diabollo
27.03.07, 07:58
Kolejny felieton pani Kingi Dunin.
Kłaniam się nisko.
***********************************
Druga strona Pirenejów
To, co jest prawdą po jednej stronie Pirenejów, po drugiej jest fałszem, pisał
Pascal. (Wbrew geograficznym pozorom nie ten Pascal od przewodników, ani nawet
nie ten od gotowania). I trzeba przyznać, że z piękną ilustracją tej maksymy
mieliśmy ostatnio w Kartoflanii do czynienia.
Po tej stronie Pirenejów, czyli w Kartoflanii, prawdą jest, że aborcja to
zabijanie niewinnych dzieci, a homoseksualizm, nawet jeśli tolerowany, jest
dewiacją. I z takim posłaniem do Europy wystąpił Roman Giertych. A ja gotowa
jestem założyć jego fanklub. Trudno bowiem nie lubić kogoś, kto tak pięknie
służy europejskiej idei, której jakże ważnym składnikiem jest budowa wspólnej
europejskiej tożsamości i wspólnego pola wartości. Przed chwilą usłyszałam w
telewizji - chyba w sprawie dopłat rolniczych - że musimy umieć wydrzeć
Europie to, co nam się słusznie należy. Jasne, ale jak już wydrzemy, to nie
powinniśmy na tym poprzestawać, trzeba się też starać, aby nie dzieliły nas
żadne Pireneje. Prawda jest jedna. I uszanujmy to, że Roman Giertych jest
gotów za nią walczyć aż do śmierci. Szczególnie, że Polakowi jest ze śmiercią
bardzo do twarzy.
Dobrze też, że przypomniał nam, że prawdy te głosił nasz Największy Rodak.
W przeciwieństwie do Giertycha cała reszta polityków - z koalicji i opozycji -
okazała się relatywistami i nacjonalistami, którzy w nosie mają wspólną
Europę. Zgadzają się oni z Giertychem, ale tylko po naszej stronie Pirenejów.
Kiedy jednak tutejszą prawdę wyniósł on na drugą stronę, okazało się, że
plecie bzdury albo, jak oświadczył Bronisław Komorowski, ma bardzo
kontrowersyjne poglądy. Odkąd to takie poglądy na aborcję i homoseksualizm są
dla posła PO kontrowersyjne?
Jak widać, to, co nas nie kompromituje we własnym kraju, kompromituje nas po
drugiej stronie Pirenejów. Ze strachu przed tą kompromitacją państwo Kaczyńscy
z bratem gotowi są nawet zgodzić się na kompromis z agentami drugiej strony
Pirenejów. Zamiast całkowitego zakazu aborcji wystarczy im, że po prostu jest
ona niedostępna. Za tym tzw. kompromisem opowiedziała się Pani Prezydentowa i
kilkadziesiąt znanych pań i doprawdy nie widzę powodu, żeby nazywać to - jak
ojciec Rydzyk - szambem. Bo wszystko pozostaje na właściwym miejscu. Po tej
stronie Pirenejów.
Choć może rzeczywiście jest to oznaka korozji prawdy i jej nie dość solennego
traktowania?
Oto senator Legutko w rozmowie dla 'Dziennika' pozwala sobie na niewybaczalne
lekceważenie życia nienarodzonych dzieci. Wypowiadając się w sprawie lustracji
dziennikarzy, lekko mówi o aborcji, że to tylko sprawa sumienia. Co innego
donosy na kolegów. To już sprawa poważna, dotyczy faktów. 'Zawody zaufania
publicznego nie mogą być wykonywane przez ludzi, którzy kłamali i donosili,
którzy wyrządzili bardzo konkretne zło bardzo konkretnym osobom'. A aborcja
nie wyrządziła bardzo konkretnego zła bardzo konkretnym osobom?! Czy
morderczyni albo jej pomagier mogą być wiarygodni i wykonywać zawód zaufania
publicznego? Donoszenie rzecz brzydka i w czasach PRL-u powodująca niekiedy
dramatyczne skutki, wciąż jednak nie jest to morderstwo dokonane na niewinnej
istocie. Znaj proporcje, mocium panie!
W związku z tym domagam się, aby po tej stronie Pirenejów wszystkie
dziennikarki i dziennikarze złożyli oświadczenia, że nigdy nie zamordowali
dziecka poczętego ani nie wspierali zabójstwa psychologicznie czy finansowo.
Dokumentacja medyczna z dawnych lat chyba jeszcze istnieje, z udowodnieniem
późniejszych zbrodni może być kłopot. Wystarczy jednak powołać odpowiedni
Instytut i Biuro. Znowu oczywiście podniesie się krzyk, że wymaganie takich
oświadczeń jest obraźliwe. Nie podoba się? Wykopcie sobie tunel na drugą
stronę Pirenejów.
kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy/1,53665,4006588.html
*************************************