Lepiej zrobić i żałować

20.02.07, 11:52
czy żałować że się nie zrobiło?
    • stella25b Re: Lepiej zrobić i żałować 20.02.07, 12:23
      to pytanie z serii "i tak zle i tak niedobrze". A to takie teoretyczne
      pytanko czy masz jakis konkretny przyklad?
      • noida Re: Lepiej zrobić i żałować 20.02.07, 12:38
        Akurat w tej chwili teoretyczne, ale nie raz w życiu się nad tym zastanawiałam i
        pewnie jeszcze nie raz się zastanowię :)
    • nienietoperz Re: Lepiej zrobić i żałować 20.02.07, 12:29
      Z punktu widzenia logiki ogolnej - patrz odpowiedz Stelli.
      Z punktu widzenia prywatnych nastawien i temperamentu - lepiej zalowac, ze sie
      zrobilo/pojechalo/zaryzykowalo.

      Uklony,
      NN
    • beatanu Re: Lepiej zrobić i żałować 20.02.07, 12:31
      Oczywiście, że lepiej zrobić i żałować, niż nie zrobić i żałować!
      Iść na czuja.
      Starać się (świadomie!) nie ranić bliźniego.
      Do dzieła!!!
      Zycie jest tylko jedno. Nie chcę umrzeć jako zgorzkniała kobieta, plująca sobie
      w brodę, że czegoś w pewnym momencie życia nie zrobiła... Bo to se ne vrati.
      Drugiej możliwości nam nie dano...
      • itek1 Re: Lepiej zrobić i żałować 20.02.07, 13:55
        > Nie chcę umrzeć jako zgorzkniała kobieta, plująca sobie
        >
        > w brodę, że czegoś w pewnym momencie życia nie zrobiła...
        A jesli to zrobisz to automatycznie nie bedziesz juz zgorzkniala (a co za tym
        idzie nie bedziesz plula sobie w brode), bo nie bedzie powodu do zgorzknienia??

        Cos pachnie mi to kiczem. Zycie chyba jest ciut bardziej skomplikowane.

        A co do pytania wyjsciowego- uznaje je za niedorzeczne, z serii tych, kim lepiej
        Jasiu byc- Bolkiem czy Lolkiem :)
        • skajstop W kwestii pytania 20.02.07, 14:30
          Itku, pytanie ma sens jak najbardziej i jak największy. Ciągle dokonujemy
          jakichś tam wyborów. Pytanie o klucz, o sens i kontekst ich dokonywania jest
          ważne, nawet jeżeli akurat nie dla Ciebie.

          Ja sam się często zastanawiałem nad pytaniem, które Noida zadała. I udzieliłem
          odpowiedzi, która wynika po części z moich przemyśleń, a w części z doświadczeń.
          • itek1 Re: W kwestii pytania 20.02.07, 14:59
            Pytanie o tyle jest dla mnie jest bez sensu, bo
            a) jest ono zbyt ogolne (wszystkie mozliwosci gromadzi do jednego worka- od
            zaluje , ze poszedlem do kina do zaluje ze nie jestem z Kasia)
            b) zalozeniem jest to, ze co nie zrobie, badz zrobie to bede tego zalowal.
            IMO lepszym pytaniem jest czy zalowanie czegokolwiek ma sens lub co jest
            glupsze- zalowanie, ze sie nie zrobilo czy zalowanie, ze sie zrobilo.
            • eeela Re: W kwestii pytania 20.02.07, 15:29
              > Pytanie o tyle jest dla mnie jest bez sensu, bo
              > a) jest ono zbyt ogolne

              Itu, czy ty wiesz, co to jest abstrakcyjne myslenie? ;-P
          • stella25b Re: W kwestii pytania 20.02.07, 15:12
            skajstop napisał:

            > Itku, pytanie ma sens jak najbardziej i jak największy. Ciągle dokonujemy
            > jakichś tam wyborów. Pytanie o klucz, o sens i kontekst ich dokonywania jest
            > ważne, nawet jeżeli akurat nie dla Ciebie.
            >
            > Ja sam się często zastanawiałem nad pytaniem, które Noida zadała. I udzieliłem
            > odpowiedzi, która wynika po części z moich przemyśleń, a w części z
            doświadczeń
            > .


            Masz racje Skaju dokonujemy ciaglych wyborow. Tylko Itek tez ma racje, ze
            pytanie jest tak ogolne i nie dotyczy zadnej konkretnej sytuacji, ze trudno na
            nie tez sensownie odpowiedziec, bo kazda odpowiedz w takim przypadku moze
            okazac sie chybiona.
          • formaprzetrwalnikowa Re: W kwestii pytania 20.02.07, 15:17
            ja nawet rozszerzam odpowiedz na jeden z aspektow postawy zyciowej.
            sa ludzie, ktorzy wola przez lata roztrzasac wszelkie potencjalne scenariusze,
            co by bylo gdybym jednak to zrobil wtedy.. a co, jak kiedy indziej i nigdy nie
            wyjsc poza gdybania.
            ja zwykle mowie: jak nie zrobie, to na pewno przez reszte zycia bede zalowac,
            ze nie zrobilam. jesli zrobie, to albo bede zalowac, albo nie
            ;-)
            wylaczam z tego to, co podpada pod kategornie: 'nigdy nie zadawaj pytania,
            jesli nie wiesz, co zrobic z odpwoiedzia'
            :)
            • stella25b Re: W kwestii pytania 20.02.07, 15:22
              a tak a propos tych "potencjalnach scenariuszy" to przypomnialo mi sie
              opowiadanie Iredynskiego (nie pamietam tytulu), jak gosciu zostawiajac swoja
              przyjaciolke na torach, przyszedl do chaty i przez reszte nocy ukladal
              sobie "scenariusz" rozmowy jeszcze wtedy z milicja.
        • beatanu Re: Lepiej zrobić i żałować 20.02.07, 14:32
          itek1 napisał:
          > A jesli to zrobisz to automatycznie nie bedziesz juz zgorzkniala (a co za tym
          > idzie nie bedziesz plula sobie w brode), bo nie bedzie powodu do
          zgorzknienia??

