przestałem być kochany...

27.12.06, 09:18
Witajcie

Straciłem miłość i najlepszego Przyjaciela. Byłem przez 14 lat z Nią.
Zakochalismy się jeszcze w liceum i byliśmy pochlanieci sobą całkowicie,
oczywiście z upływem czasu związek ewoluował, ale szliśmy przez życie ufając
sobie totalnie, nigdy się nie zdradzając, zawsze będąc w stosunku do siebie
uczciwym, nie kłamiąc i mówiąc sobie zawsze prawdę. I przez 14 lat mieliśmy
motyle w brzuchu. Nasz zwiazek był bardzo dynamiczny, zdarzaly się konflikty,
ale wciąż czuliśmy tę magię, więź, to coś...
Nigdy nie chciałem ślubu, ponieważ uważałem, że tak jest zdrowiej, gdy ludzie
są ze sobą z miłości, bez legalizmu. Ona (Ona brzmi brzydko, ale nie chcę
używać imienia) w pewnym momencie chciała, później to zaakceptowała,
przynajmniej tak stwierdziła.
Wszystko było w porządku do końca ubiegłego roku. Od stycznia 2006 mój
Największy Skarb, Najlepszy Przyjaciel poszedł do bardzo dziwnej szkoły. Na
podyplomowy kurs podchorążych w centralnym ośrodku szkolenia straży
granicznej w Koszlinie. Wczesniej średnio nam się układało finansowo. Ona
pracowała w kilku miejscach, ale jak nie wyzysk, to zajęcie, które nie
zaspokajało ambicji. Praca w straży granicznej miała dać stabilność, spokoj,
aby nie trzeba było się martwic, czy będzie wypłata w terminie, czy 2 tyg.
później. Zczęła szkolenie w styczniu - do domu oddalonego o 500 km
przyjeżdżała różnie, gdy dostała przepustkę. Nauka w takiej szkole to dziwna
rzecz: mundury wojskowy dryl, rozkazy, wyklepane zwroty, takie zabijanie
indywidualności. Tęsknilismy za sobą bardzo, gdy wracała aż drżeliśmy tuląc
się do siebie. Było jej tam początkowo źle, po kilku miesiącach poczuła się
pewniej, coraz pewniej - w nowym otoczeniu wśród nowych ludzi. W maju
stwierdziła, że odchodzi. Rozstanie trwało miesiąc, wychodziłem z siebie,
bolało strasznie, robiłem wszystko, by Ją zatrzymać. Jest całym moim światem.
Wróciła i było coraz lepiej. Liczyłem sekundy do jej powrotu. We wrześniu
miała skończyć szkolenie. To miał być zwrot w naszym życiu. Ja się zmieniłem,
zacząłem inaczej patrzec na związek, dorosłem do ślubu. Oświadczyłem się,
cieszyliśmy się z tego oboje. Fruwałem gdzies w obłokach z e szczęścia.,
marzyłem żebyśmy mieli dziecko. Wcześniej głownie z mojego powodu
odkładaliśmy decyzję o założeniu rodziny, mieliśmy jeszcze trochę pożyć bez
zobowiązań, jechać w daleka podróż do Indii tec. Ten wzniosły nastrój panował
do końca sierpnia Od września moj Anioł zaczał mnie najpierw odpychać,
później pastwić się nade mną, każdy pretekst był dobry, aby jechać ze mną jak
ze szmatą, czy to osobiście podczas pobytu w domu, czy przez telefon. Gdy
wracała wciąż pisała smsy. W końcu nie wytrzymałem, zrobiłem coś czego nigdy
nie robiłem. Otworzyłem telefon i znalazłem 40 sms od jednego faceta.
Pierwszy raz mnie oszukała, nie powiedziała mi o tym wprost,
szczerze...Odeszła, po skończeniu szkolenia wrociła do rodziców, ja z bólu
prawie oszalałem. Stawałem na głowie, żeby to wszystko poskładać. Wybaczyłem,
bo Ją kocham bezgranicznie, tłumaczyłem, że każdy popełnia błędy, że tyle
razem zbudowaliśmy, że nie warto wszystkiego przekreślać, że jest
niestabilna, bo żyła w innym zamkniętym świecie. Stwierdziła, że jest
zupełnie innym człowiekiem, że już nie kocha, i wyrzuciła mnie ze swojego
życia. Nie chce mnie znać, nie odbiera telefonu, nie otwiera drzwi...
Ja wylądowałem w bagnie, wszystko straciło sens, bo Ona nadawała sens mojemu
życiu, cztery miesiące bólu, cierpienia, poczucia odrzucenia i
beznadziejności spowodowały ogromne zmiany w mojej psychice. Wylądowałem u
psychoterapeuty, dwie próby samobójcze, nie mogę się z tego wygrzebać...

Nie ma chyba nic gorszego niż gdy się kocha bezgranicznie osobę, która
przestała cię kochać


Taki trochę ekshibicjonizm popełniłem opisując to, ale czasem trzeba z siebie
wyrzucić to co się czuje. Poza tym może ktos przechodził przez coś podobnego,
może będzie potrafił doradzić jak sobie z tym poradzić...???

pozdrawiam
    • ania.sobota1 Re: przestałem być kochany... 27.12.06, 10:16
      Nie wiem,co napisać...pewnie inni będa madrzejsi ode mnie...i cos
      doradzą...Trudno przestac kochac z dnia na dzień...14 lat to szmat czasu,tyle
      wspomnień,planów...trzymaj się...może z upływem czasu bedzie lepiej?Teraz
      jeszcze nic Cię nie pocieszy-rany są za świeże,za bardzo boli...I znów kolejna
      poraniona dusza:(zaglądnij tu czasami...pozdrawiam ciepło!
    • roborobi Re: przestałem być kochany... 27.12.06, 12:19
      Hhhhhhmmmm
      Po pierwsze współczuję Ci bardzo.
      Po drugie mój związek udało się chyba uratować, ale pytam siebie do dziś czy
      swojego charakteru nie zgubiłem gdzieś i czy napewno udało się go uratować, ale
      widzisz u mnie jest ten papierek i dzieci, to czasami powoduje, że dajemy sobie
      szansę na poprawę w relacjach i ciężej od siebie odejść.
      Nie daj się, zacznij żyć - najpierw z kolegami, potem może uda Ci się kogoś
      poznać podobnego do Niej.
      Powolutku się odbudujesz, ale postaraj się, aby przyjaźń która Was łączyła
      odbudowała się, wieć czasami staraj się z Nią umówić, jak się nie uda to
      trudno, ponów to po tygodniu, ale nie zamykaj się w sobie, postaraj się znaleźć
      przyjaciela.
      Pozdrawiam, Robert
    • aldar1975 Re: przestałem być kochany... 27.12.06, 13:01
      Wiesz ....czasem nie warto ratować ...bo to już nie będzie to co było ....
      Bardzo dobrze że napisałeś to wszystko ...napewno teraz Ci trochę lepiej.
      Nikt Ci mądrej rady nie da .......Ciesz się tym co było i ....żyj !!!!
    • marta_malkowska Re: przestałem być kochany... 27.12.06, 15:31
      Niestety boli to tak jakby ktoś przypalał ogniem, ma ochote się wurwac serce
      żeby mniej bolał... A jednak.. A jednak po pewnym czsie przestaje boleć...
      Niekiedy krótcej niekiedy dłużej to boli jak cholera. Wiem to - nie raz chciaam
      juz tylko leżec i czekać na koniec, ale ... Ale w końcu nadchodzi dzień w którym
      się wstaje z łóżka i widać słońce... Czytając Ciebie i słuchająć innych meżczyzn
      nasuwa mi się jadna myśl - jesteście cholernie wrażliwi choć tego nie
      pokazujecie, długo przezywacie rozstania długo boli odejście ukochanej osoby.
      Smiem pwoiedziec nawet że my kobiety szybciej wstajemy, silniejsze jesteśmy. Co
      nie znaczy ze nas mniej boli...
      • wesola_kicia Re: przestałem być kochany... 27.12.06, 17:19
        Każde odejście ,utrata ukochanej osoby zadaje nam ból,łzy,cierpienie.Często
        mowimy,że wiecej nikomu nie uwierzymy,nie zaufamy,że skoro nasz najukochańszy
        ANIOŁ nas oszukał to inni też będą robić to samo.Musi minąc dużo czasu byś
        przestał cierpiec,byś zaczął żyć na nowo.
        Robi ,ma racje nie zamykaj sie sam w domu,szalej z kumplami .
        Kiedyś przyjdzie dzień,że obudzisz sie z usmiechem na twarzy .
        Tego Ci życze :)
        • piter1966 Re: przestałem być kochany... 27.12.06, 17:30
          musisz powoli przywyknąć do tego życia na razie szmemuy.
          mam podobną sytuację tyle że papierowo jesteśmy związani i mamy dziecko,
          jesteśmy razem ale... , powiedziała że mnie nie kocha i nie widzi bycia ze mną.
          przygotoqwywuję się do tego, tylko problem polega u mnie że nie mam gdzie iść
          wszelkie próby spełzły na niczym. duchowo ,psychicznie przygotowuję się ,tyle
          tylko że trzeba to zrobić po co się męczyć i udawać,życie płynie a fajnych
          kobiet jest całas masa . powodzenia
          • fantka Re: przestałem być kochany... 27.12.06, 17:50
            piter1966 napisał:

            > musisz powoli przywyknąć do tego życia na razie szmemuy.
            > mam podobną sytuację tyle że papierowo jesteśmy związani i mamy dziecko,
            > jesteśmy razem ale... , powiedziała że mnie nie kocha i nie widzi bycia ze mną
            > .
            > przygotoqwywuję się do tego, tylko problem polega u mnie że nie mam gdzie iść
            > wszelkie próby spełzły na niczym. duchowo ,psychicznie przygotowuję się ,tyle
            > tylko że trzeba to zrobić po co się męczyć i udawać,życie płynie a fajnych
            > kobiet jest całas masa . powodzenia

            Witaj Piter!
            Powiedziała Ci że nie kocha....
            a może jest na Ciebie za coś obrażona, tak bardzo że chce Cię ukarać,
            kobiety tak czasem robią....
            nie potrafią powiedzieć o co im tak naprawdę chodzi
            i stosują takie czasem drastyczne metody...
      • fantka Re: przestałem być kochany... 27.12.06, 17:45
        Witaj Marto!
        Słusznie zauważyłaś że mężczyzna to też wrażliwa istota,
        tylko bardzo rzadko okazuje tą wrażliwość.
        A kobiety mają chyba silniejszy instynkt przetrwania ;)
    • fantka Re: przestałem być kochany... 27.12.06, 17:40
      xtrs5 napisał:
      > Witajcie
      >
      > Straciłem miłość i najlepszego Przyjaciela. Byłem przez 14 lat z Nią.
      .................................

