Ja wylądowałem w bagnie, wszystko straciło sens, bo Ona nadawała sens mojemu
życiu, cztery miesiące bólu, cierpienia, poczucia odrzucenia i
beznadziejności spowodowały ogromne zmiany w mojej psychice. Wylądowałem u
psychoterapeuty, dwie próby samobójcze, nie mogę się z tego wygrzebać...
Nie ma chyba nic gorszego niż gdy się kocha bezgranicznie osobę, która
przestała cię kochać
Taki trochę ekshibicjonizm popełniłem opisując to, ale czasem trzeba z siebie
wyrzucić to co się czuje. Poza tym może ktos przechodził przez coś podobnego,
może będzie potrafił doradzić jak sobie z tym poradzić...???
pozdrawiam