          Nie pisałam nic o automatycznej zależności.

          Powodów do rozgoryczenia w życiu może być milion. Likwidując przynajmniej te,
          związane z niewykorzystaniem jakichś szas, z niepodjęciem kiedyś tam ryzyka,
          zwiększam szansę, że nie popadnę w zgorzknienie na starość. O ile tej starości
          dożyję of course :)

          > Cos pachnie mi to kiczem. Zycie chyba jest ciut bardziej skomplikowane.

          Strasznie masz chłopie wyostrzony węch ;)
          Dziękuję ci uprzejmie, że uświadomiłeś mi łaskawie, że życie to nie je bajka...


          > A co do pytania wyjsciowego- uznaje je za niedorzeczne, z serii tych, kim
          > lepiej Jasiu byc- Bolkiem czy Lolkiem :)

          Zdecydowanie lepiej być Tolą :-)
          • itek1 Re: Lepiej zrobić i żałować 20.02.07, 15:14
            > Likwidując przynajmniej te,
            > związane z niewykorzystaniem jakichś szas, z niepodjęciem kiedyś tam ryzyka,

            Widze w Twoich wypowiedzi taka lekko bezkrytyczna (dla mnie) pochwale dzialania
            (im wiecej dzialam tym wiecej ryzykuje (ale czy na pewno? czy zaniechanie nie
            moze byc obarczone wiekszym ryzykiem?) i tym bardziej zyje/jestem szczesliwy
            (ale czy na pewno? IMO dzialanie czesto jest puste, bezrefleksyjne, nie dajace
            satysfakcji), gdyz ja chyba lekko bezkrytycznie pochwalam rzadka umiejetnosc
            swiadomego zatrzymania sie i ewentualnego zaniechania.
            • beatanu Itku! 20.02.07, 15:23
              Podchodzimy do życia dość różnie, to widać jak na dłoni. Jemy je innymi
              sztućcami i w innym tempie. I już.

              Fajnie, że jest na tym przeludnionym świecie miejsce i dla Ciebie i dla mnie :)
              • itek1 Beato! 20.02.07, 15:25
                Jasne, ze fajnie :)
    • skajstop Re: Lepiej zrobić i żałować 20.02.07, 12:44
      Zrobić i _ewentualnie_ żałować, bo może się okazać, że:
      a/ nie ma czego żałować
      b/ jest czego żałować, ale zawsze to jakieś doświadczenie
      c/ żałowanie, że się nie zrobiło, potrafi odebrać radość życia

      Zdecydowanie działać!
      • beatanu Re: Lepiej zrobić i żałować 20.02.07, 12:47
        skajstop napisał:
        > Zrobić i _ewentualnie_ żałować, bo może się okazać, że:
        > a/ nie ma czego żałować
        > b/ jest czego żałować, ale zawsze to jakieś doświadczenie

        No właśnie! Gdy tak się zastanawiam, to nawet najbardziej durne decyzje podjęte
        kiedyś tam, okazały się na dłuższę metę kolejnym (czasami całkiem mądrym ;)
        doświadczeniem życiowym. Ergo: nie ma czego żałować :-)
    • braineater Re: Lepiej zrobić i żałować 20.02.07, 12:47
      nie no, robic oczywiście.
      Tylko sie nie angażować i mieć z 5 wyjść ewakuacyjnych na wypadek:)

      P:)
      • stella25b Re: Lepiej zrobić i żałować 20.02.07, 15:08
        nie ma jak dobra asekuracja:))
    • eeela Re: Lepiej zrobić i żałować 20.02.07, 12:52
      Lepiej zrobic. Nie zawsze sie zaluje - czasem piekne rzeczy wynikaja z tego,
      czego obawialam sie, ze bede zalowac :-)
      • quarantinae Re: Lepiej zrobić i żałować 20.02.07, 13:29
        Lepiej nic nie robić. Położyć się i czekać.
        • kwiecienka1 Re: Lepiej zrobić i żałować 20.02.07, 14:13
          quarantinae napisała:
          Lepiej nic nie robić. Położyć się i czekać.

          :))) można też: Lepiej tak zrobić. Położyć się i poczekać...
          i nie żałować potem!

          pozdrawiam
          Kwiecienka, która ciągle sobie miesza w życiu i nie żałuje
    • obly Re: Lepiej zrobić i żałować 20.02.07, 15:39
      jak wiadomo jest to zle pytanie gdyz uogólnia sam proces decyzyjny a wyjmuje z
      kontekstu i wyzuwa z teści. Dodatkowo tłumaczy na wszelki wypadek czyńcę (dobro-
      czy zło-) ze lepiej zrobic niz nie zrobić... choć te działania nie były
      potrzebne nikomu i były tylko stratą czasu.
      niemniej jest tak ze jak sie nie wiejdzie w sytuację lub konkretna relację to
      sie wie tyle co z gazety, czyli przede wszystkim wie sie błędnie i rozwój jest
      nie mozliwy. tak samo jak sie człek nie uchla i nie zdobędzie kaca to sie nie
      nauczy pić. tak samo z seksem, jak człowiek nie spróbuje grupowego to tak
      naprawde bedzie mu sie tlyko wydawało ze go lubi czy nie lubi, po dokonaniu
      tego bedzie miał raczej pewność. ale nie kazdy ma w tej materii wątpliwości ;)
      wchodzenie w relacje i nowe sytuacje i sprawdzanie i uważne zerkanie na to co
      sie wydarza z nami czy z otoczajacymi nas osobami czy istotami daje nam pewnego
      rodzaju pozywny grunt na rozwój.

