juliana03
27.03.07, 17:14
Myslalam, myslalam i nie wiem czy dobrze wymyslilam, w kazdym badz razie juz
przywyklam, nie jest mi obce slowo rozwod. Podjelam decyzje ze rozwod bez
orzekania o winie, bo nie chce przez to pieklo przechodzic, i rodzicow
naciagac na wiyty w sadzie. Dam spokoj, poinformowalam tego barana (nie
obrazajac poczciwych zwierzat), ze dam mu to czego chcial, z tym ze ja za
koszty procesu nie zaplace, bo nie mam.
Bez reakcji. (spodziewalam sie tego)
Po co z tym czekac, i tkwic w tym gownie dluzej? Nie ma sensu, lepiej raz na
zawsze sie oderwac od tego bagna i wiecej do przeszlosci nie wracac, czas
zaleczy (mam nadzieje) rany, a i taka ja bede miala mniej na glowie.
Nastepna sprawa, wiecie co jego babu, chodzi opowiada na tej jego wsi, ze men
moj ostro dom remontuje bo przyjdzie do niego ze swoja zona mieszkac. Ze mna?
Nic o tym nie wiem, a zone puki co to na razie ma tylko jedna. Najpierw stara
malpa dolewala oliwy do ognia i nie maly wkladzik wlasny do rozwalenia
naszego malzenstwa wlozyla, a teraz lazi i takie bajki babkom opowiada. Kurwa
wstydu nie ma!!!
No i moje pytanko na koniec, do Curli pewnie bo ona w tym na codzien siedzi-
jak by ten pozew zlozyl, a czekam na to ze zlozy, bo sedzina w rodzinnym
strasznie na rozwody uczulona, na sprawie o alimenty, modlila sie ze tacy
mlodzi i nie moga sie dogadac, ze nie mysla...... wiec mniemam ze to jej
punkt czuly, takze dam mu pole popisu, niech wali z pozwem, pytanie brzmi, co
mam w odpowiedzi napisac, czy czyms tam takim (nie wiem pierwyj raz sie
rozwodzic bede), jesli o oplate sie rozchodzi, wiem ze jak bez orzekania o
winie to oplacimy po polowie, a ja nie mam kasy, za chwile skonczy mi sie
umowa o prace i na zielona trawke ide razem z mala, wiec nie mysle jeszcze
dokladac do biznesu. Musze skutecznie udowodnic ze mnie nie stac na koszty
rozwodu.