Nie rozumiem...

19.02.07, 11:19
...przeglądam czasem inne fora...i jednego nie rozumiem...dlaczego ludzie ze
sobą nie rozmawiają?Ludzie którzy podobno się kochają,są ze sobą w związku?
Qna nooo...takie problemy...moim zdaniem w większości wydumane i spowodowane
brakiem szczerej rozmowy:/

Dla mnie taki związek to śmiech na sali a nie związek:/

I po prostu tego nie rozumiem...
    • hugsie Re: Nie rozumiem... 19.02.07, 11:57
      może próbują, ale nie mogą się dogadać?..
      • prabucianka Re: Nie rozumiem... 19.02.07, 12:05
        a wiesz Nerri,ja tez nie rozumiem i tez to juz zauwazylam, rozmowa to podstawa
        dla mnie.
        Ludzie czasami sa ze soba z przyzwyczajenia i chyba wtedy ze soba nie gadaja,
        sama nie wiem...



        Niezaleznosc- najpiekniejsze slowo swiata
        • sundry Re: Nie rozumiem... 19.02.07, 13:43
          Może nie wszystkie dziewczyny mają dość zaufania do partnerów.Jedna z moich
          koleżanek problemy w swoim związku omawiała z koleżanką,a nie ze swoim
          facetem:/Tak że powinnyśmy się cieszyć,jeżeli potrafimy jeszcze z sobą rozmawiać:)
    • sumire Re: Nie rozumiem... 19.02.07, 13:51
      ludzie z własnymi rodzicami nie rozmawiają - to jak mają rozmawiać z
      partnerem?...
      • sanyu Re: Nie rozumiem... 19.02.07, 13:54
        ludzie ze sobą rozmawiają, ale to nie znaczy że się porozumieją :( niestety to
        nie zawsze takie proste, do tego jak do tanga "trzeba dwojga".
      • nerri Re: Nie rozumiem... 19.02.07, 15:56
        Tylko ja częściej rozmawiam z P. niż z rodzicami.Ufam mu,bo go wybrałam i chce
        z nim być...i po prostu nie wyobrażam sobie bycia z kimś z kim nie potrafiłabym
        rozmawiać...już wolałabym być sama...

        A tak mnie naszło,bo w miarę czytania różnych forów doszłam do takiego
        wniosku."Jestem nieszczęśliwa,bo coś tam,ale zamiast szczerej rozmowy wolę być
        dalej nieszczęśliwa":/ I tego po prostu nie rozumiem.

        Była u mnie przed Sylwkiem koleżanka ze swoim facetem.I różne rzeczy mówiła,o
        sobie ,o swoim związku...ale ani razu nie powiedziała,że go kocha i że jest
        szczęśliwa...a ja jak opowiadam komuś o sobie i swoim związku...to mam na myśli
        przedewszystkim to,że kocham P. i jestem z nim szczęśliwa.

        Paranoja...co to jest za "bycie razem"?:/

        A może to ja mam dziwne podejście;)
        • sumire Re: Nie rozumiem... 19.02.07, 16:11
          wiesz, ludzie czasami mają baaardzo różne rzeczy na sumieniu i boją się, że ta
          druga osoba to źle zrozumie, wkurzy się, rozczaruje, porzuci. mogę to
          zrozumieć, chociaż sama mówię drugiej stronie raczej wszystko, żeby się kiedyś
          nie zaskoczyła, jak kto inny ją oświeci wspomnieniem mojego wybryku z
          przeszłości ;)
        • hugsie Re: Nie rozumiem... 19.02.07, 17:41
          ...ale ani razu nie powiedziała,że go kocha i że jest
          > szczęśliwa...a ja jak opowiadam komuś o sobie i swoim związku...to mam na
          myśli
          >
          > przedewszystkim to,że kocham P. i jestem z nim szczęśliwa.
          >


          moze tez to miala na mysli, ale tego nie powiedziala? :P
          a poza tym swoim postem mozesz sprawic niektorym przykrosc..
          jak wspomnialam wyzej, wielu ludzi podejmuje trud rozmowy, ale nie moga sie
          porozumiec z roznych przyczyn. nie bylas nigdy w zwiazku, w ktorym bylo
          cudownie, ale byly sprawy, w ktorych nie moglas sie dogadac z partnerem?
          ja bylam i coz.. przez pewien czas probowalam to ciagnac.. dlaczego? bo go
          bardzo kochalam.. naprawde nie potrafisz tego zrozumiec?..

          powinnas sie cieszyc, ze dobrze trafilas.
          • nerri Do Hugsie. 19.02.07, 19:29
            Sorry...wyrażam tylko swoją opinię...nie musisz tego czytać:D

            A co do koleżanki to powtarzając najczęściej jak to on jej wszystko kupuje i
            nie wspominając...nawet,że jej na nim zależy...dziwne to dla mnie:)Jej tego nie
            powiedziałam...bo to jej sprawa.