      natomiast nadmiar nieprzemyslanych działań powoduje chaos nadmiaru
      nieodczytanej informacji z zewnatrz. jak walne mlotkiem w noge i zaboli mnie
      noga to sie naucze ze mlotek w noge nie. a jesli jednoczesnie walne mlotkiem w
      nogę, zaspiewam marsyliankę, splunę sobie w odbyt z voleya, oraz podskocze i
      zaboli mnie pępek. to prosze państwa tak sie do niczego nie dojdzie. tak sie
      kiedys telewizor naprawiało. z kopa.
      znowuż z drugiej strony zaprzeczeniem tego jest lenistwo. które nie daje
      żadnego rozwoju gdyż nic sie nie wydarza i nic nie powoduje wartosci dodanej,
      wiecej rzeczy tylo zaczyna nam sie wydawać i to wydawanie sie biegnie swoim
      nieoderwanym od kanapy zyciem.

      droga srodka:
      powinno byc to działanie, i w wyniku reakcji, interakcji na nie powstanie
      nowego fragmentu wiedzy, i skonsumowanie jej i zastosowanie w nastęnym
      działaniu. to ideał. ;)) struktura liniowa jest uproszczeniem. ale chyba nie
      mamy czasu tego przemysliwac na chłodno trzeba polegac z swoich odczuciach. i
      weryfikowac. sprawdzac....


      A wszystko o czym winnismy gadac tutaj jest kwestja najgłębszej motywacji czyli
      dlaczegóż to chcemy zrobić lub dlaczego nie... a nie czy zrobimy czy nie bo
      wbicia gozdzia w noge jednego nauczy drugiego zabije trzeciego oslepi.
    • samica1 Re: Lepiej zrobić i żałować 20.02.07, 17:08
      Chyba bardzo-bardzo zależy, co. Zabić się i potem żałować to głupio trochę:)
    • staua Re: Lepiej zrobić i żałować 20.02.07, 17:58
      Zrobic i zalowac. Zdecydowanie. Zreszta ja rzadko zaluje, a przynajmniej nie az
      tak, zeby chciec wrocic do stanu sprzed zrobienia.
    • paolo630 Żałuj.... 20.02.07, 22:30
      ...żeś nie zrobiła!
      dziecka z Andrzejem eL,
      przedłużenia PeeReL,
      in vitro aborcji porno,
      lektury Lodovica del Dorno,
      kursu kroju i szycia,
      przeszczepu z korupcją za życia,
      skoku na kasę rolniczą,
      albo posadkę prawniczą,
      ewentualnej cyckoplastyki,
      z gwiazdami dyskopatyki,
      portfolio z kwasem foliowym,
      z Papieżem zdjęć ukradkowych,
      wpadki z Małyszem do Wisły,
      masz jeszcze jakieś pomysły?;-)
    • noida Re: Lepiej zrobić i żałować 21.02.07, 12:35
      Może i pytanie jest niedorzeczne, ale ile osób dawno nie widzianych się
      wypowiedziało w tym wątku :)
      Dlatego wcale nie żałuję, że go założyłam ;)
    • zdanka1 Re: Lepiej zrobić i żałować 22.02.07, 13:45
      Zdecydowanie, 100%, całkowicie i nieodwołalnie - lepiej załować , że się
      zrobiło , niż załować, że się nie zrobiło. O 5 lat za późno zrozumiane, ale
      lepiej o 5 niz o 25:))))))
    • nienietoperz Patrzac na sprawe (teo)logicznie, 22.02.07, 18:37
      tak mnie to pytanie Noidkowe zastanowilo: czy jest jakas zorganizowana (lub nie)
      religia, ktora zacheca do nie-robienia, sie nie-angazowania, i tak dalej?

      I pytanie inspirowane numer 2:

      jak to jest wzgledem robienia-nierobienia rzeczywistosci wspolczesnej z
      strasznymi mieszkaniami i strasznymi mieszczanami? Stereotypowo tradycyjnie
      straszni mieszczanie to zdaje sie ci, ktorych nic specjalnie nie interesuje,
      ktorych satysfakcjonuje ta sama ciepla posadka, ktorym sie nie chce nigdzie ruszyc.

      Stereotypowo wspolczesnie zdaje sie straszni mieszczanie pedza z pracy na kurs,
      z kursu na fitness, z fitnessu na basen, jezdza do Tunezji i Hiszpanii, ogolnie
      maja tysiac osiemset zajec i zero czasu na gawedy na porchu.

      Oba stereotypy zasadniczo funkcjonuja z punktu widzenia entelektualystow, i
      mowia chyba przede wszystkim jak my (czy oni:-)) jako entelektualisci
      definiujemy (definiuja) i postrzegamy siebie, a nie strasznych mieszczan. Moze
      zaden juz nie funkcjonuje? Myslicie cos o tym?
      • braineater Re: Patrzac na sprawe (teo)logicznie, 22.02.07, 21:10
        Zda mi sie, że parę radykalnych mutacji buddyzmu stawia na leżenie:) znaczy
        wyzbywanie się pragnień i potrzeb, co w sumie prowadzi do nieangażu.
        Co do pytania nr 2, to jednak znani mi straszni mieszczania: dymaja na
        uniwersytet 3go wieku, pracują w domu, mimo, że nie muszą, wybywaja na jakieś
        (ob)leśne wycieczki, wpadaja na pomysł, by wyskoczyć na tydzień do Budapesztu,
        rzeźbią figurki w korzeniach, rozrysowuja plany przybudówki do domu, są na
        bieżąco politycznie i na snobistycznie z kulturą.
        I to tak w sumie większość - z tym, że ja znam dość wąski zakres strasznych
        mieszczan, których łączy solidne wykształcenie i wieloletnia praca na jakis
        odpowiedzialnych stanowiskach, typu kierownik banku, czy szef oddziału PZU, eks
        rektor ASP i tak dalej. Więc to pewnie jest margines raczej tego 'normalnego'
        mieszczaństwa.