      >...........nie mogę się z tego wygrzebać...


      Witaj Xtrs5!
      Jak ja Cię rozumiem.....
      moje rozstanie było inne, ale ból był ogromny...
      bardzo długo nie mogłam się pozbierać...
      dopiero mi pomogło pisanie o tym na forum...

      U Ciebie minęło dopiero 4 miesiące,
      to bardzo mało, za mało na wyleczenie...

      Trudno jest coś radzić, ciągle za mało wiem...
      ale wydaje mi się że bardzo chciałbyś aby ona wróciła,
      a żeby była jakaś szansa na powiodzenie,
      należy się dobrze przygotować
      i rozegrać to jak partię szachów.
      Znasz ją dobrze, więc zastanów się co mogłoby podziałać?
      Już wiesz że prośby i błagania odnoszą odwrotny skutek...
      Z tego co napisałeś wygląda że masz o co walczyć...
      ...pomyśl że zwycięzca musi być silny
      Życzę Ci trochę spokoju.
      Uśmiechnij się, jutro może być tylko lepiej :)
    • xtrs5 Re: przestałem być kochany... 28.12.06, 07:51
      Witajcie


      Przede wszystkim dziekuje, ze się odezwaliście. Myślałem, że nikt nie zwróci
      uwagi, na to co napisałem. A co do tego że czas zaleczy rany: pewnie tak,
      tylko jeśli boli tak, że nie da się wytrzymać, to o kolejnych długich sekundach
      nawet się nie chce słyszeć. Zabijający dusze ból nie do opisania w pewnym
      momencie doprowadza do tego, że człowiek chce zniknać, byleby przestać czuc.
      To, ze jeszcze tu jestem, to też efekt tego, ze kocham. Wiedziała, ze chciałem
      się wynieść z tego świata i prosiła jeśli mnie kochasz nie rób mi tego. I dwa
      razy w ostatnim przypływie świadomości, gdy odpływa się już w inny wymiar
      zawróciłem, rozpływające się myśli podpowiadały, nie rób Jej tego, bo
      zniszczysz Jej zycie. I nie zrobiłem, skazując się na cierpienie. Przez
      4miesiące traumy stałem się wrakiem człowieka .Tak jak napisała Kicia, raczej
      niemożliwym jest, żebym jeszcze zaufał, przestałem wierzyć w drugiego
      człowieka. Ufałem jej bezgranicznie, bardziej niż sobie, bez żadnego marginesu
      na błąd, zresztą miałem powody, przez tyle lat nie przejawiała żadnych
      zachowań, mogacych wzbudzać wątpliwości. Miała swoje zasady. I nagle runął cały
      Nasz intymny świat, cały system wartości. Stwierdziła, że jest zupełnie innym
      człowiekiem, ze zmarnowała ze mną 14 lat i zanegowała wszystko. No więc w co
      wierzyć, w takiej sytuacji...???

      Fantka napisała, żeby przeanalizować co może na Nią zadziałać. Nic - próbowałem
      już chyba wszystkiego i dosłownie nic nie przynosi rezultatu, stała się
      cyborgiem, pracuje jak najęta , schudła makabrycznie, zresztą nie wiem co Ona
      mysli czuje, jakie ma plany, kim się stała. Wykopała mnie ze swojego życia.
      Najgorsze jest to, że człowiek jest bezsilny wobec słów: już cię nie kocham. Co
      można powiedzieć, zrobić? Tragiczne jest to, że ja nadal Kocham. Próbowałem
      nienawidzić, obrzydzic Ja sobie, wmówic, ze jest nie warta takiego
      zaangażowania. Nic nie działa...Kocham jak zwariowany i nie mam na to żadnego
      wpływu...

      Okropnym uczuciem natomiast jest, gdy dlaKogos Najbliższego człowiek stał się
      zupełnie obojętny. Rozumiem, że milość może się przerodzić w nienawiść, ale
      żeby zupełnie zatracić emocje?
      Wciąż nie potrafię tego wszystkiego zrozumieć, wydaje mi się że to jakiś sen,
      jakaś tania powieść. A najbardziej prawdopodobną przyczyną choć oczywiście
      abstrakcyjna, wydaj mi się, że ktoś Ją po prostu zaczarował. Wiem to bzdura,
      zawsze oceniałem świat bardzo racjonalnie, ale jak wytłumaczyć, ze Ktos az tak
      się zmienił, ze wie ze krzywdzi strasznie, ale brnie w to zupełnie bez
      refleksji???

      Pozdrawiam
      • marta_malkowska Re: przestałem być kochany... 28.12.06, 08:37
        Zaufasz, zobaczysz że zaufasz, ale to będzie długi proces, będziesz się
        zachowywał jak jeż, będziesz kuł, będziesz uciekał... Ale pewnego dnia ktoś tak
        mocno bęðzie się dobijał do drzwi Twojego serca że otworzysz... Nie dziś, nie
        jutro, nie za rok... Ja w to wierzę, bo sama zamknęlam szczelnie się ale patrze
        już przez wizjer... A miłość taka jest - raz piękna, raz zupełnie nierozumna,
        niszcząca, odbierająca i dodająca sił... Wiem że to głupie słowa, które dziś Ci
        nie pomagaja, dziś jesteś na nie zły. Ale obiecuję Ci że pewnego dnia przyznasz
        mi racje.
        Staraj się teraz czyms zająć, nie rozpamiętywac za bardzo, nie dreczyć się...
        Pozdrawiam mocno i życze odnalezienia choć trochę spokoju w sercu.
        • wesola_kicia Re: przestałem być kochany... 28.12.06, 09:47
          Marto,napewno tak sie stanie,że uchyli drzwi do swego serca ale póki co On
          okropnie cierpi.To co nam się wydaje możliwym dla niego jest
          głupotą,brednia.Przez jakiś czas nie będzie słuchał innych ludzi ,nie będzie
          widział ,ze nie jest z tym sam,że ma ludzi na których może liczyć.Dla niego
          całym światem była Ona .Ten świat rozleciał sie jak domek z kart.
          Teraz On (sorki za On ale nicka nie pamietam) ,slucha swojego płaczu ,żyje bólem
          ,i ledwo trzyma swoje serce przy życiu.
          Miał skłonność zabicia sie dla niej /przez nią ,na jej prosbe nie zrobil tego .
          Anioł,go oszukał,teraz wierzy tylko w diabła.
          • marta_malkowska Wesoła_kiciu - wiem to doskonale 28.12.06, 10:05
            Wiem że w takiej chwili nie słucha sie nieczego i nikogo, chce sie tylko zamknąć
            ze sobą w swoim nieszczęścieu. Wiem to wszystko. Wiem że odechciewa się oddychac
            nawet... To truizm - ale czas jest łaskawy. Swoją droga, moze to głupie co
            napisze , ale gdyby mnie ktoś tak kochał... A ja ciągle powierzchownie odczuwam
            to uczucie. Ale wracajac do tematu - jesli cokolwiek mu to pomoże - to nasze
            mysli zyczliwe są przy nim... A jednak jesteśmy tak empatyczne...
            PS - wiara w diabła jest najgorsza rzeczą, prowadzi tylko do jeszcze większego
            nieszcześcia...
            • wesola_kicia Re:kiciu - wiem to doskonale 28.12.06, 10:13
              Weim,że wiesz bo czytałam Twoje wypowiedzi.
              Masz racje słuchanie djabła prowadzi do tragedi.
              Trafił tu na forum szukając wsparcia ,zrozumienia .Pisząc watek część bólu i
              żalu zrzucił.
              Dostanie to czego szuka,tu są życzliwi i przyjacielsko nastawieni ludzie.
              Sam z tym nie zostanie,bo nie jest sam.Tylko on musi chcieć i musi pozwolić
              sobie pomóc inaczej my nic nie zdaiałamy.
              • marta_malkowska Re:kiciu - wiem to doskonale 28.12.06, 10:28
                Chce chce. Choć moze jeszcze tego nie wie. Pierwszy rok zrobił - napisał tu, a
                to baardzo dużo... Ciezko coś mówić w takich momentach...
                • xtrs5 Re:kiciu - wiem to doskonale 28.12.06, 17:55
                  Witajcie

                  To co zrobilem to przejaw zupelnej desperacji. W normalnym stanie ducha nigdy
                  nie posunąłbym się do tego, zeby pisac o sobie na jakimkolwiek forum. W
                  przeblyskach, gdy włacza mi sie racjonalne myslenie zdaje sobie sprawe, ze
                  takie rzeczy jak miedzy Nami sie w swiecie dzieja, ze to koniec, nie ma
                  ratunku. Ale to tylko chwile, nie potrafie sie z tym pogodzic,powstrzymac sie
                  przed kolejnymi probami ratowania tego co miedzy Nami. Choc to prawdopodobnie
                  sytuacja beznadziejna. Strasznie boli, gdy najlepszy Przyjaciel zawodzi w
                  najwazniejszym momencie, a ty nadal go kochasz bez opamietania.To sytuacja bez
                  wyjscia, Ktos krzywdzi, a ty nadal w niego brniesz...