            Ja nie mówię o tym,że się ktoś nie może dogadać z partnerem...ale o tym,że
            wogóle nie rozmawia albo boi się rozmawiać.Wymyśla sobie problemy,które
            rozwiązałaby zwykła rozmowa...I nie - nie potrafię tego zrozumieć,dlatego,że ja
            NIE POTRAFIŁABYM BYĆ W ZWIĄZKU PEŁNYM TAJEMIC I NIEDOMÓWIEŃ.Dla mnie związek to
            szczerość i rozwiązywanie problemów razem...m.in. poprzez rozmowę.Tobie może
            coś takiego pasować...ale post wyrażał...MOJE ZDANIE. Nikogo nie obraziłam.A Ty
            jak widzisz próbowałaś to PRZEZ JAKIŚ CZAS PRÓBOWAŁAŚ TO CIĄGNĄĆ...jak rozumiem
            nie wyszło?I właśnie to chciałam powiedzieć...że taki związek ma mniejsze
            szanse niż związek osób które chcą i potrafią ze sobą rozmawiać.Co
            niekoniecznie oznacza,że zawsze potrafią się dogadać...

            A to,że dobrze trafiłam...kocham i jestem kochana,nie ma niedomówień,co nie
            znaczy,że nie ma kłótni:)) Ale mój związek to ciągła walka z czymś z czym
            walczyć się nie da...bo w życiu nigdy nie jest różowo...
            • hugsie Re: Do Hugsie. 19.02.07, 20:06
              nerri napisała:

              > Sorry...wyrażam tylko swoją opinię...nie musisz tego czytać:D
              >
              > A co do koleżanki to powtarzając najczęściej jak to on jej wszystko kupuje i
              > nie wspominając...nawet,że jej na nim zależy...dziwne to dla mnie:)Jej tego
              nie
              >
              > powiedziałam...bo to jej sprawa.

              aaaaa o to Ci chodzilo, nie uscislilas.. ;) po prostu taka kobitka z niej, ze
              leci na kase. ot co, wiec co tu mowic o rozmowie lub jej potrzebie :))

              >
              > Ja nie mówię o tym,że się ktoś nie może dogadać z partnerem...ale o tym,że
              > wogóle nie rozmawia albo boi się rozmawiać.Wymyśla sobie problemy,które
              > rozwiązałaby zwykła rozmowa...I nie - nie potrafię tego zrozumieć,dlatego,że
              ja
              >
              > NIE POTRAFIŁABYM BYĆ W ZWIĄZKU PEŁNYM TAJEMIC I NIEDOMÓWIEŃ.Dla mnie związek
              to
              >
              > szczerość i rozwiązywanie problemów razem...m.in. poprzez rozmowę.Tobie może
              > coś takiego pasować...ale post wyrażał...MOJE ZDANIE. Nikogo nie obraziłam.A
              Ty
              >
              > jak widzisz próbowałaś to PRZEZ JAKIŚ CZAS PRÓBOWAŁAŚ TO CIĄGNĄĆ...jak
              rozumiem
              >
              > nie wyszło?I właśnie to chciałam powiedzieć...że taki związek ma mniejsze
              > szanse niż związek osób które chcą i potrafią ze sobą rozmawiać.Co
              > niekoniecznie oznacza,że zawsze potrafią się dogadać...

              hmm no rzeczywiscie mamy inne zdanie na ten temat. po prostu ja nie jestem
              osoba, ktora poddaje sie po pierwszym niepowodzeniu i nie wynika to z tego,
              ze 'pasuje mi tkwienie w zwiazku, w ktorym nie ma szczerosci' jak to ujelas.
              dla mnie jak jest problem to go wyrazam, tlumacze, czekam na jakies zmiany, bo
              czasem na zmiany potrzeba czasu, nie mowie od razu bye bye ;) i nie mowie tu o
              tym co sugerujesz (tajemnice, niedomowienia) tylko o roznych sprawach, ktore
              sie w zwiazkach zdarzaja np nieporozumienia, roznice pogladow na konkretne
              zwiazane z ta relacja kwestie.

              a takie nieporozumienia predzej czy pozniej wystepuja, bo czlowiek sie zmienia
              cale zycie, swiat sie zmienia itd ;) choc nie zaprzeczam, ze moga sie zdarzyc
              tak idealnie dobrane pary, ze nawet klotnie o duperele im sie nie zdarzaja :)