        P:)
        • obly Re: Patrzac na sprawe (teo)logicznie, 22.02.07, 23:22
          > Zda mi sie, że parę radykalnych mutacji buddyzmu stawia na leżenie:) znaczy
          > wyzbywanie się pragnień i potrzeb, co w sumie prowadzi do nieangażu.

          przepraszam ale leżaki nie są buddystami, buddysci zapieprzaja praca nad swoim
          umyslem 24x24 7 dni w tygodniu.
          a leżak to leżak. lezak lezy sobie i nie musi miec nazwy aby sobie lezec.
          nieangażowanie i i wyzbywanie sie prawgnien dotyczy tego co jestes w stanie
          pojac a te radykalne mutacje ;)) (AAA MUTACJI) o ktorych mówisz ze lezą i się
          nie angazuja - A WIEC angazują sie całym sercem calym swoim zyciem w inne
          działania niematerialne. lecz dla niektórych wygląda to jak nieangażowanie się
          i leżakowanie. lenistwo jest lenistwem i nie wiem po co ktos chce znalesc mu
          pewien szlachetny oddzwiek, klamka, mlotek, opakowanie po frytkach lezy tam
          gdzie je zawsze postawisz, po co zaraz mieszac do tego religię.

          inaczej mówiac przykladowo ze tak powiem: mrówa mówi ze ludzie sie w nic
          ciekawego nie angażuja, ani nic nie robią bo zadna mrówa nie widziała ludzia
          który znosi owady i igielki w jedno miejsce w lesie i oznacza to zapachem
          kwasku mrówkowego. to smieszy nie?


          Co do pytania nr 2, to jednak znani mi straszni mieszczanie: dymaja na
          > uniwersytet 3go wieku, pracują w domu, mimo, że nie muszą, wybywaja na jakieś
          > (ob)leśne wycieczki, wpadaja na pomysł, by wyskoczyć na tydzień do
          Budapesztu,
          > rzeźbią figurki w korzeniach, rozrysowuja plany przybudówki do domu, są na
          > bieżąco politycznie i na snobistycznie z kulturą.

          a tutaj pomieszales naprawde kilka roznych zachowan sprzecznych ze soba, one i
          tak wszystko wynika z głebokiej motywacji tego co dla czlowieka jest ważne.
          kult mlodosci sprawnosci i przedluzania aktywnosci. co samo w sobie nie ma
          zadnej wartosci, ma sens gdy z tego jest pozytek tak?

          tak sobie myslę ze nie ma nic tak smutnego jak spotkanie czlowieka który całe
          zycie poswiecił na to aby po przepracowaniu, przekluceniu sie z rodzina,
          przewalczeniu z samym sobą 45 lat zaczyna spelniac swoje zachcianki z mlodosci.
          serio. to o czym piszesz trzeba robic sobie non stop potem nie ma cisnienia i
          wlasnie o tym chyba bylo głównie pytanie zalozyciela watku i to wlasnie na nie
          jest odpowiedz. kazde dzialanie ma swój czas w ktorym ma sens dla nas.

          I to tak w sumie większość - z tym, że ja znam dość wąski zakres strasznych
          > mieszczan, których łączy solidne wykształcenie i wieloletnia praca na jakis
          > odpowiedzialnych stanowiskach, typu kierownik banku, czy szef oddziału PZU,
          eks
          >
          > rektor ASP i tak dalej. Więc to pewnie jest margines raczej tego 'normalnego'
          > mieszczaństwa.


          najlepiej bedzie wpasc jeszcze przed 60-tka ze ten co chcial byc kierownikiem
          banku byl kierownikiem banku, ten kto chcial byc rektorem ASP zostal rektorem
          ASP a ten co chcial lowic ryby to lowil ryby ten co chcial chlac to chlal ten
          kto chcial bzykac bzykal. wydobycie siebie samego z chaosu informacyjnego o
          samym sobie jest dosc upierdliwe, niewdzieczne i generalnie nudne. ale niestety
          niezbedne aby moc na swoj stan miec wplyw. nieszczesliwi sa ci ludzie co chca
          spiewac a rysują. co chca mieszkac na roli a zostaja kierownikami banku, i
          takei tam pierdoly. niestety jak sie tak zastanowic spedzanie czasu na
          wyszukiwaniu sobie roli (ROLI - PODKRESLAM I ZWRACAM NA TO UWAGE) powinno was w
          sumie rozsmieszyc i powinniscie siebie palnac w czolo ze to strata czasu,
          strata czasu na role. a wiec na co nie szkoda czasu? NA MILOSC, MOI DRODZY NA
          MILOSC ale nie do siebie, nie milosc do milowania mnie przez innych, nie milosc
          do swej milosci do innych.
          niestety odpowiedz nie zawiera podmiotu ;) haahahaha
          czy Ja jestem tego pewien?
          JA tego nie wiem
          ale tak jest
          • obly a popatrzmy na sprawę mrówkologicznie.. 22.02.07, 23:25
            albo sękologicznie, albo kanapkaposmarowanamasłemlogicznie, czy
            chomikmartwywwannielogicznie...

            tego sie po prsotu nei da powiedziec ani napisac ani wyklikac.. dlatego
            komunikacja oko-w-oczna jest uwstecznieniem z samej swojej natury.
            slowo bez kontekstu jest tylko wiązką drutów.
            • braineater Re: a popatrzmy na sprawę mrówkologicznie.. 23.02.07, 00:38
              nokaut.
              załapałem może 1/10