                  Część z Was jest kobietami, jak to jest, co się musi stać z człowiekiem, zeby
                  zerwac wszystkie więzi? nie potrafię tego pojąć, gdyby wczesniej bylo miedzy
                  nami zle, cos się waliło, gdybysmy byli sobą zmęczeni, kłucili się. Ale nic
                  takiego nie było. Wyjezdzala w grudniu 2005 roku i mowila muszę, musimy
                  wytrzymac, zeby nam bylo w przyszlosci lepiej. Pozniej juz tylko tesknilem i
                  liczylem dni, sekundy -mialem to policzone w sekundach - do 22 wrzesnia, gdy
                  wroci na stale. Tak wpadala tylko do domu na kilkanascie godzin i nie moglismy
                  sie "nabyc" ze sobą, nacieszyc. W maju powiedziala nie, ale pozniej wszystko
                  zaczelo wracac do normy. Poprosilem Ją o rękę, zgodziła się - jeszcze w koncu
                  sierpnia mowila kocham cię, niczym się nie przejmuj, damy sobie ze wszystkim
                  rade, jeszcze tylko trochę. Pozniej byl zwrot, ponizanie mnie i ten facet. Nie
                  poszla z nim do łóżka,ale to zepsuło wszystko, co zaczęło się między Nami
                  odradzać. Nie rozumiem tego jak Człowiek, ktory kochal mnie bezgranicznie,
                  ktory nigdy nie zrobilby pewnych rzeczy, ktory byl odważny, tak się zmienił. To
                  okropne, ale stwierdzila, ze interesuje Ją, aby tylko Jej bylo dobrze, ze jest
                  zupelnie innym człowiekiem. To nieprawdopodobne, mój umysł zupełnie nie jest w
                  stanie tego pojąć...Po czyms takim człowiek staje się nikim, bo skoro
                  Najbliźsza osoba zostawia go jak rzecz... Mysle, ze zniszczylo nas to ze kiedys
                  nie chcialem slubu i jakies drobne sprawy. Kiedy odchodziła powiedziała, w
                  waznych sprawach zawsze byles bez zarzutu, ale zycie to drobiazgi. I nie
                  pomogło tłumaczenie, ze drobne braki mozna wyeliminowac. To co czuję, ze kocham
                  ponad wszsytko, ze nigdy nawet nie dotknąłem innej kobiety-niektorzy nie moga
                  w to uwierzyc,a ja bylem ponad tym, bo przeciez nie wolno zdradzic Kogos do
                  kogo się czuje to coś - to nie ma dla Niej juz zadnego znaczenia. Wyrzucila
                  mnie z zycia, jakbym byl ostatnią szmatą.
                  Gdybym potrafil zapanowac nad swoimi uczuciami i wreszcie przestał kochać, bo
                  to zgubne uczucie. Ale ja nie czuje zadnej zlosci, tylko nic nie rozumiem i
                  wciąż skoczylbym za Nią w ogień. Rozumiecie coś z tego wszystkiego???
                  Pozdrawiam
                  • anna0905 Przeżywam własnie coś porobnego 28.12.06, 19:33
                    Może nie dokładnie to samo, bo całkiem inna sytuacja ale tez zostawił mnie ktoś
                    kogo kocham całym sercem :( Nie potrafię sobie poradzić. Czuję się strasznie,
                    próbuje nie myśleć, nie potrafię ... Boli ... strasznie :( :( :(
                    • marzenna01 Re: Przeżywam własnie coś porobnego 28.12.06, 20:09
                      może na jakiś czas powinienneś odpuścić, zupelnie nie kontatować się z nia, dać
                      troche luzu, swobody,i jej i sobie !!!znaleźć cos co choćby na chwilę pozwoli
                      Ci nie myśleć i nie analizować, to będzie ciężkie, ale czasami skutkuje, taki
                      zupełny brak kontaktu z tej drugiej strony, daje do myślenia.....
                    • fantka Re: Przeżywam własnie coś porobnego 28.12.06, 20:10
                      Witaj Aniu!
                      Jest tu kilka osób które bardzo boleśnie przeżyły rozstanie.
                      Ja zaczęłam o tym pisać na tym forum...
                      bo nie umiałam sobie sama pomóc,
                      rodzina i znajomi potrafią tylko powiedzieć:
                      "weź się w garść" lub tym podobne banały,
                      oni chcą dobrze, ale wiem z własnego doświadczenia że to nie pomaga :(
                      Mi pomogło pisanie, próba definiowania mojego bólu...
                      Może to też pomoże Tobie, Xtrs5 i może jeszcze komuś...
                      Forumowicze piszą co o tym sądzą, usiłują pomóc,
                      każdy z nas ma różne życiowe doświadczenia...
                      Z każdej wypowiedzi można coś dla siebie uzyskać...
                      Nie ma jednej rady, każdemu pomoże coś innego...

                      Jedno jest pewne - NIKT NIE JEST TU SAM ZE SWOIM CIERPIENIEM !

                      My tu naprawdę rozumiemy ten ból, bo sami to przeżyliśmy, albo jeszcze
                      przeżywamy...
                      • fantka Re: Przeżywam własnie coś porobnego 28.12.06, 20:12
                        Marzenna dobrze radzi,
                        potrzebna jest odmiana,
                        zmiana Twojego postępowania ją zaintryguje,
                        zatęskni...
                      • anna0905 Re: Przeżywam własnie coś porobnego 28.12.06, 20:38
                        Dziękuje ... mam nadzieje, że dam radę ... choć czasem myślę że już więcej nie
                        wytrzymam ... za bardzo boli ....
                        • fantka Re: Przeżywam własnie coś porobnego 28.12.06, 20:41
                          to przedziwne, ale człowiek może wytrzymać bardzo dużo,
                          gnie się, podnosi i tak w kółko :)
                          • anna0905 Re: Przeżywam własnie coś porobnego 28.12.06, 20:45
                            Wiem, tylko czasem ... bardzo egoistycznie ... zastanawiam się, dlaczego mnie
                            spotykają takie przykre rzeczy, cały czas piach w oczy ...
                            • fantka Re: Przeżywam własnie coś porobnego 28.12.06, 20:49
                              dziwne,
                              ale ja zastanawiam się nad tym samym...
                              może za bardzo przeżywamy?
                              może jesteśmy zbyt wrażliwe?
                              • anna0905 Re: Przeżywam własnie coś porobnego 28.12.06, 21:19
                                tak, wrażliwe jesteśmy na pewno ... ale jak zastanawiam się nad całym swoim
                                zyciem to widzę, że z każdej strony nieszczęścia, niepowodzenia. A to co się
                                teraz stało, dobiło mnie całkowicie. Straciłam wiarę we wszystko.
                                • fantka Re: Przeżywam własnie coś porobnego 28.12.06, 21:25
                                  Aniu popatrz jeszcze raz dokładnie...
                                  z pewnością jest tam także ogromna ilość
                                  cudownych, pozytywnych, szczęśliwych i radosnych zdarzeń.
                                  Pielęgnuj je w pamięci,
                                  może zrób listę, powieś na lodówce,
                                  dopisuj jak tylko przypomnisz sobie kolejne,
                                  z pewnością szybko będziesz musiała doklejać następne kartki :)
                                  • anna0905 Re: Przeżywam własnie coś porobnego 28.12.06, 21:26
                                    Czy u Ciebie juz jest OK?? Poradziłaś sobie jakoś?? Bo wiesz, jak myslę o tych
                                    dobrych szczęśliwych chwilach to wszystkie sprowadzają się do bycia z nim ...
                                    innych nie pamietam ...
                  • wesola_kicia Re:kiciu - wiem to doskonale 28.12.06, 22:47
                    Nie czujesz złosci bo narazie cierpisz w bólu.Jesteś w szoku .
                    Ale jak szok minie przyjdzie złość gniew.
                    Tak większośc tu jest kobietami .Ale też i One kiedyś cierpiały przez partnerów.
                    To ,że tu napisałeś nie jest depresja ,tylko szukaniem wsparcia zrozumienia
                    pocieszenia i pomocy,
                  • marta_malkowska Odpowiem Ci szczerze z punktu kobiety... 29.12.06, 08:45
                    Czaem tak bywa. Czasem tak jest że kobieta chce czegoś więcej (nie mówię czy
                    lepszego ale innego), czasem czuje się stłamszona uczuciem, czasem ma dosć
                    wspaniałego, czułego mężczyzny, który bombarduje ją swoją miłoscią. Czasem
                    zapatrzy się na jakiegoś drania, czasem chce tak bardzo mieć kogoś kogo nie moze
                    zdobyć i odrtaca tego ukochanego. Potem przychodzi jednak pewna dojrzalość,
                    refleksja - że to był błąd, że ten z którym była i zostawiał go juz sie nie
                    powtórzy, że to był ON. I często jest już za póxno. Z drugiej strony też moze
                    być tak że kobieta przestaje kochać 9niestety tak jest - miłość czasem się
                    kończy), ale jeszcze resztą emocji, chęcią czystego sumienia próbuje, walczy o
                    zwiazek, choc coraz słabiej... Aż w końću zaczyna się czuć źle i ona wewnątrz ze
                    swoim partnerem i czuje że nie moze juz też okłamywać. Odchodzi. Wiem że to
                    straszne co napisałam. Ale tak jest. Choć wydaje mi się że męzczyźni czują
                    podobnie tylko oni inaczej odchodza - nagle. A moze się mylę...
                    Mam nadzieję że nie odebrałeś tego bardzo źle co napisałam, a moze to otworzyło
                    Ci pewne drogi na wyjasnienie. Choć co ja moge - nie znam całej sytuacji, nie
                    znam jej... Jest mi po prsostuprostu przykro że Cię to spotkało...
    • skorpionica11 Re: przestałem być kochany... 28.12.06, 20:10
      widocznie to nie byla ta jedyna
      wiem ze jest ci ciezko,ale za jakis czas przejdzie tobie ,dopóki nie poznasz
      niezauroczysz sie kims
      tego kwiatu to pol swiatu
      3-maj sie
      • xtrs5 Re: przestałem być kochany... 29.12.06, 07:27
        Z całym szcunkiem Skorpionico, ale po tyly wspolnie spedzonych latach ja czuję,
        że to właśnie jest ta Jedyna.Cały sens mojego życia, wszystko...Zauroczyć się
        kimś? To samo mowia znajomi-musisz kogos poznać. Ale nie ma takiej mozliwości,
        nie to, ze tak sobie postanowilem. Po prostu, tak sie nie da, kocham Ja i całe
        moje wnętrze jest dla Niej.Na to sie nie ma wpływu-w moim przypadku niestety.
        To może pieknie wyglądać z boku, gdy kocha sie kogos bardziej niż siebie
        samego, ale gdy przestało się byc kochanym przez te drugą Połowę, staje się to
        niekończacym się koszmarem.

