illeegofemina
07.03.07, 20:24
Dawno mnie nie było. Musze się trochę pożalić, bo nie mam już do tego
wszystkiego siły...
Zacznę od tego, że się zakochalam. Jak pieprzona, neurotyczna nastolatka, a
myślałam, ze to niemożliwe w moim ustabilizowanym, doroslym życiu...
jak myślicie, ile można ukrywać, że się kogoś kocha? Ja juz nie mam siły,
wpadlam w depresję i wpędziłam się w zaburzenia łaknienia; nie poznaję
siebie, jestem w ogóle niepodobna do tej radosnej, szczęsliwej, pełnej życia
dziewczyny sprzed kilku miesięcy. Nie wiem, ile będę w stanie jeszcze
udawać. Czy myślicie, ze z facetami jest inaczej? Że jesli cos czuje, to się
kiedyś przyzna? To uczucie nie ma racji bycia; jesteśmy w relacji przelożony -
podwladna. No i on ma kogoś caly czas. Serce mi się kraje... Nie chcę
zmieniać pracy, ale nie mam siły tego ciągnąc. I nie jestem pewna, czy on też
czegoś nie czuje... Może to moja chora wyobraźnia... Błędne koło.
Plakać mi się chce. Nigdy tyle nie płakałam:( No i wylądowałam u psychologa
przez te cholerne zaburzenia jedzeniowe, ale nawet jemu wstydzę się przyznać
do tego uczucia. Zawsze myślalam, ze jestem silna i madra i że mi się nic
takiego NIGDY nie zdarzy, a tu taka sytuacja... Nie wiem, czy na miejscu jest
pytac, co byście zrobiły na moim miejscu. Miałyście kiedyś taką sytuację? To
nie jest głupie zauroczenie, zapewniam.
Najpierw myslalam, ze ten psycholog mnie trochę wkręca, no bo co? odchudzałam
się? Odchudzałam. Schudlam? Schudłam. Czuję się super. Ale ciągle ta schiza,
żeby nie przytyć. Mam kompleksy na punkcie grubych nóg i ud. Z zewnątrz moze
i tego nie widac, bo chodze w spodnicach, ale mam okropne kompleksy...
Jestem niska i wydaje sie sobie bardzo ubita. No wiec ta schiza zeby nie
przytyc spedza mi sen z powiek... ale czasem dla odmiany naprawde stwierdzam,
ze jestem za chuda i wtedy mam wyrzuty sumienia, ze to sobie zrobiłam.
szczególnie po zakupach, jak 34 na mnie wisi... A potem jest znowu ok. Teraz
jestem na siebie wsciekla, bo nie kupiłam sobie sosu do miesa, tylko dlatego,
ze ma duzo kalorii, a już dzisiaj wsunęłam wielki, kaloryczny obiad. Jeszcze
bardziej mnie dobija to, ze wrocilam do domu i zjadlam kolacje - chleb,
ktorego na kolacje mialam nie jesc. No a teraz co? Jem BUDYN, tuczący jak
cholera. Same wiec widzicie, ze mozna sie zdołowac... I jeszcze na dodatek ta
psycholog mnie traktuje jak totalną klamczuchę. Ona mi nie wierzy, ze ja jem.
ja ja w sumie rozumiem, bo pewnie w cholere ma takich jak ja, ktore ją
naprawde wkręcaja, ale boli mnie to bardzo... Z drugiej strony ma racje, bo
ja się boję jedzenia. Boję sie, ze przeholuję i ze zaczne tyc na potege.
Myślę, ze opamietalam się w porę, ale teraz boje sie, co bedzie dalej. Bo ile
tak można z ciagłym poczuciem winy, ze sie zjadlo pizze albo ciastko?! Albo
budyn jak teraz... Jeszcze na dodatek ciagle myslę o jedzeniu: co zjem, kiedy
i nie daj Boze ile to kalorii...
A moj obiekt westchnien? To przeciez dla niego chciałam być atrakcyjniejsza i
spieprzylam sobie 6 m-cy zycia i nie wiadomo ile jeszcze dodatkowych miesiecy
przez terapię. Nie wiem, sama nie wiem. Przeciez nie mogę go obwiniac. Wiem,
ze to tez nie moja wina, ze tak wyszło. Byłam młoda, glupia i bez
doswiadczenia, a on bardzo opiekunczy i pomocny. Stalo sie. Facet zupelnie
nie w moim typie. Mam nadzieje, ze sie nigdy nie dowie, a z drugiej strony
sni mi sie po nocach. Nie poznaję siebie.
Hihi, zjadlam ten budyn - przezyłam - ciekawe ile dni teraz bede miec wyrzuty
sumienia...?! Chore to wszytsko, nie mam do siebie siły...
Nie wiem, jak dalej będzie... Nigdy wczesniej sie nie odchudzalam, nawet jak
wrocilam z zagranicy 10 kilo wieksza:) A tu? Przez faceta cholera jasna.
Który zresztą chyba ma mnie w d... Ale musi i powinien miec, umówmy sie, nie
ma innego wyjscia...
Wiem, ze są ludzie, ktorzy mają wieksze problemy, ale ciesze sie, ze jest
takie forum, bo moj pamietnik juz chyba z tej monotematycznosci umiera z
nudów:) A wiecie co? Najtragiczniejsze jest to, ze moi znajomi i ludze dokola
mi zazdroszcza, bo mam naprawde super prace, duzo osiagnelam jak na osobe,
ktora dopiero co w zeszlym roku studia skonczyla, mam doktorat na warsztacie,
miedzynarodowe warsztaty dla mlodych uzdolnionych ludzi. I ciagle to uczucie,
ze radze sobie z tyloma rzeczami, z ktorymi inni ludzie sobie nie radzą, a ze
nie radze sobie z zyciem codziennym i stresem powszednim...Z jedzeniem i z
miloscia.
Fajnie, ze jestescie i że mogłam się wyżalic.
Pozdrawiam,
illeegofemina