              P:)
              • obly Re: a popatrzmy na sprawę mrówkologicznie.. 23.02.07, 08:52
                co ci wytłumaczyc ;)))
        • nienietoperz Re: Patrzac na sprawe (teo)logicznie, 23.02.07, 01:55
          Jutro moze porzadniej, na razie pol-logicznie:
          z pytaniem nr 2 nie chodzilo mi o to, jacy straszni mieszczanie sa tak naprawde
          (tak naprawde ich nie ma), ale o to, jak ich sobie wyobrazamy. Osobiscie w
          lepetynie jakos miesci mi sie stereotyp stary i stereotyp nowy, oraz
          swiadomosc, ze oba sa ze soba pierwszorzednie sprzeczne. Licze na pomoc,

          NN


      • obly Re: Patrzac na sprawe (teo)logicznie, 23.02.07, 09:05
        tak sobie odpowiadajac na twoje pytanie nie da sie nie zauwazyc ze poszukujesz
        prawdy uproszczonej wspólnej dla ludzi mieszkających z róznych powodów w
        miescie w mieszkaniach i do tego jeszcze strasznych, wiec jakby zakładasz pewny
        swój stosunek do nich juz na początku i w domysle jeszcze zapowiadasz
        jednoczesnie litościwą chęć zrozumienia. (brain moze c to narysowac? w
        diagramach? hue hue)
        zapewniam ciebie gdybyś kazdy z losów przesledził dosc dokładnie wątpliwosci
        bys nie miał dlaczego ten typ jest gdzie jest i robi to co robi, bo jego ciag
        prywatnych wyborów doprowadził go do tego miejsca. i choć miejsce podobne to
        ciag wyborów zgoła inny niz ma sąsiad. i na pewno pyt 1 i pyt 2 sie zgadzaja na
        tym poziomie. dopiero na poziomie uogólnień są rozwarstwienia ale to zapowiada
        raczej nonszalancję założonej tezy.
        na poziomie uwspólnienia działań po pierwsze tworzy się odhumanizowany "model
        logiczny" społeczeństwa którego nie ma. i zajmowanie się nim jest zbędne.
        co nie znaczy ze nie bywa przydatne.. np dla speców marketingu czy PR to skarb.
        • quarantinae Re: Patrzac na sprawe (teo)logicznie, 23.02.07, 11:22
          Stereotyp mieszczanina (może być zwykły, niekoniecznie straszny) interesuje
          mnie, ponieważ zazwyczaj przeciwstawiany jest mu inny stereotyp – outsidera.
          Outsider, czyli kto?
          „[...] dla mieszczucha świat jest zasadniczo miejscem, w którym panuje
          porządek, zakłócany wprawdzie przez pewien czynnik irracjonalny, budzący w nim
          grozę, lecz całkowite zaprzątnięcie myśli chwilą bieżącą zazwyczaj pozwala mu o
          tym zapomnieć. Dla outsidera natomiast świat nie jest racjonalny, nie jest
          uporządkowany. Kiedy outsider przeciwstawia mieszczańskiej, zadowolonej z
          siebie afirmacji życia swój anarchizm, nie wypływa to jedynie z nieodpartej
          pokusy zagrania na nosie drażniącej go szacowności. [...] Outsider to człowiek,
          któremu nagle otworzyły się oczy na chaos.[...]”.
          „[...] outsider to człowiek stojący na uboczu i obserwujący życie przez dziurę
          w ścianie”

          Czy outsider zadałby sobie pytanie robić czy nie robić?

          Cytaty z “Outsidera” Colina Wilsona.
          • obly Re: Patrzac na sprawe (teo)logicznie, 23.02.07, 11:32
            dla mnei obie pozycje są nierzeczywiste i są jedynie zmiennymi którymi da się
            opisać penw zaleznosci i wątpliwości które powstaja w jednostce. czyli ze kazdy
            jest mieszaniną mieszczucha i outsidera i to tylko dlatego ze ktos takie
            pozycje dosc obszernie opisał.
            równie dorbrze mozemy podzielic na milosników kwiatków doniczkowych i
            przeciwników. i opis będzie równie celny hehehe.
            • quarantinae Re: Patrzac na sprawe (teo)logicznie, 23.02.07, 11:41
              obly napisał:

              > dla mnei obie pozycje są nierzeczywiste i są jedynie zmiennymi którymi da się
              > opisać penw zaleznosci i wątpliwości które powstaja w jednostce. czyli ze
              kazdy
              >
              > jest mieszaniną mieszczucha i outsidera i to tylko dlatego ze ktos takie
              > pozycje dosc obszernie opisał.
              > równie dorbrze mozemy podzielic na milosników kwiatków doniczkowych i
              > przeciwników. i opis będzie równie celny hehehe.
              --------------------
              Jesteś nieteologiczny, Chłopcze.
              Podstawą klasyfikacji są jakieś cechy. Podobnie typologii. (nigdy nie wiem na
              pierwszy rzut granatem jaka jest między nimi różnica)
              Inne cechy bierzesz pod uwagę chcąc podzielić człowieki na doniczkowych i
              niedoniczkowych, a inne chcąc podzielić człowieki na mieszczan i resztę.
              • obly Re: Patrzac na sprawe (teo)logicznie, 23.02.07, 12:06
                > Jesteś nieteologiczny, Chłopcze.

                wlasciwie chce wykazać ze teologiczność jest bezsensowna i naciągana ;)

                > Podstawą klasyfikacji są jakieś cechy. Podobnie typologii. (nigdy nie wiem na
                > pierwszy rzut granatem jaka jest między nimi różnica)

                cechy jak i typologia jak i klasyfikacja powstaja pod okreslone spojrzenie
                ogólne, zawze blędne, niekiedy jednak porządkujace, wiec zarówno cechy jak i
                typologia jak i klasyfikacja powstaje w momencie jej okreslenia a wiec
                wymyslenia. wiec nie jest czyms rzeczywistym i wartym niesmiertelnej powagi.

