s.dominika
03.04.07, 09:05
No wiecie szlag mnie trafił po prostu. Od czwartku użeram się z gościem od BHP
i po woli czuję, że nerwy mi puszczą. On musi sporządzić jakiś protokół z
wypadku mojego.
Dzwonię w czwartek o 13 i mówię, że jestem w pobliżu i mogę przyjść żeby to
spisać - on mi na to, że już jest prawie 15 (!!!) i on wolałby nie zaczynać,
bo nie wiadomo ile nam to zajmie. No dobra mówię - to w piątek. On na to, że
nie - że on w piątek to wolałby nie, żebym zadzwoniła w poniedziałek to się
umówimy.
OK. Dzwonię w poniedziałek rano - nie ma go, nikt inny poza tym gościem nie
może sporządzić tego durnego protokołu. Ale proszą żebym zostawiła telefon, to
on do mnie oddzwoni zaraz jak przyjdzie. Nie oddzwonił.
Dzwoni dzisiaj i taki tekst, że to się nie ma co śpieszyć (a ja mu mówię, że
nie ma też po co tego odwlekać). No ale jak JA bardzo chcę, to on do mnie
jutro rano zadzwoni i ja mu podam wszystkie okoliczności wypadku przez
telefon, on sporządzi protokół a ja go po świętach podpiszę (ale to będzie
telefon rano, bo on po 12 to w TERENIE PRACUJE - jakim terenie???? On ma tylko
protokoły sporządzać !!!). OK mówię. A nie mogę teraz panu podać, jak już pan
do mnie dzwoni, on na to, nie, bo on nie jest teraz PRZYGOTOWANY (że co kartki
i długopisu nie ma czy co, nie wiem).Ale, że właściwie to on wolałby po
świętach, bo teraz to już zaraz święta (dziś wtorek). Ja mu kurnia mówię,
gościu weź do mnie jutro zadzwoń i nie zawracaj głowy. Idź teraz i podpisz mi
za to zwolnienie, żeby mi 100% wypłacili. On na to, że był, ale mojego
zwolnienia nie było. Mówię, jak nie było, jak sama zaniosłam. On na to że sie
nie pali, ze wszystko zdążymy ... Wrrrrrrrr
Qrwa - żyć nie umierać taka praca jak jego.