zawieszona nad zyciem

24.09.08, 00:10
a własne życzenie się unieszczęśliwiłam -po wielu latach przyjaźni przyjaciel
wyznał mi milość-wiedzialam, ze to cienka granica przyjaźni damsko męskiej-
broniłam się przed tym uczuciem długo, ale widać nie wybroniłam
się…pokochałam Go- broniłam bo to zakazana miłość- miłość dwojga ludzi
mających swoje rodziny.
Ktoś mógłby powiedzieć, ze to typowy romans, zdrada itp..tak z boku to
wygląda-ale ani ja ani on- nie szukaliśmy miłości- spadło na nas i wcale się
od tego nie chcieliśmy uwolnić…trwa to już 7 miesięcy- cudownych- niezwykłych,
dojrzałych, szalonych- utwierdzamy się jak nam jest razem dobrze, w naszym
światku. Wiemy, ze krzywdzimy bliskich nieświadomych……nie mam na to
usprawiedliwienia! Moje małżeństwo- hmm jestem po 30 te, a z mężem 16 lat- On
stoi w miejscu- czuje się nie szanowana przez Niego, rozmowy przynoszą efekt
tylko na chwilę…tak dużo musiałam znieść w życiu-tak często brakowało mi
wparcia i inicjatywy z Jego strony- może to zmęczenie, tym, że nie ma planów
celów….Mam dwoje kilkuletnich dzieci- które kochamy bardzo, długo się o nie
staraliśmy. .przyszły na świat, wtedy kiedy byłam gotowa odejść….I demony
przeszłości znowu powróciły…ostatni rok byłam na psychotropach bo tak
straciłam poczucie bezpieczeństwa przy Nim wszystko mnie przerosło………Wiem ,że
powinnam walczyć po raz enty o Nas….o nasza rodzinę rozsądek to nakazuje a
serce robi swoje…..Drugi dylemat to miłość – jakiej nie znałam…zakochałam się
bez reszty, On też w tym samy stopniu odwzajemnia to uczucie…chce odejść od
żony, z którą już od dawna nie żyją w zgodzie, jak twierdzi mają inny system
wartości patrzenia na świat I kolejny problem, bo zdaję sobie sprawę mimo jego
zaprzeczeń, ze przyłożyłam do tego rękę…ze porównał nasze miłości. Nigdy nie
rozmawiałam z Nim o nas o naszej przyszłości- On wie, że dla mnie dzieci są
najważniejsze i nic nie zmienię, bynajmniej teraz kiedy są takie
niesamodzielne….wiem wszystko to pokręcone, Kochamy się…i myślę, ze On szykuje
się do rozmowy ze mną o NAS……….co ja mam zrobić, czuje się bardzo źle-
tortury wewnętrzne- nie chce wpływać na jego decyzje. nie mam prawa, powinnam
poświecić naszą miłość a nie potrafię- mam żyć jak dawniej- choć już nie
będzie tak jak było, czy poddać się temu uczuciu…..?
    • boo-boo Re: zawieszona nad zyciem 24.09.08, 09:24
      I tak się w życiu niestety układa...
      Nie napiszę Ci konkretnie co robić. Przede wszystkim usiądź i pomyśl nad całą
      sytuacją, może spisz wszystkie za i przeciw.
      Z jednej strony, mąż, dzieci, rodzina, dom, a z drugiej ta nowa miłość.
      Zastanów się nad tym, jak na prawdę wygląda Twoja sytuacja rodzinna.
      Czy nic, a nic z mężem oprócz dzieci Cię już nie łączy? czy nie ma szans żeby
      znaleźć wspólny język, dojść do porozumienia, odbudować to co kiedyś Was
      łączyło-bo przecież kiedyś coś musiało skoro postanowiliście być razem.
      Czy szukaliście pomocy u specjalisty-na wasze problemy małżeńskie?

      No i druga strona medalu-jak będzie wyglądało Twoje życie i dzieci jeśli
      zdecydujesz się jednak odejść od męża. Czy aby to nowe uczucie to nie taka
      utopia lub odskocznia od rzeczywistości dla Ciebie i dla przyjaciela-7 miesięcy
      to jednak jak dla mnie taki niezbyt długi okres w którym człowiek jest
      przytłumiony z racji "czegoś" nowego (ludzie bardziej się wtedy starają dla
      partnera, a często jest tak,że jak pierwsza nawet kilkumiesięczna euforia
      minie-nadchodzi czas szarej rzeczywistości). I wiek nie ma tu nic do rzeczy w
      takim przypadku jakby się mogło zdawać-że tylko młodzieniaszki wariują jak się
      zakochają.