                > Inne cechy bierzesz pod uwagę chcąc podzielić człowieki na doniczkowych i
                > niedoniczkowych, a inne chcąc podzielić człowieki na mieszczan i resztę.

                ALE BIORĘ CECHY!!!!!cechy to nie jest nic wrodzonego ani trwałego to sa rzeczy
                mniej lub bardziej skutecznie sobie wmówione przez samych siebie badz innych i
                są zalezne od punktu (pozycji) z którego sie na nich patrzy. cechy bez
                okreslonej intencji czy bez okreslonego aparatu postrzegania nie istnieją. jeli
                mówie coś jest czerwone to znaczy jedynie ze mam oko które rozróznia dany
                zakres fal i ze są spełnione jeszcze inne warunki któe umozliwiajajego
                odczytanie a nie to ze cos jest czerwone czy nie. do tego sam wybór cechy jaką
                zauważam ma bezposredni wpływ na intencje z jaką zamierzam ów przedmiot
                wykorzystac. jesli widze jabłko czerwone to chce je zjesc, jesli widze jabłko
                durze to chce je komus wsadzić w .... ;)) no i takie tam.

                przypominam jeno ze ja sięnie kłucę ani nie wymyslam innych zdan na przekór
                tobie, chcę poddac w watpliwość twoja jedynie wiarę w istnienie cech jako
                realnego wyznacznika opisu rzeczywistosci. jesli mi sie nie udało to nic sie
                nie stało. pamietaj ja nie musze miec racji i nie musze byc mądrzejszy ani nie
                mam potrzeby czuc się chłopcem jako ten głupszy który nie umie sie poruszac w
                Wielkim Świecie Wymyślonych Pojęć.
                • quarantinae Zmasowany atak na oblyego:) 23.02.07, 12:36
                  obly napisał:

                  >
                  > ALE BIORĘ CECHY!!!!!cechy to nie jest nic wrodzonego ani trwałego to sa
                  rzeczy
                  > mniej lub bardziej skutecznie sobie wmówione przez samych siebie badz innych
                  i
                  > są zalezne od punktu (pozycji) z którego sie na nich patrzy. cechy bez
                  > okreslonej intencji czy bez okreslonego aparatu postrzegania nie istnieją.
                  jeli
                  >
                  > mówie coś jest czerwone to znaczy jedynie ze mam oko które rozróznia dany
                  > zakres fal i ze są spełnione jeszcze inne warunki któe umozliwiajajego
                  > odczytanie a nie to ze cos jest czerwone czy nie. do tego sam wybór cechy
                  jaką
                  > zauważam ma bezposredni wpływ na intencje z jaką zamierzam ów przedmiot
                  > wykorzystac. jesli widze jabłko czerwone to chce je zjesc, jesli widze jabłko
                  > durze to chce je komus wsadzić w .... ;)) no i takie tam.
                  ------------------
                  Rozmawiamy na dwóch różnych poziomach: ja mówię o pojęciach i ich użyteczności
                  w porządkowaniu świata, Ty mówisz o ostatecznej rzeczywistości. Oczywiście, że
                  cechy, czy tam jakości pierwotne czy inna cholera, to są byty względne.
                  niesamoistne na dodatek (tfu). Nie przeszkadza nam to jednak nazywać ich po
                  imieniu, chociażby po to żeby się pokłócić.

                  >
                  > przypominam jeno ze ja sięnie kłucę ani nie wymyslam innych zdan na przekór
                  > tobie, chcę poddac w watpliwość twoja jedynie wiarę w istnienie cech jako
                  > realnego wyznacznika opisu rzeczywistosci. jesli mi sie nie udało to nic sie
                  > nie stało. pamietaj ja nie musze miec racji i nie musze byc mądrzejszy ani
                  nie
                  > mam potrzeby czuc się chłopcem jako ten głupszy który nie umie sie poruszac w
                  > Wielkim Świecie Wymyślonych Pojęć.
                  ----------------
                  Ja wciąż pamiętam o tym, że nie jesteś najmondrzejszy:D
            • nienietoperz Re: Patrzac na sprawe (teo)logicznie, 23.02.07, 12:29
              Obly dear,
              czytaj post wyzej - w oczywisty sposob mieszczuchy stereotypowe nie istnieja,
              tak samo jak zadne stereotypowe stwory. Chodzi mi tylko o to, czy kiedy ktos
              traktuje Cie bodzcem typu: podaj/poczuj stereotyp strasznego mieszczanina, czy
              wlacza Ci sie opcja - blllee, leniuch, nic nie robi ze swoim zyciem, czy blleee,
              zagina ciagle z A do B, nie zastanawia sie nad swoim zyciem.

              Li i jedynie.
              • braineater Re: Patrzac na sprawe (teo)logicznie, 23.02.07, 13:03
                to drugie
                P:)
              • obly Re: Patrzac na sprawe (teo)logicznie, 23.02.07, 13:38
                no chcialem jedynie wykazac ze twoje pytanie jest włascwie oczyswistym
                nonsensem ale jak widac nie potrafię tego zobrazowac dosc czytelnie.
                Czy jesli pokazujesz baranowi dziarskiego kebaba z frytkami to baran sie
                kładzie czy idzie?, spiewa czy tanczy?, beczy czy pisze pocztówkę do św
                Mikołaja?

                mnie chodzi o to ze to zalezy to od odruchu twojego zaleznego od tego z czym
                sie spotkales w swoim zyciu, jesli wierzysz ze bodzce czy cechy sa realne to
                zawsze tak bedzie no ze reagujesz tak czy inaczej, wiec jaka jest róznica czy
                regujesz w taki czy inny sposób, jestes uwarunkowany od bodzców. wiec pytanie
                publiczne czy w związku z tym bodzcem reagujecie tak czy moze ciut inaczej jest
                wybacz. no troszkę akceptujące taki stan i wkopywanie w bogactwo subznaczeń
                kolejnych niuansów.

                a jesli nie masz wątpliwosci co do swojego zycia, bo robisz tak jak chcesz?
                - to nigdy takeigo pytania sobie nie postawisz.
                • nienietoperz Re: Patrzac na sprawe (teo)logicznie, 23.02.07, 13:55
                  Come on, Obly,
                  nie wierze Ci zupelnie, nie wierze, ze zadne pojecia nie budza Twoich skojarzen,
                  ze poslugujesz sie nawet na poziomie odruchowym wylacznie gleboka logika i
                  rozpoznaniem cech rzeczywistych. Przeciez podstawa komunikacji przy uzyciu
                  jezyka jest to, ze komunikujemy pojecia, a nie rzeczywistosc.