        Pozdrawiam
        • marta_malkowska Xtrs5 - Niechcący odpisałam Ci powyżej zamiast tu 29.12.06, 08:57
          Jesli Cię uraziłam - przepraszam
          • fantka Re: Xtrs5 - Niechcący odpisałam Ci powyżej zamias 29.12.06, 19:17
            Xtrs5
            a jak było w święta?
            składaliście sobie życzenia?
            spotkaliście się?
            • xtrs5 Re: Xtrs5 - Niechcący odpisałam Ci powyżej zamias 29.12.06, 21:57
              Marto nie, nie uraziłaś mnie-absolutnie. Pewnie masz rację: Jej miłość umarła,
              wykonali na Jej uczuciu egzekucję w tej cholernej szkole.

              Fantka pytała jak było w święta. Bardzo najgorzej, nie płakałem, one leciały
              same...Napisałem do mojego Kwiatuszka sms z zyczeniami, ktoś podał jej prezent
              ode mnie i list, ale bez odzewu. Wiedziałem, ze się nie odezwie. A ja mogę
              tylko napisać esa.Zeby odciąć się ode mnie, zmieniła numer telefonu, czasem
              tylko odpala stara kartę, więc chcąc się skontaktować piszę,dodzwonic się nie
              mogę. I tego nie jestem w stanie pojąć. Tego, że wykopała mnie ze swojego życia
              zupełnie. Spedziliśmy ze sobą 14 lat - to prawie połowa naszego życia, bylismy
              razem w najcięższych i najwspanialszych chwilach. Sporo podróżowalismy:
              autostopem, po wariacku, niekiedy trzeba było sobie radzić naprawde w skrajnych
              sytuacjach - to tak zbliża, gdy razem nie ma się co jeśc, albo pić, a jest
              kosmiczny upał np w Hiszpanii i nie mozna się wydostać, albo moknie się gdzies
              na wskroś i tulisz sie do drugiej osoby szczękajac zębami z zimna. Gdy jedno
              zalezy absolutnie od drugiego. I teraz ta sama osoba zmienia numer, nie otwiera
              drzwi mieszkania gdy pukam, nie chce mnie znać. Prosze Ją unormujmy jakos nasze
              stosunki,spotkajmy sie, porozmawiajmy, nie traktuj mnie gorzej niz wroga, bo
              przeciez ignorowanie kogos jest równoznaczne z ponizaniem tej osoby. Ale moje
              słowa trafiaja w nicość. Jakbym był najgorszym draniem, który nie zasługuje na
              nic... I to wszystko robi najbliższa mi Osoba. Nic nie zmieniło też, gdy
              napisałem, że ignorowanie mnie wcale nie zniechęca,nie powoduje, ze zaczynam
              kochac mniej, ze to droga prowadząca donikąd...

              Nie wiem moze się boi,kiedys powiedziałem, ze chce Ją jeszcze tylko raz
              zobaczyć i przerwac ten koszmar, ale pozniej tlumaczylem, ze to przełamałem, ze
              nie chcę jej skrzywdzic. Nic nie dociera...

              Jak sie tak zastanowię, co uczucia potrafia zrobic z człowiekiem...ech. Nie
              wierzę, że to ja opisuję tutaj najbardziej intymne kwestie. Kiedys nigdybym nie
              uwierzył, że mogę coś takiego zrobic.

              pozdrawiam
              • marzenna01 Re: Xtrs5 - Niechcący odpisałam Ci powyżej zamias 29.12.06, 22:15
                Zadne słowa nie ukoją w tej chwili Twojego bólu, będziesz sie miotał nie
                wiedząc co robić i tak naprawde żadna rada w tej chwili nie będzie trafiona,
                niestety, Ty sam musisz przez to przejść, m\usisz się pogodzić z całą tą
                sytuacją, i najlepiej, jak juz pisałam spróbować przynajmniej wyciszyć się i
                odpuścić, choćby na chwilę!!!! Czasami to działa! A i Tobie pomoże! Czas
                pomaga, naprawde, całkiem niedawno samam to przechodziłam i uwierz mi, wyłam z
                bólu, czas leczy rany, pomaga sie zdystamsować, ja nie przestałam kochać, ale
                jakoś mogę żyć, funkcjonować. oddychać, myśleć, pracować, a był momoent kiedy
                nie było to możliwe, wiem że jest bardzo ciężko, bardziej niż wydawaloby się
                jesteśmy znieść, ale tak już czasami paskudnie sie poukłada i nie mamy na to
                wpływu.....
              • fantka Re: Xtrs5 - Niechcący odpisałam Ci powyżej zamias 29.12.06, 22:22
                Xtrs5 nie powstrzymuj żalu, łez i złości...
                płacz, krzycz, rozbij kilka talerzy...
                A może już dojrzałeś do zrobienia listy
                wszystkich złych rzeczy które od niej otrzymałeś?
                wszystkich tych niedobrych sytuacji które były miedzy Wami...
                To taka metoda odidealizowania przeszłości
                • xtrs5 Re: Xtrs5 - Niechcący odpisałam Ci powyżej zamias 30.12.06, 09:03
                  Ale ile mozna przez cos takiego przechodzic?Cztery miesiącew ykończyły mnie juz
                  totalnie. Zyłem aktywnie, uprawiałem sport, a teraz jestem słaby jak dziecko.
                  Wychodze na boisko i nawet adrenalina, która pozwalała zawsze zapomnieć o
                  najpoważniejszyc troskach, nie jest w stanie tego zagłuszyć. Gram ale mysli
                  zupełnie bezwiednie są gdzies indziej...

                  Co do złości, to jestem jej zupełnie pozbawiony. Też mnie to dziwi, próbowałem
                  ja wyzwolic w sobie, nienawidzić Jej, ale nic z tego. A lista?Jestem świadomy
                  Jej wad, złych rzeczy jakie od Niej otrzymałem, ale ja ją akceptuję z całym tym
                  bagazem.Przecież m.in. na tym polega kochanie kogoś, ze kocha sie równiez jego
                  wady, małostki i ból, który ta Osoba zadaje. I tak koło się zamyka...
                  pozdrawiam
                  • fantka Re: Xtrs5 - Niechcący odpisałam Ci powyżej zamias 30.12.06, 17:50
                    Xtrs5
                    cztery miesiące to jeszcze mało...
                    jeszcze nie pogodziłeś sie z tym co się stało,
                    jeszcze liczysz na cud...
                    ten cud sam się nie stanie,
                    jesli chciałbyś o nią powalczyć
                    to musisz całkowicie zmienić taktykę,
                    wszak sam widzisz że dotychczasowa okazała się nieskuteczna
                    • fantka Re: Xtrs5 - Niechcący odpisałam Ci powyżej zamias 30.12.06, 19:27
                      Xtrs5
                      czy Ty jutro gdzieś balujesz?
                      jeśli nie,
                      to na Wielki Bal zapraszam :)
                    • xtrs5 Re: Xtrs5 - Niechcący odpisałam Ci powyżej zamias 01.01.07, 23:28
                      Fantko

                      cztery milisekundy, to wieczność w takich okolicznościach, a cztery miesiące...
                      Natomiast zapytam wprost, bo chce o Nią powalczyć do ostatniego tchnienia, a
                      faktycznie moja taktyka jest totalnie nieskuteczna. Więc: co mogę zrobic, czego
                      powinieniem spróbować?Pytam jak dziecko, to banalne, ale pogubiłem się
                      zupełnie. Gdy człowiekiem kierują emocje, uczucia, trudno oprzec sie na logice,
                      rozumie, doswiadczeniu, bo wszystko się zaciera.

