Niemotocyklowo porozmawiajmy - zwyczaje weselne ;)

19.09.08, 23:25
całkiem niemotocyklowe ale co tam ;) ostatnio moi przyjaciele
zmieniają stan skupienia i tak chodzę z wesela na wesele i
obserwuję ;). Np w Łodzi na weselach zabiera się młodym buty koło
północy tuż przed oczepinami i potem następuje wykupywanie tych
butów (z reguły przez pana młodego i świadka, zwykle walutą jest
wódka). Jak pojechaliśmy do Zakopanego na wesele przyjaciół i
próbowaliśmy ściągnąć buty Pannie Młodej to górale patrzyli na nas
jak na ufo i nie rozumieli o co nam chodzi.
Zastanawia mnie śląskie "trzaskanie" - jak to wygląda?
Macie jeszcze jakieś fajne zwyczaje?
pozdrawiam
    • nuphar Re: Niemotocyklowo porozmawiajmy - zwyczaje wesel 21.09.08, 09:39
      to ja troche przekornie powiem, że my połamalismy chyba wszystkie
      zwyczaje bralismy ślub w pięknym miesiącu maju:D, był to ślub
      motocylowy więc nie jechalismy autem tylko na moto. Panna młoda
      czyli ja nie zostałam wykupiona z domu rodzinnego tylko przyjechałam
      po pana młodego wziełam za łape z pod jego domu pojechaliśmy do
      kościoła, nie czekaliśmy na ksiedza aż nas wprowadzi, tylko
      energicznym krokiem powędrowaliśmy pod ołtarz, rozsiedliśmy się na
      krzesełkach ku wielkiemu zdziwienu wszystkich obecnych. Po
      skończonej uroczystości mendelsona wysłuchaliśmy bedąc już na
      zawnątrz kościoła, goście nie zdążyli dobiec do swoich furaczy jak
      nas już nie było, ganiali za nami po mieście. W takim dniu
      jechaliśmy oczywiście bez kasków, na koniec dodam że wesele odbyło
      sie nie w tradycyjnej restauracji z orkiestrą i konkursami poprostu
      pojechalismy do baru na autostradzie (jedzenie tam było przesmaczne)
      zjedlismy obiad przy muzyce z radia, zaproszonych motocyklistów
      ugościliśmy grilem i "napojami". a dodam że takich przekornych
      zwariowanych ślubów jest duuużo to może o takich bedzie ciekawiej
      napisać pozdrawiam:D
      • grazyna1pl Re: Niemotocyklowo porozmawiajmy - zwyczaje wesel 21.09.08, 10:38
        to i ja się dołączę z naszym pomysłem na ślub.
        6 dni przed ślubem wsiedliśmy na moto i pojechaliśmy w stronę Lizbony. Trochę
        zwiedzaliśmy, trochę odpoczywaliśmy, takie zwykłe wakacje na moto. W przeddzień
        ślubu dotarliśmy do Lizbony, rano zanieśliśmy dokumenty do konsulatu (wcześniej
        ustaliliśmy wszystko e-mailami). Ślub mieliśmy wczesnym popołudniem. Byliśmy my,
        Pani Konsul i świadkowie z łapanki (pracownik konsulatu z żoną). Podjechaliśmy
        oczywiście na moto, ja się przebrałam w sukienkę (a co!), po uroczystości
        porozmawialiśmy w piątkę przy szampanie - było bardzo sympatycznie. A potem
        moto, do hotelu i na kolację ślubną do Hard Rock Cafe. A potem w miasto.
        Po powrocie do Polski (ładnych klika dni później) wzięliśmy Rodziców na obiad. A
        dla znajomych i przyjaciół zrobiliśmy w kolejny weekend (7.7.7) ognicho.
        Gorąco polecam.
        A! Cała rodzina dostała oczywiście zawiadomienia (z piktogramem moto - no bo kto
        nam zabroni!)
        • zaciszanka30 Re: Niemotocyklowo porozmawiajmy - zwyczaje wesel 21.09.08, 21:08
          Hmm... też jestem ciekawa jak wygląda śląskie "trzaskanie" , bo ...
          w moich wielkopolskich stronach ( skąd mnie zniosło do Warszawy )
          jest znany tzw. "portelam".
          Generalnie to polega na tłuczeniu szkła itp. pod domem panny młodej,
          w przeddzień ślubu - "na szczęście". w podziękowaniu za tłuczenie "
          na szczęście" ( albo żeby nie było więcej "bałaganu" ;) ) panna
          młoda częstuje alkoholem ( wódeczką ) i czymś do jedzenia.
          • goha66 Re: Niemotocyklowo porozmawiajmy - zwyczaje wesel 22.09.08, 07:38
            zaciszanka30 napisała:
            Hmm... też jestem ciekawa jak wygląda śląskie "trzaskanie"