                  A nawet jesli sam przekraczasz bariery lingwistyczne i komunikujesz
                  rzeczywistosc bezposrednio (a czasami tak mi sie wydaje), to pozwol chociaz nam
                  szaraczkom w swoja pojeciowosc sie bawic:-)


                  Uklony,
                  NN
                  • obly Re: Patrzac na sprawe (teo)logicznie, 23.02.07, 14:02
                    no pewnie ze nie wierz! ja nie mowie ze tak nie jest.
                    ja sie na to po prsotu automatycznie nie chce zgadzac nc wiecej.
                    czasem. dzis mam taki dzien po prsotu ze chce zbawiac nienietoperze choc ani
                    porafię i to w sytuacji gdy one tego wyraznie nie potrzebują hahahaha
                    jutro bede mial inny stan we łbie i sam bede zapedzac sie w LAS POJEC ze ho ho.
                    mam nadzieje jedynie ze nikogo nie urażam, a jesli ktos mnie uwaza bezposrednio
                    za głupka zycze jedynie powodzenia ;)))
                    • quarantinae Re: Patrzac na sprawe (teo)logicznie, 23.02.07, 14:14
                      Ja Cię bezpośrednio uważam za głupka.
                      • obly Re: Patrzac na sprawe (teo)logicznie, 23.02.07, 14:18
                        tym bardziej serdecznie pozdrawiam
                        widzenie głupka to nie jest zbyt ciekawa rzecz ani tym bardziej z nim
                        konwersacja
                        szczere wyrazy współczucia
                        • quarantinae Oczywiście przepraszam. 23.02.07, 14:23
                          Zastosowałam klasyczny już eksperyment obrazujący stosunek do pojęć.
                          Włożyłeś wiele wysiłku w to, żeby pokazać, że pojęcia, słowa nic nie znaczą dla
                          Ciebie, po czym zesztywniałeś w obliczu jednego, małego pojęcia "głupek".
                          Jeszcze raz przepraszam, że zrobiłam z Ciebie królika doświadczalnego.
                          :D
                          • obly Re: Oczywiście przepraszam. 23.02.07, 14:32
                            no cóż zmiażdyłaś mnei na masło, pozostaje mi tylko kwilić i prosić o nie
                            gaszenie fajka na moim pokiereszowanym pozapojęciowym torsie ;))
                            • quarantinae Re: Oczywiście przepraszam. 23.02.07, 14:34
                              Niestetyż zgaszę, albowiem umawiacie się na flaszkie beze mnie:)
                              Że zaklnę, kurwa mać.
                              • nienietoperz Re: Oczywiście przepraszam. 23.02.07, 14:41
                                Q.,
                                cala roznica w tym, ze z Toba moge sie chyba dogadywac mniej lub bardziej
                                skutecznie przez klawiature, komunikujac pojecia. Z Oblym mam przeczucie, ze
                                zeby dogadywac sie skutecznie musielibysmy wkroczyc na wyzszy poziom swiadomosci
                                (przynajmniej ja bym musial wkroczyc, aby komunikowac rzeczywistosc).
                                Nie ma sie co oburzac.

                                Uklony,
                                NN
                              • obly Re: Oczywiście przepraszam. 23.02.07, 23:58
                                flaszka bez ciebie o quarantineo to byłby cios ponizej pasa tak sądzę.
                    • nienietoperz Re: Patrzac na sprawe (teo)logicznie, 23.02.07, 14:26
                      A ja Cie bezposrednio za glupka nie uwazam, posrednio zreszta tez nie.
                      Uwazam ponadto, ze doskonale by sie nam dyskutowalo w warunkach bezposrednich -
                      w warunkach forumowych nie starcza mi chyba zapalu.

                      Z nadzieja
                      na
                      nienietoperzobla -oblonienietoperzowa butelke alkoholu w blizej nieokreslonej
                      przyszlosci,

                      NN
          • quarantinae Aha, jeszcze o religii 23.02.07, 11:33
            Postawie "połozyć się i czekać" najbliższy jest chyba taoizm z koncepcją wuwei:)
            • obly Re: Aha, jeszcze o religii 23.02.07, 11:49
              za wikipedią:
              "Innym ważnym pojęciem w taoizmie filozoficznym jest wuwei. Dosłowne
              tłumaczenie to niedziałanie, a raczej działanie bez wysiłku, działanie w
              harmonii z tao. Jest to proces akceptowania i harmonizowania swego działania z
              nurtem wszechświata. Doświadczając tao i w ten sposób poznając je człowiek
              nabywa naturalnej cnoty te, która pozwala na osiągnięcie harmonii wuwei."