                      Zyczę Wam szczęścia w nowym roku
    • lena510 Re: przestałem być kochany... 31.12.06, 21:53
      HEJ :)
      STRASZNIE MI PRZYKRO, ŻE MUSISZ TAK CIERPIEĆ, ALE TO NIEUNIKNIONE- BO BRDZO JĄ
      KOCHASZ....
      JEŚLI MASZ OCHOTĘ NAPISZ, GDYBYŚ CHCIAŁ SIĘ WYGADAĆ :)
      WSZYSTKO Z CZASEM SIĘ UŁOŻY- SERIO. ;i
      • fantka Re: przestałem być kochany... 31.12.06, 21:55
        Lena chodź coś wypić,
        i Caps Lock wyłącz ;)
        • wesola_kicia xtrs5 idź na poczte@ 01.01.07, 23:41
          wysłałam Ci krótki list
          • fantka Re: xtrs5 idź na poczte@ 02.01.07, 17:42
            Xtrs5
            ja na początek dałabym jej spokój,
            nie kontaktowała bym się z nią...
            ona bardzo szybko zatęskni za tymi kontaktami,
            zacznie jej tego brakować,
            tak myślę...
            • xtrs5 Re: xtrs5 idź na poczte@ 02.01.07, 22:57
              Nie wiem jak to zrobię, ale postaram się nie kontaktować. Choc to dodatkowa
              tortura. Juz wczesniej próbowałem, ale bezskutecznie...Ogromnie mi Jej brakuje,
              przeogromnie, najbardziej. Jakiegokolwiek kontaktu, nawet tak bezsensownego jak
              napisanie sms, na którego i tak nie będzie odpowiedzi. Ale spróbuję, choć nie
              wydaje mi się, aby Kwiatuszkowi mogło zacząć mnie brakować; skoro przez tyle
              miesięcy nie tęskniła, nie odezwała się nawet w święta. Ja przecież nawet nie
              wiem, czy czyta moje wiadomości. Widzę tylko kiedy używa starej karty. Gdybym
              wiedział, że to przyniesie skutek, ze to coś drgnie, wytrzymałbym/zrobiłbym
              wszystko...
              • screen Re: xtrs5 idź na poczte@ 02.01.07, 23:42
                Dzisiaj zamiast kłaść sie spać nadrabiam zaległości i czytam.
                Przeczytałam całą historię i łzy mi się cisną do oczu.
                Wiem jak niezrozumiałe moze być, że ktoś nagle "zmienia zdanie", wiem jak kocha
                się i zakrywa wady aby ich nie widzieć. I wszystkie dobre rady, mimo że ma się
                świadomość,że inni dobrze radzą po prostu nie dają się zastosować.
                Zdaję sobie sprawę, że moja historyjka to blahostka przy opowiadaniu xtrs5 ale
                w pewnym sensie czuję się podobnie.
                Xtrs5 wierzę, że dasz radę, bo poznałąm kiedyś człwieka, który przeżył cos
                podobnego. Napisałam do niego maila a on tak bardzo się bał kontaktu z kobietą,
                że bał sie odpisać. Przez kilka miesięcy pisalismy do siebie po przyjacielsku i
                pamietam jak się zarzekał, że on już żadnej kobiecie nie uwierzy. Teraz jest
                juz w nowym związku, mieszkają razem. Czasem jeszcze sie kontaktujemy ale nie
                chcę wprowadzać zamętu w jego związku. Niech im bedzie dobrze i spokojnie.
                Cieszę się, że troche udało mi sie mu pomóc, wyrwać z otchłani bólu po stracie.
                Rozumiem że boisz się urwać kontakt. Wszystko rozumiem tylko jakoś nie potrafię
                wytłumaczyć.
                Piszę teraz bardzo chaotycznie, musze przyswoić to wszytsko i zebrać myśli.
                • burykrow ... 03.01.07, 02:19
                  męszczyznę poznaje się nie po tym jak zaczyna a jak kończy, Po tym poznaje sie
                  też ludzi wartościowych. Nie mam zamiaru dewaluować Twojej "eks", powiem jednak
                  że tak się nie robi w moim przekonaniu. A ci którzy tak robią są źli, albo
                  czegoś jeszcze nie wiemy.
                  Będzie trochę mocniej ale,
                  zobacz do czego doprowadziła Cie ta sytuacja, co robisz. Zapewne w swoim
                  przekonaniu walczysz o jej względy, jednak ona teraz jest "głucha i ślepa". Jak
                  sie "coś" podzieje zapewne będziesz pierwszą osoba do której się zwróci. Tylko
                  co jeśli to bedzie za pół-, rok, dwa? Chcesz czekać? Rozumiem rozpacz i żal, ból
                  i całą tą czeredę uczuć napastujących Twój umysł i ciało. Ona zapewne zrobiła to
                  na co miała ochotę i mając na względzie wiek raczej świadomie. Czy "ktoś"
                  zindoktrynował jej przekonania w stopniu tak dalekim aby to zrobić(?), zapewne
                  tak. Można jednak odnieść wrażenie że może i wasz związek był swego rodzaju
                  indoktrynacją w jej rozumieniu. Wiem że świat może kończyć się na drugiej
                  osobie, musi to jednak być Ta" osoba. Czy jest to Ta osoba? (zapytaj się o to
                  dziś, za miesiąc, pół roku, rok...) Tak czy inaczej ściskam mocno, jest
                  wirtualnie więc cenzurę przejdzie.
                  • fantka Re: ... 03.01.07, 16:54
                    nie mam pojęcia co w tym przypadku przyniesie skutek,
                    ale napewno trzeba coś zmienić...
                  • xtrs5 Re: ... 04.01.07, 01:30
                    Hmm...zgadzam się wniemal w całej rozciągłosci z tym co napisał Burykrow, bo to
                    mądre słowa. Zwięzła, treściwa analiza dokonana na zimno. Właśnie na zimno. We
                    mnie jednak;jak w wulkanie gotują się emocje, do tego dochodzi miłość, która
                    potrafi oślepiac jak wybuch supernowej. Czy osoba, na której kończy się dla
                    mnie swiat, to ta Osoba? Gdybym Ją poznał rok temu powiedziałbym, ze nie.
                    Szkopuł w tym, ze poznałem Ja naście lat temu i przez ten czas wiedziałem, ze
                    to jest Ona. Nie było podstaw, zeby uwazac inaczej. Jasne miała braki,
                    chciałem, zeby cos tam zmieniła, poprawiła, ale w kluczowych, najbardziej
                    wartosciwoych kwestiach nigdy nie zrobiła nic, co wywołałoby u mnie nawet
                    krótka watpliwosć, że że to nie jest ta Osoba.

                    Burykrow napisał, ze rozumie czeredę uczuć napastujących mój umysł i ciało. No
                    tak, ale co z nimi zrobić, kiedy jest się przez nie osaczonym???

                    Skrajnie to wszystko skomplikowane. Najlepiej gdybym potrafił przestac kochać,
                    ale nie umiem!!! Trudno zapanowac nad uczuciami. Sytuacja mnie przerosła.
                    Kiedyś gdy wszystko jeszcze było normalnie, tak się zastanawiałem, że gdybym
                    straciła Kwiatuszka, byłby to najstraszniejszy cios.Zdawałem sobie sprawę, że
                    mam jedną słabość w życiu: właśnie Ją. Z resztą zawsze sobie radzilem. Los to
                    wykorzystał i dostałem od niego najbardiej precyzyjnie wymierzony strzał...

                    Dziękuje Wam za wsparcie, to miłe,że myslicie o tym wszystkim, analizujecie,
                    poświęcacie swój czas i energię, starcie się pomóc, podpowiadacie...

                    Postanowiłem, że na razie przestaję do Niej pisac. Nie wiem co z tego wyjdzie,
                    bo w tym wszystkim wielokrotnie robiłem coś mimo, ze wczesniej przyrzekałem
                    sobie, że tak niepostapię. Niemniej będę się starał. Wiem, że muszę coś
                    zmienic,rozumiem ze idąc dotychczasową droga nic nie osiągnę.
                    Tylko rozumiec, a potrafić... to dwie różne sprawy, czasem skrajnie różne...

                    Pozdrawiam
                    • burykrow powodzenia 04.01.07, 10:35
                      "xtrs5", odnaleźć "Siebie". To to co jest teraz najważniejsze, podkreślam Siebie.
                      • fantka Re: powodzenia 04.01.07, 18:54
                        Xtrs5
                        czy zastanawiałeś się
                        ile w tej Twojej sytuacji jest po prostu przyzwyczajenia ...
                        wiesz ze przyzwyczajenie jest drugą naturą człowieka :)
                        • xtrs5 Re: powodzenia 04.01.07, 23:18
                          Oczywiście, że zastanawiałem się nad przyzwyczajeniem. Jasne, jestem do Niej
                          przyzwyczajony jak cholera - po tylu latach nie da się inaczej, ale to tylko
                          cząstka. Gdyby chodziło tylko o przyzwyczajenie, po tylu miesiącach raczej by
                          mi zaczęło przechodzić, zwłaszcza gdy jest się ranionym i odtrącanym.
                          Nie podejmuję się definiować, opisywać miłości, ale po prostu to się czuje i
                          wszystko...Jest coś takiego, ze widok tej Osoby, jej głos, zapach, nawet mysli
                          o niej powodują, ze dzieje się coś nie do opisania...

                          Burykrow (w sumie to bez znaczenia, ale ciekawe: jestes kobietą, czy mężczyzną)
                          pisze, że najważniejsze jest odnalezienie siebie. Tylko jakiego siebie w takim
                          stanie? To jak szukanie, czegoś, co nie istnieje. Nigdy nie miałem problemów z
                          akceptacją siebie, miałem zasady, wypracowany system wartosci. Teraz nie
                          toleruję się zupełnie, nałapałem kompleksów, samoocena poniżej zera, nawet
                          patrzeć na siebie nie mogę, zasady i wartości rozsypały się jak roztrzaskany
                          kryształ. Świat przestał mnie ciekawić, nic mnie nie interesuje, nie cieszy,
                          nie sprawia przyjemnosci.Pierwszy raz w życiu nie mam planów, celu, nie marzę o
                          niczym, poza jednym...A życie bez celu, jest koszmarem. Inaczej ja nie żyję,
                          moje ciało egzystuje, ale dusza... całe wnętrze jest w strzępach. Jakbym
                          przeszedł przez maszynkę do mielenia mięsa. Nie ma jednego większego kawałka,
                          do którego dałoby się spróbować doklejać resztę... I jak tu szukać siebie,
                          własnego ja...???

                          Aha jeszcze jedno: wytrzymałem pierwszy dzień, nie napisałem, ani słowa...ale
                          jazda jest konkretna
                          • burykrow Re: powodzenia 04.01.07, 23:54
                            Jazda jest konkretna, fakt.
                            Nic nowego nie powiem ale sam pewnie wiesz że z czasem to przyjdzie.
                            Twoje ja w obrazie jej, ona zniknęła nie ma Ciebie? Zastanawiałeś się co jest
                            ową maszynką do mielenia mięsa? Może to trochę od złej strony ruszony temat ale
                            zastanów się co cie tak "posiekało" (ale tak głębiej). Duża część "ja" wróci" do
                            Ciebie. Brzmi para normalnie ;)) ale tak to mona powiedzieć. Mam nadzieje że nie
                            znałeś imion wszystkich waszych planowanych dzieci bo wówczas przypadek byłby
                            ciężki. Metoda małych kroczków, w ostateczności możesz pogadać z kimś kto się
                            tym zajmuje profesjonalnie, niektórym to pomaga. Mam nadzieje że dasz rade sam,
                            ale to też metoda.
                            Robert
                            • fantka Re: powodzenia 05.01.07, 18:11
                              Xtrs5
                              czy wytrzymałeś następny dzień?
                            • xtrs5 Re: powodzenia 06.01.07, 01:58
                              Comnie najbardziej posiekało? Chyba to, że zanim zaczął się ten koszmar, nie
                              było żadnych złych emocji. Nie było jakiegoś rozdźwięku, nieporozumienia,
                              konfliktu, kłótni, sporu, oziębienia stosunków, nie odczuwałem, aby była
                              znudzona moja osobą. Przysięgam, a dość dobrze, jak mi się zdaje, miałem
                              przestudiowaną mapę relacji w naszym związku - po prostu 1 maja usłyszałem:
                              odchodzę i wyjechała. A ja od stycznia, gdy Kwiatuszek rozpoczął ten kurs byłem
                              cały czas nastawiony niewyobrażalnie „do”, bo ogromnie tęskniłem. Po miesiącu
                              burza minęła, od czerwca zaczęło wychodzić słońce. I naprawdę było coraz
                              lepiej. Jak ktoś, kto Cię nigdy nie kłamał, mówi kocham, damy radę wytrzymamz
                              jeszcze tylko trochę i wszystko poukładamy, a na dodatek to wszystko czujesz,
                              a za kilka dni „ta sama osoba stwierdza”: nie, jesteś pomyłką mojego życia,
                              już nie czuję tego czegoś. I jeszcze gdy Ty kochasz bezgranicznie, to to jest
                              ta maszynka do mielenia duszy. Ze skrajnosci w skrajność. Od oszołomienia
                              szczęściem do upadku i tak kilka razy. I to nie na żarty, bo przecież twój
                              przyjaciel, nigdy z Tobą nie prowadził żadnych gierek, nie stosował
                              wystudiowanych zagrywek, żeby coś osiagnąć, był naturalny, uczciwy i szczery

                              Gdyby między nami był poprzedzający Jej odejście konflikt, gdyby były jakieś
                              złe fluidy, gniew, znużenie, zapewne nie pisałbym dzis tutaj, Bolałoby jak
                              cholera, ale gdybym nosił w sobie gniew, bolałoby nieskończenie razy mniej
                              niż teraz. Niestety, albo stety w e mnie jest tylko miłość. Chciałbym tylko,
                              żeby cała pozytywna energia tego uczucia trafiała do Niej, zamiast zamieniać
                              się w moje cierpienie, bo to destrukcyjne.