            ..."czaskanie" babo :D
            a wygląda bardzo podobnie jak opisany przez Ciebie
            poznański "portelam" - pod drzwiami panny młodej tłucze się
            porcelanę na szczęście (młodzi ją zgodnie zbierają słuchając żartów
            i docinków znajomych) ... musza nauczyć sie współpracować, bo
            wystarczy moment nieuwagi, by to co juz zostało zebrane do wiaderka
            znalało się spowrotem na schodach ;D ... ponieważ zwyczajowo któreś
            z rodziców, rodzeństwa lub świadek polewa przy tym
            wódeczkę "czaskaczom", a oprócz hałasu tłuczonego szkła, wrzeszczy
            się jeszcze "weseeeele" oraz różne okazjonalne życzenia dla młodej
            pary. nie ma w tym nic dziwnego, że najczęściej zwabieni rumorem i
            śmiechem ... do zabawy przyłączają się sąsiedzi ... znam skrajny
            przypadek, gdy w 10 pietrowym bloku "czaskanie" skończyło się około
            3 A.M. ... tak się ludzie rozochocili ;)
            P.S.
            na "czaskaniu" u Hani naliczyłam (a byłam około 1,5 godziny) jakieś
            3 reklamówki kubków, kilkanaście talerzy, dwie umywalki i wielką
            szybę ... co było po 21szej juz nie wiem :D
            • zaciszanka30 Re: Niemotocyklowo porozmawiajmy - zwyczaje wesel 22.09.08, 10:27
              ..."czaskanie" babo :D

              kajam się :) jakoś zasugerowałam się postem Etity ;) a też nie lubię
              jak ktoś przekręca poznańskie regionalizmy ;)

              Czyli te 2 zwyczaje pod różnymi nazwami, to w sumie to samo.
              Dokładnie tak samo wygląda to w Wielkopolsce, że tu nie przychodzi
              tylko rodzina czy najbliżsi znajomymi, ale generalnie bliższa i
              dalsza rodzina + znajomi + sąsiedzi.Często jest tak, że panna młoda
              już poszła spać, a tłuczenie trwało dalej w najlepsze ;)
    • siostrakama Re: Niemotocyklowo porozmawiajmy - zwyczaje wesel 22.09.08, 11:44
      kurde fajne macie te zwyczaje... byłam na sporej ilości wesel w
      mazowieckim ale nie przypominam sobie aby były tego typu zwyczaje...

      chyba ze zanikają a raczej młodzi nie przykładaja wagi do tego a
      szkoda...
    • meridiana7 Re: Niemotocyklowo porozmawiajmy - zwyczaje wesel 22.09.08, 16:49

      Jeśli chodzi o zwyczaje weselne, to w moich rodzinnych stronach,
      czyli na Polesiu do dziś panna młoda wychodząc z domu do kościoła
      obowiązkowo w progu domu rzuca licznie zgromadzonym na podwórku
      dzieciom cukierki. Nigdzie więcej tego nie widziałam, a na wielu
      weselach i ślubach byłam.
      Co do butów – to rzeczą oczywistą jest, że panna młoda musi ich
      pilnować. Bosa panna młoda to po pierwsze wstyd, a po drugie
      konieczność wykupienia (zwykle za wódkę). Zresztą nawet Wyspiański
      pisał „…trza być w butach na weselu”. :-)

      Stale też obowiązuje przesąd dotyczący odwracania się pary młodej od
      ołtarza po zakończonej mszy ślubnej. W zależności od tego na czyją
      stronę będzie obrót, ten będzie rządził w domu. Ta tradycja często
      doprowadza do niezłych przepychanek państwa młodych, ku uciesze
      gości.

      A samo wesele – jak wszędzie z tą różnicą, że muszą się na nim
      pojawić sękacze takie ogromniaste prawie metrowej wysokości. Nie
      wiem jak jest teraz (kurczę dawno nikt mnie na wesele nie zapraszał :
      ( ), ale do niedawna obowiązkowo na weselach poleskich śpiewało się
      tzw. czastuszki (zwykle zawierające treści niecenzuralne) – kto
      chciał, solo po jednej zwrotce.

      Pozdrawiam
      Dorota
Pełna wersja