              nadal niestety nie jest to lezenie i nic nie robienie. harmonia z lezeniem nie
              ma nic wspólnego. harmonią sportowaca jest w momencie kiedy poczucje potrzebe
              biegu - biegniecia. chodzi o to by umysł bym tam gdzie dupa. tak w skrócie. jak
              umysł grzebie w przeszłosci w przeszłosci w analizie gdyby... to ni ejest tam
              gdzie dupa. jesli umysl zajmuje sie oceną własną z róznych (nieskończonych)
              pozycji to dupa jest w miejscu a umysl w setkach miejsc na swiecie i czasie. i
              jest sie wtedy zmeczonym jak diabli.
              HARMONIA ZE SWIATEM TO NI EJEST DO CHOLERY TAPCZAN I POPKORN KURDE BLADE!
              TO NIE JEST LENIWE NIC NIE ROBIENIE I NIEMYSLENIE.

              to jest myslenie bez wysiłkowe czyli bez przyciagani i odpychania rzeczy.
              jesli laze 4 miesiace i coagle mysle o tym ze chce samochod i ze go nie mam i
              ze kazda rzecz na jaka patrze mówi mi o tym ze nie mam samochodu, ze jak leze
              to sobie mysle ze jakbym mial samochod to bym nie lezal tylko jechal to nie
              jest to harmonia z wszechswiatem!

              no ludzie no.

              jedni z najbardziej aktywnych osób na tej planecie to są własnie ci co
              osiągneli pewną harmonię i wierzą w to co robią i zawsze mają umysł metr nad
              miejscem z którego puszczają bąki. ja piernicze
              • quarantinae Re: Aha, jeszcze o religii 23.02.07, 12:41
                Drogi obly,
                Gdybym pisząc: "leżeć i czekać" brała tę propozycję na serio, musiałabym być
                lekko trącnięta, lub pod wpływem. Zastosowałam pewną... przenośnię, obrazowe
                ujęcie pewnego stanu, kondycji ludzkiej. I właśnie wuwei pasuje mi tu jak ulał.
                Być jak rzeka, poddać się nurtowi, drązyć w ten sposób najtwardszą skałę.
                Kapewu?
                Możesz leżeć, możesz wisieć, możesz czytać w kiblu, może pisać habilitację,
                albo harować jak wół w kopalniach diamentów. Ale nie czujesz oporu:D
                • obly Re: Aha, jeszcze o religii 23.02.07, 13:40
                  Znaczy ja czuje straszny opór, w sensie upór. ;)
                  doskonale wiem ze doskonale wiesz ze nie jestem najmądrzejszy;)
                  w koncu to doskonaly przykład Cechy jaką warto sie posługiwac przy
                  porządkowaniu swojego wszechświata.
                  • zielka Re: prosze sie nie irytowac, obly, 23.02.07, 15:48
                    ... ale przeczytawszy mniej wiecej wiekszosc powyzszych twoich wypowiedzi,
                    wyrazic zmuszona jestem szeroko pojety entuzjazm. Tzn. mniej wiecej wszedzie
                    masz racje, okazuje sie.

                    tzn. ja nie mysle, ze ci to sprawia specjalnie przyjemnosc, to moje uznanie,
                    stad prosba o brak irytacji.
      • paolo630 Dramat: Obły kontra Pojęćświat;-) 24.02.07, 00:24
        Dedaloskalia (miejscami fekalia):
        Luty. Europa Środkowa. Mróz 20 stopni. Wicher przegania śnieg z pól w stronę
        szarego, betonowego miasta. Pod nim lawa. Rozgotowana jak makaron albo
        ziemniaki z kapustą i buraczkami w stołówce uniwersyteckiej. W tle katedra z
        pustym stolcem arcybiskupa, ratusz obryzgany kaczym stolcem z komisarzami
        czatującymi na niedoszłą prezydentkę, ścieki nienapotykające oczyszczalni na
        drodze z dup do morza i tiry środkiem miasta.

        Drzemiący personel:
        Ptaki - m.in. Toperz, Mózgożryj...Raczej samce, czasem spod śniegu wyjrzy
        śniegozielka i kwarantanna, która kończy służbę ojcu zadrzemionych.
        Obły - Leży i pachnie. Ludzko nawet.
        Żeromski - śpi snem wiecznym.
        Narrator - Kurr...co za narrator?
        Cenzor - dzwoni kluczami do kina Wolność
        Noida - No i dała powód dramatu

        Akt I.

        Noida - Żałować przed czy po? Oto me pytanie...Odchodzę stąd. Na śniadanie...
        Ptaki - Dziob, dziob, dziob...Mlask, mlask, mlask...Bije z naszych dziobów
        blask.
        Obły - Czy wy w ogóle macie pojęcie po co?
        Ptaki - Dziob, dziob, dziob...Mlask, mlask, mlask...Obły psuje dziobów blask

        Akt II -
        Obły - Nie wierzę w ptaki. Mają małe móżdżki. Ja mam mózg i nie waham się go
        używać. Szczególnie gdy lecę na panienki.
        Ptaki - (otwarte dzioby, wrzeszczą) - Zdrada, zdrada, zdrada!!!
        Cenzor (z uśmieszkiem) - plagiaty...jaki świetny pretekst...
        Narrator - Mam bardzo ważny międzynarodowy telefon...

        Akt III
        Żeromski - chr... chr... chr...jaństwo...
        Obły - Obły niedobły!!! Obły niedobły!!!
        Ptaki - Dobry był ten obły.
        Żeromski - O jaki fajny obły leżak?!!!
        Cenzor - Gaszę Światło!
        Narrator - Nie mam pojęcia panie prokuratorze, kogo pojęli Ci Polacy, tfu!
        Rzymianie, tzn. chodzi o tego Żyda, tak?

        Koniec

        • braineater Re: Dramat: Obły kontra Pojęćświat;-) 24.02.07, 01:52
          z twoimi dilerem Paolo też bym chętnie zawarł jakiś układ handlowy:)
          10/10

          P:)
          • samica1 Re: Dramat: Obły kontra Pojęćświat;-) 24.02.07, 16:40
            Mózgojad ;P
Pełna wersja