                              Czasem jednak zastanawiam się, czy ja aby przypadkiem nie kocham Osoby, której
                              już nie ma. Bo przecież moja Partnerka, tak by się nigdy nie zachowywała. Tylko
                              jak bardzo człowiek może się zmienić??? Usłyszałem od Niej: jestem kimś
                              zupełnie innym. Ale czy tak jest, czy człowiek po pewnym zachłyśnięciu się
                              nowym nie wraca do korzeni. Czy wciąż pozostaje bez refleksji? Pewnie każdy
                              jest inny...

                              Jeśli chodzi o imiona dzieci, to nie znam ich, ale doskonale wiem, czego
                              planowaliśmy je nauczyć, w jaki sposób wychowywać, jak kształtować. Nie wiem,
                              czy to ni jest jeszce bardziej zaawansowane...?

                              Jeśli chodzi o pytanie Fantki, to drugi dzień z rzędu nie napisałem, ale taka
                              walka z sobą samym jest bardzo wyczerpujaca, a ja niewiele mam już sił w sobie.

                              Pozdrawiam Was
                              • burykrow hmm, 07.01.07, 01:33
                                zawsze wydawało mi się że że jestem dobrym obserwatorem, albo przynajmniej ponad
                                przeciętnym. Myliłem się, a może inaczej, pewne rzeczy dostrzec bardzo ciężko.
                                Wkręceni, zakręceni. Zakochani po uszy dostrzegamy jakoś inaczej. Jedno czego
                                jestem w dużej mierze pewny to to że nadal patrzymy przez własne wyobrażenia"
                                zajawki". Czy da się inaczej(?), mam malejącą nadzieję że tak. Jak to zrobić?
                                Nie wiem kurcze, sam walczę. Obawiam się (ale i z pewna dozą nadziei ;)) że jak
                                się dowiem to będę stał nad grobową dechą i patrząc wstecz powiem ale, w mordę ,
                                było super. Wiadomo że staram sie zrobić wszystko aby nastąpiło to troszeczkę
                                choć wcześniej :). No dobra może nie wszystko. Osobiście nie polecam żadnych
                                klinów i takich tam. Brzmisz rozsądnie Panie x" więc powinieneś dać sobie radę.
                                Jedno co na teraz, to zarzuć "Kwiatuszka". Powinieneś zacząć używać imienia, nie
                                mówię że tu na forum, ale w ogóle. To jest dobre.
    • bezoar Nie poddawaj sie! 06.01.07, 22:09
      Sprawź skrzynkę.
      • xtrs5 Re: Nie poddawaj sie! 09.01.07, 22:19
        No i stalo sie. Ile wytrzymalem? Dwa dni, a pózniej napisałem. Słaby jestem,
        zwykły mięczak...Koleś, którego zostawiła kobieta i nie potrafi sobie dać rady,
        zamiast wyciągnąc wnioski i iśc do przodu...
        Dobra przyznaję, dziś jest lżej, bo sporo wypiłem. Ale alkohol to pułapka.Wiem
        o tym. Z czterech miesięcy traumy półtora przepiłem - kazdego dnia. A wczesniej
        miałem w życiu wazną zasadę: mam problem, nigdy nie sięgam po alko! Ale zasady
        już dawno upadły...
        Wiem alkohol jest zgubny, bo odpręza, łudzi, mami i człowiek oszukuje samego
        siebie. Po póltora miesiąca chlania przestałem, bo doszedłem do wniosku, ze to
        degrengolada. Ale ja najzwyczajniej w świecie, nie jestem już sobą.Kiedyś jak
        coś sobie postanowiłem, to realizowałem cel, dzis...??? Rozje...o mnie na
        atomy. Coż upadek, to upadek...
        • fantka Re: Nie poddawaj sie! 10.01.07, 17:47
          Xtrs5
          a może pisz te listy do niej
          ale wklejaj wprost na forum...
          np. załóż wątek pt. "listy do niej" ...
          ...potem się zastanowisz czy nie wyślesz do niej linka...
          może na taką bardziej oryginalną formę przekazu,
          będzie bardziej czuła....
          • xtrs5 Re: Nie poddawaj sie! 11.01.07, 01:07
            Oj Fantko, raczej nie. Ja nie wiem kim Ona teraz jest i jak widzi świat, ale
            opierajac sie na tym co kiedyś uwazałem za pewnik, wydaje mi się, ze to zły
            pomysł. Widzisz Ona nie zareagowała nawet wiedząc, że chcę sie zabić. Na pewno
            było jej z tym ciężko, ale wytrzymała, nie odezwała sie. To znaczy, ze juz
            chyba nie jestem w stanie nic zrobić.Najzwyczajniej w świecie nie działam na
            Nią, nie interesuje Jej co się ze mną stanie... Piszac listy na forum i
            wysylajac jej później linę do nich...obawiam się że wzbudziłbym tym tylko
            pogardę???

            Alkohol pozwala nabrac dystansu, na chwilę opada napiecie, ból robi sie jakby
            mniejszy...Tylko picie kazdego dnia, zeby uciec, do niczego nie prowadzi, choć
            jest ogromnie kuszące, bo boli troszke mniej...

            Wiecie,jeszcze tylko jedno musze Wam powiedziec: Ona jest PIĘKNA, dla mnie
            Najpiekniejsza i to, ze nawet nie mogę Jej zobaczyc, dotknąć powąchać,poczuć
            Jej ciepła i bicia serca, to kur... strasznie boli.Tęsknię tak, ze nie znajduję
            słów, zeby to opisać
            • fantka Re: Nie poddawaj sie! 11.01.07, 17:10
              ....to nie wysyłaj jej linka,
              ale pisać gdzieś musisz...
              ktoś musi to czytać
              • speedone Re: Nie poddawaj sie! 23.01.07, 20:51
                czesc xtrs5 !!

                Mam w sumie tak samo jak Ty ale troszke mniejszy czas jest o pare latek jaki
                bylem z nia....

                Najbardziej mnie zabolalo ze jak powiedziala ze juz Nie kocha , ze jest juz inna
                i nic nie czuje , oj strasznie bolalo dalej boli ! jak moglo ot tak zniknac
                uczucie ktore bylo miedzy nami taki kawal czasu ?! pomagalismy sobie jak bylo
                trudno a teraz jak jako tako sie poprawilo to juz koniec.

                Dlugo sobie nie radzilem ale powiedzialem dosc , nie odzywam sie do niej.
                Znalazlem zajecie skupilem sie na samochodzie , moze to glupie powiecie bardzo
                ale mi to pomoglo , mam zajecie wktore wkladam swoja milosc i przedewszystkim
                czas !

                Co do bylej... po prostu zapamietalem ja jaka byla kiedys dla mnie i jak mnie
                Kochala i tesknie czasem za nia, czuje bol serca ale jest o niebo lepiej.

                Znajdz jakies zajecie , sluchaj muzyki , ja duzo slucham ukaja to moje nerwy ,
                ciezko jest sie podniesc po czyms takim ciagle sie liczy ze jednak cos z tego
                bedzie , ze Kocha wroci bedzie jak dawniej ale nie bedzie , pierdo..c to.

                Przepraszam ze nigdy sie niepodzielilem z wami z tym wszystkim ale bardzo mi
                pomogliscie swoimi radami , ot tyle walalem czytac niz pisac :)
                • fantka Re: Nie poddawaj sie! 23.01.07, 21:01
                  Witaj Speedone na forum :)
                  Miło że nas czytałeś...
                  A miłości ma się w życiu kilka,
                  dobrze że zostawiłeś w swojej pamięci
                  te dobre jej cechy i te miłe chwile.
                  Wspomnienia te dobre
                  to budowanie bogactwa duchowego :)
                  • fantka Re: Nie poddawaj sie! 27.01.07, 19:56
                    Xtrs5,
                    odezwij się,
                    martwię się o Ciebie :)
                    • xtrs5 Re: Nie poddawaj sie! 01.02.07, 23:30
                      Miłe to bardzo Fantko, ze martwisz sie o obcego człowieka zupełnie. Tak się
                      tylko zastanawiam, skąd masz w sobie tyle siły i energii, zeby pzrejmować się,
                      służyc dobrym słowem tylu ludziom. To piekne jest... Odezwać się, ale po co mam
                      sie odzywać? Co mam napisać, że zamiast wnętrza mam zgliszcza, gruzowisko.
                      Pustka jest, samotność. Takie tam same "fajne" klimaty...Tym sposobem własnie
                      to napisałem...
                      • fantka Re: Nie poddawaj sie! 02.02.07, 18:02
                        Witaj Xtrs5,
                        ze mną jest odwrotnie,
                        ja czerpię siły z tego że rozmawiam tu na forum
                        i że jest tu tak wiele dobrych ludzi :)

