organza77
04.04.07, 11:10
Hej dziewczyny
dopiero wczoraj odkryłam to forum (?!?!?!?) no i postanowiłam poużalać się
nad sobą i moim (nieszczęsnym) związkiem
- od 2 lat jestem z L. - w tym rok - związek na odległość, kolejny rok -
wspólne mieszkanie pod jednym dachem z jego rodzicami (nareszcie znalazłam
mieszkanie do wynajęcia - i z uporem maniaka się przeprowadzam, on też - ale
bez większego entuzjazmu)
- L. prowadzi z rodzicami wspólny interes - czyli haruje - 7 dni w tyg.
niemalże 24 godziny na dobę
- ja muszę "żebrać" o trochę czasu dla mnie, załatwianie jakiś sprawunków,
wyjścia czy spotkania ze znajmomymi
- mieszkanie z rodzicami dla L.- było wygodne - mama sprząta,pierze,prasuje :-
( - ja zajmowałam się swoimi sprawami,swoim praniem, sprzątałam pokój,
zmieniałam poszewki, myłam okna itp.
- L. nie znosi moich pytań o przyszłość - chyba to normalne by w wieku 30
lat (on 34) by jakoś sobie ułożyć życie ..
- 3 miesiące temu poroniłam- ciąża była nieplanowana, więc "problem" sam sie
rozwiązał - ja ogromnie cierpię, przy zdrowych zmysłach trzymała mnie jego
obietnica, że zaczniemy starania po otrzymaniu zgody lekarza (ja wydałam
majątek na lekarza i badania)- teraz L. się wycofuje - a mnie serce pęka
- reasumując- ja chcę coś zmienić w naszym związku - ale napotykam opór ze
strony L. on nie chce nic na siłę, dobrze jest jak jest ... a ja - tak dłużej
nie wytrzymam
:-( trwać w tym związku? próbować dalej - jak Don Kichot walczyć z
wiatrakami?
czy się poddać? bo z dnia na dzień - przestaje mi zależeć.
dziękuję za uwagę
--
Boże, użycz mi pogody ducha, abym godziła się z tym, czego nie mogę zmienić,
odwagi, abym zmieniała to, co mogę zmienić i mądrości, abym odróżniała jedno
od drugiego.