              >
              > A to,że dobrze trafiłam...kocham i jestem kochana,nie ma niedomówień,co nie
              > znaczy,że nie ma kłótni:)) Ale mój związek to ciągła walka z czymś z czym
              > walczyć się nie da...bo w życiu nigdy nie jest różowo...


              i gdyby to wszystko bylo takie proste to niepotrzebni byliby psychologowie dla
              par czy poradnie malzenskie :)
              niestety, jak mnie trafia strzala amora to mnie trafia bardzo dokladnie :) i
              przeciez na poczatku wiem o kims niezbyt wiele, poznaje.. czasem o waznych dla
              mnie rzeczach dowiaduje sie wczesniej czasem pozniej a im pozniej tym latwiej
              przymknac oko na niektore sprawy, bo tak poza tym jest wszystko pieknie, a moze
              ja sie po prostu czepiam.. a poza tym to 'tylko taka drobnostka'.. tylko potem
              moze sie okazac, ze ta drobnostka nie jest taka malutka jak mi sie wydawalo :)

              • nerri Re: Do Hugsie. 19.02.07, 20:19
                Ja też nie jestem rozmową która przy pierwszym niepowodzeniu...czy przy
                trudnościach się poddaje.Gdyby tak było,nie byłabym z P.

                Ja tylko nie jestem osobą,która dusi wszystko w sobie i wymyśla sobie problemy
                gadając o nich na prawo i lewo(czytaj po forach itp) zamiast pogadać szczerze z
                partnerem.

                I gdybyś uważnie przeczytała mój wątek...wiedziałabyś o co mi chodzi.Jeśli chce
                się dyskutować i nie zgadzać się z kimś...czyta się ze zrozumieniem,to co ta
                osoba ma do powiedzenia:)
                • hugsie Re: 19.02.07, 20:55
                  nerri napisała:
                  >
                  >...przeglądam czasem inne fora...i jednego nie rozumiem...dlaczego ludzie ze
                  >sobą nie rozmawiają?Ludzie którzy podobno się kochają,są ze sobą w związku?
                  >Qna nooo...takie problemy...moim zdaniem w większości wydumane i spowodowane
                  >brakiem szczerej rozmowy:/

                  >Dla mnie taki związek to śmiech na sali a nie związek:/

                  > Ja też nie jestem rozmową która przy pierwszym niepowodzeniu...czy przy
                  > trudnościach się poddaje.Gdyby tak było,nie byłabym z P.
                  >
                  > Ja tylko nie jestem osobą,która dusi wszystko w sobie i wymyśla sobie
                  problemy
                  > gadając o nich na prawo i lewo(czytaj po forach itp) zamiast pogadać szczerze
                  z
                  >
                  > partnerem.
                  >
                  > I gdybyś uważnie przeczytała mój wątek...wiedziałabyś o co mi chodzi.Jeśli
                  chce
                  >
                  > się dyskutować i nie zgadzać się z kimś...czyta się ze zrozumieniem,to co ta
                  > osoba ma do powiedzenia:)


                  hmm wydaje mi sie, ze wiekszosc ludzi nie traktuje forum jako wyroczni i trafia
                  tu w ostatecznosci albo zeby zobaczyc jak osoby stojace z boku pewna kwestie
                  widza. piszesz w pierwszym poscie o tym, ze brak jest szczerej rozmowy, w
                  kolejnym, ze brak rozmowy + wydumane problemy + roztrzasanie ich tylko na forum.

                  a przeciez jak przegladasz te inne fora to prawie we wszystkich postach ludzie
                  pisza na poczatku 'kiedy o tym rozmawiamy to ona mowi, ze jest ok' itp. a ja po
                  prostu zwrocilam uwage na to, ze czasem mimo wszystko nie mozna dojsc do
                  porozumienia. moja intencja nie byly potyczki slowne z Toba, bo uwazam, ze
                  szczera rozmowa to podstawa i nigdzie Ci nie zarzucilam, ze nie masz racji.

                  aha, majac na mysli te inne fora ja mam na mysli takie dla ludzi dojrzalych nie
                  dla nastolatkow :)
                  • hugsie Re: mowiac inne fora mam na mysli 19.02.07, 20:58
                    mialo byc: mowiac inne fora mam na mysli (...)
                  • nerri Re: 22.02.07, 15:59
                    Mi chodzi tylko o sytuacje w których ludzie nawet nie próbują ze sobą rozmawiać
                    i robią sobie problemy,które rozwiązałaby zwyczajna rozmowa.No ale jak już
                    wspominałam to jest moje zdanie:D I nigdzie nie wspomiałam o dogadywaniu się:)
                    Tylko o rozmowie,której jak wynika z moich obserwacji - brakuje w dzisiejszym
                    świecie,zwłaszcza w związkach.

