merci2112
03.04.07, 20:52
Czesc Wam
Mam na imię Dorota. I zakochałam się w mężczyźnie, z którym niestety pracuję.
Nie mamy ze sobą praktycznie kontaktu, w pracy jest tyle pracy, że jeśli
miniemy się raz na korytarzu bądź na sali, to już jest coś. On mnie w ogóle
nie zauważa. Nie rzucam mu pawich spojrzeń, bo ani to w moim stylu ani
zbytnio się do tego nadaję. Nie taka moja natura po prostu - należę do raczej
nieśmiałych dziewczyn.
Dziś wezwał mnie na rozmowę do siebie (jest trochę jakby moim bezpośrednim
przełożonym) i niestety trochę drżały mi ręcę przy podpisywaniu pewnych
papierów. Chyba to widział i jest mi wstyd.
Nie proszę tu o żadną radę, po prostu chciałam o tym napisać.
A co znaczy miłość w moim życiu? i dlaczego kocham?
Chyba tylko po to, żebym wiecznie tęskniła za czymś, czego mieć nie będę. Co
znaczy miłość dla mnie? wyimaginowana chęć trzymania kogoś za rękę, ale tylko
taka "metafizyczna" - w marzeniach, myślach, ale nigdy na żywo.
Na żywo po prostu to nie dla mnie - chciałbym, ale w moim życiu nikt mnie nie
chce. Nikt nie chce mnie przytulić. I kiedy zdajesz sobie sprawę, że jedyne
co możesz zrobić, to ułożyć wokół siebie poduszki na pościeli, zeby sprawić
wrażenie, że ktoś obok leży, to ta świadomosć....zabija.
Życzę Wszystkim szczęścia w miłości. Ja jestem sama 25 lat.
I niedługo umrę, sama.