wredna_zmija
19.03.07, 07:43
Fakty o męskiej fizjologii
(Autor odpowiada kobiecie, która przypadkowo weszła do męskiego kibla)
Niech Pani nie ma wyrzutów sumienia. To wcale nie przez Pani wejście ten facet
tam oszczał
tego drugiego obok niego. My faceci ciągle to robimy. Rzadko kiedy trafiamy w
to, w co
celowaliśmy. Czasem jak pójdę do kibla, zaczynam lać i nagle zaczyna mi się
rozbryzgiwać
naokoło, wiec muszę w coś celować.
Widzi Pani, kobiety powinny zrozumieć, że penisy maja swój własny rozum. Facet
może wejść
do kibla ponieważ wszystkie pisuary są zajęte, wycelować idealnie w kibelek, a
jego penis
i tak da radę oblać rolkę papieru toaletowego, nogawkę i buty. Mówię Pani, nie
można ufać
tym małym ptaszkom!
Ja jestem żonaty już od 28 lat i moja żona mnie wytrenowała. Nie pozwala mi
odcedzić
kartofelków jak facetowi - na stojąco. Muszę odlewać się na siedząco.
Przekonała mnie, że
to niewielka cena, jaką muszę zapłacić. Bo gdyby jeszcze raz poszła do toalety
w nocy i
albo siadła na pokrytej moczem desce, albo wpadła do kibla bo nie położyłem
deski, to by
mnie zabiła zanim bym się obudził.
Jeszcze jedna rzecz, o której faceci nie lubią rozmawiać. Ale skoro jesteśmy
już tak
dobrymi kumplami i uważa mnie Pani za gościa z klasą, pozwolę sobie być z
Panią szczery.
To jest nie lada problem i Panie powinny go zrozumieć. Chodzi mi o "porannego
drąga".
My faceci zwykle budzimy się z dwoma rzeczami: nieodpartym pragnieniem odlania
się oraz
penisem tak twardym, ze mógłbyś nim ciąć diamenty! Nieważne jak się wytężasz
nie uda ci
się zgiąć cholerstwa. A jak się go nie zegnie to za cholerę nie można tym
celować. A jak
nie możesz celować to nie masz wyboru tylko oszczać cala ścianę i to włochate
przykrycie
na deskę klozetową, które wy kobiety tak strasznie chcecie mieć na desce. A
przy okazji,
jak używacie tego cholernego przykrycia to deska nie może sama stać. Wiec
musimy jedną
ręką podtrzymywać deskę klozetowa, a druga ręką sterać się kontrolować nasze
bardziej niż
nieprecyzyjne narządy celownicze. Czasem tym nowo pożenionym wydaje się (myślę, że
chłopaki tu obecni to potwierdza), ze można zmusić deskę klozetową z tym
czortowskim
puchatym przykryciem aby stała. Wiec ciskają z całej siły deską w tył,
upychają i sprężają
to przykrycie. Ale po chwili puchaty materiał przykrycia się rozpręża i deska
niespodziewanie i bez ostrzeżenia spada z ogromną siłą tuz przy przyrodzeniu,
omal nie
obcinając twojego frankfurterka! Potem już nie podnoszą desek klozetowych z
przykryciem,
bo to po prostu niebezpiecznie dla zdrowia.
Starałem się jakoś delikatnie wyjaśnić tą skomplikowaną poranną sytuację mojej
żonie.
Powiedziałem jej: Słuchaj, on się nie zegnie. Ona na to: Więc będziesz do
końca życia
siadał, tak jak ja.
Ok. Spróbowałem więc siadać z "porannym drągiem". No cóż, wsadzić go pod deskę
tez nie
jest łatwo. I zanim mi się to udało zdążyłem oblać wszystkie ręczniki wiszące na
przeciwnej ścianie. Nawet jeśli siedzisz i zmusisz twoje drewienko do wejścia
pod deskę
klozetową, to kiedy zaczniesz sikać mocz i tak wystrzeli przez szczelinę
pomiędzy deską a
górną krawędzią kibla. Zalejesz sobie wtedy nogi i mocz pocieknie po nogach w
dół, prosto
na ten śmieszny chodniczek, który kobiety nie wiadomo po co kładą na podłodze
pod kiblem!
Udało mi się jednak opracować specjalny manewr, dzięki któremu radzę sobie z
owym porannym
problemem. Jedynym rozwiązaniem jest przyjąć pozycje "lecącego Supermena"
kładąc się w
powietrzu nad deska klozetowa. Wymaga to niemałej praktyki, doskonałego
balansu ciałem, a
także synchronizacji w czasie, lecz jest to jedyny pewny sposób, aby podczas
porannego
odpryskiwania się zgromadzić cały mocz w kiblu.
Wiec Panie powinny zrozumieć, że nie można nas całkowicie winić za taką, a nie
inną
sytuację. My też podzielamy wasze zainteresowanie higieną i czystością w
łazience. Ale są
momenty, kiedy rzeczy po prostu wymykają się nam spod kontroli. Nie nasza to
wina, lecz
Matki Natury.
Tekst zaczerpnięty z grupy dyskusyjnej alt.pl.dupa - autor Malarz.