evitta303
01.10.08, 11:50
Witam Wszystkich. Nie wiem czy to akurat odpowiedni wątek tutaj,ale ciężko
było dopasować,a tematyka generalnie jak najbardziej związana z miłością.
Mam problem i to nie mały.Poznałam interesującego mężczyznę ,praktycznie od
razu między nami zaiskrzyło . Od samego początku wiedziałam że nie dawno
rozstał się z dziewczyną która jest z nim w ciąży.Oczywiście pierwsza myśl
jaka mi się nasunęła to to że to on zostawił ją,ale jak zapewniał i potem to
się potwierdziło to była jej decyzja.Ona jest z innego niż on miasta i dzieli
ich spora różnica wieku,natomiast byli ze sobą rok czasu,ona jeździła do
niego, on do niej.W jej przypadku to był pierwszy związek,miała brać pigułki
ale rzekomo zapomniała,on był przekonany że bierze.On ucieszył się na
wiadomość o dziecku,kochał ją ( pewnie nadal kocha),natomiast ona najpierw
powiedziała że wyprowadzi się do niego(lepsze warunki bytowe i łatwiej o
dobrą pracę) zwodząc go w ten sposób parę miesięcy a potem w końcu powiedziała
mu że go nie kocha i nie chce z nim być.On prosił, błagał ,że może za jakiś
czas niech sobie przemyśli,nawet z kwiatami na kolanach a ona nic.Powiedziała
żeby nie pisał ani nie dzwonił i nie przyjeżdżał, ale że dziecko jak się
urodzi oczywiście będzie mógł widywać.No i on po paru miesięcy cierpień i
dołów postanowił wyjść do ludzi i kogoś poznać.No i tak na spotkaniu
towarzyskim się poznaliśmy.okazało się że mamy wiele podobnych zainteresowań,
podobnych poglądów na świat, od początku dobrze czuliśmy się w swoim
towarzystwie.Przez pierwsze 2 tygodnie czułam się jak uskrzydlona,poznawałam
wielu facetów ale dawno żaden tak mnie nie zainteresował( jestem po paru
letnim związku ,gdzie ja podjęłam decyzję o rozstaniu,ale wszystko w
kulturalny sposób,bez jakiś pretensji i żali) po prostu zakochałam się w nim,a
on we mnie.Spędzaliśmy ( zresztą nadal spędzamy) praktycznie każdą wolną
chwilę razem, on nocuje u mnie ja u niego,jak się nie widzieliśmy i nie
widzimy to dzwonimy po 7-razy dziennie do siebie.No ale po 2 tygodniach nagle
odezwał się demon przeszłości- czyli ONA.Dowiedziała się o mnie ,no i nagle
zaczęła pisać i dzwonić- jak to ona Go ( specjalnie nie operuję imionami ani
innymi bliższymi szczegółami) kocha, jak żałuje ,jak to jej w raz nim całe
szczęście odeszło i największy skarb, jak to cudownie z nim było( nawet mi
część tych smsów pokazał)itp.Nawet jak byli razem podobno to on głownie
dzwonił,ona sporadycznie.A tu nagle smsy, telefony.No i jak można się łatwo
domyśleć on zaczął mieć potworne dylematy.I tak to trwa już od ponad
miesiąca.Z jednej strony kocha mnie, mimo że krótko się znamy ale naprawdę
emocjonalnie mocno się związaliśmy( kiedyś jak bym usłyszała że po 1,5
miesiącu ktoś tak przeżywa to bym się chyba w czoło puknęła,no ale jakoś tak
nas "wzięło",on sam twierdzi że nigdy z nikim nie było mu tak dobrze,zarówno w
związku jak i w łóżku.Po prostu się od siebie uzależniliśmy.Spotykając mnie
zdał sobie sprawę czego mu brakowało, czułości, empatii ,podobnego poczucia
humoru,wspólnych zainteresowań, kobiety z temperamentem.
No ale z drugiej strony jest ONA i co ważniejsze -dziecko.