                        Xtrs5, może też spróbuj rozmawiać z innymi o ich problemach,
                        może to też Ci pomoże :)
                        • burykrow Re: Nie poddawaj sie! 03.02.07, 02:37
                          Albo po prostu rozmawiać... Xtrs5. O przysłowiowym tyłku Maryni też :)
                          • fantka Re: Nie poddawaj sie! 03.02.07, 11:46
                            tak, dokładnie tak,
                            to skutecznie pomaga
    • slodkatruskawka Re: przestałem być kochany... 03.02.07, 15:14
      witaj xtrs5
      z wlasnego doswiadczenia:
      nie dawaj jej satysfakci, pewnie wroci na kolanach. przekona sie co starcila,
      ale gdy naprawde straci! mam takiego "syna marnotrawnego", po 4 latach przestal
      kochac, zaczal mieszac z blotem, ignorowac, wyzywac sie, bawic...
      przeszlo mi po roku, tylko dzieki przylaciolom..
      i BRAKU KONTAKTU !!!
      to podstawa.
      ciezko bylo, tez mi sie nie chcialo zyc. problem z nastrojem i samoocena
      obecny do dzis.
      ale..
      pozbieralam sie, zrobilam sie calkiem obojetna na jego osobe pod wzgledem
      milosci! pokochalam kogos (nastepne problemy ale to inna historia..) jestesmy
      razem 2 lata.
      a tamten..wrocil. od lat jestesmy znajomymi, caly czas pisze ze kocha, ze
      jestem idealem i nikogo takiego juz nie znajdzie. i tak od lat. a co mnie to
      teraz obchodzi. dobry czlowiek tak sie nie rozstaje.
      sam widzisz ze Twoj kwiatuszek juz nie jest kwiatuszkiem. daj szanse sobie i
      innym. dlugo nikt nie bedzie w sam raz bo bedziesz patrzyl przez jej pryzmat
      wiec najpierw
      urwij kontakt! chocbys mial gryzc poduszke
      zajmij sie czyms, na sile
      potem przyjdzie przyjemnosc zycia
      i otworzysz serduszko na swiat
      ps. super z Ciebie facet ktos na Ciebie czeka
      poradzisz sobie tak jak wszystkie zlamane serduszka:)
      powodzenia:)
      • fantka Re: przestałem być kochany... 03.02.07, 15:37
        Witaj Słodka Truskawko na tym forum :))
        • speedone Re: przestałem być kochany... 04.02.07, 13:45
          pamiętacie moze jeszcze moja krotko historie , byla dosc podobna do autora
          watku... z ta różnicą ze ja ją poprostu olalem , choc Kocham nadal ale uczucie
          tlumie w sobie... teraz znow sie spotykamy co jakis czas , czasem jest po
          staremu czasem po nowemu. Podchodze do tego z loozem , bo ją strasznie Kocham
          nadal , niewiem co to bedzie. Kocham zycie i trzymam sie tego , zle chwile miną
          kiedys :)


          • fantka Re: przestałem być kochany... 04.02.07, 17:59
            Chyba udało Ci się odkryć receptę na kłopoty...
            po prostu trzeba kochać życie :)

            podoba mi sie to bardzo :)
      • xtrs5 Re: przestałem być kochany... 06.02.07, 23:03
        Nie Truskawko, Ona nie wróci. Jest tak zdeterminowana w tym co robi, że mogłaby
        ta determinacją obdzielić pół świata. Tak sobie myślę, że musi Jej być teraz
        dobrze. Pzrecież inaczej nie wytrzymałaby. Jest jej lepiej, dokonała wyboru, ma
        do tego prawo. Spaliła wszystkie mosty, zakopała mnie żywcem. Nie kocha, bo
        komus kogo się kocha nie można zrobić takiej krzywdy. Wszak ten kto by kochał i
        tak krzywdził, zniszczyłby najpierw siebie. Może kocha kogos innego? Tak sobie
        tłumacze na chłodno. Co nie zmienia tego, że ja Kocham Kwiatuszka nadal
        bezgranicznie. I wcale się to nie zmienia, uczucie nie słabnie ani troszkę, bo
        to nie jest jakies podkochiwanie się, zauroczenie. To dojrzała, sprawdzona i
        bezmierna miłość, kompletna, której żadne tam czas, czy odległość nie
        unicestwią. Tyle tylko, ze dla Niej to uczucie już nic nie znaczy, nie robi
        żadnego wrażenia.
        Wiem jestem żałosny, ale w konfrontacji z takim uczuciem człowiek jest miałki i
        zupełnie bezsilny. Nie odzywałem się do Niej przez trzy tygodnie zupełnie.
        Dzis nie wytrzymałem. Napisałem bo już nie wyrabiam już z tesknoty. Oszaleję
        tak bardzo mi Jej brakuje. Napisałem, że bez względu na wszystkie przeciwności
        będę JĄ KOCHAŁ BEZGRANICZNIE i że pragnę, żeby była szcześliwa. Bardzo chcę,
        żeby jej było najlepiej. To przecież takie naturalne w stosunku do kogoś kogo
        się kocha


        Tylko co się musi stać z człowiekiem??? Wie, że czuję do Niej coś magicznego,
        ze jest sensem mojego zycia, że odchodzę od zmysłów, że uczucie nie mija. Nie
        było żadnego konfliktu, zmęczenia, podobałem się Jej, podniecałem Ją, mieliśmy
        wspólne plany... i nagle trach i koniec, zniszczyła wszystko. Zrozumiałbym,
        gdyby chodziło o tego faceta, ale to nie tak. On był skutkiem, a nie przyczyna
        tego co w niej powstało...Tylko co się w Niej takiego zrodziło?
        • fantka Re: przestałem być kochany... 07.02.07, 17:49
          Chyba nikt z nas nie jest w stanie
          odpowiedzieć na to Twoje ostatnie pytanie.
          To także dla Ciebie jest trudne...
          a przecież to nikt inny tylko Ty znasz szczegóły.
          Już kilkakrotnie o tym pisałam że
          żeby zapomnieć potrzebna jest decyzja.
          Dopóki nie ma decyzji, dopóki jest nadzieja,
          dopóki jest ogromna chęć zmiany sytuacji,
          dopóty jest szarpanina i brak szans na wyleczenie...
          a przynajmniej jest brak szans na wyleczenie w krótkim czasie.
          To co piszę może jest trochę brutalne,
          ale wiem że prawdziwe.
          Sprawdziłam to na sobie.

          Nie znaczy to wcale że namawiam Cię na tę decyzję o zapomnieniu.
          Wydaje mi się że jesteś na etapie nadziei i oczekiwania na jej powrót.
          A może daj sobie czas.
          Np sam sobie powiedz, że ten stan oczekiwania akceptujesz
          przez 3 miesiące, pół roku, rok ?
          Wiem że człowiek uspokaja się jak wie co ma robić,
          i jak nie oczekuje natychmiastowych efektów.
          • xtrs5 Re: przestałem być kochany... 15.02.07, 22:19
            Witajcie

            Chyba zaczyna się u mnnie kolejny etap. Przestałem pisac do niej sms-y, nie
            zapędzam się przed jej dom. Nie chće Jej niepokoić. Nie chcę być obsesorem.
            Podjęła decyzję i staram się z nią pogodzić. Nie da się zmusić kogos do
            kochania, a ja chyba chciałem tego dokonać. Tylko ja nadal KOCHAM JĄ
            bezgranicznie, kompletnie, całym sobą i trudno mi uwierzyć, że jej uczucie i
            przyjaźń prysły jak bańka mydlana...Wciąż jednak słyszę Jej słowa: już Cię nie
            kocham, zmarnowałam z tobą 14 lat...Staram się odsuwać od siebie myśli o Niej,
            ale to cholernie trudne! Ale nie wolno mi jej już zamęczać sobą, muszę dać Jej
            spokój...

            Samotnośc jest przerażająca. Gdy traci się Osobę, która była częścią Ciebie,
            myślała o Tobie, razem się cieszyliście i razem przeżywali smutki i rozterki,
            osobę która nadawała sens życiu to człowiek jest jak niepełnosprawny rozbitek
            na bezludnej wyspie. Prawie się nie może ruszać, a samotność dowala mu jak
            chce...

            Wesoła Kicia w innym wątku pisała, że życie jest po****lone i faktycznie jest
            totalnie, mega, giga po****lone
            I ta bezsilność, gdybym mógł zrobić coś, żeby to wszystko odmienić, dałbym
            radę, ale niestety nie da się spowodować, żeby Ona czuła inaczej...

            Jestem już prawie pewien, że przegrałem, każdego dnia zabijam nadzieję i staram
            się robić to najskuteczniej jak się da. Tylko jest jeden szkopuł: nadzieja
            naprawdę umiera na samym końcu, absolutnie ostatnia, wcześniej musi zginąć
            wszystko inne...
            • fantka Re: przestałem być kochany... 16.02.07, 18:10
              Jeszcze trochę czasu przejdzie i będzie lżej....
              zaczniesz dostrzegać kobiety wkoło siebie :)
              • xtrs5 Re: przestałem być kochany... 22.02.07, 07:42
                Nie, nie Fantko .Nie trochę czasu... Raczej trzeba lat. Okrutnie tęsknię,
                brakuje mi Jej niewyobrażalnie. Wszytskiego, każdego aspektu naszego związku.
                Bardzo doskwiera mi samotność i brak sensu. Nie mogę sobie znaleźć nic, co
                mogłoby stać się jakimś celem. I pojawiają się myśli, że już jestem stary, że
                już mam zmarnowane życie, że nigdy nie założę rodziny, nie będę miał dzieci.
                Kocham Ją, a koszmarnie jest kochać osobę, dla której jest się nikim, która
                odrzuciła cię zupełnie, a która kiedyś była dobra, czuła – była najlepszym
                Przyjacielem...A później stwierdziła: Nie chcę z tobą sadzić drzew, budować
                domu, podróżować, nie chcę mieć z tobą dzieci, już Cię nie kocham, pomyliłam
                się – kiedy się słyszy takie słowa od osoby, która jest najbliższa,
                najważniejsza; wywołują ból nie do opisania. Wali się całe zycie...


                A Tobie kiedy przeszło Fantko? Zresztą Ty byłaś w innej trochę sytuacji. To Ty
                odeszłaś. Wydaje mi się, że tak jest zawsze łatwiej, a może się mylę?

