diabollo
28.02.07, 19:31
Przesyłka zaadresowana na Jarosława Kaczyńskiego dotarła do kancelarii
premiera pod koniec ubiegłego tygodnia. Według informatora "Gazety" w
niewielkiej paczuszce znajdowały się trzy pociski - jeden do pistoletu
maszynowego Kałasznikow, jeden do kbks-u i jeden do pistoletu P64, służbowej
broni w policji i wojsku. Do kul dołączona była kartka skierowana najwyraźniej
do szefa rządu. Na niej napisano: "Dla kota, dla twojej matki, dla ciebie".
- Sprawę potraktowano bardzo poważnie. Pogróżki są rzeczą częstą, ale w tym
wypadku ich autor co najmniej posiada ostrą amunicję. Takich sygnałów nie
można lekceważyć - mówi oficer Biura Ochrony Rządu, które zwróciło się do
policji i ABW z prośbą o szczególnie uważne rozpoznanie osób i środowisk
podejrzewanych o skłonności do aktów terroryzmu politycznego.
BOR odnotował stan zwiększonego zagrożenia premiera. Ochronę (samochód z
kierowcą i oficerem obstawy) dostała też Jadwiga Kaczyńska - matka premiera i
prezydenta Lecha Kaczyńskiego. - Na ten temat nie mogę się wypowiadać -
odpowiada zapytany o sprawę rzecznik BOR Dariusz Aleksandrowicz.
Przesyłka z amunicją i pogróżkami to dotąd najpoważniejszy sygnał wskazujący,
że szef rządu może stać się obiektem zamachu.
W styczniu tego roku BOR dostał informację, że zamach na Kaczyńskiego szykuje
gangster o pseudonimie "Szczur". Od tego czasu premier ma wzmocnioną ochronę -
podróżuje w kolumnie czterech samochodów, wśród nich jest terenowy mercedes z
sześcioma funkcjonariuszami BOR. Szybko okazało się, że "Szczur" nie żyje, a
informacje o rzekomo planowanym zamachu przekazał Lech Grobelny, bohater
głośnej na początku lat 90. afery Bezpiecznej Kasy Oszczędności.
Również w styczniu policja zatrzymała 20-latka, który w e-mailu do znajomych
napisał, że firma cateringowa, w której pracuje, obsługuje spotkanie z
udziałem Lecha Kaczyńskiego, więc może uda mu się otruć prezydenta. Okazało
się, że był to żart.
serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,3950855.html
**********************************
No i co Wy na to, czcigodni?
Bo ja po ponad rocznych rządach pissiaków już popadam w paranoję spiskową.
Ponieważ ten incydent od razu przepłynął do mediów (a nie został utajniony),
stawiałbym na zaplanowaną robotę służb-z-nazwy-specjalnych kontrolowanych
przez pana premiera Buc-Kaczyńskiego. Przecież to świetny argument na to, że
pan premier Buc-Kaczyński walczy ze wściekle atakującym go frontem przestępców
i zbrodniarzy.
Przecież gdyby te naboje dla "kota, matki i pana premiera" nie były faktem, to
należałoby je wymyślić.
Kłaniam się nisko.