podryw na ulicy - desperacja?

21.09.08, 20:14
nie widzę innego sposobu na poznanie kogoś (w internecie próbowałem tam
poznałem tą znajomą

nie będę ppisał swijego życiorysu - mam 22 lata studiuje zaocznie w ze
znajomymi bardzo krucho

jestem najzupełniej normalny pomimo lekkkiego osamotnienia :) na imprezy nie
chodze tym bardziej sam, więc zostaje poderwanie obcej dziewczyny np w kinie
księgarni etc. problem taki że nigdy tego nie robiłem.


Kobiety jak reagujecie na taki podryw?
podrywał was tak ktoś?

wyglądam skromnie mówiąc normalnie wysłowić się też się potrafie

    • rahmanov Re: podryw na ulicy - desperacja? 21.09.08, 20:36
      a może ktoś pogada na gg?




    • 444a Re: podryw na ulicy - desperacja? 23.09.08, 13:33
      Każdy podryw jest dobry.
      A poza tym nie pytaj kobiet o zdanie w tej sprawie, nie ma sensu, co innego
      mówią, co innego robią.
    • zakletawmarmur Re: podryw na ulicy - desperacja? 24.09.08, 19:32
      Desperacją bym tego nie nazwała. Jeszcze 10-15 lat temu było to
      standardem. Internet nie był jeszcze tak popularny, więc ludzie byli
      zmuszeni do podrywów w realu. Niekoniecznie na ulicy, może być sklep
      czy biblioteka...

      Ja nie lubię tej formy. Sprawiam wrażenie osoby łatwo nawiązującej
      kontakty i mam chyba jakieś cechy charakterystyczne, które
      sprawiają, że wyróżniam się z tłumu. Może przez to obcy ludzie do
      mnie zagadują. Niekoniecznie w celach randkowych, czasami chcą
      zwyczajnie pogadać, pożalić się na system... Przyciągam więc zarówno
      samotnych facetów jak i różnych czubków, starsze wariatki, pijaków,
      świadków jechowych, ekshybicjonistów itp:-)
      Tak naprawdę cenię swoją prywatność, nie lubię obcych, nie lubię
      nawet rozmów "o pogodzie" z sąsiadami.
      Chodzę do marketów, bo nie muszę nawiazywać dialogu z babą zza lady.
      Kiedy sąsiadka z naprzeciwka wychodzi z domu ja z wyjściem czekam
      chwilę żeby nie musieć z nią rozmawiać na schodach.
      Nie lubie całowania w policzek osób z rodziny i znajomych.
      Nie lubię nawet przypadkowego dotyku kogoś obcego.
      Nie umawiam się na randki, bo nie lubie "sam na sam" z kimś, komu
      się podobam a nie jestem pewna czy on mi też.
      Nie zależnie od wyglądu fizycznego czy zdolności werbalnych obcy
      facet nie ma szans.

      Chyba w świat wychodzi teraz takie właśnie pokolenie samotników…
      żyjących w swoich prywatnych światach i nie czująchych potrzeby
      wyjścia do innych. Randkujemy, robimy zakupy a nawet pracujemy przez
      internet...
      Jednak nie pomyślałabym o Tobie jako o desperacie. Przypomniałbyś mi
      raczej o mojej ułomności:-) To dobrze, że są na tym świecie jeszcze
      ludzie otwarci na innych, bez zahamowań.
      • nowa_86 Re: podryw na ulicy - desperacja? 27.09.08, 19:04
        > Ja nie lubię tej formy. Sprawiam wrażenie osoby łatwo nawiązującej
        > kontakty i mam chyba jakieś cechy charakterystyczne, które
        > sprawiają, że wyróżniam się z tłumu. Może przez to obcy ludzie do
        > mnie zagadują. Niekoniecznie w celach randkowych, czasami chcą
        > zwyczajnie pogadać, pożalić się na system... Przyciągam więc zarówno
        > samotnych facetów jak i różnych czubków, starsze wariatki, pijaków,
        > świadków jechowych, ekshybicjonistów itp:-)
        > Tak naprawdę cenię swoją prywatność, nie lubię obcych, nie lubię
        > nawet rozmów "o pogodzie" z sąsiadami.
        > Chodzę do marketów, bo nie muszę nawiazywać dialogu z babą zza lady.
        > Kiedy sąsiadka z naprzeciwka wychodzi z domu ja z wyjściem czekam
        > chwilę żeby nie musieć z nią rozmawiać na schodach.
        > Nie lubie całowania w policzek osób z rodziny i znajomych.
        > Nie lubię nawet przypadkowego dotyku kogoś obcego.
        > Nie umawiam się na randki, bo nie lubie "sam na sam" z kimś, komu
        > się podobam a nie jestem pewna czy on mi też.
        > Nie zależnie od wyglądu fizycznego czy zdolności werbalnych obcy
        > facet nie ma szans.

        No normalnie mam tak samo;-)
        Pozdrawiam.
    • malutka-myszka78 Re: podryw na ulicy - desperacja? 27.09.08, 16:47
      Jestem raczej na nie. Nie uwazm tego za desperacje, ale ja bym
      olewala gościa, ktory mnie zaczepia na ulicy czy w sklepie. Nawet
      super przystojnak i elegancik bylby dla mnie lekko podejrzany w tej
      sytuacji. Badz cierpliwy, mlody jestes. Ja poznalam milosc mojego
      zycia w wieku 26 lat. Nie daj sie pedowi, ze kazdy po 20tce musi
      miec kogos, a za soba pelno doswiadczeń. Pozdrawiam
    • wieczna-pesymistka Re: podryw na ulicy - desperacja? 28.09.08, 01:04
      Uważam że podryw o ktorym piszesz jest tak samo dobry jak każdy inny tylko
      trzeba używać odpowiednich słów aby nie zrazić do siebie osoby a wręcz
      przeciwnie - przyciągnąć. W każym miejscu z tym jest podobnie poprostu trzeba
      wzbudzić ciekawość i chęć bliższego poznania w drugiej osobie a miejsce
      przebiegu akcji wydarzeń nieważne ;o) powodzenia życze ;o)
Pełna wersja