                Pozdrawiam
                • fantka Re: przestałem być kochany... 22.02.07, 20:51
                  Xtrs5 boli Cię bardzo bo zostałeś skrzywdzony i odrzucony.
                  U mnie to było inaczej.
                  Też zostałam skrzywdzona i oszukana, ale nie zostałam odrzucona.
                  Były nadal chciał być ze mną, ale nadal chciał mnie oszukiwać.
                  Na to nie mogłam się zgodzić ;(
                  To ja wyrzuciłam go ze swojego życia. Możesz mi wierzyć że było bardzo ciężko.
                  Wszystko trwało w sumie kilka lat. Kilka razy odchodziłam i wracałam.
                  Myślałam że zwariuję... ech...było, minęło,
                  dobrze że to już przeszłość :)
                  • xtrs5 Re: przestałem być kochany... 22.02.07, 23:22
                    Przyznaje: zupełnie nie daję sobie rady z tym, że najbliższa mi Osoba nic już
                    do mnie nie czuje, z odrzuceniem, z samotnością. Czuję się jak rzecz, którą
                    ktoś wykorzystał, a później wyrzucił ją do kosza. Był już taki moment, kiedy
                    zaczęło mi się wydawać, że jakoś się poskładam, ale teraz znowu mnie dopadło.
                    Jest mi bardzo źle...Nie wiem, jeśli to ma trwać latami, a przecież wychodzenie
                    z czegoś takiego, gojenie ran musi trwać latami, to...przerasta mnie to. Ile
                    może boleć??? Ile można cierpieć???
                    Fantka napisała –Myślałam, że zwariuję. Ja zwariuję na sto procent z tęsknoty.
                    Jak sobie z tym radzić???
    • kotek_vel_lol2 Re: przestałem być kochany... 23.02.07, 02:27
      witaj.
      przechodzilem przez cos podobnego. po dwoch latach ciagle slysze jej glos w
      swojej glowie, i mysle sobie jakby to bylo, gdyby ...
      tu potrzeba kupe czasu, badz cierpliwy. wiem ze na poczatku boli jak cholera,
      ale z czasem wszystko lagodnieje. musisz wytrzymac nie ma innej rady. nie szukaj
      tez na sile "innej" i nie pchaj sie od razu w nastepny zwiazek, daj sobie czasu.

      nie popelniaj tez samobojstwa, nie ma sesnu. zranisz zbyt wiele osob: swoja
      rodzine, znajomych. wiem co mowie, bo sam chcialem to zrobic. czasami sa chwile
      zwatpienia, ale da sie wytrzymac. trzeba byc silnym, otoczyc sie
      nieprzepuszczalana powloka. dobrym pomyslem jest tez wyjazd za granice do pracy
      (o ile masz taka mozliwosc) i z daleka na to spojrzec. im bardziej jestes zajety
      tym mniej bedziesz o tym myslal.

      nie nekekaj jej tez smsami, telefonami i wizytami. to jest najgorsze co mozesz w
      takiej sytuacji zrobic! najlepiej jest sie odciac od tego kompletnie. tak wiem
      nie jest to proste, ale trzeba to zrobic! powiedziala Ci "zegnaj", Ty powinines
      pokazac jej "fuck you", zamknac drzwi i wyrzucic klucz ... powrotu nie ma ...
      musisz sie z tym pogodzic.

      wierze, ze wszystko bedzie ok.
      u mnie jest to i u Ciebie bedzie :-)
      badz wytrwaly ...

      pozdrawiam
      levy
      • xtrs5 Re: przestałem być kochany... 23.02.07, 07:27
        Wiesz Levy, przeraża mnie perspektywa lat w takim stanie. Tym bardziej, że jak
        mi się zdawało zrobiłem dwa kroki do przodu, ale za chwilę cztery wstecz...

        Jak to jest po dwóch latach: kochasz ją, nienawidzisz, czy jest Ci obojętna?
        Nie chce Cię łapać za słowa, ale czy aby trochę nie na wyrost twierdzisz, że
        jest ok., skoro nadal słyszysz jej głos?

        Wyjazd za granicę – myślę o tym, ale staram się na to patrzeć obiektywnie i w
        obecnym stanie mogę sobie nie poradzić z wyzwaniem, Mam tylko nadzieję, że do
        tego dojrzeję.

        Dzięki za dobre słowo
        • kotek_vel_lol2 Re: przestałem być kochany... 23.02.07, 12:25
          wiesz to o to chodzi, ze przez dwa lata non-stop dzien w dzien bylo
          beznadziejnie, bo z czasem przechodzi. bol lagodnieje. pretensje znikaja.
          teraz po tych dwoch latach w glebi serca nadal ja kocham, ale jednoczesnie jest
          mi obojetna. wiem, ze jest to dziwne, ale to wlasnie czuje. jesli kogos naprawde
          kochasz, oddajesz tej osobie kawalek serca i nie otrzymujesz juz go nigdy spowrotem.

          moge Ci powiedziec, ze jest juz OK, bo bol i wszystko to, co czulem wtedy
          (negatywne odczucia) zniknelo. przezwyciezylem to i Ty tez dasz rade, chociaz
          teraz wydaje Ci sie to kompletnie niemozliwe. mi tez sie tak wydawalo, ze sie
          nie podniose, ze cala ta sytuacja jest ponad moje sily. tak myslalem wtedy,
          teraz z pespektywy czasu widze, jaki ja bylem glupi (w swoim zachowaniu). zycie
          potrafi zaskakiwac i lepiej niczego nie planowac wiecej niz jeden dzien do
          przodu, bo mozna sie niemile rozczarowac.

          NIGDY nie mozna byc w 100% pewnym uczuc drugiej osoby, NIGDY! nawet jesli nam
          sie wydaje, ze nas na pewno kocha, nie wiemy czy to nie jest pewnego rodzaju gra
          z jej strony. milosc jest slepa i czesto nie dostrzega sie pewnych szczegolow,
          ktore w przyszlosci moga sie przerodzic w "tragedie" ...

          musisz wierzyc, ze Ci sie uda ...
          to podstawa ...

          pozdrawiam
          levy
          • kotek_vel_lol2 Re: przestałem być kochany... 23.02.07, 12:26
            na pocztaku mialo byc:
            wiesz to NIE o to chodzi (...)

            :)
            • fantka Re: przestałem być kochany... 24.02.07, 19:13
              kotek_vel_lol2 napisał:

              > nie nekekaj jej tez smsami, telefonami i wizytami. to jest najgorsze co
              > mozesz w
              > takiej sytuacji zrobic! najlepiej jest sie odciac od tego kompletnie. tak wiem
              > nie jest to proste, ale trzeba to zrobic! powiedziala Ci "zegnaj", Ty
              powinines
              > pokazac jej "fuck you", zamknac drzwi i wyrzucic klucz ... powrotu nie ma ...
              > musisz sie z tym pogodzic.

              Kotek bardzo dobrze radzi.
              Ja także podpisuję sie pod tym.
    • somnambuliczka Re: przestałem być kochany... 25.02.07, 23:14

      mc_bajer.wrzuta.pl/audio/xOxzlYTziS/ira_chce_znow_wierzyc_w_milosc
      wiedz, że życzę Ci jak najlepiej:))))))
      Będzie dobrze, takim ludziom jak Ty to się należy, a gwiazd na pewno jeszcze
      dotkniesz nie raz!!!!!!!!!!!!!
    • carmina1 Re: przestałem być kochany... 26.02.07, 00:03

      To smutna ale i pouczjaca historia, jak to mezczyzna w zwiazku nie widzi
      potrzeb kobiety. Czy ty czlowieku, nie zauwazasz wlasnych bledow? Ta kobieta
      chciala miec dom, rodzine, ale kochajac Ciebie akceptowala sytuacje, ktora -
      nie pomyslales o tym - mogla sprawiac Jej bol.

      Juz sam tytul watku "przestalem byc kochany" daje do myslenia sytuujaac Cie
      jako takiego misia biednego. Wiem, ze moga podniesc sie glosy protestu ale wiem
      co pisze, bo ze mna podobnie postepowano. I odeszlam. A potem bylo z Nim tak,
      jak z Toba. Dlaczzego nie napisales "Przestala mnie kochac"...? Warte
      psychologicznej interpretacji.

      Ja takze stracilabym juz DAWNo do Ciebie cierpliwosc!
      • burykrow Re: przestałem być kochany... 26.02.07, 01:03
        Nie chcę popaść w nadinterpretację z kolei, ale jeśli owa kobieta była całym
        jego światem wówczas takie określenie może mieć sens.
        A że to już dwa miesiace, to inna sprawa.
        • fantka Re: przestałem być kochany... 27.02.07, 18:58
          Xtrs5, czy Ty pracujesz?
          Praca daje bardzo dużo siły i zapomnienia.
      • fantka Re: przestałem być kochany... 27.02.07, 19:11
        Witaj Carmina1 na forum :)
        ... a o sytuacji autora wątku wiemy tylko tyle ile sam napisał,
        może było trochę inaczej niż u Ciebie ...
        • carmina1 Re: przestałem być kochany... 27.02.07, 23:52
          fantka napisała:

          > Witaj Carmina1 na forum :)
          > ... a o sytuacji autora wątku wiemy tylko tyle ile sam napisał,
          > może było trochę inaczej niż u Ciebie ...


          Witaj:)

          na pewno masz racje;) poniosly mnie nerwy, niepotrzebnie. Zbyt dlugo wrecz
          tkwilam przy takim co "kocha i jest, i ma swoje propozycje, a one sa najlepsze
          i musze je przyjac". Takie miewal "wizje" - a ja dlugo na nie sie zgadzalam.
          Nie chcesz misiu slubu? nieee? a dlaczego, tak chcialabym miec rodzine,
          dziecko... Co? Na dziecko za wczesnie tez??? Alez kochanie..." I Wiesz, tak
          zgadzajac sie na wszystko i kochajac go, pojawil sie niewinnie pewien
          mezczyzna, podobalam mu sie, pytal: czemu pani jest taka smutna, taka zakochana
          i - smutna? Nic miedzy nami nie zaszlo,ale... zauwazyl we mnie kobiete.
          Dlaczego on nie chce miec z pania rodziny i dziecka??? Skoro kocha??? osiem lat
          to trwa?
          No i widzisz - odeszlam. I tak samo bylo, jak i tu. "Swiat mu sie zawalil".
          Proby samobójcze. oswiadczyny. Nagle chcial miec rodzine i dziecko... troche za
          pozno, a szkoda, szkoda, bo milosc byla wielka... :((( Ale kazda milosc da sie
          zniszczyc wlasnym egoizmem.

          A tak poza tym, ze mna ok:))) pozdro!
          • zygzak60 Re: przestałem być kochany... 28.02.07, 11:30
            carmina - zuch dziewczyna !
            tak trzymać
            • fantka Re: przestałem być kochany... 28.02.07, 12:49
              Witam Cię Zygzak60 na forum :)
              Skąd przybywasz i czy kochasz?
          • fantka Re: przestałem być kochany... 28.02.07, 12:46
            Carmino to co piszesz jest bardzo ciekawe
            i dlatego na ten temat założyłam specjalny wątek.
            Tak trzymaj :)

            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=36214&w=58183349
Pełna wersja