other_side
06.03.07, 20:50
Dzisiejsze MjM upłynęło pod znakiem spięć — mało mi się telewizor nie stopił
od tej elektryczności
pijaczka z Janeczką (jak ja ich nie lubię, zwłaszcza pijaczki, wogóle nie
przepadam za Toledowcami)
Santa Maria z jakąśtam laborantką — i późniejsza scena z rozmową z Batmanową
matką BB: „włączmy telewizor, na Dwójce jest dobry serial”. Gracie w nim
właśnie, ćwoki.
Notabene do tej właśnie kobiety Santa Maria się przeprowadza (chyba). Niezłe jaja…
i najważniejsze — Gosza ze swym bossem, aż w końcu myszka uniosła się honorem
i samozwolniła (chyba). Potem, zaczepiona przez jakiegoś gościa na ulicy,
wyglądającego na ucznia dobrego liceum (czy to czasem nie był brat Mosty? Tak
mi się jakoś wydaje) użyła bardzo brzydkiego słowa na „d” oznaczającego pewną
część ciała w narzędniku. Jak ona mogła.
Swoją drogą ten jej czworooki boss Edi powinien ją IMO wylać o wiele
wcześniej, wtedy, gdy wychodziła sobie z pracy wbrew służbowemu poleceniu do
tego homosia, co go ktoś obił za orientację. W końcu wszyscy nie wyjechali na
Wyspy.
Zauważcie także motyw tajemniczego Henryka w ekshibicjonistyczny płaszcz i
kaszkiet ubranego, wiejsko zaczesanego (w loczek — tęsknota za dawnym
Markiem?), i Goszę śledzącego, coby kontakt złapać z tym gejem, co go obili
kiedyś, a ja nie pamiętam jak się zwie. Choć biorąc pod uwagę, jak później
przeprosił Goszę, to mam wątpliwości, czy on jest tak na pewno do końca homo.
Myślę, że ten gościu będzie się jeszcze w MjM niejednokrotnie pojawiał, a że
postacią wyrazistą jest, trzebaby mu jakąś ksywę dobrą wymyśleć. Tylko jaką?
Jakieś pomysły?