      Nie potępiam tego co robisz-tak do końca-jedyna rzecz to graj czysto-nie
      będziesz przecież męża oszukiwać w nieskończoność-postaw się na jego
      miejscu-przecież nie chciałabyś być oszukiwana...
      • joanna784 Re: zawieszona nad zyciem 24.09.08, 14:30
        boo ma rację.nie można tak żyć, ranić swoje rodziny i siebie.
        niestety miałam okazję być zdradzoną żoną i muszę ci powiedzieć, że
        to nic przyjemnego.wspóczuję waszym połówkom, dzieciakom niczego
        nieświdomym. nie wiem co ci radzić. chyba najlepiej byłoby żebys jak
        najzybciej podjęła jakąś decyzję.im dłużej to trwa tym trudniej ci
        będzie cokolwiek zrobić.
        • zawieszona1 Re: zawieszona nad zyciem 25.09.08, 02:42
          Dziękuję za Wasze opinie…po wczorajszym dołku i wołaniu o „pomoc” zawieszona
          schodzi na ziemię…po pierwsze jestem panią swego losu - Wiem, że poszłam
          łatwiejsza drogą ulegając tej miłości- zamiast ten czas spożytkować na inne
          cele. Problemem dla siebie jestem ja sama- i od tego muszę zacząć
          przewartościowywać swoje życie! Być może szukałam usprawiedliwienia tego co
          robię, w mężu ……ale mam go obwiniać, że jest jaki jest!- że zmęczyło mnie byciem
          matką-żona i mężem dla siebie w jednym - co mają powiedzieć samotne kobiety,
          które same stawiają się przeciwnością życiu.
          Udowodniłam sobie jaka jestem słaba, chodź cale życie przebojowa, uśmiechnięta,
          szczęśliwa- wiem, że jestem ambitna i dużo wymagam od siebie i innych- co z
          tego, że ja skończyłam studia dwa fakultety, ze wciąż się rozwijam – a on stoi w
          miejscu bo jak mówi nie ma takiej potrzeby- ma być powodem odejścia- a wcześniej
          mi to nie przeszkadzało…przecież nie jest mi obojętny- życie jest życiem-
          czasami świeci słońce czasami pada deszcz. Tak naprawdę te leki i załamanie
          które przeszłam to dlatego, ze bardzo chciałam aby ktoś odmienił nasz los, żeby
          żyło nam się lepiej. …wymagałam tego od męża- ze zmieni pracę, bo jego pensja
          nie starczała na opłaty…nie naciskałam na niego, ale sygnalizowałam jeszcze w
          ciązy, że jak urodzą się maluchy będzie nam ciężko.. mowił, ze mamy czas… sama
          mu szukałam ofert pracy pytałam znajomych – w końcu to Warszawa- wiec szansa na
          zmianę pracy jest większa niż gdzie indziej…wielomiesięczne oszczędzanie i
          pożyczanie pieniędzy przeze mnie- i ból, ze nie mogę dac dzieciom godnego
          minimum- wykańczały mnie do tego stopnia, ze miałam jakieś lęki i duszności- nie
          mogłam wziąć wszystkiego na siebie, bo jednak opiek nad malutkimi bliźniakami
          pochłaniała mnie bez reszty...wszystko podwójnie płacz opieka usypianie
          karmienie - doba była za krótka ale to za mną maluchy mają dwa latka. Po ośmiu
          miesiącach opieki na bliźniakami wróciłam do pracy- szybko awansowałam dostałam
          podwyżkę….los się uśmiechnął….ale jednak, jakis żal do męża był, że nie potrafił
          zadbać o Nas- do tego wzorzec z domu jaki wyniosłam, że mężczyzna dba o to co na
          zewnątrz a kobieta wewnątrz domu dołożyły swoje. Plus inne sprawy gdzie po raz
          pierwszy zaczęłam wątpić w nasze małżeństwo.

          I w tym najgorszym momencie niespodziewanie – odskocznią od wszystkiego były
          rozmowy z NIM- o wszystkim i niczym…chciał słuchać, mówił….choć znaliśmy się już
          3 lata- przyjaźń wymknęła się spod kontroli i przekroczyła granice o której
          zawsze mówiliśmy, ze nie przekroczymy. Zaimponował mi inteligencją, swoją pracą
          ciekawemu hobby tym, że cały czas cos robił- doktorat, budową domu… udzielał
          się społecznie - człowiek orkiestra do tego wieczny optymista i czuły
          człowiek-odnalazłam w nim siebie sprzed kilku lat. Jak po az pierwszy raz
          usłyszałam, ze mnie kocha…straciłam grunt pod nogami, wystraszyłam się i czulam
          się odpowiedzialna za uczucie, które w nim wzbudziłam---już wtedy czułam nosem
          problemy, chciałam się wycofać..uciec zapomnieć…nie potrafiłam odwzajemnić jego
          uczuć- ale zrezygnować z przyjaźni też nie! Ciąg dalszy jest łatwy do
          przewidzenia-
          • yvona73pol Re: zawieszona nad zyciem 25.09.08, 04:36
            bardzo madry post :)
            zycze powodzenia, i szczescia :)
Pełna wersja