                    A tak apropo tego,że mogłam kogoś urazić...niestety zazwyczaj wale prosto z
                    mostu i to co myśle...bo dla mnie od tego jest forum...do wyrażania swojej
                    opini;)
    • mroofka2 Re: Nie rozumiem... 19.02.07, 17:55
      dla mnie to też dziwne:/
      dla mnie taka szczera rozmowa to
      podstawa, bo jak żyć w związku w
      którym nie ma zaufania, szczerości,
      umiejętności wyrażania swoich potrzeb...
    • lounger Re: Nie rozumiem... 19.02.07, 19:38
      rozmowa ma to do siebie że wymaga czasu, uwagi, skupienia,
      otwarcia, "chęci", ... A tego wielu ludziom brakuje (często ten "brak" jest na
      ich własne życzenie)
    • sumire Re: Nie rozumiem... 19.02.07, 20:40
      pomyślałam sobie o tym wszystkim jeszcze raz.
      zapewne znowu wyjdę na pierwszego cynika forumowego, ale z tą szczerością jednak nie jest czarno-biało moim zdaniem... ja sama dużo gadam o moich problemach, bo jestem przyzwyczajona do tego, że mogę - przez rodzinę, przyjaciół, facetów. w życiu nie poszłam z moimi kłopotami, dużymi czy małymi, do nikogo obcego. ALE nie każda z nas jest na tyle ufna, niektóre się boją, że facet je wyśmieje, alternatywy w postaci przyjaciół czy wyrozumiałych rodziców nie mają.
      to prawda, nie wyobrażam sobie związku bez szczerych rozmów, ale wcale nie jestem pewna, czy absolutnie wszystkie tematy powinno się poruszać.
    • jeriomina Re: Nie rozumiem... 21.02.07, 12:16
      Rozmowa to podstawa ale niektórzy mężczyźni nie umieją rozmawiać;-)
    • joasia_85 Re: Nie rozumiem... 22.02.07, 14:58
      Relacje międzyludzkie sa bardzo trudne...to fakt, że ludzie ze sobą coraz mniej
      rozmawiają i to jest przykre! Znajdują coraz częściej inne sposoby na
      rozwiązanie problemów, np. odejście:( Czasami tak, jak było już wspomniane, w
      niektórych kwestiach poprostu nie można się dogadać - trzeba się nauczyć sztuki
      kompromisu. Choć to bardzo trudne...Jednak miłość jest najważniejsza, wierzmy,
      że przezwycięży wszystko...
      • nerri Re: Nie rozumiem... 22.02.07, 15:52
        Tylko skąd kompromis jak sie nie rozmawia...wtedy to się wogóle robi trudne...a
        w wątku nie był nic o dogadywaniu się tylko rozmowie:D

        Pozatym wg mnie związek w którym ludzie ze sobą nie rozmawiają i tak nie ma
        przyszłości...ale to jest MOJE ZDANIE :D
        • joasia_85 Re: Nie rozumiem... 22.02.07, 17:07
          Nawiązywalam, do którejś wypowiedzi Hugsie. Nieraz jest tak, że próbują, ale w
          niektórych kwestiach to ni wychodzi i trzeba iść wtedy na kompromisy. Inaczej
          sie nie da. A co do braku rozmowy...jak poznałam mojego S. był nieśmiałym
          facetem, z którym nie miałam wogóle tematu do rozmowy, wymyślanie i ciągnięcie
          tematu na siłe. On proponował kolejne spotkania...a ja miałam mieszane uczucia.
          Jednak pomimo braku "klejącej"się rozmowy coś mnie do niego ciągnęło. Teraz
          jestem z siebie dumna...z faceta, który był zamkniety w sobie...mało rozmowny -
          nie umiał rozmawiać, tak to ujmę, zmienił się w szczerego, otwartego i bardzo
          rozmownego mężczyznę. Rozmawiamy o wszystkim, na każdy temat...nie mamy żadnych
          tajemnic. Tak się zastanawiam - może tego da się nauczyć, pod warunkiem, że
          osoba ucząca jest cierpliwa i wyrozumiała, poprostu trzeba przekonać do siebie
          drugą osobę...
    • zochowko Re: Nie rozumiem... 24.02.07, 21:10
      Ja tez tak zawsze mówiłam.. przecież po to się rozmawia, żeby wszystko wyjaśnić,
      żeby nie było nieporozumień, żeby każdemu było dobrze.... a jednak.... jak
      przyszło co do czego... nie zawsze jest tak łatwo... po prostu pogadać... ;/
Pełna wersja