Jest on odpowiedzialnym facetem,zresztą dawno nie spotkałam faceta który by
się tak wczuwał w ojcostwo,szczególnie kiedy dziecka nie ma jeszcze na
świecie.Wiadomo że ojcostwo na odległość to żadne ojcostwo.No i on nie potrafi
zdecydować co zrobić.Na pewno do niej nadal coś czuje( zresztą trudno się
dziwić,wiadomo że uczucia tak z dnia na dzień całkiem nie przechodzą,
szczególnie te silne,ona jednak była wcześniej,nie mogę mieć przecież o to
żalu, chyba nawet nie najlepiej by to o nim świadczyło gdyby tak szybko mu
przeszło a tak cierpiał,na pewno czuje mniej,ale nadal jednak coś
czuje).Dodatkowo dochodzi do tego to że on cierpiał mocno z poczucia
odrzucenia( wiadomo że to częściej bardziej boli niż sam fakt rozstania z
konkretną osobą) a teraz na pewno łechce to jego zranione ego że ona chce z
nim być.Jednak ja nie wierzę że oni byli by ze sobą szczęśliwi. Jeśli już
takie sytuacje miały miejsce wcześniej,zresztą jest między nimi duża,paru
nastoletnia różnica wieku zresztą ona i tak w każdej chwili może się
wyprowadzić i zabrać mu dziecko.Wtedy nie będzie miał ani dziecka, ani jej ani
mnie.Moim zdaniem teraz to jest jej zraniona ambicja i to że ktoś ruszył
porzuconą przez nią "zabawkę", prosty mechanizm.Bo gdzie ona była jak on
cierpiał? oto jak się ona czuje i czy z dzieckiem wszystko ok, musiał się
dowiadywać od jej znajomych.A teraz nagle co wielka miłość?Wiem te osoby z Was
które mają dzieci na pewno napiszą że on zostanie z nią i z dzieckiem,bo
dziecko wiele zmienia w podejściu do wielu rzeczy( pewnie tak,mam nadzieję że
się kiedyś przekonam mając własne)że przed swoje szczęście może przedłożyć
szczęście dziecka,albo po prostu przeleje uczucia wszystkie na dziecko i ono
będzie jego szczęściem.Bo czy zerwaną między nimi emocjonalną więź da się
odnowić? tym bardziej że pojawiłam się ja? Nie wiem czy ja to wszystko
wytrzymam, ostatnio jemy obiad, a tam smsy od niej,wstałam od stołu.On nie
ukrywa że się kontaktują.Jak jesteśmy razem to jest od euforii po wspólny
płacz.Jak idziemy ulicą i mijamy pary z wózkami i z dziećmi zawsze czuję to
napięcie.On nie może przestać myśleć o dziecku i o tym żeby chciał żeby się z
nim wychowywało.A dodam jeszcze że jej rodzina to prości ludzie,a jej matka to
wręcz go nie cierpi( nie wiedząc za bardzo dlaczego).Nie mam na tyle siły żeby
sama odejść,zresztą chociażby wczoraj jak spotkałam się ze znajomymi bez niego
to dzwonił parę razy ,no i oczywiście pytał czy nie ma jakiś facetów,bez
robienia żadnych scen ale był lekko zazdrosny,więc jak by miał wytrzymać bez
kontaktu ze mną?.Sytuacja patowa.Myślę sobie też że jeśli jednak będziemy
razem jak wytrzymam to że on będzie tam jeździł,wiedząc że nadal do niej coś
czuje?czy podjąć za niego decyzję i odejść pierwsza?, czy czekać?.Jeśli się
rozstaniemy i tak nie wierzę że wytrzyma bez kontaktu ze mną, wtedy ona będzie
musiała to znosić.Ale może już lepiej żeby był z nią i tęsknił za mną ,niż był
ze mną i myślał o tym żeby być z nią i dzieckiem? Może ktoś miał podobną
sytuację.napiszcie co o tym myślicie.Gdybym wierzyła że ich związek będzie
szczęśliwy to chyba bym sama odeszła,ale po takich sytuacjach?.Jego rodzina i
znajomi twierdzą że ona go nie kocha i że to nie kobieta dla niego,że dużo
szczęśliwszy był by ze mną.No ale z drugiej strony jako dziadkowie i wujkowie
też chcą dobrze dla dziecka i uszanują każdą jego decyzję.No to się
rozpisałam.Ale zawsze trochę lżej jak człowiek "wyleje" to co w nim siedzi
Pozdrawiam Nora i czekam na rady i opinie,chętnie facetów którzy mają
dzieci,albo podobną sytuację.